Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Kategorie: Wszystkie | Górny Śląsk
RSS
czwartek, 30 września 2010

Uwielbiam babrać się w zasobach Internetu; grzebać, mielić informacje, używać różnych narzędzi, deepwebować, przeskakiwać, gromadzić, wyszarpywać najprzeróżniejsze najemnice;) Fantastyczny świat wirtualny pozwala dotrzeć do takich wiadomości, jakie tradycyjnymi metodami byłyby nieosiągalne dla przeciętnego człowieka.

Właśnie dowiedziałem się jakie polskie drużyny są najbardziej wyjątkowe, a co tam, po prostu KOSMICZNE!!! Naturalnie, wbrew życzeniowym staraniom większości mediów nie są to żadne Legie, Lechamici czy nawet Wisła Kraków. Popularne nawet w kosmosie są śląskie, górnośląskie GKS Katowice oraz Ruch Chorzów!

W misji NASA „Sturdust”, funkcjonującej od lutego 1999 roku, a mającej na celu przechwycenie i badanie materiałów komety Wild 2 i pyłu kosmicznego1, użyto dwóch mikrochipów na których wypisano 136,000 nazw, a wśród nich znalazły się właśnie oba wspaniałe kluby z naszego regionu! Nie wierzycie? Tutaj znajdziecie GKS, a w tym wykazie Ruch.
Ha!, czy jakiś inny polski klub ma swoją reklamę wśród gwiazd?

Z utęsknieniem czekam na jedyny prawdziwie Kosmiczny Mecz w polskiej ekstraklasie. Jak fascynujące bywały to boje najlepiej zaświadczaj liczby. Panuj w nich niemal idealny remis!
Bilans
Ruch Chorzów – GKS Katowice 52 m.: 13-24-15 54: 54

Jeden z przykładów dramatycznych derbów, chociaż niektórzy uważają, że te akurat były, hm, dość dziwne;)


1 Misja zakończyła się w 2006 roku pełnym sukcesem, nawet przekraczającym wstępne oczekiwania. Kolejnym etapem będzie przeprowadzenie podobnej ekspedycji dla celów porównawczych dla komety Temple 1.

środa, 29 września 2010

Tabele lat 1900-1945

Tabela 01

Tabela 02

Tabela 03

Tabela 05

Tabela 06

Tabela 07

Tabela 08

1 Przed 1922/23 TV Mikultschütz
2 1931/32 fuzja z 1.FC Hindenburg
3 1931/32 fuzja z SC Frisch Frei 1925 Hindenburg, przestaje istnieć
4 UWAGA! Suma zwycięstw-remisów-porażek nie zgadza się z ilością spotkań, gdyż tabela w Gau Beuthen 1922/23 jest niekompletna! (wiadomo ile meczy i punktów ale znany jest jedynie fakt dwóch wygranych)
5 UWAGA! Suma zwycięstw-remisów-porażek nie zgadza się z ilością spotkań, gdyż tabela w Gau Beuthen 1922/23 jest niekompletna! (wiadomo ile meczy i punktów ale znany jest jedynie fakt dwóch wygranych)

Wyjaśnienia:
Kolumny w tabelach:
Lp. - Liczba porządkowa
Klub - Nazwa zespołu
M - Mecze
Z-R-P - Zwycięstwa-Remisy-Porażki
BR - Bilnas bramkowy
PKT - Punkty
+:0 - Mecze wygrane, w których nie jest znany dokładny rezultat
0:+ - Mecze przegrane, w których nie jest znany dokładny rezultat
Dane statystyczne dla lig niższych niż Gauliga dotyczą okresu do 1933 roku.

Przyjąłem uproszczone nazewnictwo poszczególnych klas rozgrywkowych na potrzeby
zestawienia. Częstotliwość zmian i nieczytelne nieraz ich reguły mogą powodować pewną
niedokładność, np. Gauliga Schlesien i Oberschlesien miały podobny status w pewnym momencie; jednak ze względu na obejmowanie szerszego kręgu drużyn (Dolny Śląsk) rozdzieliłem je. Klasa A (nazywana również Klasą I) niewiele różni się w zasadach od 2.Gauligi. Teoretycznie jednak, gdyż samo zestawianie klubów różnych powiatów (obwodów) w pierwszym przypadku dotyczyło tylko sąsiadujących miast (Gliwice-Zabrze oraz Rudę), z kolei 2.Gauliga miała mieć prestiż wyższy, w której rozgrywały mecze drużyny z całego Górnego Śląska. Podobnie można mieć wątpliwości, czy nie łączyć Klasy A z Klasą B (zwaną w pewnym momencie... A Klasą, później C klasą), ale właśnie owo kojarzenie w pojedynkach drużyn spoza Zabrza zdeterminowało rozdzielenie obu. Kolejną kłopotliwą sytuację sprawiały baraże, dodatkowe mecze etc. Raz rozgrywano je jakby w ramach jednej ligi (np. dwumecz rozstrzygający o miejscu w lidze lub całkowitym triumfie w przypadku podziału tej samej klasy rozgrywkowej na grupy) innym razem tworzono dodatkowe rozgrywki (Endrunde). Dlatego w pierwszym przypadku wliczałem je do bilansu danej ligi, w drugim uwzględniłem dopiero przy zsumowaniu wszystkich gier, by nie tworzyć nowych bytów.

Słowniczek:
Hindenburg – Zabrze
Zaborze – dzielnica Zabrza
Hindenburg-Nord – Zabrze-Północ (dzielnica Zabrza)
Mikultschütz – Mikulczyce (dzielnica Zabrza)
Borsigwerk – Biskupice (dzielnica Zabrza)
Ruda – dzielnica Rudy Śląskiej

wtorek, 28 września 2010

Wyraźna porażka Ruchu na Cichej

Przykrej i nadspodziewanie wyraźnej porażki doznali popularni „Niebiescy” na własnym boisku w potyczce z łódzkim Widzewem. Spotkanie stojące na nie najwyższym poziomie dostarczyło zaledwie śladowych emocji. Najpoważniejsze zagrożenie dla gospodarzy stanowił kwartet Grzelczak, Panka, Šernas, Robak, który szybkim i dokładnym rozegraniem osiągnął przewagę w krótkim czasie. Również wyraźna różnica w umiejętnościach technicznych przechyliła zwycięstwo na stronę Widzewa; w Ruchu zabrakło bowiem zawodnika, choćby jednego, który potrafiłby łatwo wygrywać pojedynki indywidualne. Bolała głowa zwłaszcza od „popisów” skrzydłowych oraz napastnika Zająca. Także zgranie kulało u Chorzowian, szczególnie w środkowej linii, stąd wiele przerzutów pomijających pomocników, za co sędziowie mocno skarcili, zresztą słusznie, miejscowych. To już drugi mecz z rzędu w którym dawno nie oglądany styl „wimbledoński” potwierdzał nieporadność jedenastki Fornalika. Jedynie safandułowate strzały były po obu stronach podobnej próby. Uderzenia gości silniejsze i bardziej niebezpieczne, jednak niecelne, co zrównywało wątpliwe walory drużyn w tej umiejętności. Podejmując decyzję sędziowie bezwzględnie wytknęli błędy ścierającym się zespołom, ale ich jednogłośna decyzja była jak najbardziej słuszna. W Ruchu najlepszy był Jankowski, u Widzewiaków wspomniana czwórka ofensywna.
Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że w meczu padły dwie bramki.
Ruch: Pilarz - Nykiel, Grodzicki, Stawarczyk, Maciej Sadlok - Grzyb, Lisowski, Pulkowski, Janoszka - Zając (46, Olszar; 74, Świerblewski), Jankowski (61, Piech).
Widzew: Mielcarz - Broź, Ukah, Szymanek, Dudu - Grischok, Bruno, Panka, Grzelczak - Šernas, Robak (82, Budka).
Technika: 3,25 – 4,10
Podania: 2,70 – 3,95
Strzały: 2,20 – 2,35
Zgranie: 2,45 – 3,80
Gra zespołowa: 3,15 – 4,10
Drybling: 3,05 – 3,75
Wynik końcowy: 2,80 – 3,67

Mniej więcej tak mogłaby wyglądać relacja sobotniego meczu Ruchu z Widzewem, gdyby zrealizowany został pomysł wiedeńskiego dziennikarza Schmala z grudnia 1903 roku. Proponował on, by zamiast na gole, mecze piłkarskie rozstrzygać przyznawaniem punktów za różne wyznaczone wcześniej umiejętności; miały zatem decydować względy estetyczne, zupełnie jak w łyżwiarstwie figurowym! Argumentował to w ten sposób, że tym środkiem zmusi drużynę do gry delikatnej i przemyślanej i że znikną wszelkie surowości. Wyobrażacie to sobie? Zamiast wykrzykiwać „Gooooooooooooooool!!!”, wznosilibyście jedwabne „Ach!” nad zagraniem z klepki, „Och!” nad kiwką i przeciągłe „Ooooo!” nad bezkontaktowym odbiorem piki. Zamiast gwizdać na brak zaangażowania buczelibyście z powodu wślizgu, a hat-trickiem byłoby nie popełnienie faulu w trzech meczach po sobie:) Mistrzem świata zostaliby Niemcy, a Barcelona zhegemonizowałaby rozgrywki klubowe, na lata!
Myślę jednak, że dobrze jest, jak jest; gdyby ktoś podchwycił ten pomysł, futbol może i byłby uważany za piękny sport, ale ja z pewnością nie interesowałbym się nim ani trochę; wolałbym hokej na przykład:)

Narodni listy, 17.12.1903

Národní listy, 17.12.1903

PS Miało dojść do spotkania na tych eksperymentalno-diablich zasadach. Na króliki doświadczalne zgłosiły się dwie jedenastki ze stolicy Austrii, Vienna Cricket and Football-Club oraz First Vienna FC. Niestety nie dotarłem do żadnego rozstrzygnięcia tego pojedynku, właściwie nie mam pewności, czy w ogóle się odbył...

środa, 22 września 2010

Jakiś czas temu opublikowałem listę spotkań najbardziej utytułowanego klubu niemieckiego, Bayernu Monachium, z drużynami polskimi, czeskimi i słowackimi. Największą zagadkę stanowiła potyczka Bawarczyków z reprezentacją Polski. Brak jakichkolwiek śladów tego meczu mocno zastanawiał, postanowiłem więc skontaktować się z autorami strony na której spotkanie to zostało wymienione i wreszcie mogę opublikować uzyskane informacje, oto one:

FC Bayern München - Polska
Sobota, 06.02.196516:30 – mecz towarzyski
Widzów: 18,000
Monachium, Grünwalder Strasse
Sędzia: Rudolf Kreitlein
FC Bayern: Maier (46. Kosar), Kunstwald, Olk, Wodarzik, Borutta, Kupferschmidt, Nafziger (46. Werner), Ohlhauser, Müller, Koulmann, Drescher
Polska: ?
Bramki: 1:0 Müller (25.), 2:0 Müller (36.), 2:1 Kowalik (44.), 3:1 Werner (75.)

wtorek, 21 września 2010

Nie wypada nie napisać kilku słów o minionym piłkarskim przedłużonym weekendzie, wyjątkowo o posmaku derbowym. Co ciekawe, w każdym z nich, to co decydujące rozegrało się w powietrzu!

Wydarzeniem bezapelacyjnie numer jeden w futbolowej Europie były 275 derby praskich "S". Przyznam, że nie znam innego pojedynku o tak długiej historii, przynajmniej w części kontynentalnej. Tak, tak, to nie pomyłka, to był już 275 mecz Sparty ze Slavią! Pierwsze spotkanie rozegrano już w 1896 roku!

Jak zwykle nie zabrakło emocji, walki (i tej wręcz) oraz dramaturgii. Zwycięstwo Sparcie na stadionie odwiecznego rywala dał za 5 minut dwunasta, świetny Bony Wilfrid, oczywiście głową. Po 90 minutach mam nieodparte wrażenie, że w Slavii brakuje:
a) zawodników oddanych drużynie, kogoś, kim po stronie Sparty są, jakkolwiek ich oceniamy, Blažek, Řepka, czy Sionko. To dlatego facku dostawali zawodnicy Slavii, wyłącznie (spięcie Řepki z Reguedem traktuję jako wyjątek od reguły; zresztą, o, zgrozo!, to było najbardziej spektakularne zagranie beznadziejnego Tunezyjczyka);
b) napastników (tych młodych chwali się i chwali, bo faktycznie prezentują obiecujący poziom, ale to jednak za mało na ligowe bitwy);
c) trenera - nie wiem, co się dzieje z warsztatem Karla
Jarolíma, jeszcze niedawno najwyżej cenionego szkoleniowca u naszych południowych sąsiadów (był nawet poważnym kandydatem do objęcia kadry narodowej), dziś człeka zagubionego, błądzącego, majaczącego, fechtującego z coraz bardziej wymyślnymi demonami. To zresztą temat na osobny wpis...

Tak więc bilans bezpośrednich starć Sparta vs Slavia od wczoraj prezentuje się tak:
1.Liga 159:76-35-48 274:205
Razem 275:125-64-86 495:422

W lidze polskiej derbowo było w Bytomiu, gdzie Polonia, jak najbardziej zasłużenie ograła Ruch Chorzów. Polonia zagrała chyba swój najlepszy mecz zdecydowanie dominując przez większość spotkania, Ruch zagrał chyba najsłabsze zawody sprawiając wrażenie przypadkowo dobranej grupy na castingu "Mam talent"; w ogóle nie funkcjonował u nich środek pola, a dawno zapomniana metoda "bij i leć" wywoływała u mnie jedynie politowanie.
Polonia zbiera za to owoce swej cierpliwości i mądrości. Lepiej przecież zakontraktować dobrego gracza i wycierpieć kilka pierwszych meczy, w których
- nie może zagrać,
- nie powinien zagrać,
- prezentuje się ociężale
(niepotrzebne skreślić)
ale potem pisze własną partyturę i to z całkiem niezłym skutkiem. Brawo Polonia!

W Bundeslidze doszło do aż dwóch ekscytujących potyczek derbowych.
Po wspaniałym widowisku St. Pauli jak najbardziej zasłużenie zremisowało z Hamburger Sport Verein 1:1. Ba, niewiele brakowało, by odnieśli historyczne zwycięstwo! Postawa kopciuszka była imponująca. Co za walka! Co za duch zespołu! Rewelacyjny był zwłaszcza Ebbers. Ileż się ten facet nabiegał, nierzadko bezproduktywnie, tylko po to by przyblokować piłkę, którą i tak od autu będą wprowadzać rywale,  f a n t a s t y c z n e !!! Tak, jak fantastyczne było oglądanie zmagań dorosłego technicznie zespołu ze zdeterminowanym, wściekle atakującym, nie dającym spokoju rywalem, rywalem kopiącym, prowokującym, szczypiącym, , popychającym, podstawiającym nogi i ciągle, od pierwszej do ostatniej sekundy, ciągle depczącym po piętach. Mogliby coś o tym powiedzieć Jarolim i Guererro;)
Tak poza tym, to nie było w nim wielu sytuacji bramkowych, "Kicker" doliczył się sześciu, ale chyba i tak przesadza:) Za to wspomniana prawdziwa boiskowa bitwa i atmosfera na trybunach (tylu konfetti i serpentyn dawno nie widziałem, prawie jak w Ameryce Południowej!) pozwalała oglądać ten mecz z przyjemnością. I jeszcze raz o tej waleczności St. Pauli - to zespół gorszy piłkarsko od wszystkich górnośląskich ekstraklasowiczów, ale takiej zaciekłości i determinacji, jaką zaprezentowała drużyna spod pirackiej flagi nie było w obu derbowych meczach na Górnym Śląsku łącznie!
Bilans meczy St. Pauli - Hamburger SV
Bundesliga 15:1-6-8 13:29
Razem 23:1-7-15 22:60

Odbyły się też w Zagłębiu Ruhry Revierderby zdecydowanie wygrane przez zespół z Dortmundu. Historia oto dzieje się na naszych oczach - Schalke jeszcze nigdy nie miało tak beznadziejnego początku rozgrywek! Cztery mecze i cztery porażki!
Może zbyt pochopnie, ale sprawdziłem, jak to było, gdy ostatni raz spadali z ligi, a nie był to znowu aż tak dawno. W roku 1986/87 zajęli dopiero 13 miejsce, ale było ono bardzo bezpieczne (aż 11 punktów przewagi nad strefą barażową); za to następny sezon to prawdziwa katastrofa i spadek z hukiem z ligi. Jeszcze po piątej i szóstej kolejce byli dokładnie w środku stawki, ale im bliżej końca, tym było gorzej.  Po 25 kolejkach wciąż łapali się do gier dodatkowych, i wtedy nastąpiła fatalna seria 4 remisów i 5 porażek z koszmarnym bilansem bramkowym 8:25 (słynne 1:8 z Bayernem w Monachium). A spadł z ligi nie byle jaki zespół, tylko przeczytajcie te nazwiska: Harald Schumacher, Olaf Thon, Wilfried Hannes, wówczas 31 letnia była gwiazda Borussii M'Gladbach, kończący karierę supersnajper Rüdiger Abramczik (w sezonie zagrał ledwo 4 mecze), doświadczeni Schipper, Kruse, Jakobsen, M. Opitz, W. Patzke, i grupa młodziutkich zdolnych, późniejszych solidnych ligowców Prus, Klinkert, Tschiskale, późniejszy reprezentant Danii Bjarne Goldbaek. Problemem, podobnie jak dziś, była obrażająca kibiców forma napastników; dość powiedzieć, że cała szóstka wbiła wówczas 13 goli, a sam Thon miał ich 14...
Tym razem wydaje się niemal nieprawdopodobne, by Schalke mogło spaść; raczej grozi im repeta z poprzedniego sezonu VfB Stuttgart.

A propos zespołu VfB. Piąty raz udało im zwyciężyć w Bundeslidze 7:0, tym razem z Borussią M'Gladbach. Tak na prawdę, urągająca sportowcom postawa apatii i tumiwisizmu gości pchała Stuttgart do dwucyfrowego wyniku, ale ci, nie wiem dlaczego, odmówili takiej satysfakcji.

poniedziałek, 20 września 2010

Strzelcy ligowi - ustalenie najlepszych snajperów sprawia wiele problemów, przede wszystkim związanych ze wspomnianym już w poprzednim wpisie częstym pomijaniu w relacjach strzelców goli dla drużyny gości. Innym kłopotem jest pisownia nazwisk, o czym też już była mowa. Sprawozdawca stosował formę zasłyszaną, która potrafiła być przeróżnie zapisana na papierze stąd mniej lub bardziej wymyślne wariacje tego samego, jak można się domyśleć, nazwiska.

Tabela ligowych strzelców Gauliga Oberschlesien 1943/44:
1. Buchczyk (vel Buchczik; Preußen Hindenburg) 15
2. Smolin (TuS Lipine) 13
3. Pietz I (TuS Lipine), Schmilowski (vel Schmielowski vel Schmilowski vel Chmielewski; 1.FC Kattowitz) 12
5. Bellok (vel Belok) (TuS Schwientochlowitz) 10, Pyttel (TuS Lipinie/Germania Königshütte) 10

 



Powyższe problemy pojawiają się również przy próbie kompletowania kadry piłkarskiej poszczególnych drużyn. Przeważnie wielkich trudności nie ma przy zestawianiu podobnie brzmiących nazwisk, jednak kilka wyjątków pozwolę sobie wymienić: zawodnik TuS Lipine Botasson w mojej ocenie to również Borthassow, ale już Świętochłowicki Lipinski i Nitinski według mnie to dwie różne osoby. Takich wątpliwości można znaleźć więcej, ale dołożyłem wszelkich starań, by było ich jak najmniej. Postanowiłem również zachować oryginalną niemiecką pisownie, z prostej przyczyny - nie każde nazwisko byłem w stanie zweryfikować z formą polskojęzyczną, a uznałem, że zamiana części przy pozostawieniu innych zniemczonych niepotrzebnie wprowadzałoby zamieszanie.

 

Kadry drużyn - Gauliga Oberschlesien 1943/44:
1.FC Kattowitz (25/35)1: Labetzki (P), Schittke (P; 1), Bohr (Ps), Drosdek (Pcs), Schmiedlewski (vel Schmilowski vel Chmielewski; Lcs; 12), Herich (vel Herisch; Ls; 1), Dytko (1), Klimsa, Poralla (6), Sakrzewski (2), Singeweld (1), Torall (1), Trompka, Willimowski (Ms; G)
Germania Königshütte (43/43): Janik (Br), Ksoll (Br), Garbaczok (O), Jaworek (O), Litinski (O; 1), Ochupin (O), Schöneseifen (O), Stollarczyk (O; 4), Bryl (P), Chmiel (P), Schatton (P), Wieczorek (P), Kulik (Ps; 4), Negetz (Pcs), Pyttel (Pcs; 6), Barainski (Lcs; 2), Negusch, Piontek (9), Sekulla (6), Spodzieja (4), Wostal (G?; 1), Gritzek (G; 4), Schonerwieser (G; 1); 1 sam.
Preußen Hindenburg (27/38)2: Molatta (Br), Kitzler (O), Rother (Ls; 2), Buchczyk (vel Buchczik; Lcs; 15), Bankert (Ms), Dankert (Ms; 3), Muschiol (Ms; O; 5), Filiusch (1), Pawelczyk (1), Sakrzewski, Schmielewski
Reichsbahn-SG Kattowitz (23/41): Panczyk (vel Painczyk val Damczyk; P; 2), Ziaja (Pcs; 3), Hanf (Ls; 1), Bittmann (Ms; 3), Biok (2), Bomba (1), Chmiel (1), Drozdek (1), Geisler (6), Gondzik (1), Mass (1), Zurek (1)
SuSV Beuthen 09 (26/30): Brychczy (O; 2), Ruscziczewski (vel Rosziznowski; Ps; 4), Skiba (Ps; 1), Opalla (Lcs; 3), Bularczyk, Dlugosch (1), Eder (1), Janka (1), Kokott (1), Krassowka (4), Lutz (1), Malik, Mayer (1), Schendzielorz, Schmialek, Otzko, Tyralla, Wandzik (1), Wittur (1), Giesler (G), Bursik, Fuß (vel Fuchs)
SV 99 Bismarchütthe (35/36): Brom (Br), Dziwisch I (O; P; 2), Hermann (O),Niesberger (O), Olscha II (O), Andrzejewski (P), Dzielong (P), Gorka (P), Skrypietz (P), Gaida (Ps; 2), Fietza (vel Fitza vel Fitze; Ls; P; 1), Giemsa (Ms; P; 7), Morys (vel Morytz vel Mories; Ms; 9), Peterek (Ms; 7), Dieser, Grodziol, Lesch (1), Olscha I, Schwitalla, Wodarz, Wollny (3), Artner (vel Artmer G; 1), Gorek (G?; 1), Cieslik; 1 sam.
TuS Lipine(57/57)3: Kubisch (Br), Kalus (O), Michalski (O; 1), Baway (P), Klossek (P; 1), Pietz II (P), Rabanda (P; 2), Laska (Ps; 3), Pietz I (Pcs; 12), Smolin (Ms; 13), Pyttel (4), Breitschädel (1), Kalla (3), Kalus (3), Teuber (1), Lattka (2), Stephan I (vel Stefan; 4); Stephan II (4), Borthassow, Botasson (vel Borthassow; G; 3)
TuS Swientochlowitz (20/24): Kulawik (O; 1), Borsitzki (vel Borsutzki vel Bersitzki; Ls; 2), Bellok (vel Belok; Ms; 10), Eberl (Ms; 1), Blodek (vel Klodek; 1), Czyczinski (1), Gawenda (1), Lipinski (1), Lyssek, Nitinski (1), Styzinski (1)
Vorwärts-Rasensport Gleiwitz (23/30): Köhl (vel Köhler; Br), Hoffmann (vel Hollmann; O lub P lub Pcs; 1), Preiß (vel Preiss; P), Krüger (Ls; 1), Moczygemba (Ms; 5), Albrecht (1), Baron (4), Goetz (3), Kosmalla (1), Kubus, Meier (1), Plener, Sander (1), Schaletzki (3), Wostal (1), Koschik, Günter, Rebarschzik; 1 sam.
WSG Knurow (28/52)4: Loder (Br), Bittner (vel Büttner; Ps; 5), Bomba (Ps; 3), Gorek (vel Gorka; Lcs; 6), Schläger (Ms; 9), Zakrzewski (Ms; 1), Kyska (1), Scholtyssek (3)

Legenda:
Po nazwie klubu, w nawiasie, bramki z przypisanym strzelcem/ilość goli w sezonie;
Br – bramkarz;
O – obrońca;
P – pomocnik;
Ps – prawy napastnik;
Pcs – prawy środkowy napastnik;
Ls – lewy napastnik;
Lcs – lewy środkowy napastnik;
Ms – środkowy napastnik;
G – Gastspieler (Piłkarz występujący gościnnie);
Kursywą – zawodnik, którego nie wspomina żadna meczowa relacja, lecz występuje pod daną
przynależnością klubową w powołaniach do reprezentacji Górnego Śląska.

1+ Schwientochlowitz 5-1 (3-1), na pewno gole strzelili Poralla, Schmiedlewski ale bez pewności czy wszystkie, czy tylko po przerwie, dlatego zaliczyłem zaledwie po jednej barmce każdemu z nich.
2+ Schwientochlowitz (10:0), tylko informacja, że wszyscy napastnicy strzelili gole. Nie zaliczona żadnemu, gdyż nie wiadomo jacy napastnicy wystąpili w tym meczu.
3+ Beuthen-Lipine 0-8, w 1 połowie (0:4) gole strzelali Pietz i Smolin, przyjąłem, że obaj wbili po dwie...
4+ Knurow-Schwientochlowitz (12:2), znany tylko jeden gol meczu autorstwa Bittnera.



Walkowery:
W całym ligowym sezonie przyznano aż osiem walkowerów, a dwa mecze nakazano powtórzyć. Szczegóły można znaleźć w wykazie spotkań. Niestety, nie zawsze wiadomo, jakie były przyczyny takich decyzji. Na pewno mecze, które się nie odbyły, a zostały zweryfikowane jako walkower, mają za przyczynę nie przystąpienie do gry jednej z drużyn (wyjątek, ostatni mecz sezon SuSV Beuthen-VR Gleiwitz, gdy drużyna gości zrezygnowała z punktów widząc, że miejscowi... nie mogą skompletować drużyny!). W przypadku spotkania SV 99 Bismarckhütte-TuS Schwientochlowitz (3:1) decydowało zdekompletowanie składu gości; z kolei w meczu Germania Königshütte-SuSV Beuthen, które zostało powtórzone, najprawdopodobniej chodziło o jedną ze spornych sytuacji, w której Germania uzyskała gola na 3:1 pomimo protestów gości, że bramka padła z pozycji spalonej.

 



Nazwy klubów:
Wszystkie nazwy klubów zachowałem wg publikacji Die Gauligen: Deutschland 1933/34 bis 1944/45. Różnice występujące między tą publikacją, a formami z dziennika "Der Oberschlesische Wanderer”:
Reichsbahn-SG Kattowitz » RSG Kattowitz, Reichsbahner
SuSV Beuthen 09 » Beuthener 09, Beuthen 09
SV 99 Bismarchütthe » SVg Bismarckhütte, BSV
Vorwärts-Rasensport Gleiwitz » VR Gleiwitz
WSG Knurow » WFK Knurow, WSK Knurow

 



To już koniec opowieści o górnośląskiej Gaulidze 1943/44. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu również Was zafascynowała, tak jak mnie. Starałem się o jak największą rzetelność, ale zdaję sobie sprawę, że błędów się nie wystrzegłem. Mimo wszystko uważam, że udało się przygotować całkiem fajny materiał;)

sobota, 18 września 2010

Tak prezentowała się liga tydzień po tyogodniu. Wszystkie nazwiska pozostawiłem zgodnie z formą prezentowaną na łamach dziennika (od razu rzuca się w oczy, że reporterzy często stosowali zapis "ze słuchu"). Częsty brak strzelców drużyny gości to także cecha charakterystyczna tamtych czasów. Numery na koszulkach były wówczas normą bodaj tylko na Wyspach, więc strzelców bramek można było poznać wyłącznie po sylwetce, a jeśli dziennikarz nie znał zwodników przyjezdnych miał bardzo utrudnione zadanie.

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

czwartek, 16 września 2010

Kilkakrotnie w tekstach opisujących rozgrywki najwyższego szczebla na Górnym Śląsku przewijało się pojęcie Gastspielera. Definicja jest bardzo prosta, chodziło o gracza występującego gościnnie w innych brawach, dzisiaj powiedzielibyśmy, będącego na wypożyczeniu. Wówczas jednak zapraszano zawodników na konkretny mecz, czasem dwa, rzadko kiedy trwało to dłużej. Przede wszystkim poszukiwani byli piłkarze mający ponad przeciętne umiejętności, o wyrobionej marce, których gra gwarantowała znaczne wzmocnienie zespołu; nietrudno jednak sobie wyobrazić i taką sytuację, w której jeden klub chcąc sprawdzić możliwości jakiegoś obiecującego futbolisty zapraszali go do rozegrania meczu.
Najgłośniejszym występem na zasadach Gastspielera w naszym regionie w omawianym sezonie był bez wątpienia prawdopodobnie ostatni mecz Wilimowskiego na Górnym Śląsku.
A o regułach instytucji Gastspielera informowała prasa 31 października 1943 roku. Zgodnie z wytycznym Piłkarskiego Związku Rzeszy Niemieckiej zawodnik grający gościnnie w innej drużynie musi odbyć przymusową karencję, nazwaną „urlopem” (Urlaub), trwającą siedem dni. Dopiero po tym czasie mógł ponownie reprezentować barwy macierzystego klubu, a wszystko po to, by zachować czystość całych rozgrywek ligowych. Jedynym wyjątkiem, ale i tak nie obligatoryjnym, była sytuacja, gdy piłkarz-cywil zatrudniony przez przemysł zbrojeniowy z kategorycznych przyczyn wojennych musiał stawić się z powrotem w ciągu trzech dni. Wówczas, po dokładnym zbadaniu sprawy, Okręgowy Związek Piłki Nożnej mógł wcześniej, bo właśnie po owych trzech dniach, zatwierdzić ponownie gracza do gry w klubie z którym wiązał go ważny kontrakt. Wyjątek jednak nie obejmował zawodników będących członkami sił zbrojnych; ci również musieli pauzować przez siedem dni.

Równie spektakularnie wzmocnienia, jak gra dla 1.FC Kattowitz Wilimowskiego, planowała na finiszu ligi rozpaczliwie goniąca czołówkę Germania Königshütte. Sensacyjnie wprost brzmiały zapowiedzi z 27 i 28 stycznie, że w barwach obrońcy tytułu maja zagrać dwaj znakomici piłkarze niemieccy, Müller i Seeler!
Według skromnych wskazówek zamieszczonych w tekstach można z niemal całkowitą pewnością założyć, że chodziło o Friedricha Müllera oraz Erwina Seelera.
Friedrich Müller, wtedy już wiekowy, ponad 36 letni gracz FC Wacker München, występujący na lewej obronie, najlepsze swoje lata spędził w znakomitej drużynie Dresdener SC. Do klubu z Drezna trafił w 1930 roku z DVS München, gdzie przekwalifikowano go na lewoskrzydłowego; już rok później „Zipfi”, jak o nim mawiano (miał jeszcze drugi przydomek, „Fritz”), zadebiutował w drużynie narodowej w spotkaniu z Holandią, strzelając wyrównującego gola (1:1); drugi, a zarazem ostatni występ dla Niemiec zaliczył jeszcze tego samego roku w fatalnym dla Niemiec berlińskim spotkaniu z Austrią (klęska 0:6!). Dla nowego klubu rozegrał w sumie 8 gier na poziomie ogólnokrajowych rozgrywek mistrzowskich, strzelając w nich trzy gole. Regionalnie osiągał sporo sukcesów, jednak na arenie ogólnokrajowej brakowało im kropki nad „i”. Najbliżej sukcesu byli w 1934 roku, gdy przegrali rywalizację grupową tylko gorszym bilansem bramkowy, i to 1.FC Nürnberg awansował do półfinału. Na koniec kariery wrócił do Monachium do FC Wacker, ponownie występując w liniach defensywnych.
Podobne, a nawet większe osiągnięcia na swoim koncie miał Erwin Seeler, ale paradoksalnie nie dostąpił nigdy zaszczytu gry w oficjalnym meczu kadry narodowej. W dorosłą piłkę wszedł bardzo wcześnie, bo już w wieku 16 lat zadebiutował w barwach SC Lorbeer 06 Hamburg. Z klubem tym dwukrotnie wygrywał Mistrzostwo Niemiec klubów robotniczych ATSB w 1929 i 1931 roku (Der Arbeiter- Turn- und Sportbund). Jako członek zespołu robotniczego został wybrany do reprezentacji Niemiec na Olimpiadę Robotniczą zorganizowaną w Wiedniu w 1931 roku. Zasłynął tam strzeleniem aż 7 goli przeciwnikom z Węgier (9:0).
Ale w 1932 roku wywołał potężny skandal, wstępując do SC Victoria Hamburg. Odejście to komentowano w prasie komunistycznej jako zdradę Proletariatu. Jednak po dojściu do władzy nazistów, wszystkie kluby robotnicze zostały zlikwidowane; jeden z czołowych graczy SC Lorbeer, który asystował przy trzech golach Seelera w finałowej potyczce ATSB z 1931 (4-2 z SV 1912 Pegau), prawoskrzydłowy August Polster, który był członkiem partii komunistycznej, przeszedł do podziemia i zginął 14 marca 1934 roku w niejasnych okolicznościach.
W 1938 roku ponownie zmienił przynależność klubową przechodząc do Hamburger SV, z którym trzykrotnie wygrał Gauligę (Nordmark, później zmienioną na Hamburg). W rozgrywkach ogólnokrajowych wystąpił w sumie w 14 spotkaniach (jeszcze jedno zaliczył już po wojnie w 1948 roku).
Erwin Seeler to ojciec dwóch reprezentantów Niemiec, Dietera i Uwe, legendy Hamburger SV.
W omawianym sezonie gliwicki dziennik powielił powtarzaną w całych Niemczech błędną informację, jakoby reprezentował wówczas barwy LSV Hamburg (tak na prawdę niemal do końca kariery był wierny HSV, jedynie będąc już po czterdziestce, jako grający trener ponownie występował w Victorii, a rok później, 1951 rok, w VfL Oldesloe).
Niestety, ostatecznie żaden z nich nie wystąpił wbrew zapowiedziom w spotkaniu z 1.FC Kattowitz rozegranym 31 stycznia (1:0). Byłaby to kolejna piękna karta w historii górnośląskiej piłki...

środa, 15 września 2010

Jedną z największych sensacji, a dla mnie osobiście największych radości, jest informacja o uczestnictwie w rozgrywkach górnośląskich 1943/44 jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii futbolu. Ernest Wilimowski (pisany przez Niemców podwójnym „l”) rozegrał w lidze jedno spotkanie. 1 stycznia 1944 roku na zasadach Gastspielera reprezentował barwy swego macierzystego 1.FC Kattowitz w spotkanie przeciwko dawnej mistrzowskiej drużynie Vorwärts Rasensport Gleiwitz. Był to prawdopodobnie ostatni mecz Wilimowskiego na Górnym Śląsku w jego karierze! Wydarzenie to o wielkim prestiżu, było anonsowane już wcześniej przez lokalną prasę. Informacja taka pojawiła się 31.12., a wyraźnie podekscytowany autor tej krótkiej notki, zaznaczył, że taki piłkarz może spowodować zdobycie przez miejscowych ważnych dwóch punktów.
Wilimowski rzeczywiście okazał się wielkim wzmocnieniem; grający na pozycji środkowego napastnik rudzielec brał na siebie ciężar rozgrywania akcji ofensywnych i był prawdziwym przywódcom zespołu. W 15 minucie zawodnik gości, Preiß, spowodował rzut karny. Do piłki ustawionej jedenaście metrów od bramki podszedł „Ezi” i skutecznym uderzeniem uzyskał prowadzenie dla gospodarzy. Zaledwie dwie minuty później wyrównał Kruger, ale sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi, ponownie wziął Wilimowski i w 27 minucie 1.FC znowu miał przewagę jednego gola. Była dokładnie 13:57, szyderczy uśmiech po raz ostatni uradował Ślązaków po strzelonej bramce... Gdy cztery minuty później Herich podwyższył na 3:1 wydawało się, że miejscowi pewnie zainkasuję dwa punkty. Tymczasem druga połowa przyniosła zaskakujący zwrot. Najpierw strzał z prawej strony znalazł drogę do bramki Katowiczan, a ostatnie fragmenty meczu to prawdziwe oblężenie świątyni gospodarzy. W 80 minucie sytuację sam na sam wykorzystał Baron, a na trzy minuty przed końcem nieszczęśliwym zagraniem Labetzki umieścił piłkę we własnej bramce i niespodziewanie Gliwiczanie odnieśli zwycięstwo! Należy jednak dodać, że również drużyna Vorwärts Rasensport mogła pochwalić się szczególnymi wzmocnieniami. Specjalnie na to spotkanie udało im się zagwarantować występ aż dwóch reprezentantów, Schaletzkiego oraz Ernsta Plenera.

Wilimowski w 1.FC

Niestety, próżno szukać tego pojedynku w statystykach niemieckiej, czy śląskiej piłki. Z nieznanych mi powodów mecz został zweryfikowany jako walkower dla Katowiczan, a tym samym wymazano wszelkie dane z jego przebiegu…
7 stycznie w zapowiedziach następnej kolejki ligowej zaplanowanej na dwa dni później sugerowano, że istnieje szansa, by Wilimowski ponownie zagrał w drużynie ze stolicy okręgu. Jednak relacja z meczu Preußen Hindenburg – 1.FC Kattowitz nie wspomina o udziale „Eziego” w tym meczu; trudno sobie wyobrazić, by dziennikarz mógł przeoczyć taki fakt…

Skoro Wilimowski wystąpił na zasadach Gastspielera, to jaka była jego klubowa przynależność? Oficjalnie podaje się, że do 1944 roku włącznie reprezentował barwy TSV 1860 München; tymczasem, uwaga, wiadomość sensacyjna, pod koniec 1943 roku występował w zespole LSV Mölders Krakau! Pierwsza wzmianka na ten temat pojawiła się 25 listopada w zapowiedzi sparingowego spotkania zdobywcy Puchary Generalnej Guberni z SV Annaberg-Stubendorf. Czytamy w niej, że drużyna niemieckich sił powietrznych z Krakowa właśnie uprawniła do gry byłego reprezentanta Niemiec.
Niestety, nie umieszczono żadnej relacji z tego zaplanowanego na 28 listopada spotkania...
Nie było to wyłącznie epizodyczne zdarzenie, a sam pobyt pod Wawelem przedłużył się do grudnia. I tak 11.12. opublikowano w prasie kadrę Generalnej Guberni na spotkanie z reprezentacją Berlina zakontraktowane na drugi dzień stycznia przyszłego roku w stolicy Trzeciej Rzeszy. Słynny trener Otto Faist, który z Schalke 04 trzykrotnie wygrywał mistrzostwo Niemiec i dwukrotnie dochodził do finału krajowych rozgrywek wśród 17 powołanych piłkarzy nie pominął również Wilimowskiego (prawdą jest jednak i fakt, że wymieniono go, nie jako członka którejś z drużyn, ale jako reprezentanta kraju).
Kolejna informacja pochodzi z 20 grudnia. W relacji z krakowskiego spotkania LSV Mölders z drużyną LSV Heinecke Brieg (3:3), wspomina się absencję w jedenastce gospodarzy Wilimowskiego, na czym bardzo ucierpiała siła ataku tej drużyny.
30 grudnia ponownie awizowano mecz Berlin – GG, tym razem jednak mocno poddając w wątpliwość udział w nim Wilimowskiego, „czasowo gościnnie występującego w drużynie LSV Mölders”. Prawdopodobnie „Ezi” przedłożył grę dla swojego pierwszego kluby, 1.FC Kattowitz, nad występ w reprezentacji Generalnej Guberni. Przypomnijmy, sensacyjna wizyta Wilimowskiego na Górnym Śląsku miała miejsce 1 stycznia, tymczasem spotkanie w Berlinie odbyło się dzień później! Krótkie sprawozdanie z honorowo, aczkolwiek w ocenie dziennikarza niesprawiedliwie nisko przegranej przez GG potyczki na Hertha-Platz (3:4), nie wspomina o udziale w nim Wilimowskiego.

Kilkanaście dni później, 20 stycznia, w prasie pojawiła się wiadomość, że „najlepszy gracz narodowy w czasie wojny, Wilimowski (Polizei Chemnitz i München 1860), przebywa obecnie w Okręgu Karlsruhe i reprezentuje barwy starego, wspaniałego klubu Karlsruher Fußball-Vereins”. To także niezwykle ciekawa informacja, bo kolejna po drużynie „Lwów”, powszechnie znana przynależność klubowa Wilimowskiego datowana jest na 1946 rok (SG (Kurhessen) Kassel-West). Najpewniej jednak „Ezi” nie zdążył zadebiutować w oficjalnym meczu klubu z Karlsruhe, z powodu zbliżającego się frontu; rozgrywki sezonu 1944/45 został w tym okręgu odwołane.

wtorek, 14 września 2010

Losy dwóch wybitnych piłkarzy, być może najlepszych na swoich pozycjach w przedwojennej Polsce wraz z wkroczeniem armii niemieckiej do Rzeczpospolitej urywają się w relacjach gdzieś w 1942 roku. Wiadomo, że obaj kontynuowali karierę w SV 99 Bismarckhütte, trudno jednak wskazać cezurę czasową ich gry dla tego klubu. Obaj jednak z całą pewnością uczestniczyli w rozgrywkach na Górnym Śląsku w omawianym sezonie! Na podstawie znalezionych informacji, krótka historia udziału obu legendarnych zawodników w grach mistrzowskich.

Teodor Peterek, supersnajper Ruchu Chorzów, dla którego w 189 meczach zdobył 154 gole, stanowił o sile jedenastki SV 99 w pierwszej części sezonu. W drugiej kolejce granej zapewne 19 września 1943 roku Bismarckhütte podejmował na własnym stadionie WSG Knurow. Peterek wpisał się dwukrotnie na listę strzelców, naturalnie w charakterystyczny dla siebie sposób. Wynik otworzył w 20 minucie strzałem głową, a chwilę później podwyższył z rzutu karnego. Obie umiejętności wyniósł, jak wiadomo, do rangi niemalże sztuki, nie dziwi zatem, że właśnie w ten sposób trafił do siatki rywali. Mecz zakończył się pewnym sukcesem miejscowych w stosunku 4:2.
Jego dobra postawa w tym czasie zaowocowała powołanie do reprezentacji Górnego Śląska na spotkanie z drużyną Czech i Moraw. Na stadionie w Pszczynie 3 października chłopcy z naszego regionu zwyciężyli 4:2 (1:1), a Peterek uzyskał trafienie na 3:2.
Wysoką dyspozycję podtrzymywał nadal w lidze. W kolejnej grze SV 99, tydzień później, asystował przy pierwszej bramce gospodarzy strzelonej przez Dziwisza I w 16 minucie. Ten niezwykle trudny pojedynek z 1.FC Kattowitz zakończył się szczęśliwym triumfem Chorzowian w stosunku 2:1, szczęśliwym, o czym świadczy chociażby statystyka rogów, 2:10 na korzyść gości! W następnym meczu jego drużyna mierzyła siły w Świętochłowicach z miejscowym TuS. Jak podkreślono w relacji, Peterek znów wrócił na pozycję środkowego napastnika, by tam można w pełni wykorzystać jego ogromne umiejętności; wiadomo, że wcześniej na tej pozycji ustawiany był czasem Morys. I ten manewr w pełni się powiódł. Peterek strzelił gola na 1:0 oraz, pewnie egzekwując jedenastkę podyktowaną za zagranie ręką, na 3:1. gospodarz stać już było tylko na skorygowanie wyniku.
24 października doszło do rewanżu Górnoślązaków z zespołem Czech i Moraw. Mecz, tym razem rozgrywany w Brnie, miał po naszej stronie tylko jednego bohatera – był nim Peterek. Tym razem reprezentacja Czech i Moraw dopilnowała, by wystąpili możliwie najlepsi zawodnicy, z bramkarzem Nigrinem na czele. Grali ładnie dla oka, popisując się wieloma efektownymi lecz nie efektywnymi sztuczkami. Ślązacy postawili na sprawdzone u nich cechy – szybkość i waleczność. Między innymi dlatego rewanż za porażkę w Pszczynie nie powiódł się gospodarzom; nie byłoby jednak remisu, gdyby nie błyskotliwa postawa Peterka, prowadząc swoisty pojedynek z napastnikiem gospodarzy, Kehrbachem. Gdy miejscowi uzyskali prowadzenie, Peterek szybko wyrównał stan spotkania po ładnym rozegraniu akcji z klepki, a w 29 minucie wykorzystał kolejne gapiostwo defensorów zza naszej południowej granicy wyprowadzając przyjezdnych na prowadzenie. Mimo dominacji Górnoślązaków, jeszcze przed przerwą udało się gospodarzom wyrównać z rzutu karnego. Po przerwie znowu Czesi i Morawianie wyszli na prowadzenie za sprawą Kehrbacha, remis jednak uratował niezawodny Peterek, odbierając piłkę obrońcy Singerowi i strzelając swoją trzecią bramkę. Czechy i Morawy – Górny Śląsk 3:3.
W spotkaniu ligowym granym 7 listopada, Peterek znowu wpisuje się na listę strzelców; tym razem jego bramka z 11 minuty z rzutu karnego otwiera wynik w wygranym 3:0 spotkaniu w Bytomiu z tamtejszym SuSV 09. Tydzień później ratuje remis w prestiżowym pojedynku z TuS Lipine wyrównując stan meczu w 55 minucie. Następuje niespotykana do tej pory, bo aż trzy meczowa cisza o jego popisach; cisza jednak bez poważnego znaczenia dla statystyków, gdyż mecz z TuS Schwientochlowitz został przerwany z powodu zdekompletowania rywali (a zatem i reporter nie czuł się w powinności do zrelacjonowania szczegółowego biegu wydarzeń), co w konsekwencji przyniosło darmowe punkty SV 99, a i spotkanie z WSG Knurow, sensacyjnie przegrane 1:4, unieważniono i nakazano powtórnie rozegrać.
W te trzy ligowe kolejki wpleciony został pojedynek Górnego Śląska z reprezentacją Północnej Słowacji (05.12.). W składzie gospodarzy nie zabrakło naturalnie Peterka. Jednak kibice zgromadzenie w liczbie aż 15,000 na stadionie SV 99 Bismarckhütte nie doczekali się bramek. Peterek miał swoją okazję, jednak jego potężna bomba nieznacznie minęła świątynię Gromnicy.
Ostatnia wzmianka o Teodorze Peterku pochodzi z relacji meczowej pomiędzy jego SV 99 a Vorwärts Rasensport Gleiwitz rozegranego 26 grudnia 1943 roku. Gospodarze, zdecydowany faworyt tego spotkania sensacyjnie przegrywają 1:2. Dla samego Peterka jest to wyjątkowo pechowy mecz. Wprawdzie wspaniałym uderzeniem zdobył bramkę na 1:1, jednak w drugiej połowie przytrafiło mu się coś, co zapewne nie miało miejsca w całej jego pięknej karierze. Słynący z wykonywania rzutów karnych słynny „Mietlorz” zmarnował aż dwie jedenastki! Za pierwszym razem nie trafił nawet w bramkę, za drugim doskonałą interwencją popisał się bramkarz gości, Köhl. Gdyby jedno z tych uderzeń zakończyło się golem, być może SV 99 zdobyłby jeden punkt, a tyle zabraknie im na koniec sezonu, by wygrać ligę...
Na podstawie relacji meczowych można zatem stwierdzić, że bilans Peterka w sezonie 1943/44 to, co najmniej,

SV 99 Bismarckhütte: 6 m*/7 br
Reprezentacja Górnego Śląska: 3 m/ 4 br

* Łącznie z meczem z VR Gleiwitz (26.12.1943) SV 99 Bismarckhütte rozegrał w tym czasie 12 spotkań, z czego dwa zostały później unieważnione, zatem, przyjmując, iż Peterek był podstawowym zawodnikiem, mógł wystąpić maksymalnie w 10 oficjalnych spotkaniach.

 

Niestety informacje o Gerardzie Wodarzu są znacznie skromniejsze, by nie powiedzieć śladowe. Raczej na pewno nie grał na Górnym Śląsku, wskazywałby na to brak powołań do reprezentacji okręgu. Chyba jednak utrzymywał się w niezłej formie; wskazuje na to informacja z 17 lutego, w której czytam, że „urlopowicze” (Urlauber), Wodarz i Andrzejewski mają zagrać w decydującym o mistrzostwie ligi spotkaniu SV 99 Bismarckhütte – Germania Königshütte, w drużynie gospodarzy. Z drugiej strony określeniem „urlopowicz” mianowano zawodnika oddawanego do innej drużyny na występy gościnne. Piłkarz sprowadzany specjalnie na jeden, dwa mecze określany był jako Gastspieler, czyli piłkarz gościnnie grający właśnie. Sugerowałoby to, że Wodarz grywał jednak dla SV 99 w sezonie 1943/44. I rzeczywiście, w meczu rozegranym 16 lutego Wodarz pojawił się na boisku w barwach SV 99. Prochu nie wymyślił, jego drużyna przegrała 1:2 i zamiast spodziewanego mistrzostwa o wszystkim miały zadecydować dodatkowe spotkania. W nich już jednak nie wystąpił...

 
1 , 2