Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll

Wpisy z tagiem: Śląsk

piątek, 01 kwietnia 2011

Gdyby wziąć cyrkiel czasu i podzielić zgodnie z dziejami ziemi śląskiej historię piłki nożnej w tym regionie bez większych problemów można wskazać najlepszą drużyną każdego z nich;

W XXI wieku (2001-2011) najlepszy jest jak do tej pory Baník Ostrava, nie tylko wywalczył mistrzostwo kraju, puchar kraju (i jeszcze dwukrotnie finał pucharu…), ale również, jako jedyny śląski mannschaft!, nie spadli z ligi.

Okres po upadku komunizmu do końca epoki (lata 1989-2001), choć bez triumfów wielkich miał swojego dominatora – pomimo spadku z ligi za takiego uważam GKS Katowice, aż czterokrotnie stawali na pudle rozgrywek ligowych, dwukrotnie wygrywali Puchar Polski oraz Superpuchar, dwukrotnie uczestniczyli w finale PP, jako pokonani, a na dokładkę świetnie spisywali się w europejskich pucharach.

Okres powojenny (lata 1946-1989), czas, kiedy Górny Śląsk wywalczył aż 26-krotnie tytuł mistrzowski, do tego można dodać jeszcze jeden triumf Śląska Wrocław oraz trzy wygrane Baníku Ostrava – imponujące! Innych triumfów nawet nie sposób wymienić. Na najlepszą drużynę solidnie zapracował wówczas Górnik Zabrze - niemal połowa tych mistrzowskich tytułów to ich zasługa!

Okres II wojny światowej (1939-1945), przecież całkiem intensywny piłkarsko sprawia pewne problemy, ale po krótkim namyśle jednak stawiam na Germanię Königshütte (czyli AKS Chorzów).

Lata od końca I wojny światowej do wybuchu drugiej to zdecydowana dominacja Ruchu Chorzów, bez względu na to, co działo się na Śląsku po stronie niemieckiej.

A co było wcześniej, kogo wskazać, kto był najlepszy? W naturalny sposób kieruje wzrok na Wrocław, czy też Breslau jak kto woli, a jednak, chyba powinienem przede wszystkim spojrzeć na południe. Tak, zdecydowanie na południe! Z każdym kęsem historii tego fascynującego klubu upewniam się, że właśnie to on zasłużył na miano najlepszej śląskiej ekipy okresu od prahistorii śląskiej piłki do roku 1918DSV Troppau!

Mogę zapewnić, że w najbliższym czasie przybliżę co nieco historię tej niezwykłej drużyny, od jej zarania, jeszcze jako Troppauer Fußballverein, aż po osiągnięty w roku 1914 najwyższy pułap, zgodny z najlepszymi wzorcami czeskiej piłki o niemieckiej proweniencji.

Końcowy fragment ostatniego zdania bardzo kusi; sytuacja futbolowa w Czechach do odzyskania niepodległości była równie napięta, co ta społeczna, czy polityczna. Rywalizacja rdzennie czeskich klubów z tymi o kapitale niemieckim była tak szalenie zaciekła, że wręcz kipiała nienawiścią! Czeskie kluby były zresztą czasowo wyłączono z oficjalnego Związku Piłki Nożnej. Z kolei w czasie II Wojny Światowej nie uczestniczyły w oficjalnych rozgrywkach Gauligi lecz rozgrywały mistrzostwa Czech! Musze jednak stanowczo podkreślić, że poziom piłkarski tych niemieckich był absolutnie rewelacyjny, co najmniej tak, jak czeskich*. I właśnie DFV Troppau był na najlepszej drodze do dołączenia do pierwszarzędnych DFC Prag i Teplitzer 1903 FK, gdy wybuchła wojna...


* Uczciwie mówiąc w prapoczątkach futbolu w Europie liczyły się tylko kluby francuskie, szwajcarskie, węgierskie i niemieckie, a z zawodowcami z Wysp Brytyjskich w miarę wyrównane boje potrafiły toczyć jedynie drużyny z Hiszpanii, Austrii, Danii, Włoch i właśnie z Czech. Czesi byli wtedy potęgą.

poniedziałek, 14 marca 2011

Finał

Sądny dzień. Wspaniała seria sensacyjnych triumfów Ślązaków, triumfów wzbudzających podziw, szacunek i nietęgie miny fachowców doprowadziła kopciuszka do ostatecznej rozgrywki. Natchniony zespół naszego regionu miał stawić czoła jeszcze jednemu, ostatniemu już rywalowi. Te wszystkie cudowne mecze byłyby niczym, gdyby drużyna pokpiła decydujące spotkanie, sprowadziłby się jedynie do kiwania głową z niedowierzaniem i ironicznego śmiechu. Ale wiara i duch zespołu były już dostatecznie dorodne i polerowane każdym kolejnym zwycięstwem, by mikroprodukacja każdego elementu tej cudownej jedenastki osiągnęła najwyższe stadium. Wraz z drużyną do Drezna udała się bardzo liczna rzesza kibiców ze Śląska, podobnie jak piłkarze upojona tym niezwykłym marszem do finału.
Po przeciwnej stronie drugi najpotężniejszy zespół całego pucharowego szlaku. Równie jak Austriacy płodny dla reprezentacji Niemiec – Bawaria. Wprawdzie Bayern Monachium nie osiągnął supremacji, którą znamy z dzisiejszych czasów, należał jednak bezapelacyjnie do ścisłej czołówki; podobnie Augsburg, TSV 1860, czy 1.FC Nürnberg; warto wspomnieć także o zespołach, które dzisiaj z trudem kojarzymy, SSV Jahn Regensburg, 1.FC Schweinfurt oraz drugą ekipę z Norymbergi, BSG WKG Neumeyer, rewelacyjnego beniaminka. O sile tej Wielkiej drużyny świadczy fakt, że w jedenastce szykowanej na Ślązaków znalazło się dziewięciu graczy z przeszłością reprezentacyjną, w tym ośmiu aktywnych. Zwłaszcza środkowa linia, którą tworzyła znakomita trojka Kupfer, Goldbrunner, Kitzinger miała być piekielną machiną na wszystkie atuty rywali, rutyniarze, którzy znaleźli się właśnie w kadrze na mecz z Italią we Florencji*.
Prasa przewidywała szanse Śląska dość ostrożnie, ale ich nie odbierała, jeśli jednak drużyna z Monachium i okolicy zagra swoje to...

Reprezentacja Śląska przed finałowym meczem

Reprezentacja Śląska przed meczem finałowym.
Źródło: Schmidt J.: Początki i rozwój sportu w Gliwicach (1797-1944). Cz.2. Gliwice, 2004, s. 366.

Mecz rozegrano 5 marca na obiektach drezdeńskiego kompleksu sportowego Ostragehege. Piękna słoneczna, przyjemna pogoda sprowadziła na trybuny 40,000 ciekawskich. O bardzo licznej grupie zwolenników Śląska już było; także kibice z Bawarii, choć w mniejszej liczbie, stawili się, by wspierać swych pupili. Wśród gości dostrzeżono znakomite osobistości, z Szefem Sportu III Rzeszy, Hansem von Tschammer und Osten, urodzonym zresztą w Dreźnie oraz Gauleiterem (czyli naczelnikiem okręgu) Monachium, ministrem Adolfem Wagnerem.
Wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego Pfütznera tłum, wyczekujący wydarzenia w napięciu, zaczął wspierać jedenastkę śląskich herosów, a ci, jakby natchnieni zepchnęli faworyzowanych rywali do głębokiej defensywy. To naprawdę zrobiło na wszystkich wrażenie, zwłaszcza, że w pierwszej połowie Ślązacy musieli grać pod bardzo silny wiatr, co utrudniało rozgrywanie akcji. Dominowały jednak cechy wolicjonalne, wola walki, duch zwycięstwa, jedność zespołu, odwaga, wytrwałość... drużyna była także bardzo dobrze zgrana, przyzwyczajona do jednego systemu; w końcu aż siedmiu z nich na co dzień reprezentowało barwy Vorwärts Rasensport Gleiwitz**. Renomowani obrońcy bawarscy trudzili się setnie próbując powstrzymać szaleńczy napór w większości przecież anonimowych piłkarzy. O dziwo Ślązacy również pod względem technicznego przygotowania zupełnie nie ustępowali reprezentantom Niemiec, grając szybko i dokładnie. Sen zaczął się ziszczać w 26 minucie. Wtedy to prawoskrzydłowy Plener uzyskał prowadzenie dla outsidera. Faworyt próbował szybko odpowiedzieć; szczególnie aktywny był Lehner, który siał spustoszenie w szeregach Śląska. Na nic zdały się jego próby, skoro koledzy marnowali wypracowane przez niego okazje. Pozostawały im zaledwie kornery, z którymi twardo grająca defensywa z Koppą i Kubusem na czele świetnie sobie radziła. Po krótkim zrywie inicjatywę znowu przejęli Ślązacy i właściwie zdobyli drugiego gola, którego zobaczyli wszyscy uczestnicy meczy oraz widzowie poza jednym panem. Był nim sędzia, a akurat to w futbolu ma cholernie duże znaczenie. Była 36 minuta gry, gdy po zamieszaniu w polu karnym Bawarii czterech, czy nawet pięciu zawodników Śląska starało się dosłownie wepchnąć piłkę do siatki. Widownia już zaczęła gratulować Ślązakom kolejnej bramki, jednak oblicze karlowarskiego arbitra pozostało niewzruszone, a gra była kontynuowana. Do przerwy nic się już nie zmieniło i skromne, jednobramkowe prowadzenie odprowadziło śląską jedenastkę do szatni.

Walka trwa. Fragment meczu finałowego.

Walka trwa. Fragment meczu finałowego.
Źródło: „Das Kleine Blatt”, 12.03.1939.


Po zmianie stron oczekiwano diametralnie odmiennego obrazu gry. Nic z tego! Próba generalna przed Włochami wciąż zupełnie nie wychodziła internacjonałom z południa Niemiec! Minęły zaledwie trzy minuty a to Ślązacy cieszyli się po raz drugi! Ostre, kąśliwe uderzenielewoskrzydłowego Renka znakomity bramkarz Jakob jedynie wybił przed siebie, Pawlitzki nie ryzykując pomyłki odegrał futbolówkę do lepiej ustawionego Schaletzkiego, a ten, pomimo rozpaczliwej interwencji golkipera wpakował piłkę do siatki.

Drugi gol dla Ślaska. Strzelcem Schaletzki.

Drugi gol dla Śląska. Strzelcem Schaletzki.
Źródło: „Westpreussische Zeitung”, 07.03.1939.

Bawarczycy jakby nagle się ocknęli. Przyspieszyli grę, zaczęli masowo atakować, a że i Ślązacy nie odpuścili ani na cal, gra zrobiła się niezwykle dynamiczna, widowiskowa i pełna napięcia. Jednak cały wysiłek Śląska w jednej chwili mógł trafić szlag. Wielokrotnie defensorzy faworyta, z bezsilności, a może i bezczelnego wyrachowania, polowali na kości środkowego napastnika, Pawlitzkiego, aż dopięli swego. Śląsk musiał kończyć mecz w dziesięciu!*** Napór na bramkę Mettkego stawał się coraz bardziej bezlitosny. I stało się. W 72 minucie Krumm strzelił kontaktowego gola. Pozostało dwadzieścia minut gry, dwadzieścia cholernie długich minut... Bawarczycy jeszcze wzmogli swe starania; grali kombinacyjnie, zdecydowanie i szybko. Brakowało tylko przysłowiowej kropki nad „i” - albo decydowali się wykończyć akcję o ułamek sekundy za późno, lub też w pośpiechu zatracali precyzję strzału. Ogromna w tym zasługa dwójki obrońców z Gliwic, którzy wielokrotnie za pięć dwunasta dostawiali nogę, głowę, czy co tam jeszcze, uniemożliwiając doprowadzenie do remisu. Ekscytująca końcówka przyprawiała o gorączkę. Bawaria atakowała całym zespołem! W ostatniej akcji meczu piłkę przejął Plener i pognał sam na bramkę Jakoba, lecz jego fantastyczne uderzenie zatrzymało się na słupku! Co to musiały być za emocje! Nareszcie upragniony końcowy gwizdek sędziego. Trybuny szalały ze szczęścia! Kibice wbiegli na boisko i w wielkim uniesieniu znieśli zwycięską drużynę na ramionach do kabin!

Westpreussische Zeitung bardzo pięknie podsumował zawody

„po raz kolejny okazało się, że nazwiska nie grają, nawet tacy gracze, jeśli nie są oblubieńcami bogów, mają chwile przerwy, jeśli tylko trafią na na swej drodze na niezachwianą w swej jedności i twardą jak żelazo drużynę”.

I faktycznie, Bawarczycy razili nieporadnością, zwłaszcza linia ataku zawiodła dokumentnie, jedynie poza Lehnerem oraz Krummem. Klucz do zwycięstwa po raz kolejny leżał jednak w środkowej strefie. Cudowne dzieci niemieckiej piłki, wspaniałe trio Kupfer-Goldbrunner-Kitzinger**** poległo na całej linii z wybieganą i kondycyjnie doskonale przygotowaną linią pomocy i ataku Śląska. Nie mieli czasu na rozegranie piłki, ciągle pozostając pod presją, ponadto chroniąc własną bramkę nie bardzo potrafili wesprzeć przednią formację. Goldbrunner dał się zdominować, Kupfer koszmarnie się ustawiał, jedynie Kitzinger zagrał na reprezentacyjnym poziomie. Również w defensywie nie wszystko działało, jak należy. W pierwszej połowie kilka niepewnych interwencji zanotował bramkarz Jakob, za to w drugiej, gdy już się poprawił, szwankować zaczęła gra obrońcy Streitela. Odnosząc się tylko do gry powołanych zawodników, wskazano wyłącznie na dwójkę Lehner-Kitzinger; reszta była bez formy, za to ta dwójka zachwyciła poziomem jeszcze wyższym niż w niedawnym spotkaniu w Berlinie*****.
Nad Śląskiem można było się wyłącznie zachwycać – szybkość, dokładność, wytrzymałość, siła, waleczność, wspaniała współpraca całej drużyny,  d o s k o n a ł a  gra obronna, inteligencja, piękno, polot w grze, wszystko to porwało zgromadzoną publiczność. Na najwyższe noty zasłużyli obaj defensorzy, Kubus i Koppa, ale również pomocnicy, grający cały czas bardzo pewnie Nossek, a przede wszystkim wspaniały Langner; świetnie zaprezentowali się grający przed nim na lewej stronie Renk i Schaletzki. Do momentu pechowej kontuzji świetnie ze swojej roli wywiązywał się Pawlitzki. Jedynie Pischzek odstawał nieco od reszty; ciężko mu było, jak diabli, bo po jego stronie hasał Kitzinger, mimo wszystko najlepszy w ekipie Bawarii...
W relacji pomeczowej „Das Kleine Blatt” konstatował

„W kluczowym momencie śląski środkowy napastnik Pawlitzki doznał urazu, a pomimo tego Ślązacy wciąż atakowali.
To tylko pokazuje wielką wolę i zjednoczonego ducha walki, które są jednymi z najbardziej uderzających cech śląskiej jedenastki.”.

Amen.

Zgodnie podkreślano, że spotkanie godne było finałowej rozgrywki, a zwycięstwo bohaterskich Ślązaków całkowicie zasłużone.


Po tym sukcesie do reprezentacji Niemiec trafiło kilu graczy triumfatora Puchary Rzeszy. Jeszcze w 1939 roku zadebiutowali Reinhard Schaletzki (dwa mecze, z Norwegią [22.06.] oraz Estonią [29.06], w tym drugim gol w 60 minucie) oraz Richard Kubus (3 grudnia jedyny mecz w kadrze przeciwko Słowacji, wygrany 3:1; ale powołanie do kadry dostał z całą pewnością już we wrześniu 1938 roku, wtedy jednak nie zagrał). Rok później dwa mecze w kadrze zaliczył Ernest Plener (14 lipca z Rumunią 9:3 i 1 września z Finlandią 13:0, w obu strzelił po jednym golu).


05.03.1939. Widzów: 40,000. Sędzia: Pfützner (Karlove Vary).
Drezno. Schlesien – Bayern 2:1 (1:0).
Schlesien:
Mettke (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Koppa (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kubus (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Wydra (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Nossek (Reichsbahn SpVgg 21 Gleiwitz), Langner (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Plener (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pischzek (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pawlitzki (SpVgg Breslau 02), Schaletzki (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Renk (Sportfreunde 20 Klausberg).
Bayern: Jakob (SSV Jahn Regensburg); Streitle (TSV 1860 München), Schmeißer (Bayern München); Kupfer (1.FC Schweinfurt 05), Goldbrunner (Bayern München), Kitzinger (1.FC Schweinfurt 05); Lehner (TSV Schwaben Augsburg), Krumm (Bayern München), Färber (SSV JahnRegensburg), Fiederer (SpVgg Fürth), Siemetsreiter (Bayern München).
Bramki: 1:0. Plener (26), 2:0. Schaletzki (48, Pawlitzki), 2:1. Krumm (72).

Zwycięska drużyna Śląska

Zwycięska drużyna Śląska po finałowym meczu.
Źródło: Schmidt J.: Początki i rozwój sportu w Gliwicach (1797-1944). Cz.2. Gliwice, 2004, s. 365.


Kto z pewnością reprezentował Śląsk w Pucharze Regionów Rzszy Niemieckiej? Oto bohaterowie:
Günter Mettke
Wilhelm Koppa
Richard Kubus
Alfred Wydra
K. Langner
Nossek
Ernest Plener
Reinhard Schaletzki
Robert Pischzek
Grzeschik
Renk


Reichsbund-Pokal 1938/39:
Runda eliminacyjna (23.10.)
Planitz. Sachsen Brandenburg 4:1
1 Runda (18.10.)
Breslau [Wrocław]. Schlesien-Nordmark 5-0 (2-0)
Duisburg. Niederrhein-Südwest 7-0 (3-0)
Kassel. Hessen-Bayern 1-2 (0-1, 1-1)
Köln. Sachsen-Mittelrhein 3-1 (2-1)
Stolp [Słupsk]. Pommern-Mitte 1-2 (1-2)
Stuttgart. Württemberg-Westfalen 1-0 (1-0)
Allenstein [Olsztyn]. Ostpreußen-Niedersachsens 4-0 (2-0)
Wien [Wiedeń]. Ostmark-Baden 4-1 (1-1)
2 Runda (22.01.)
Hindenburg [Zabrze]. Schlesien-Ostmark 4-1 (2-1)
Halle. Mitte-Württemberg 3-8 (2-2)
Bamberg. Bayern-Niederrhein 3-1 (1-0)
Leipzig. Sachsen-Ostpreußen 3-0 (2-0)
Półfinał (05.02.)
Stuttgart. Württemberg-Schlesien 1-2 (1-0)
München. Bayern-Sachsen 2-1 (1-1, 1-1)
Finał (05.03.)
Dresden. Schlesien-Bayern 2-1 (1-0)

Pischzek i Schaletzki z Pucharem Regionów Rzeszy Niemieckiej w Gliwicach

Pischzek i Schaletzki z Pucharem Regionów Rzeszy Niemieckiej w Gliwicach.
Źródło: Schmidt J.: Początki i rozwój sportu w Gliwicach (1797-1944). Cz.2. Gliwice, 2004, s. 368.

 

* W tym ekskluzywnym spotkaniu zagrała cała trójka, ponadto wystąpił również napastnik Lehner, a także… starzy znajomi z Austrii, Platzer, Schmaus, Hahnemann. Prestiżowy mecz rozegrany 26 marca 1939 roku, zakończył się zwycięstwem Squadra Azzurra 3:2. Co ciekawe tego samego dnia podopieczni Seppa Herbergera, w rezerwowym zestawieniu, rozegrali jeszcze jedno spotkanie. Rywalem był Luksemburg, a na boisko wybiegł kolejny reprezentant Bawarii, Fiederer. Niemcy sensacyjnie przegrały 1:2! Na trzynaście wspólnych gier tylko ten jeden, jedyny raz malutkiemu państewku wciśniętemu pomiędzy Francję, Belgię i Niemcy właśnie, udało się nie przegrać ze znakomitym sąsiadem. Ba! Tylko cztery razy udało się polec honorowo, jedną bramką, poza tym za każdym razem dostawali srogie cięgi.
Uzupełniając informację o niemieckich kadrowiczach, grę dla naszych zachodnich sąsiadów mieli za sobą Jakob, Streitle, Kupfer, Goldbrunner, Kitzinger, Lehner, Krumm, Fiederer oraz Siemestreiter.
** Warto odnotować, że Reinhard Schaletzki w zestawieniu składów finału figuruj już jako gracz Vorwärts Rasensport Gleiwitz. Wcześniej podawano, że był piłkarzem VfR 1919 Gleiwitz; i tu mam wątpliwość, bo inne źródła wskazują z kolei na gliwicki VfB 1910...; całą sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że bezapelacyjnie Schaletzki grał w drużynie VR Gleiwitz we wrześniu 1938 roku! Również w składzie na Nordmark czasem jest odnotowywany jako gracz najlepszej drużyny niemieckiego Śląska. Spróbuję to jeszcze zweryfikować, no chyba, że ktoś z Was jest w stanie wyjaśnić te nieporozumienia...
*** Tylko dla przypomnienia, w tamtym okresie rozwoju piłki nie było mowy o czymś takim, jak zmiany!
**** Ich dorobek reprezentacyjny jest imponujący. W czasach gdy w piłkę grywano zdecydowanie rzadziej niż dzisiaj osiągnęli odpowiednio 44, 39 i 44 mecze w kadrze!
***** 26 lutego w stolicy Niemiec reprezentacja Herbergera nieznacznie pokonała silną Jugosławię 3:2. Mecz sędziował polski arbiter, Rutkowski.

wtorek, 08 marca 2011

Półfinał

Niestety, relacje z meczu Śląska, a właściwie to z obu spotkań, półfinałowych, są nader skromne; przynajmniej te, do których dotarłem. Nie znalazłem w nich również pełnych składów omawianych zawodów; stąd wpis pod tym tematem będzie niezwykle skromny w informacje…

Po rozstrzygnięciach w drugiej rundzie wiadome było, że Śląsk, sensacyjny pogromca faworyta z Ostmark, zmierzy się z reprezentacją Würrtembergii, a Bawaria stanie do pojedynku z regionem Saksonii. Na miasta gospodarzy par półfinałowych wybrano Monachium oraz Stuttgart; pierwotnie ustalono odrębne terminy dla każdego ze spotkań, i tak w Bawarii miano grać 5 lutego, zaś drużyna Śląska o historyczny awans miała powalczyć dwa tygodnie później, 19 lutego. Taki stan trwał jednak krótko; na Śląsku nie minął jeszcze tydzień świętowania wielkiej piłkarskiej wiktorii, gdy nadeszła wiadomość, że jednak oba spotkania wyznaczono na pierwszą niedzielę marca. Szybko poznaliśmy również arbitra tego spotkania – wskazano na Pana Finka z Frankfurtu, po meczu będzie zresztą o nim całkiem głośno…

Dość powszechnie uważano, że faworytami półfinałów są zespoły Würrtembergii i Saksonii. Dlatego sensacyjnie oceniono rozstrzygnięcia, bowiem do wielkiego finału awansowali akurat ich rywale! I to w dość niecodziennych okolicznościach!

Mecz w Stuttgarcie zgromadził na trybunach aż 35,000 widzów. Zdecydowanie stawiona na gospodarzy, nie tylko dlatego, że rozgrywali mecz na swoim obiekcie*, ale również z powodu formy, jaką prezentowali w ostatnim czasie. O ile zwycięstwo Śląska określano sensacyjnym, to jakich przymiotników użyć na wyrażenie tego, czego dokonała Würrtembergia na boisku w Halle przeciwko drużynie Mitte? Spotkanie, które jeszcze do przerwy toczyło się na równych warunkach (obie jedenastki wbiły po dwa gole), w drugiej połowie stało się jednostronnym popisem gości. E, tam, popisem; to zupełnie neutralne, nic nie mówiące słowo w zestawieniu z tym, co działo się przed oczyma 20,000 ciekawskich. W 59 minucie zespół Mitte po raz trzeci tego dnia wyszedł na prowadzenie, ale ostatnie pół godziny zaszokowało wszystkich obecnych – najpierw Szwabia błyskawicznie, jak już wcześniej tego dnia, doprowadziła do wyrównania, a następnie dosłownie wgniotła rywala w murawę. W sumie bramki dla gości strzelali Frey, Tröger i Fischer (wszyscy po dwie), a także Mohn i Aubele gromiąc ostatecznie miejscowych aż 8:3! Nic dziwnego, że nawet wygrana Śląska nad Austrią nie specjalnie narobiła bajzlu w wyobraźni drużyny Würrtembergii… Mecz półfinałowy, rozgrywany na zmarzniętej murawie, rozpoczął się od zdecydowanych ataków Schwabii, i choć w trakcie pierwszej połowy gra nieco się wyrównała nie ulegało wątpliwości, że gospodarze potwierdzają rolę faworytów. Nie górowała specjalnie nad rywalem, po prostu robiła swoje; i prowadziła. W 36 minucie gry kąśliwe uderzenie Trögera bramkarz Ślązaków, Mettke, wypuścił z rąk, do futbolówki najszybciej dopadł Frey i wpakował piłkę do siatki. Do przerwy 1:0 dla faworytów z Würrtembergii. I wtedy wydarzyło się coś przedziwnego. Arbitrowi, Panu Finkowi, wszystko się pokiełbasiło, pokićkało, poplątało i powywracało do góry nogami; albo zwyczajnie popsuł mu się zegarek. Jakby nie było nakazał obu drużynom wyjścia z szatni o sześć minut wcześniej! Szczęść minut! Ale co to jest sześć minut? Jakie ma to znaczenie? To niecałe 7% czasu trwania całego piłkarskie meczu… a jednak, w jakiś niewyjaśniony sposób ten, zdawałoby się drobny, incydent wpłynął na losy meczu. Czy drużyna Szwabii nie zdążyła należycie wypoczęć? Czy rozkojarzyła ją ta sędziowska pomyłka? A może zwyczajnie to Ślązacy zdecydowanie poprawili prezentowaną formę? W każdym razie druga część spotkania to już bezapelacyjna dominacja gości. Drużyna Śląska była szalenie skuteczna w defensywie, bardzo pewnie i zdecydowanie udaremniając każdą, słownie każdą próbę gospodarzy. Ta pewność siebie i bezkompromisowość szybko udzieliła się pozostałym formacją; cała jedenastka zaczęła funkcjonować jak sprawna, dobrze naoliwiona maszyna, niczym jeden organizm z synergicznymi jednostkami wywierający coraz to większą presję na tym drugim, atakujący go jak predator swą ofiarę, tłamszący aż bezradny i naznaczony blot zadławi się własną krwią…
trochę mnie poniosło;) wróćmy więc do faktów, a te były takie, że w przeciwieństwie do gości Würrtembergia zaczął pracować dokładnie odwrotnie, coraz mniej przypominając zespół; nie tylko nie stanowili drużyny, ale w takim dramatycznym momencie ujawniło się również, kto tak naprawdę pozostaje bez formy, a było tego z pół drużyny… Kontaminacja a nie jedenastka. Wojenna zasada taktyczna Helmutha von Moltke „getrennt marschieren, vereint schla gen” w przypadku zawodników Szwabii sprawdzała się tylko w jej pierwszym członie. Niewątpliwie bardzo istotne okazało się dość szybkie doprowadzenie do remisu. Zaledwie trzynaście minut po rozpoczęciu drugiej połowy wyrównał Renk. Już do końca meczu inicjatywa należała do Ślązaków i gdy wydawało się, że niechybnie dojdzie do dogrywki w ostatniej akcji meczu Schaletzki przechylił szalę zwycięstwa na stronę gości. Kolejna sensacja, Śląsk w finale!

Również drugi półfinał przyniósł emocje i nieznaczne zwycięstwo jednej z drużyn. W Monachium, przy udziale dwudziestotysięcznej widowni Bawaria po dogrywce uporała się z Saksonią, wygrywając 2:1. Prowadzenie uzyskali faworyci ze Wschodnich Niemiec po strzale Arlta już w 8 minucie meczu. Jeszcze przed gwizdkiem sędziego oznajmiającym przerwę padło wyrównanie. Lehner uderzył na bramkę, piłka niefortunnie odbiła się od obrońcy gości, Hempela i wpadła do bramki. Już do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zmienić rezultatu. Dopiero w 109 minucie meczu padło rozstrzygnięcie. I to jakie! Ponownie w roli głównej wystąpił lewoskrzydłowy BC Augsburg i reprezentacji Niemiec. Potężna bomba posłana w gąszcz nóg znowu nieszczęśliwie dla przyjezdnych trafiła któregoś z defensorów i zatrzepotała w siatce. Bawaria awansowała do finału dzięki dwóm samobójczym trafieniom Saksończyków!

W niespodziewanym finale staną naprzeciw siebie reprezentacje Śląska i Bawarii…


05.02.1939. Widzów: 35,000. Sędzia: Fink (Frankfurt).
Stuttgart. Würrtemberg – Schlesien 1:2 (1:0)
Würrtemberg: ?; Cozza, Deyhle; ?, Piccard, ?; Schädler, Tröger, Frey, ?, ?.
Schlesien: Mettke; Koppa, Kubus; ?, ?, ?; ?, ?, ?, Schaletzki, Renk.
Bramki: 1-0. Frey (36), 1-1. Renk (58), 1-2. Schaletzki (90).


* Co ciekawe, stadion w Stuttgarcie miała takiego samego patrona, jak arena w Zabrzu (Hindenburgu), Adolfa Hitlera.

sobota, 05 marca 2011

Runda 2

Ogromne napięcie towarzyszyło przybyciu drużyny Ostmark na Śląsk w ramach rozgrywek o Puchar Regionów Rzeszy Niemieckiej. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, dopracowane typowo śląską, niemalże cechową rzetelnością, polukrowane odrobiną fantazji. Z niecierpliwością czekano na wizytę największego faworyta rozgrywek…

Przyjazd
Zespól austriacki podróżował na Śląsk specjalnym pociągiem typu Korridor czeskich linii kolejowych. Przesiadkę zaplanowano na stacji Nittritz*. Wspaniałych gości kordialnie przyjęły oficjalnie lokalne władze, a następnie wspólnie uczestniczono w projekcji filmu „Pour le mérite”. Po tym krótkim postoju drużyna ruszyła w dalszą trasę. Na miejscu zameldowała się w niedzielny poranek i z miejsca doznała szoku. Pogoda, cudowna, przyjazna, inna niż wiedeńska, ale przede wszystkim niezwykła ilość sympatyków czekających na największe gwiazdy niemieckiej piłki. Tłum smarków pragnących ułowić autograf kolejnego sławnego piłkarza był tak niewiarygodny, że w swej relacji podkreślali to wysłannicy prasy austriackiej. „Der Kleine Blatt”: „nasi zawodnicy nigdy wcześniej nie musieli z taką cierpliwością i wytrwałością składać podpisy dla smyków, jak właśnie tam, na Śląsku”. Wreszcie znaleźli nieco czasu dla siebie; po ogarnięciu się i przebraniu autobusem pojechano na stadion…

Mecz
Spotkanie zaplanowano na stadionie im. Adolfa Hitlera w Zabrzu. Ładnym stadionie, obiekcie, który naprawdę zrobił wrażenie na przyjezdnych, choć jeszcze większe wywarły ściśnięte na trybunach rzesze kibiców. Ostatecznie szacowano ich ilość na 30,000! Również sama murawa prezentowała się rewelacyjnie; doskonale przygotowana, żadnego śniegu, błota, warunki wprost stworzone do gry w piłkę. Goście nie zdziwili się tym jednak nadmiernie; brak zalegających warstw śniegu zauważono już wcześniej, nie tylko na mijanych boiskach… Przed samym spotkaniem doszło jeszcze do oficjalnego przywitania wspaniałych przybyszów z regionu Ostmark. Dumni, zarazem życzliwi Ślązacy nie mogli ot, tak, przejść do porządku dziennego nad wizytą najlepszej drużyny w Rzeszy. Już na murawie przywitał Austriaków Zastępca Burmistrza, Pan Paschke, a następnie pięknie przyodziani młodzieńcy wręczyli każdemu zawodnikowi gości wspaniałe pamiątkowe tablice z wizerunkiem Führera, zaprojektowane przez dr Brekera, a wykonane przez załogę gliwickiej odlewni.

Drużyna Ostmark przed meczem w Hindenburgu

Odświętnie wystrojeni młodzieńcy wręczają piłkarzom Ostmark ekskluzywne pamiątki przed spotkaniem.
Źródło: "Das Kleine Blatt", 05.02.1939.

Wreszcie można było rozpocząć mecz. Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego Birlema Ślązacy z furią rzucili się na faworyzowany zespół Ostmark. Huczało, trzeszczało, iskrzyło się, gwizdało, skrzypiało, odpryskiwało od każdego kolejnego starcia. Gra była wyrównana, momentami piękna i urozmaicona, jednak bezwzględna, zarazem w ramach przepisów, prowadzona przez gospodarzy walka zaczynała górować nad wyrachowaniem i techniką gości. Tym bardziej, że Ślązacy swą inteligencją szybko odkryli najsłabsze miejsca Wiedeńczyków i nimi próbowali przebijać się pod pole karne Platzera. Wykorzystywali przede wszystkim grę skrzydłami, gdzie absolutnie wiele swobodny zostawiała im trójka pomocników Ostmark. Pierwszym ostrzeżeniem była potężna bomba Obstoja jeszcze nie zakończona golem. Przewaga Ślązaków wzrastała z każdą minutą, przyjezdni nie wyciągali żadnych wniosków i wreszcie stało się! W 21 minucie Obstoj, zupełnie niepilnowany, przejął piłkę na lewym skrzydle i pognał w kierunku bramki; półgórną piłkę zagraną w pole karne z powietrza efektownie uderza Pawlitzki i sensacyjnie outsider obejmuje prowadzenie. Konsternacja w szeregach gości, zamroczenie; mija zaledwie siedem minut i ponownie skrzydłowy miejscowych urywa się przy linii; tym razem po prawej stronie indywidualna akcja Pischzka, ostra wrzutka, z którą kompletnie nie radzą sobie bramkarz Platzer oraz obrońca Andritz, zgodni jedynie w sianiu nieporozumienia; do bezpańskiej piłki dopada Renk i z zimną krwią pakuje ją do pustej bramki. Dwa do zera! Tym razem wstrząsający moment działa na Austriaków właściwie. Ich wyśmienite zdolności techniczne nareszcie zostają należycie wykorzystywane; grają jak z nut, jak natchnieni, wprowadzając mnóstwo zamętu w szeregach gospodarzy. Doczekali się także efektu bramkowego po znakomicie kombinacyjnie rozegranej akcji w trójkącie Hahnemann-Vogl-Stroh. Zdawało się, że będą zdolni jeszcze przed przerwą doprowadzić do remisu, jednak ambicja Ślązaków i ich niezłomność, harówka, ciągły ruch i wola walku pozwoliły zrównoważyć obraz gry i dotrwać bezpiecznie do gwizdka sędziego oznajmiającego pauzę w meczu.
W przerwie czas widzom umilały dwie orkiestry młodzieżowe grające na murawie boiska, równie entuzjastycznie w tym, co robili, jak ich koledzy piłkarze. Kibice, to też warto przy okazji podkreślić, przez cały mecz żywiołowo dopingowali swoich pupili.
Druga odsłona rozpoczęła się od huraganowych ataków Wiedeńczyków; spodziewanego wyrównania nie doczekano się, bo euforia w szeregach gości trwała zaledwie kilka minut. Znowu bojowy charakter, tak typowy dla Ślązaków, wziął górę nad dreptaną wirtuozerią. Zagrać trochę twardziej, upierdliwie ganiać za rywalem, zasuwać wszerz i wzdłuż i cała koncepcja gości rozsypała się w drobny mak. Teraz to miejscowi atakowali, z furią fanatyka, pewnością siebie i fantazją. Osiągnięta przewaga była jeszcze większa niż w pierwszej części! Co jakiś czas dzwoniły słupki bramki austriackiej. Na lewej stronie szalał Obstoj; świetnie czuł się na tak znanym mu stadionie, przecież na co dzień występował w zabrzańskim klubie Preußen. To po jego akcji Śląsk podwyższył wynik. Niepilnowany znowu niebezpiecznie dośrodkował; to zagranie jeszcze Schmaus wybił, ale piłka ponownie spadła pod nogi Obstoja. Poprawka była już dokładna, futbolówka trafiła do Schaletzkiego, który pewnym uderzeniem zaskoczył golkipera rywali, była 62 minuta meczu. Po kolejnych czterech minutach spotkanie właściwie zostało rozstrzygnięte; tym razem gola głową zdobył Pawlitzki. 4:1, prawdziwy pogrom! Wprawdzie zespól Ostmark jeszcze zerwał się do chaotycznego ataku, zdawało się, że są blisko drugiego trafienia, jednak i tym razem zostali dosłownie stłamszeni agresywną i zaciętą postawą Ślązaków, i podobnie jak wielokrotnie wcześniej to gospodarze przejęli inicjatywę, zupełną! Platzer musiał dokonywać cudów w bramce, by uchronić swój zespół przed wyższą klęską. Wreszcie sędzia Birlem odgwizdał koniec zawodów, co wywołało ekstatyczną wręcz radość na trybunach. Kto by pomyślał, że kopciuszek, przez nikogo poważnie nie traktowany zespół Śląska tak bezwzględnie i niepodważalnie rozprawi się z najsilniejszą drużyną Związkową w Niemczech? Ileż walki i sił włożyli całkiem anonimowi piłkarze, by utrzeć nosa reprezentacyjnym graczom z Austrii?! Cały wysiłek pięknie został podsumowany przez samych pokonanych, których pokornie pogratulowali Ślązakom wspaniałej postawy i razem z nimi w komitywie opuścili murawę.

Reasumując
W podsumowaniu spotkania w prasie austriackiej przewijają się te same wątki. Przede wszystkim braki w szeregach gości. Niektórzy usprawiedliwiali w ten sposób kompromitującą porażkę; znaleźli się jednak i tacy, którzy racjonalnie ocenili bieg zdarzeń. Przede wszystkim to niechlujstwo kapitana Związkowego, który zrezygnował z kilku świetnych piłkarzy na rzecz uzupełnienia rozgrywek ligowych o zaległe mecze. Nie ulega wątpliwości, że w optymalnym zestawieniu gości Ślązacy nie mieliby większych szans. Brak zawodników Rapidu i Wiener Sportklub był aż nadto widoczny. Właściwie drużyna przyjezdna stanowiła wymieszany skład wiedeńskich klubów Austrii i Admiry, a to trochę za mało produktów, by upichcić z tego coś wspaniałego. Ale to tylko i wyłącznie ich wina. Zresztą post factum oberwało się za te decyzje selekcjonerowi „Nasz kapitan Związkowy może się po tej porażce nauczyć, że jedyną dobrą zasadą przeciwko tak zwanym outsiderom jest wystawianie najlepszej reprezentacji, i że błędem była rezygnacja z tak wspaniałych zawodników, jak Binder, Hofstädter i Zischek. Na to nas nie stać. Nie jesteśmy znowu aż tak mocni, by pozwolić sobie, żeby mistrzostwa, które i tak stoją na niskim poziomie, musiały być rozgrywane w pierwszej kolejności, zwłaszcza, gdy kapitan ma tak wiele absencji z powodu chorób”; a już słowa Janischa, że teraz to przynajmniej będzie można w spokoju i terminowo dokończyć ligę wywołały wściekłość. Świetnie zakpił sobie z tego „(Österreichische) Volks-Zeitung”: „No cóż, przegraliśmy 1:4, może to i dobrze, sami pomyślcie, Austriacy. W końcu najważniejsze, że Mistrzostwa Gauligi odbywać się będą zgodnie z terminem. A w sprawie pucharu Regionów, czyli Mistrzostw Wielkich Niemiec, gdy inni w tym celu będą się wykańczać, zawsze możemy powiedzieć, że: Tak, gdyby, harmonogram mógł, mógł, mógł i jeszcze raz mógł grać przeciwko Śląskowi, wtedy pewnie... Co pewnie? Wtedy pewnie bylibyśmy mistrzami harmonogramu!”
Inną wymówką były liczne kontuzje zawodników austriackich, którzy tuż po wyleczeniu musieli zmierzyć się w tak prestiżowych rozgrywkach. „Drużyna z Wiednia miała w swoich szeregach kilku graczy, którzy od miesięcy nie brali udziału w żadnym poważnym pojedynku, tak to prawda, kilku z nich zaledwie przed kilkoma tygodniami powróciło do treningów”, to z Neues Wiener Journal.
Jeszcze w inny ton uderzył „(Österreichische) Volks-Zeitung”, który tak grzmiał dzień po laniu w Zabrzu: „Niespodzianka spowodowana była faktem, że Ostmark, który pokonał Ślązaków na turnieju we Wrocławiu 8:2, bezczelnie wysłał na Śląsk swój drugi garnitur. Odpowiedź na to była natychmiastowa, w postaci zdecydowanej i żenującej klęski”. Podkreślano również niskie zaangażowanie i morale drużyny, która wybiegła na murawę.
„Luigi” Hussak tłumaczył się z kolei zbyt małą ilością treningów, co spowodowane było najpierw okresem świąteczno-noworocznym, a następnie katastrofalną aurą. I jeszcze to, że większość zawodników wracała z pracy, gdy było już ciemno, więc i tak nie było kiedy trenować na pełnowymiarowych boiskach. Gimnastyczne ćwiczenia w hali to stanowczo za mało; no a ponadto na Śląsku całych 14 dni nie padał śnieg, a oni sami są przyzwyczajeni do gry w ciężkich warunkach!
Niepokonana od wielu spotkań drużyna Ostmark nie zaprezentował właściwych cech wolicjonalnych, zupełnie przeciwnie do Ślązaków, świadomych, że właśnie tą ścieżką mogą dotrzeć do celu. Ich postawa wzbudziła szczery podziw. Z maluczkich w mgnieniu oka urośli do jednego z faworytów, wskakując niemal dokładnie w miejsce zarezerwowane w Pucharze dla Austriaków. Trzon zespołu stanowili Górnoślązacy (aż dziewięciu w składzie), z czego aż pięciu grywało na co dzień w najlepszym śląskim klubie (niemieckim), Vorwärts-Rasensport Gleiwitz. Trenerem Gliwiczan był wówczas nauczyciel z Wiednia, Otto Eckhardt**, i to właśnie on spijał ambrozję po spotkaniu, to go obwieszczono ojcem sukcesu. Doskonale znając system gry charakterystyczny dla wiedeńskich drużyn swymi wskazówkami umożliwił zneutralizowanie najmocniejszych stron rywali, zarazem maksymalnie wykorzystując wszelkie ich słabości. Między innymi taktyka atakowania aż ośmioma zawodnikami, tak charakterystyczna dla stylu austriackiego, została zastosowana i świetnie wykonana przez drużynę Ślaska. Wspaniałe osiągnięcie mocno poruszyło światkiem piłkarskim. „Wiener Zeitung” komunikował wschód najwspanialszego okresu w dziejach śląskiej piłki!
Ślązacy byli do tych zawodów rewelacyjnie przygotowani kondycyjnie, a wytrzymałość okazała się kluczem do realizacji założeń taktycznych i neutralizacji braków technicznych. Grali niezwykle ostro, z zachowanie jednak zasad fair play. „(Linzer) Tages Post” z tego powodu porównał ich postawę do koni Furioso wykorzystywanych przez armię austrowęgierską. „W zderzeniu z tą siłą techniczna zwinność Austriaków była nic nie warta”, relacjonował dalej dziennik. W podobnym tonie wypowiadał się „Westpreussische Zeitung”: „Przeciwko namiętnemu duchowi walki oraz woli zwycięstwa Ślązaków na nic zdały się wszelkie zdolności techniczne, pomimo tego, że drużyna wiedeńska wyglądała na bardzo silną m.in. z Platzerem, Mockiem, Hahnemannem, Strohem i Numerem”. Z kolei „Die Schlesische Tageszeitung“ napisał, że „Drużyna wiedeńska może i była lepsza technicznie, ale z czasem zatraciła swoje zdolności do eleganckich fajerwerków technicznych w umiejętnościach piłkarskich, entuzjazmu i przeszli obok tego pięknego meczu, a od wielkiego ducha walki Ślązaków trzymali się z daleka. Tego ostatniego zabrakło im najbardziej, i w tym tkwi sukces Śląska”. Najbardziej obrazowo skomentował sensację „Die Ostdeutsche Morgenpost“: „Ślązacy, chyba z pomocą diabła w swojej jedenastce, tak uderzyli w «Wunderteam» - że ten wylądował z powrotem nad pięknym modrym Dunajem”. Na szczególne wyróżnienie zasłużyła linia obronna, Kubus-Koppa, która świetnie radziła sobie z dość apatycznymi próbami rywali, twarda jak skała i zdecydowana, a także trójka centralnych napastników; a już nad popisami środkowego Pawlitzkiego cmokano z zachwytu.
W zespole Austrii nie zawiódł jednie Platzer (niektórzy zszokowani dziennikarze wybierając go na zawodnika meczu po stronie Ostmark, dawali niedwuznacznie do zrozumienia, jaka była przewaga Ślązaków, skoro tyle miejsca w relacjach należało poświęcić temu reprezentacyjnemu bramkarzowi), który uchronił drużynę gości od wyższej porażki, wbrew pozorom dwójka obrońców, oraz atakujący Hahnemann i Stroh; jednak słabych punktów było więcej; szczególnie oberwało się pomocnikom, którzy całkowicie zawiedli we wspieraniu kolegów z defensywy, cały czas poddawanych ciężkim próbom przez szturmujących Ślązaków. Również w przedniej formacji Neumer i Haag nie dali drużynie należytego wsparcia. Ta porażka zachwiała wręcz pewnością siebie wszystkich w Wiedniu! „Jest to ogromny cios dla piłki Austriackiej, a wiedeńskiej w szczególności! Najbliższe tygodnie i miesiąc pokażą, czy jej jakiekolwiek znaczenie w ogóle istnieje! Porażkę ma na sumieniu pierwszy lewy pomocnik Austrii. Całkowicie nie zrozumiał, że musi kryć niezwykle szybkiego i dysponującego potężnym strzałem środkowego napastnik Śląska, zwłaszcza, że skrzydłowi cały czas byli niepilnowani! To właśnie oni [skrzydłowi] raz za razem przedzierali się i dobrze dorzucali piłki do trójki centralnych napastników, którzy cudownie sobie poczynali, i w ten sposób mecz został rozstrzygnięty”.
Wymownie przebieg meczu streścił „Das Kleine Blatt”: „Różnica między obiema drużynami była rażąca (...). Jak pomiędzy rozkapryszonym, bawiącym się zespołem a jedenastką wojowników. Z jednej strony zawodnicy o znakomitej technice, zawsze gotowi uruchomić piłką [kolegę], ale tylko do momentu, gdy coś się nie uda, a z drugiej może gorsi umiejętnościami technicznymi, jednak cały czas ganiający za piłką, a gdy coś się nie powiedzie, walczący z podwójną gorliwością”. Nie mogę sobie również odmówić zacytowania pełnego żółci wstępu do relacji z „Wiener neueste Nachrichten: „Piłkarską społeczność Wiednia w niedzielę trafił niemal szlag, gdy dowiedzieli się wyniku spotkania z Hindenburga. 4:1 dla Śląska! Większość sądziła, że źle zrozumiała. Niestety, okazało się, że wcale nie cierpią na wadę słuchu. Było właśnie tak, 4:1 dla Śląska. A nie dla Ostmark, który był oczywistym faworytem w Hindenburgu. Jak mogło do tego dojść?”

Co ciekawe, wszystkie zawody drugiej rundy Reichsbund-Pokal oglądało łącznie 90,000 widzów, z czego aż 30,000, a więc jedna trzecia!, w Zabrzu.

A oto niektóre tytuły prasowe po tym sensacyjnym rozstrzygnięciu:
„Das Kleine Blatt”:

„Żenująca porażka w Zabrzu. Dzielna jedenastka Śląska pokonała trapiącą się drużynę Ostmark 4-1”.

„(Österreichische) Volks-Zeitung”:

„Ogromna niespodzianka w Hindenburgu. Ostmark przegrał ze Śląskiem 1:4 – upadek pomocników”.

i

„Szkoła wiedeńska – w wykonaniu Śląska. W pucharze Rzeszy upadliśmy, niech żyje mistrz!”

„Wiener neueste Nachrichten”:

„Upadek w Hindenburgu. Śląsk wspaniale pokonał zbieraninę austriacką, w bramkach 4:1”.

„(Neuigkeits) Welt Blatt”:

„Ostmark poza Pucharem Regionów Rzeszy Niemieckiej. Śląski duch walki zaskoczył austriacką technikę.”

„Die Ostdeutsche Morgenpost“:

„Sensacja w niemieckiej piłce, Śląsk wygrywa.”

Długo prasa austriacka nie rozpamiętywała jednak tej druzgocącej kleski. Dokładnie w tym samym czasie bowiem samobójstwo popełnił najlepszy piłkarz w ówczesnej historii Austrii, Matthias Sindelar...

22.01.1939. Widzów: 30,000. Sędzia: Birlem (Berlin).
Hindenburg. Schlesien - Ostmark 4:1 (2:1)
Schlesien: Mettke (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Koppa (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kubus (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Wydra (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kossek*** (Reichsbahn SpVgg 21 Gleiwitz), Langer (SpVgg Breslau 02); Obstoj (Preußen Hindenburg), Pischzek (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pawlitzki (SpVgg Breslau 02), Schaletzki (VfR 1919 Gleiwitz), Renk (Sportfreunde 20 Klausberg).
Ostmark: Platzer (Admira Wien); Andritz (Austria Wien), Schmaus (Vienna Wien); Hanreiter (Admira Wien), Mock (Austria Wien), Galli (Wiener Sportklub); Vogl (Admira Wien), Hahnemann (Admira Wien), Stroh (Austria Wien), Neumer (Austria Wien), Haag (Austria Wien)
Bramki: 1-0. Pawlitzki (21, Obstoj), 2-0. Renk (28. Pischzek), 2-1. Stroh (31, Vogl), 3-1. Schaletzki (62, Obstoj), 4-1. Pawlitzki (66, głową).

 

Kilka miesięcy później dojdzie do rewanżu. Żądni zemsty Austriacy podejmowali Śląsk 11 czerwca w Wiedniu. Drużyny wystąpiły w nieco odmienionych składach; Wiedeńczycy tym razem postarali się udział wszystkich najlepszych graczy, tak, że ze składu pucharowego pozostało zaledwie czterech zawodników (Platzer, Vogl, Hahnemann i Hanreiter). Również Ślązacy przywieźli przemeblowaną jedenastkę zmieniając z tamtej wspaniałej drużyny trzech graczy (bramkarz Nowarra Grzeschik i Kaschny). W obecności 20,000 widzów Ślązacy dostali małą lekcję futbolu przegrywając 2:5... (dla pokonanych gole strzelili Pawlitzki i Kaschny).
Co ciekawe rok później obie jedenastki ponownie zmierzą się w drugiej rundzie Reihsbund-Pokal; tym razem w Wiedniu Śląsk dostał jeszcze większe lanie przegrywając aż 1:6! A warto zwrócić uwagę, że grali już w tym meczu zawodnicy z przeszłością w polskich klubach, Nuc, Piec, Piontek i Wodarz. Honorowe trafienie w obecności 11,000 widzów uzyskał Wydra.

 

* Czy ktoś jest w stanie potwierdzić, że Nittritz, w tym konkretnym przypadku, to z pewnością lubuska wieś Niedoradz? Przebiegała tamtędy linia kolejowa z prawdziwego zdarzenia? Dość zaskakująca byłaby zatem trasa podróży reprezentacji Ostmark.
** Otto Eckhadt (czasem pisany jako Eckhart) rozpoczął pracę w Vorwärts-Rasensport Gleiwitz w sierpniu 1937 roku; wcześniej, od początku tego właśnie roku, gliwicki klub nie miał stałego (w pełnym wymiarze czasu) trenera, a zajęcia nierzadko prowadził obrońca, Willhelm Koppa. Eckhardt przychodził do klubu jako uznany fachowiec; wcześniej pracował między innymi w zachodnich Niemczech, Austrii, Luksemburgu, Włoszech, Rumunii, a przed objęciem VR jako trener kadry Norwegii.
*** Pisany również jako Nossek.

piątek, 04 marca 2011

Poprawiłem skład drużyny Śląska z meczu z Nordmark w pierwszej rundzie. Wcześniej wkradł się błąd i zamiast Grzeschika umieściłem na lewym ataku Obstoja. Udało mi się ponadto znaleźć skład jedenastki gości. Nazwiska może nie powalają na kolana, ale trzeba wiedzieć, że zawodnicy ci wywodzili się z czterech z pięciu najsilniejszych drużyn tego regionu (zabrakło jedynie przedstawicieli Holstein Kiel). Nikomu dziś zupełnie nic nie mówiąca nazwa drużyny Eimsbütteler TV jest jednak bardzo myląca. W latach 34-42 był to jedyny poważny rywal Hamburger SV w regionie Nordmark, aż pięciokrotnie dystansując słynniejszego rywala.

Niestety wciąż niepełne są informacje o strzelcach bramek, a już zupełnie niewypełnione luki pozostają w informacjach o ilości widzów oraz arbitrze tego meczu. Ktoś jest w stanie pomóc w ich uzupełnieniu?

sobota, 26 lutego 2011

Runda 2 – przygotowania

Po sensacyjnym wyeliminowaniu obrońców tytułu los skojarzył Ślązaków z wyśmienitą drużyną Ostmark, którą tak naprawdę stanowili reprezentanci Austrii, a by być jeszcze dokładniejszym gracze klubów wiedeńskich. Zbierając materiały natrafiłem na całkiem sporo informacji o przygotowaniach do tego spotkania, głownie jednak z obozu Marchii Wschodniej. Wydały mi się na tyle ciekawe i uzupełniające opisywaną przeze mnie historię, że postanowiłem włączyć je do całości…

Austriacka prasa bardzo uważnie śledziła poczynania podopiecznych kapitana regionu Ostmark Gaufachwart) Hansa Janischa. Wielki faworyt całych rozgrywek borykał się jednak z niemałymi problemami, które powodowały może nie samo zamieszanie, co śladową, ale zawsze, niepewność. Obawy związane były z rozmaitymi przyczynami. W pierwszej kolejności pojawił się problem graczy Rapidu Wiedeń, a pośrednio również innego czołowego klubu, zresztą także z Wiednia. Ale co to był za problem! Rapid właśnie triumfował w Pucharze Niemiec, czyli w popularnym i prestiżowym Tschammer-Pokal. W finale znakomita ekipa z super-kanonierem Franzem Binderem na czele rozprawiła się z FSV Frankfurt w stosunku 3:1. Ten wspaniały triumf komplikował jednak życie reprezentacji Ostmark, w całkiem prozaiczny zresztą sposób. Niezwykle napięty terminarz (Gauliga, Tschmmaer-Pokal, Reichsbund-Pokal, reprezentacja, ważne gry towarzyskie, na których sporo zarabiano etc.) powodował niezwykłą wprost sztywność terminów; jeśli tylko jakieś spotkanie wypadało z terminarza należało niezwłocznie je rozegrać. Dlatego właśnie piłkarski związek regionu Ostmark postanowił wyznaczyć dwie zaległe gry na 22 stycznia; w tym samym czasie Gaumannschaft miał stoczyć bój w Hindenburgu… Kapitan Janisch, nie chcąc osłabiać Rapidu w walce o mistrzostwo postanowił wezwać tylko jednego gracza z tego klubu, brakowało szczególnie „Bimbo” Bindera powołanego do kadry triumfatora Pucharu Niemiec*; piętnastego stycznia, na tydzień przed meczem, w prasie pojawiła się kadra Ostmark, którą stanowili: Platzer (Admira Wien); Andritz (Austria Wien), Schmaus (Vienna SC); Hanreiter (Admira Wien), Mock (Austria Wien), Joksch (Austria Wien); Vogl (Admira Wien), Hahnemann (Admira Wien), Stroh (Austria Wien), Durspekt (Admira Wien), Pesser (Rapid Wien); Zmiennicy: Zöhrer (Austria Wien), Marischka (Admira Wien), Neumer (Austria Wien).

Marischka, Platzer i Stroh.

Marischka, Platzer i Stroh szykują się na mecz ze Śląskiem.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

Ale problem nie dotyczył tylko Rapidu (czwarte miejsce) i jego najbliższego rywala Wiener Sportclub (zajmował miejsce szóste), widać to na pierwszy rzut oka. Do rozegrania wyznaczono na ten termin jeszcze jedno spotkanie, arcyważne! Lider Wacker Wien podejmował trzecią w tabeli Viennę; dla tych drużyn Janisch również zrobił reprezentacyjną dyspensę powołując jedynie Schmausa. Z dziesięciozespołowej ligi przy wyborze drużyny musiał zrezygnować z aż czterech czołowych klubów; nic dziwnego, że jego wybrańcy to tak naprawdę drużyna mieszana Austrii i Admiry. Drużynę oceniano mimo wszystko bardzo wysoko, a brakujące ogniwa nie miały znacząco wpłynąć na jakość gry. Zwracano uwagę zwłaszcza na powrót do kadry kontuzjowanego niedawno Andritza oraz wypróbowanie na prawej stronie pomocy Hanreitera; podkreślano, że taki skład wciąż gwarantuje wysokie możliwości techniczne i kombinacyjne, co w połączeniu z wolą walki powinno dać pozytywne rozstrzygnięcie. Nerwowo czekano jeszcze tylko na ostatnią przed meczem pucharowym ligową kolejkę…

Szesnastego stycznia w prasie pojawiło się zestawienie jedenastki Śląska przewidziane na mecz z Austriakami. Trener Fabra wybrał kubek w kubek tę samą drużynę, która tak pięknie poradziła sobie z ekipą Nordmark. Wiadomo już było, że spotkają się zupełnie inne drużyny niż te, które mierzyły siły podczas Breslauer Fest. We Wrocławiu, 26 lipca, Austriacy strasznie zlali Ślązaków. Już do przerwy prowadzili 5:0; po zmianie stron nieco przyhamowali, dali odetchnąć, dlatego trzydziestotysięczna widownia nie oglądała wyniku dwucyfrowego, choć dziesięć bramek padło. Końcowy wynik brzmiał 8:2 na korzyść gości! Składy w ciągu zaledwie pół roku mocno się jednak zmieniły. Ślązacy wymienili aż siedmiu zawodników! Drużyna Ostmark szykowała się do meczu bez pięciu bohaterów tamtego spotkania. Optymizm był u nich jednak bardzo duży, w końcu z nieobecnych tylko Zischek wbił we wspominanym meczu gola; jednego gola.

Specjalne przygotowania ruszyły w Wiedniu we wtorek, siedemnastego stycznia; udział w treningach, jako główny szkoleniowiec brał Ludwig „Luigi” Hussak, były reprezentant Austrii, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w 1912 roku, a w omawianym czasie instruktor sportowy ds piłki nożnej w regionie Ostmark (Gausportlehrers). Początek jego pracy nie był jednak zbyt przyjemny. Pierwszy trening (odbył się o 15.30, tak jak wszystkie pozostałe na Admiraplatz) oznaczał kolejne ubytki kadrowe; aż trzech graczy, Pesser, Durspekt i Joksch tak poważnie podupadło na zdrowiu, że ich gra była praktycznie niemożliwa! Zwłaszcza stan zdrowia Jokscha był nadzwyczajnie poważny; znakomity zawodni z powodu grypy wylądował nawet w szpitalu! Jakby tego było mało również Hanreiter,na którego tak liczono, zmagał się z przeziębieniem i choć trenował spekulowano, że bliżej mu do lekarskiej przychodni niż piłkarskiego boiska. Tak potężne ubytki, wyrwy w składzie spowodowała poprzedzająca mecz pucharowy ligowa seria gier; anormalne warunki, w których przyszło rozgrywać mecze mocno odbiła się na zdrowiu zawodników. Nie po raz pierwszy i nie ostatni przez prasę przewinęła się dyskusja nad sensem rozgrywania spotkań w takiej aurze, o takiej porze roku. Przy okazji sugerowano, że zmiana terminarza jest niezbędna dopóki futbol nie przeniesie się pod... dach! Gdy okazało się ostatecznie, że z tej czwórki tylko Hanreiter jest w stanie zagrać ze Śląskiem, kapitan Jansch grzmiał na łamach „Des Kleien Baltt”, jak irracjonalne jest organizowanie rozgrywek na przełomie roku i kończenie ich w marcu, gdy pogoda, zupełnie przecież naturalnie, ma do zaoferowania jedynie zimno, śnieg oraz deszcz; spełnianie zaleceń instruktora Rzeszy (dziś powiedzielibyśmy wymogów licencyjnych) niewiele daje. „Musimy wziąć na siebie wyzwania, a nie miotać oskarżenia, dopóki mistrzostwa nie znajdą się pod dachem”**.

Z miejsca zawezwano dodatkowych zawodników; jako pierwszy do drużyny dołączył skrzydłowy Galli z Wiener Sportclub, potem Haag i Urbanek. Ale to nie koniec problemów Wiedeńczyków. Paskudna aura uniemożliwiała przewidziany cykl treningowy; na Admiraplatz leżały zwały śniegu, a niemal całe boisko pokryte było ogromnymi ilościami błota. Z trudem wykonywano zajęcia z piłkami, na maleńkich, jak placek, suchych miejscach. „Luigi” Hussak chcąc nie chcąc skupiał się zatem jedynie na ćwiczeniach sprawnościowych oraz kondycyjnych. Bramkarz Platzer jako jedyny miał radość z treningów; doskonalił swoje robinsonady fruwając na zalegającymi górkami śniegu, miękko lądując.

Peter Platzer

Peter Platzer wymyślnymi fikołkami nad zwałami śniegu ćwiczy technikę rzucania się.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 19.01.1939.

Po ostatnim treningu kapitan Jansch oraz trener Hussak jeszcze raz upewnili się w osobistej rozmowie z każdym zawodnikiem o ich stanie zdrowia (kto wtedy myślał o drużynowym lekarzu!) oraz odbyli między sobą długą rozmowę taktyczną. Swymi spostrzeżeniami Jansch podzielił się dziennikarzem „Der Kleine Blatt”. Między innymi wypowiedział się tak błyskotliwie;)

„Jeżeli chodzi o zespół wybrany przeciwko Ślązakom, złożony jest on z wyśmienitych piłkarzy oraz walczaków, którzy każdy z osobna i wszyscy razem, jako kolektyw, świadomi są zadania, które czeka na nich w niedzielę.
Jestem przekonany, że są to godni reprezentanci regionu Ostmark. Końcowy wynik zależy od ilości strzelonych goli, jeśli więc zabezpieczymy własną bramkę z najgroźniejszej strony rywala, a sami wbijmy gole naszymi bramkostrzelnymi napastnikami, to sukces sam przyjdzie. Rozmawiałem z piłkarzami osobiście i wspólnie zgodziliśmy się, że nie ma powodu, by zwieszać głowy.
Zawodnicy są zdeterminowani, by wysłać w niedzielę z Zabrza do Wiednia radosną wiadomość.“


Tymczasem ze Śląska napływały bardzo pozytywne sygnały. Pogoda była przyjazna, wręcz ciepła; boisko na stadionie im. Adolfa Hitlera bardzo dobrze przygotowane, murawa w świetnym stanie – sucha! Wiedeń zacierał ręce, doskonała kondycja nawierzchni umożliwiała przecież zastosowanie zagrywek typowych dla austriackich, świetnie wyszkolonych piłkarzy. No i jeszcze to zainteresowanie meczem! W przedsprzedaży (będąc precyzyjnym, chodziło o zamawianie wejściówek), sprzedano wszystkie bilety! Ludzie niemal bili się o karty wstępu nie tylko z niemieckiej części Śląska, ale również z tej polskiej, a nawet z regionu Sudetenlandu, czyli z Czech! Nie ma się co dziwić; nie co dzień można oglądać tak wspaniałą drużynę. I choć zespół Śląska mocno się zmienił, zdecydowanie na korzyść, to postrach wciąż budzili kapitalnie technicznie przygotowani do gry Mock, Galli, Stroh, Hahnemann i Numer. Zresztą sama charakterystyka jedenastki Ostmark wiele wyjaśniała: piekielnie doświadczona linia obrony, którą tworzyli bramkarz Pletzer, a także Andritz i Schmaus słynący z twardej, nieustępliwej walki, doskonale komponującej się z ewentualnymi problemami murawy. Przed nimi formacja pomocy. Rewelacyjni Hanreiter, Galli oraz Mock; na zielonych boiskach, przy pięknej pogodzie byli w stanie rozklepać każdą defensywę. Ich kunszt techniczny oraz zmysł do gry kombinacyjnej był na najwyższym poziomie. Jedyne, co mogło ich powstrzymać to… załamanie się warunków pogodowych. I wreszcie atak; atak, który był największą niewiadomą, na którym mogło odcisnąć się piętno eksperymentowania. Z prawej strony dwójka graczy Admiry, Vogl i Hahnemann; o nich można było być spokojnym, na pewno sobie poradzą. Na środku doskonały Stroh, od którego tak wiele będzie zależało. Jeśli tylko zaprezentuje formę, do jakiej przyzwyczaił wszystkich przed kontuzją, a pauzował naprawdę długo, rozprowadzi akcje Austriaków w należyty sposób. Z jego umiejętności najbardziej powinien skorzystać lewy środkowy napastnik Neumer, świetny strzelec; z kolei Haag ma taki potencjał, że sam jest w stanie stworzyć sobie sytuacje bramkowe.

Schmaus

Choć warunki do treningu były podłe w obozie austriackim panowała znakomita atmosfera. Obrońca Schmaus, by dowieść swej nowoczesności" rozpoczął bitwę na śnieżki.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

Jeśli chodzi o drużynę Śląska ograniczono się jedynie do stwierdzenia, że jej trzon stanowią zawodnicy świetnej drużyny Vorwärts-Rasensport Gleiwitz, że charakteryzuje ją wola walki, a także niespotykana pewność siebie, zwłaszcza po triumfie nad obrońcą pucharu. Na Śląsku miała panować opinia, że jeśli mają kiedykolwiek pokonać Austriaków to właśnie teraz i tu! Wrócono jeszcze raz do sławetnego lania we Wrocławiu. Niech nikogo nie zmyli ten rezultat, niech nikt nie lekceważy Ślązaków! – apelowała prasa wiedeńska. Zupełnie słusznie akcentując jakże odmienne okoliczności obu gier. Nie tylko składy osobowe całkowicie się zmieniły; Ślązacy bez wątpienia silniejsi niż wtedy umiejący świetnie dopasować się do zupełnie odmiennych warunków, trudnych, wymagających Harta ducha i znakomitej kondycji oraz konsekwencji i koncentracji, za to Ostmark w mocno przebudowanym składzie, pozbawiony najpotężniejszych dział, pozbawiony również atutu gry kombinacyjnej, którą mocno ogranicza zimowa sceneria; „Tym razem nie można powiedzieć, że drużyna [Austrii - MK] jest najsilniejsza, za to Śląsk bez wątpienia jest mocniejszy!” przestrzegał jeden z dzienników wymieniając najrozmaitsze militarne porównania, jak bój, walka, wojna, batalia, bitwa, starcie, pojedynek, potyczka, kampania do opisania tego, co czeka ich pupilów w Zabrzu.

Drużyna Austrii wyjechała na mecz w sobotę o godz. 8.25 pociągiem z Dworca Wschodniego w Wiedniu pociągiem typu Korridorzüge. Powrót zaplanowanot na poniedziałek wieczorem, 23 stycznia, na tej samej stacji.

Mock i Stroh

„O! Tu leży Hindendburg, widzicie?” zdaje się mówić do swych kolegów Mock, największy obieżyświat w ekipie Ostmark, w czasie zajęć „krajoznawczych”.  W prawym górnym rogu środkowy napastkik Stroh, na którego tak mocno liczyli Wiedeńczycy.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

 

* Rapid zajmował wówczas dopiero czwarte miejsce w lidze z aż ośmioma punktami straty do lidera, drużyny Wacker Wien. Mieli jednak o cztery gry mniej, w przypadku kompletu zwycięstw dogoniliby lokalnego rywala.
** Temat rozgrywania meczy piłkarskich w hali przewija się w niemieckojęzycznej prasie tamtego okresu co jakiś czas; jak widać do dziś ostatecznie nie załatwiono tego problemu.

środa, 23 lutego 2011

Runda 1

Losowanie i układ drabinki pucharowej był dla Śląska fatalny. Chociaż nie, nie był fatalny, właściwie nie pozostawiał żadnych złudzeń, co do szans na odniesienie sukcesu. Sami faworyci! Jeden większy od drugiego!

Pierwszą rundę wyznaczono na 18 grudnia 1938 roku*; jak się później okazało miało to dość istotne znaczenie. Kolejnym handicapem okazała się gra na własnym boisku; maceracja rywali zawsze wypada rzewniej, przy ryku gardeł własnych kibiców. Sportowa dola, jak już wspomniałem, była mniej skora do żartów – skojarzyła Ślązaków z obrońcą tytułu, drużyną Nordmark (region leżący między Łabą a Odrą).

Właściwie trudno przewidzieć jak zakończyłoby się to mierzenie sił, gdyby nie ten cholerny termin; z jednej strony tuż przed świętami wielu czołowych piłkarzy dostawało wolne**. zwracał na to uwagę dziennik „(Neuigkeits) Welt Blatt”; relacjonując rozstrzygnięcia wspomina o ogromnych problemach wielu drużyn w zestawieniu w miarę optymalnego składu. drugim niezwykle istotnym czynnikiem okazała się pogoda. od Stuttgartu po Wiedeń, od Königsbergu po Dusiburg ciągnęły się siarczyste mrozy sięgające 10 do nawet 18 stopni poniżej zera! Dzisiaj prawdopodobnie mecze zostałby odwołane, wtedy jednak zahartowani w ciężkich warunkach piłkarze hasali po czymś, co miało przypominać piłkarskie boisko. Akurat we Wrocławiu panowały jedne z najcięższych warunków, nie było mowy o zielonej murawie. i jak nierzadko bywa w takiej sytuacji doszło do sensacji. zdobywca pucharu z poprzedniego roku doznał na śląskiej ziemi prawdziwej klęski ulegając aż 0:5 (0:2)! Niestety, źródła do których dotarłem nie wspominają o żadnych szczeblach tego spotkania. „Das Kleine Blatt” informował jedynie, że wrócić na właściwy kurs pomógł Ślązakom trener reprezentacji Niemiec, Sepp Herberger, który miał przeprowadzić z nimi jeden trening na tydzień przed meczem z Nordmark. Wydaje się jednak, że nie należy przeceniać tego jednorazowego wsparcia szkoleniowego, być może jedynie mentalnie mogło mieć jakiekolwiek znaczenie. Tak naprawdę drużynę, już drugi rok, przygotowywał Fredinand Fabra, postać dość anonimowa, choć z doświadczeniem międzynarodowym. Przygoda z reprezentacją Finlandii, choć z góry skazana na niepowodzenie była jednak wyjątkowo bolesna...*** Być może, choć nie mogę poprzeć to żadnym źródłem, w zaproszeniu Herbergera na trening reprezentacji Śląska pomogła mu jego osobista znajomości; w latach 1935-36 był asystentem u trenera Prof. Dr Otto Nerza, z kolei Herberger pełnił te funkcję jeszcze o roku dłużej; zresztą po odwołaniu Nerza z funkcji pierwszego trenera (po porażce w inauguracyjnym meczy IO w Berlinie z Norwegią), to właśnie Herberger został mianowany Reichstrainerem.
Ten sam dziennik również posłużył się mrozem dla wytłumaczenia sensacyjnego rozstrzygnięcia. „We Wrocławiu było niesłychanie zimno, wydaje się, że zawodnicy Nordmark gorzej je znosili niż miejscowi”.

Ferdinand Fabra

Ferdinand Fabra, Verbandstrainer drużyny Śląska w latach 1938-39.
Źródło: http://ostendoerfler.ostendorf-gymnasium.de/verein/Fabra.pdf

W ogóle temperatura mocno namieszała już na starcie rozgrywek. Równie głośnym echem odbiła się porażka drugiego z finalistów poprzedniej edycji, drużyny Południowego-zachodu. W Duisburgu zespół Südwest został rozgromiony przez Niederrhein (Dolny Ren) aż 7:0! Dla Ślązaków najważniejsze było jednak rozstrzygnięcie w Wiedniu. Tam miejscowy Ostmark (ziemie zaanektowane przez Hitlera 12 marca 1938 roku) mierzył siły z Regionem Baden (Badenii). Niestety, żadnej niespodzianki nie było i Śląsk musiał szykować się na mecz z głównym faworytem rozgrywek, świetną drużyną Ostmark, czyli de facto reprezentacją Austrii...

18.12.1938. Widzów: ?. Sędzia: ?
Breslau. Schlesien - Nordmark 5:0 (2:0)
Schlesien:
Mettke (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Koppa (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kubus (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Wydra (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kossek (Reichsbahn SpVgg 21 Gleiwitz), Langner (SpVgg Breslau 02); Grzeschik (Reichsbahn SpVgg 21 Gkeiwitz), Pischzek (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pawlitzki (SpVgg Breslau 02), Schaletzki (VfR 1919 Gleiwitz), Renk (Sportfreunde 20 Klausberg****)
Nordmark: Böhlke (Eimsbütteler TV 89); Miller (St. Pauli), Lüdecke (
Eimsbütteler TV 89); Wendlandt (SC Viktoria 1895 Hamburg), Schwartz (Eimsbütteler TV 89), Kleikamp (SC Viktoria 1895 Hamburg); Carstens (Hamburger SV), Panse (Eimsbütteler TV 89), Höffmann (Hamburger SV), Rohde (Eimsbütteler TV 89), Ahlers (Eimsbütteler TV 89)
Bramki: ? (golami podzieliła się trójka Renk, Pischzek i Grzeschik).


* Chociaż była to pierwsza runda, nie oznaczała wcale inauguracji Pucharu Rzeszy! Jeszcze w październiku odbyła się runda eliminacyjna, w której region Sachsen pokonał w malutkiej miejscowości Planitz niedaleko Zwickau drużynę Brandenburgii wysoko 4:1.
** Było to związane z tzw. „Złotą Niedzielą”, jeśli się nie mylę dotyczyło to ostatniej niedzieli przed Świętami Bożego Narodzenia, która ustawowo był dniem wolnym od pracy.
*** Fabra prowadził drużynę „Suomi” od 30 czerwca 1936 roku do 29 czerwca roku 1937. w ośmiu meczach zanotował jedno zwycięstwo (2:0 z Norwegią), jeden remis (2:2 z Estonią) oraz sześć porażek. Przygotowywał zespół do meczu turnieju olimpijskiego w 1936 roku – w Berlinie jego podopieczni dostali „szmary” z Peru aż 3:7. Zwolniony został po oznaczającej koniec nadziei na awans do Mistrzostw Świata porażce z jego rodakami, Niemcami 0:2. Łączny bilans bramkowy w tych meczach był zatrważający, wynosił 9:29 (najsurowszą lekcję dostali 20 maja w Helsinkach od Anglików. Finlandia przegrała to spotkanie sromotnie 0:8).
**** Klausberg to jedna z nazw dzielnicy Zabrza, Mikulczyc. Chyba nawet częsciej używana była niemiecka nazwa Mikultschütz, i własnie jako Sportfreunde 20 Mikultschütz widnieje ona w zestawieniu drużyn z okręgu zabrzańskiego w przygotowanym przeze mnie zestawieniu.

wtorek, 22 lutego 2011

Będzie to historia o największym sukcesie piłkarstwa śląskiego na ziemiach niemieckich. Wspaniała przygoda zawodników zebranych pod szyldem Schlesien, reprezentacji złożonej z futbolistów grających na co dzień w klubach naszego regionu. Historię tego jedynego w swoim rodzaju triumfu pisano w sezonie 1938/39 i choć nie wszystkie fakty udało mi się precyzyjnie ustalić wciąż pozostaje nad wyraz ciekawa, ujmująca, niemalże romantyczna.

Zapraszam do kilkuczęściowej lektury o tym, jak Śląsk został najlepszą drużyną w Niemczech; jak rozprawiał się z najlepszymi zawodnikami Rzeszy w Reichsbundpokal...

Reichsbundpokal

Efektowne trofeum za zwycięctwo w Pucharze Regionów Niemiec.
Źródło: http://einestages.spiegel.de/external/ShowTopicAlbumBackground/a4242/l0/l0/F.html#featuredEntry

Reichsbundpokal, czyli Puchar Regionów Rzeszy Niemieckiej, jest w prostej linii kontynuatorem Kronprinzenpokal najstarszych rozgrywek piłkarskich w Niemczech. To właśnie ta cykliczna impreza pozwoliła spopularyzować futbol u naszych zachodnich sąsiadów i pozbyć się stygmatu Fußlümmelei, pogardliwego epitetu, który można dość luźno przetłumaczyć, jako „łajdackonodzy”. Puchar, piękne srebrne trofeum, ufundował sam Wilhelm Hochanzollern w 1908 roku; opatrzono go wygrawerowanym napisem „Jego Cesarska i Królewska Mość Wilhelm, Książę Rzeszy Niemieckiej oraz Prus ufundował to trofeum w roku 1908, jako nagrodę za piłkarskie rozgrywki pomiędzy reprezentacjami regionów Niemieckiego Związku Piłki Nożnej”; rozgrywki, pod zmiennymi nazwami kontynuowane są do dzisiaj, choć ich blask wiele, wiele stracił.

Założenia puchary były proste, a zarazem niezwykle sprytnie przemyślane przez miłośników nowego, tak opiniami szarganego sportu; jak u zarania tej pięknej dyscypliny najlepiej rozbudzić ludzką wyobraźnię? Skoro niezbyt długo istniejące kluby piłkarskie* nie zyskały jeszcze dostatecznej popularności, to niewątpliwie identyfikacja mieszkańców nastawiona będzie na regionalną tożsamość; i tak też to zadziałało – fenomen nowej rozrywki natychmiast został przez publikę podchwycony, bakcyla złapano, ziarno zasiano…** Jedynym warunkiem, jaki postawił Książę Wilhelm, była gwarancja rozgrywania finałowej potyczki w Berlinie – akurat tej obietnicy nie dotrzymano…

Śląsk przez wiele lat wchodził w skład regionu Südostdeutsche (Niemcy Południowe), między innymi z Poznaniem, czy Łużycami Dolnymi. Jeden jedyny raz obwód ten wygrał rozgrywki pucharowe; miało to miejsce w 1928 roku (jeszcze dwukrotnie, nieskutecznie, grali w finale). Od 1934 istnieje nowy podział na szesnaście okręgów; cztery lata później po włączeniu Austrii oraz Czech poszerzony o kolejne regiony. Z czasem dochodzi do dlaczego rozdrabniania na mniejsze ośrodki (między innymi raz, w 1942 roku, a więc w ostatnich rozgrywkach pucharowych okresu wojny, udział biorą dwie drużyny śląskie, Górny oraz Dolny). Osiągnięcia Śląska prezentują się mizernie; dość powiedzieć, że w ciągu ośmiu lat rozegrali zaledwie piętnaście spotkań, z czego zwycięsko zakończyli zaledwie osiem. Połowę z nich właśnie w sezonie 1938/39!


* Najstarsze kluby piłkarskie w Niemczech datowane są na koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku.
** Na pierwszy finał, rozegrany 18 kwietnia 1909 roku na stadionie Wiktoria-Sportplatz zjawiła się publiczność w liczbie około tysiąca osób. Miejscowi faworycie Berlin-Brandenburgia sensacyjnie ulegli Mitteldeutschland (Centralnym Niemcom) 1:3. Po meczu wszyscy byli jednak zadowoleni i udali się na wspólne świętowanie do Browaru Habla:)