Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll

Wpisy z tagiem: Hansa Rostock

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Kto pamięta grę Speedball, no kto? Niezła młócka, przyzwoita grafika, świetna grywalność, emocje i roztrzaskane styki. Gladiatorzy stosując wymyślne triki a przede wszystkim siłę fizyczną ładują brutalnie ognistą kulę do bramki. Inna wersja piłki ręcznej, barbarzyńska, agresywna; inny strój sportowców, masywny chroniący kończyny i głowę oraz klatkę piersiową, niemal zbroja. To były czasy!

Nawiązuję do tej kultowej gry zastanawiając się, jaki ekwipunek będzie przynależny piłkarzom za lat kilka. Jak długo czekać będziemy na regularne występy w chroniących czaszkę specjalnych czapkach, czy wręcz kaskach? Petr Čech i Chivu wyznaczają trend, a przypadek Przemysława Tytonia też dorzucił trzy grosze; albo maski ochronne po złamaniu nosa, tak popularne ostatnio, tak częste w coraz bardziej atletycznej rywalizacji...

Zresztą czeski bramkarz to ewenement, bo jego pech uruchamia wyobraźnie w najlepsze. Można go wyobrazić sobie na przykład tak:

Przepotwarzanie się po czesku

Przepotwarzanie się po czesku. Źródło: http://www.whoateallthepies.tv/chelsea/95902/snapshot-petr-cechs-helmet-has-evolved-now-one-step-away-from-building-a-death-star.html

I serio, wcale nie jest to tylko zabawa, ale realne zagrożenie (?) dla tego sportu. Ile to potrwa, zanim na murawę wybiegać będą okuci po czubek głowy, nie mam pojęcia, wiem jedno – dzisiaj kontuzja przestaje być wytłumaczeniem dla zawodnika. Z jednej strony ambicja sportowca, by udowadniać swoją wartość i przebijać się na szczyty rozpoznawalności i zamożności (absurdalność zarobków piłkarzy powoduje, że budowanie przyszłości synka zaczyna chyba skręcać z prestiżowych zawodów usługowych, inżynieryjnych, sądowych, medycznych, czy zarządzania w kierunku właśnie sportu), z drugiej naciski klubów, którzy czynią z zawodnika zakładnika, niewolnika wręcz, wymagając poświęcenia za każdą cenę, nawet za cenę zdrowia i bezpieczeństwa. Po tych wszystkich ochronnych elementach twarzoczaski przyszła kolej na stopy – Marco Reus, złote dziecko Borussii, jeden z najciekawszych młodych piłkarzy Bundesligi zagrał w spotkaniu z FSV Mainz 05 w specjalnym obuwiu osłaniającym złamany palec. OK, być może takie praktyki miały już miejsce, ja akurat w tym momencie zwróciłem na to uwagę. Tak, czy siak, szykuję się na moment, gdy drużyny piłkarskie wybiegać będą na murawę we wdzianku rodem ze Speedballa...

 

A wracając do czysto piłkarskich spraw. Wyśmienite danie zaserwowano w 2. Bundeslidze. Piątkowe spotkanie lider, Fortuny Düsseldorf, z walczącą również o awans drużyną SV 07 Padeborn smakował znakomicie; efektowne akcje, dużo spięć podbramkowych i dramaturgia do samego końca. Pierwsza ligowa porażką F95 powoduje, że atrakcyjność rozgrywek jeszcze narosła. Przy okazji pozwolę sobie na pewne refleksje. Pierwsza dotyczy napadziora miejscowych, Saschy Röslera; do diabła, uwielbiam takich zadziorów. Facet ma 35 lat, a chce mu się bardziej niż wielu, wielu młodych smarkom. Chce mu się, bo pewnie zdaje sobie sprawę, ze to ostatni moment by jeszcze pograć trochę w Bundeslidze, w której nie zaistniał jakoś specjalnie. To w jaki sposób walczy i w jaki prowokuje, w jaki pyskuje i ile wysiłku wkłada w mecz jest imponujący, zwłaszcza w zestawieniu z takim barankiem pokoju jak Maximillian Beister:) Niegrzeczny, duży chłopiec. A druga sprawa tyka się Ratajczaka. Stary koń, a robi błędy okrutne. Zadziwia. Zadziwia mnie, jak to bramkarze potrafią wpaść na idiotyczny pomysł bronienia skrajnie trudnej do wyciągnięcia piłki dwoma rękoma, albo, co pokazał nam kiedyś Dudek, ręką dalszą. Facio po trzydziestce powinien już wiedzieć, jaka forma interwencji zapewnia większy zasięg, ale nie, po co, przecież można zapewnić więcej emocji;)

Zapraszam na obszerne fragmenty, zapewniam, warto, warto, warto


Pierwszy raz od niepamiętnych dla mnie czasów (a może po prostu ciankol jestem i o czymś nie wiem), mecz na szczeblu centralnym w Niemczech rozegrano bez udziału publiczności. Nawet zadymiarze z Frankfurtu nie postarali się w poprzednim sezonie o taką karę*. Jednak po derbach z St. Pauli tym razem nie przepuszczono Hansie Rostock; jak tylko te dwie ekipy grają ze sobą chuliganie używają sobie do woli, tym razem banany pewnie jeszcze by wybaczono, ale obrzucenie sektora gości racami już nie, słusznie zresztą, jak myślę. Żeby była jasność, kibice spod pirackiej flagi też nie zachowywali się, jak w teatrze; mecz został przerwany na dziesięć minut a konsekwencje ciągną się za jednymi i drugimi**. Jakby tego było mało, jeszcze piłkarze dołożyli, i to dosłownie, co nieco na murawie. Kto widział brutalne i chamskie zagranie Weilandta na Morenie wie o czym piszę; gość wyleciał już w ósmej minucie, jego drużyna przegrała, a sam zasługuje na nazwanie go tym, czego według reprezentantów Czech brakuje Radkowi Drulakowi.

Skrót można zobaczyć TUTAJ.

Kolejny więc ekscytujący mecz w Rostocku***, mecz z Dynamo Dresden, które też grzecznych fanów nie ma, odbyło się w cmentarnej atmosferze. Niemiecka prasa nazwała to spotkanie „Gesiterspiel” (mecz widmo) i rzeczywiście nie dało się na to patrzeć; wyłączyłem po kilku minutach...

A skoro mowa o St. Pauli, to za chwilkę frapująco zapowiadające się zawody z Eintrachtem Frankfurt;]

 

* Pierwszy mecz tego sezonu, od razu podwyższonego ryzyka, bo z... St. Pauli, rozegrano przy ograniczonej widowni, ograniczonej do zaledwie 16,500...

** O karze dla Hansy już było; dopowiem jeno, że na St. Pauli nałożono karę w wysokości 20,000 euro.

*** Gwoli ścisłości, kolejne spotkanie rozegrano na DKB-Arena już tydzień później i te zawody kibice jeszcze mogli zobaczyć z trybun stadionu...