Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Kategorie: Wszystkie | Górny Śląsk
RSS
piątek, 29 kwietnia 2011

Finał debiutanckiego sezonu nastąpił 27 października. Piękny finał. Niecodziennie się zdarza, a właściwie jest to sprawa unikatowa, by do klubu istniejącego zaledwie cztery miesiące przyjechał jeden z najpotężniejszych Mannschaftów w Europie. Na gościnne występu do Opawy zjeżdżał słynny Rapid Wiedeń! Wprawdzie nie istniały jeszcze oficjalne rozgrywki austriackie bez wątpienia można było jednak zakwalifikować „Zielono-białych” do ścisłej czołówki. O sile wiedeńskiego futbolu w prapoczątkach tego sportu na kontynencie już było. Tuz przed przyjazdem na Górny Śląsk Rapid rozegrał dwie poważne gry ze swoimi równie silnymi lokalnymi rywalami. Najpierw zremisował na boisku rywala z „Kriketer” Vienna 2-2, a zaledwie tydzień przed meczem w Opawiewyraźnie ograł na własnym stadionie w Rudolfsheim drużyną „First Vienna Football-Klub” 3-0. Bez wątpienia świetne referencje. O sile „Krykietowych” Troppaeur FV przekona się boleśnie już w roku następnym...

W drużynie wspaniałych gości wyróżniono szczególnie kilka nazwisk. To bramkarz Grubinger, uchodzący za jednego z najlepszych na swojej pozycji w całym Wiedniu, obrońca Wegscheider, wielokrotny reprezentant Wiednia, świetnie współpracujący ze sobą pomocnicy i rewelacyjny atak, w którym brylowała lewa flanka z Gaulem i łącznikiem Gründlem, wyróżniający się szybkością, dryblingiem, panowaniem nad piłką i mocnym, kąśliwym strzałem.

Nigdy wcześniej nie widziano na boisku w parku miejskim takich tłumów. Ludzie ciągnęli zewsząd. Znowu specjalne tramwaje, znowu pielgrzymki; ale tym razem również wyższe sfery zainteresowały się tym niecodziennym wydarzeniem, oficerowie, urzędnicy, przemysłowcy, biznesmeni swymi efektownymi automobilami przyozdobili okolicę wokół murawy. Nim mecz się zaczął, a by zacząć się mógł sędzia musiał gwizdkiem przegonić ciekawskich z boiska!, więc nim mecz się zaczął obie drużyny odbył swój tradycyjny rytuał – zebrane na wzgórzu prowadziły ożywioną dyskusję taktyczną na temat sposobu rozegrania meczu.

Start wyznaczono na godzinę 15.00. Od początku zarysowała się przewaga doświadczonego zespołu przyjezdnych. W dziesiątej minucie uzyskali pierwszy rzut rożny, nie wykorzystany. Z czasem gra się wyrównała, mecz stał się otwarty a Opawa coraz śmielej zapuszczała się pod bramkę Rapidu aż wreszcie, ku ogólnej radości, wyszła na prowadzenie. Goście jeszcze bardziej podkręcili tempo, pod bramką Dietla raz po raz kotłowało się niemiłosiernie, ale bramkarz Troppauer FV z pomocą ofiarnie interweniujących obrońców powstrzymywał wszelkie próby. Tuż przed końcem pierwszej odsłony niespodziewanie gospodarzom przytrafiła się okazja na podwyższenie rezultatu. W dość przypadkowych okolicznościach gracze z Wiednia sprokurowali rzut karny, jednak wspaniałą interwencja Grubinger uchronił swój zespól przed dwubramkową stratą. Do przerwy  tak pozostało sensacyjne 1-0 dla Opawy!

Po zmianie stron przewaga Rapidu była jeszcze bardziej wyraźna. Długi czas wszystko rozbijało się jednak w linii ataku goście, gdzie napastnicy nie potrafili utrzymać futbolówki. Z każdą minutą więcej i więcej determinacji słynnej jedenastki „Zielono-białych” oznaczał zarazem coraz ciekawsze sposobności do kontrataków. Momenty pod bramką znakomitego Grubingera były, ale podobnie jak goście, również gospodarze mieli problem ze sforsowaniem dwójki defensorów. Mogło różnie się skończyć, jednak to rutyna wzięła górę na fantazją. Minął nieco ponad kwadrans, gdy Rapid wreszcie osiągnął swój cel. Nie poprzestał na tym; zaciekle atakując, inteligentnie wychodząc na wolne pozycje szybko pożarł możliwości obrony Opawy i zaledwie po kilku minutach strzelił drugiego gola. Troppauer FV nie poddał się, jeszcze desperackimi staraniami próbował odwrócić losy meczu, trudno było im zdziałać cokolwiek przy doświadczonych zawodnikach z Wiednia. Mecz właściwie zakończył się na osiem minut przed końcem. Wtedy obrońca Wegscheider trafił po raz trzeci i spotkanie został rozstrzygnięte.


27.10.1907. Troppauer Fußballverein – Rapid Vienna 1-3 (1-0).
1-0. ?, 1-1. ? ('62), 1-2. ?, 1-3. Wegscheider ('82).
Rapid Wien: Grubinger - Ankowitsch I i Wegscheider - Ankowitsch II, Ulmer i Wilder - Tappert, Seidl, Röckerl, Gründl i Gaul.
Troppauer Fußballverein: Dietl - Fiedor i Hrdlitschka - G. Bauer, R. Eigl i S. Born - E. Dron, Lockyer, Hoppe, Morawetz i Neugärtner.


Tak dobiegł końca pierwszy sezon w dziejach Troppauer Fußballverein. Sezon niezwykle bogaty w wydarzenia i sukcesy. Jak na całkowitych żółtodziobów radzili sobie wyśmienicie. Imponujący bilans przedstawiał się następująco:
Troppauer Fußballverein
1907
14.07. (d) Ratiborer Fußballklub „Preußen“ 6-0
04.08. (d) Ratiborer Fußballklub „Ratibor“ 7-0
15.08. (w) BBSV Bielitz-Biala 10-0
18.08. (w) Ratiborer Fußballklub „Preußen“ 5-0
??.??. (w) Ratiborer Fußballklub Ratiborer Fußballklub „Ratibor“ 6-1*
25.08. (d) BBSV Bielitz-Biala 10-0
01.09. (d) Sportklub „Germania” Kattowitz 2-2
15.09. (d) Wiener „Weißen Elf“ 4-5
29.09. (d) Sportklub „Germania” Kattowitz 3-0
13.10. (d) Sporklub „Schlesien” Frankfurt n/O 18-0
27.10. (d) Rapid Vienna 1-3
Razem: 11: 8-1-2 72:11


Troppauer FV rozegrał jeszcze jedno spotkanie, o którym mam tylko szczątkowe informacje. W Witkowicach zagrali pokazowo z miejscową drużyną (pokazowo, czyli Gesellschaftsspiel w odróżnieniu od Wettspiel). Wierząc sprawozdaniu posezonowemu, gdzie podano sumę osiemdziesięciu goli strzelonych w sezonie, wynik musiał brzmieć 8-3!

W podsumowaniu spodobało mi się kilka zdań, pozwolę je sobie przytoczyć:

(...) ten sport na wolnym powietrzu promuje przede wszystkim piękne ciało, kulturę fizyczną i aspektem pedagogicznym wielce edukuje graczy (...)

i

(...) ten szlachetny sport nie ogranicza się do określonych klas społecznych, ale pozostaje, w dosłownym znaczeniu tego słowa, popularny [we wszystkich klasach społecznych - MK].

Klub się rozwijał. Postanowiono stworzyć grupę seniorów oraz drużynę rezerw. W okresie zimowym zamierzano powołać sekcję hokeja na lodzie... Ostatnie treningi odbyły się 25 i 26 października; były otwarte dla wszystkich. Czterdziestopięciominutowe zajęcia poprowadził Anglik, John Lockyer. Planowano również nowy sezon. Wśród rywali kontraktowano zespoły z Katowic, Wrocławia i okolicznych miast. Najbardziej liczono jednak na gry z klubami wiedeńskimi, berlińskimi i praskimi. Chciano również sprowadzić Anglików, którzy mieli przebywać w Wiedniu i w wolnym czasie odwiedzać inne miasta...


* Niestety nie udało mi się znaleźć jakichkolwiek bliższych informaci o tym spotkaniu.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Do końca rozgrywek Bundelsigi pozostały trzy kolejki, tylko i aż trzy. Guzik mnie obchodzi walką o mistrzostwo, za to finisz w rywalizacji o utrzymanie zapowiada się pasjonująco. Teoretycznie nawet dwunasty 1.FC Kaiserslautern może napytać sobie biedy! Obecnie sytuacja wygląda tak...

Lp. Klub Bramki +/- Punkty
12. 1.FC Kaiserslautern -7 37
13. VfB Stuttgart 0 36
14. 1.FC Köln -20 35
15. Eintracht Frankfurt -11 34
16. VfL Wolfsburg -7 32
17. Borussia Mönchengladbach -20 29
18. FC St. Pauli Hamburg -23 29

Pozornie wszystko jest pod kontrolą, spadkowicze niemal pewnie, i jedynie zastanawia kto do końca z „Wilkami” będzie walczył o uniknięcie baraży... Gdy jednak prześledzimy pozostałe do końca sezonu mecze może okazać się, że jeszcze wiele ciekawego nas czeka!


32 Kolejka, Typ
K'lautern – St. Pauli, 12
Mecz szalenie istotny dla układu dołu tabeli. Dla „Czerwonych diabłów” nie mogło trafić się nic lepszego niż zmierzenie się ze zmasakrowaną, pozbawioną ducha i ledwie zipiącą drużyną z Hamburga właśnie w tym momencie sezonu. Punkt, a najlepiej trzy, dla miejscowych oznaczają utrzymanie; na dodatek goście zawsze w gości byli nad wyraz uprzejmi, zaledwie dwa razy remisując i to wszystko. Ale teraz sobie wyobraźcie, że 1FCK atakuje w poczuciem wyższości całe spotkanie, aż niespodziewanie dostaje lewy podbródkowy i do końca zawodów chwieje się na nogach. Niemożliwe? To Bundesliga, tu wszystko jest możliwe. Remisu nie typuję. Goście raczej nie są na tyle wyrachowani i obyci z kalkulatorami, żeby sumować, rachować, zliczać, odejmować, wyciągać średnią i stawiać rachunek prawdopodobieństwa. Svoboda ili smert'. Układ niemożliwy.
Werder – Wolfsburg, 1x
Dla Werderu to mecz-pieczęć, odebranie punktów „Wilkom” oznaczać będzie ostateczne i definitywne zakończenie tego koszmarnego sezonu, żadnych więcej stresów, wakacje, sielanka, zimne piwko i święty spokój. A że Wolfsburg gra katastrofalnie na wyjazdach trudno spodziewać się od nich czegoś dobrego. Układ niemożliwy.
Mainz – Eintracht, 1x
No cóż, od przyjścia Christopha „Białonosego” Dauma widać nieznaczną poprawę w grze „Orłów”, choć może to zwyczajnie suma szczęścia wyrównuje rachunki. Moguncja gra tej wiosny słabo, farciarsko i z pomocą sędziów. Tylko, co z tego, skoro Eintracht to bezapelacyjnie największe gamonie gier rewanżowych. Szczerze? Remis dla gości będzie sukcesem. Układ niemożliwy.
Hoffenheim – Stuttgart, x2
„Wieśniacy” to dla mnie najbardziej podejrzana drużyna końcówki. Mogą rozdawać ubogim, co lepsze kawałki, jak Franciszek z Asyżu, bezinteresownie (bo bez walki), ale równie dobrze mogli już pojąć, co i jak się kręci w BL, kogo i jak należy się pozbyć i jak to się robi. Jakkolwiek to zabrzmi, są to derby Wirtembergii, a to również może mieć znaczenie. W każdym razie Stuttgart nie jest zespołem do spadku, nie da sobie zrobić krzywdy i jeśli nie zapewni sobie utrzymania tym meczem, to przynajmniej uzasadni skreślenie ich z listy zagrożonych... Układ możliwy.
Köln – Leverkusen 2
Derby Nadrenii. Tylko, co to za derby, skoro nikt tam specjalnie nie przejmuje się klubikiem z Leverkusen. Tak czy siak, ten klubik o farmakologicznej nazwie wali po pysku inne drużyny tego regionu i to samo zrobi z „Kozłami”, które swoją postawą, co raz mniej zasługują na pozostanie w elicie. Stawiam na czwarte z rzędu zwycięstwo Bayeru w pięknej stolicy Nadrenii. Układ niemożliwy.
Hannover – Borussia x2
Mecz prosty w typowaniu. Do momentu, jak dostatecznie nagrzana mózgownica nie przypomni sobie końcówki poprzedniego sezonu. W przedostatniej kolejce Hannover grał u siebie właśnie z Borussią. Nie potrzebował wygrać, musiał rozgromić rywala, bo miał z broniących się przed spadkiem drużyn najgorszy bilans bramkowy! Skończyło się 6-1 i wygramoleniem nad kreskę. Czas na rewanż? Układ możliwy.

Zatem taka tabela po następnym weekendzie wydaje się całkiem prawdopodobna

Lp. Klub Punkty
12. VfB Stuttgart 39
13. 1.FC Kaiserslautern 37
14. 1.FC Köln 35
15. Eintracht Frankfurt 34
16. VfL Wolfsburg 32
17. FC St. Pauli Hamburg 32
18. Borussia Mönchengladbach 30

I wtedy dopiero zrobi się ciekawie... Dzisiaj tylko zestawienie ostatnich dwóch rund gier, sami pomyślcie, co jeszcze może się wydarzyć.

33 Kolejka
Stuttgart – Hannover
Wolfsburg – K'lautern (!!!)
Eintracht – Köln (Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!)
Borussia – Freiburg
St. Pauli – Bayern

34 Kolejka
Bayern – Stuttgart
Hoffenheim – Wolfsburg
Dortmund – Eintracht
HSV – Borussia
Mainz – St. Pauli
Köln – Schalke
K'lautern – Werder

Jak dla mnie to każdy układ jest możliwy; łącznie ze Stuttgartem w strefie barażowej i bezpośrednim spadkiem Eintrachtu, czy Kolonii, a nawet jednoczesnym uratowaniu ligi w Mönchengladbach i Hamburgu!

sobota, 23 kwietnia 2011

Moi mali bohaterzy z Troppauer Fußballverein mieli wspaniały start do swej piłkarskiej przygody, ale od września 1907 roku mieli zostać poddani solidnym próbom. Może nie były to jeszcze próby ognia (choć i ta nastąpi na zakończenie sezonu), ale miała pokazać, czy do czegokolwiek w ogóle się nadają. Pierwszy w kolejce, jak hucznie awizowano, czekał zeszłoroczny Mistrz Górnego Śląska, który i w tym roku spodziewa się sukcesu, a ponadto liczy na sukces w rywalizacji z Wrocławiem. „Oho!”, pomyślałem, „szykują się wartkie gry z Preußen Kattowitz”, absolutnym hegemonem na górnośląskiej ziemi w okresie przedpierwszowojennym. Komunikat głosił jednak, że rywalem będzie Sportklub „Germania” Kattowitz. „D-oh”, tylko jęknąłem jak najpopularniejsza postać z kreskówek; czy to zawiódł przepływ informacji, czy też świadome działanie, bez znaczenia zresztą której ze stron, w każdym razie „Germania” żadnym mistrzem nie była! Bez wątpienia należała do ścisłej czołówki drużyn na Górnym Śląsku, nawet stwierdzenie, że byli drugą siłą nie będzie nadużyciem, jednak do „Preußen” trudno było im się zbliżyć. To właśnie późniejszy 1.FC Katowice (lub, jak kto woli, Kattowitz) nie mieli sobie równych wygrywając wszystkie (!) mecze pierwszego i drugiego sezonu rozgrywek Bezirk III (Oberschlesien). 1 Klasse południowych Niemiec. To oni też rywalizowali z klubami dolnośląskimi, również tymi z Wrocławia, jeszcze bezskutecznie...
Mecz w Opawie, rozegrany 1 września 1907 roku, zakończył się remisowym wynikiem 2-2 (2-1). Dla miejscowych, jak najbardziej honorowy wynik, zważywszy na klasę rywala, o sporych umiejętnościach i dużym doświadczeniu. Na jeszcze jedno zwrócono uwagę szczególną, Katowiczanie posiadali w składzie bezwzględnych zawodników, którzy nie mogą mieć na przeciw siebie płaczliwego przeciwnika. Znamienne, dla górnośląskiej piłki w ogóle, czyż nie? Zresztą jeszcze będzie z tego powodu awantura... Mecz prowadzono jednak z gracją w poszanowaniu zasad fair play (o których pewnie nikt wtedy jeszcze nie słyszał;)). Po kwadransie gry na prowdzenie wyszła drużyna Troppauer FV, ale już ten krótki fragment gry pokazał, że miejscowi mają naprzeciwko siebie kawał porządnej drużyny; potwierdziło się to moment później, gdy „Germania” doprowadziła do remisu. Jeszcze przed przerwą Troppauer FV uzyskał jednobramkową przewagę, ale ostatecznie mecz zakończył się kompromisowo; w drugiej połowie „Germania” podkręciła jeszcze tempo i to zadecydowało o ostatecznym rozstrzygnięciu. Po raz kolejny mecz w Opawie odwiedził Pan... deszcz, choć nie... Pani ulewa. Nie popsuła jednak widowiska, nie przegoniła również kilkutysięcznej widowni.

Dwa tygodnie dopiero czekała młody zespół z Opawy piłkarska uczta. Do tego pięknego miasta przyjeżdżał zespół z Wiednia. Ba, na dodatek w gości zawitała jedna z najlepszych drużyn wiedeńskich; wierząc relacjom dziennikarskim ścisła czołówka kontynentalna. Tak, tak, w Wiedniu już wtedy miano opracowany swój własny, niepowtarzalny styl, który powtarzano w każdym tamtejszym klubie, styl oparty na dwóch filarach: świetnym przygotowaniu technicznym i zmyśle do gry kombinacyjnej. To dlatego zespoły znad Dunaju honorowo mierzyły siły z zawodowcami z Anglii. Tylko co to u diabła była za drużyna, Wiener „Weißen Elf“? Przyznam, że sznupanie nie wiele dało i nie znalazłem nic o tym enigmatycznym zespole. Być może faktycznie byli efemerydą o wielkich umiejętnościach, a być może przekręcono nazwę? W każdym razie kilku zawodników „Białej Jedenastki” powoływanych miało być do reprezentacji Wiednia, najsilniejszego ośrodka piłkarskiego raczkującego w tym sporcie kontynentu europejskiego. Mecz rozegrano 15 września 1907 roku. Cała Opawa żyła tym wydarzeniem od dłuższego czasu. Piłkarze ciężko i sumiennie przygotowywali się do zawodów; przygotowało się również miasto doczepiając dodatkowe wagony do tramwai zajeżdżających hen, za centrum do parku miejskiego. Przepełniona komunikacja miejska, prawdziwe pielgrzymki, jednym słowem sportowe święto. Tuż przed godziną 16, na którą wyznaczono zawody park przypominał jedno wielkie obozowisko. Specjalnie z okazji spotkania piłkarskiego poza znanym już lotnym ambulansem postawiono... lotną tawernę (Buschenschänke)! Tam można było wrzucić coś na ząb lub napić się czegoś odświeżającego. Bodaj pierwszy raz zdarzyło się, a przynajmniej pierwszy raz o tym informowano, by wyznaczono na mecz Opawy sędziego neutralnego. Rolę tę pełnił Pan König z Raciborza. O samym meczu niewiele wiemy poza tym, że padło w nim dziewięć goli (4-5); Wiedeńczycy zagrali z fantazją, elegancją, ale również należytym respektem, przez co starali się zabezpieczać własną bramkę (dziwne to, skoro i tak tyle stracili). Więcej miejsca poświęcono tradycyjnemu towarzyszowi meczy w Opawie. Deszcz lał niemal od samego początku; towarzyszyły mu grzmoty i błyskawice, co w pewnym momencie stało się wręcz niebezpieczne! Publiczność jednak nie dała się wykurzyć, ofiarnie pozostając na swoich miejscach do samego końca. Było wśród niej wiele kobiet, co w tych okolicznościach warte jest podkreślenia. A po meczu? Po meczu wszyscy rzucili się do tramwajów, które niestety nie były wstanie poradzić sobie z takim szturmem, więc tylko niewielka część mogła skorzystać z tego transportu. Wielu, zmęczonych czekaniem, pomimo ulewnego deszczu, postanowiła wrócić do miasta piechotę.
15.09.1907. Opawa. Troppauer Fußballverein - Wiener „Weißen Elf“ 4:5. Sędzia: König (Racibórz).
Wiener „Weißen Elf“: Pähhacker, Gasser, Reich, Strehblow, Robert Eigl (1 kapitan), Wiktor Eigl, Schönecker, Brünner, Schnittler, Vogl i Lang.
Rezerwowi: Lević i Poldi Eigl
Troppauer Fußballverein : Neugärtner, Wecera, Hopper, Lockyer (2 kapitan), Baar, G. Bauer, Haala, Hrdlo, Fiedor, Dr Eigl (1 Käpitan) i Dietl.
Rezerwowi: Morawetz, Beyer (tu pisany jako Bayer) i Füratsch.

Dwudziestego dziewiątego września o godzinie 16.00 doszło do rewanżowego spotkaniu z „Germanią” Kattowitz, zespołem który we wszystkich spotkaniach tego sezonu osiągała znakomite rezultaty i zaledwie dwa tygodnie temu świętowała we Wrocławiu wspaniałe zwycięstwo (ktoś wie o jakie spotkanie się rozchodzi?). Powiedzieć, że relacja ze spotkania była skąpa to mało. W całości brzmi ona mniej więcej tak: Wczoraj byliśmy świadkami przekonującego zwycięstwa drużyny z Opawy nad rywalem z Klubu Sportowego „Germania” z Katowic 3-0 i to pomimo ich bezwzględności i brutalności w meczu. Przypominacie sobie charakterystykę tej drużyny sprzed pierwszego meczu?

Sezon dobiegał końca. Postanowiono podziękować ratownikom gotowym nieść pomoc w trakcie każdego ze spotkań wypłacając oddziałowi delegującemu swych pracowników 50 koron. Na pożegnanie pierwszego sezonu zaproszono Sportklub „Schlesien” Frankfurt nad Odrą. Jak zwykle cmokano z zachwytem nad możliwościami przeciwnika, ale tym razem musiała być to wyjątkowa blaga skoro końcowy wynik brzmiał, uwaga, 18-0! Grunt, że 13 października znowu zjawiły się tłumy.
13.10.1907. Opawa. Troppauer Fußballverein - Sporklub „Schlesien” Frankfurt n/O 18-0. Sędzia: Prof. dr Luksch (Opawa)
Sporklub „Schlesien” Frankfurt n/O: Rack, Meister, Gold, Winkler, Pawlik, Friese, Perret (kapitan), Galuschke, Swoboda, Fuhrmann i Wojatschek.
Rezerwowi: Fetzer i Amon.
Troppauer Fußballverein: Neugärtner, Lockyer (kapitan), Morawetz, Hoppe, Frohnius, Hrdlitschka, Ezedron, Dietl, Fiedor i Schindler.
Rezerwowy: Born.

I już, już szykowano się do podsumowania półrocza istnienia, gdy trafiła się nie lada gratka; na sam koniec udało się zakontraktować spotkanie z jedną z najsilniejszych drużyn na Starym Kontynencie!
...

sobota, 16 kwietnia 2011

W Niemczech można czasem trafić na ciekawe miejsca, ludzi, wszystko co stworzy wyniosłą atmosferę, w której wyczekiwanie zapowiada coś niezwykłego. Ostatnio modne stały się drukarnie nawiązujące stylem do starego, dobrego spółdzielczego fachu. Weźmy na przykład drukarnię z Moguncji, niepozorną, malutką, wciśniętą gdzieś pomiędzy ogromne, sieciowe molochy o trwałej renomie. Ale właśnie ta z Moguncji to elitarne cacko; jeśli rzemiosło może urastać do rangi artystycznego dzieła, z czym taki William Blake surowo, niemalże wulgarnie by polemizował, właśnie tam, gdzieś pomiędzy katedrą św. Marcina i Stefana a historyczną twierdzą Zitadelle Main z wpasowaną rzymską kolumną, można zobaczyć dawno niewidziane rękodzieła. Obwoźny, co za niespotykane dziś słowo, a więc obwoźny artysta może zaprojektować i wytworzyć cudowną wyzwoloną kreację zgodnie z zasadą artis sola domina necessitas. Na prawdę, oglądając majstersztyk mało znanego niemieckiego twórcy tureckiego pochodzenia, Deniza Aytekina miałem wilgotne oczy ze wzruszenia. Połączenie temperamentu południowego, precyzji germańskiej i subtelności, szczerej, czułej subtelności okazującej nam ogromną wrażliwość w detalach, dekoracyjnych, pozornie uwikłanych w skomplikowaną całość, a przecież wyrazistych, krwistych i nadrzędnych wobec całej reszty. Wspaniałe!

Oczywiście, nie jest to jedynie specyfika Moguncji, można podobne oficyny wydawnicze znaleźć w innych miejscach, całkiem zresztą obficie, przynajmniej ostatnio; ich efemeryczność jednak nie pozwala wskazać konkretnych, zbyt duże mogłoby być rozczarowanie. Dziś wspomniałem Überdrukarza Aytekina, akurat miałem to szczęście oglądać jego popisowe dzieło, jutro być może ktoś inny wskaże nowe rozwiązania. Trzeba mieć nieco szczęścia, żeby zobaczyć takie arcydzieło...

A wracając jeszcze do kompozycji Aytekina (jakże mógłbym nie wspomnieć jego asystentów, którzy tak dzielnie wspomagali go w akcie tworzenia!). Najbardziej przykuły mą uwagę dwie charakterystyczne zmagania się z materią introligatorską. Bezczelna, prowokacyjna, niezasłużona – jak zdaje się krzyczeć – czerwień na 53 milimetry o prostokątnym kształcie zezująca z samego niemalże centrum, chwiejąca zamkniętą i zharmonizowaną zdawałoby się całością; jeden element, a jakże burzy porządek i zakłóca proporcjami. Aż pieści podbrzusze pytanie o powód tej beockiej dystrybucji emocji. No i ryt, 70 milimetrowe żłobienie, klin, jak wykrzywiony bieg trącony obcym ciałem zmagający się ze świszczącym wiatrem, którego śpiew, pozorna sprzeczność, daje ukojenie i uspakaja przed lękliwymi obrazami przyszłości. Erozja, smarkata, wyzywająca głębia na nienaruszonej poza tym powierzchni, która nie doczeka się skończenia, oczekująca jedynie naplewatiel'stwa paradoksalnie bez gwizdu, tym bardziej więc ohydnego i obskurnego. Piorunujące wrażenie.

Überdrukarz Aytekin w Oberdrukarni mogunckiej. Żałujcie, że nie widzieliście!

piątek, 15 kwietnia 2011

Początki słynnego klubu z Opawy

1907

lipiec

Pierwszy herb Troppaeuer FV
Więc jak to właściwie wszystko się zaczęło w Opawie, mieście wówczas niezwykle ważnym, siedzibie ważnych urzędów i instytucji? Pozornie tak, jak i w innych ośrodkach – grupka zapaleńców, głównie studentów zafascynowana tą pokątnie uprawianą dyscyplina postanowiła stworzyć stowarzyszenie, co umożliwiało oficjalne rozgrywanie spotkań piłkarskich. Ale jednak było w tym przypadku coś odmiennego i fascynującego; gdy niemal wszędzie profesorskie straże moralności tępiły futbol, to w Opawie właśnie z tego środowiska wyszły inicjatywy założenia klubu! I tak 20 czerwca prof. dr Edmund Aschauer wysłał oficjalną prośbę do władz regionu Śląskiego* o zarejestrowanie Troppauer Fußballverein. Wiadomo, że w komitecie założycielskim, poza wspomnianym Aschauerem, u którego na ulicy Franz-Joseph 4 można było zgłaszać chęć członkowstwa, znaleźli się również Hugo Brecher, dr Adalbert Gottlieb, prof. dr Franz Eigl, prof. Josef Lachnit, John Lockyer i Al. Urban. Najciekawiej brzmi z nich nazwisko Lockyer. Start nowego klubu staje się łatwiejszy mając w ekipie prawdziwego Angola, którym ma nieco większe pojęcie o organizacji gry, przygotowaniu zespołu i prowadzeniu treningu niż którykolwiek zapaleniec. Być może właśnie obecność nauczyciela angielskiego z prywatnej szkoły językowej w Opawie miała decydujący wpływ na szokujący początek zmagań z futbolówkę Troppauer FV?

Nim jeszcze oficjalnie zarejestrowano klub Opawa była świadkiem pierwszego, historycznego meczu swojej drużyny. Czternastego lipca 1907 roku do stolicy Śląska Austriackiego przyjechał beniaminek Ligi Górnego Śląska FC Preußen Ratibor. Mecz zaplanowano na godzinę 17.00 w… parku! A dokładniej na dużym ćwiczeniowym placu wojskowym! Tak, to przedziwne miejsce stanie się „areną” rozgrywania meczy przez Troppauer FV jeszcze przez długi czas; tak to czasem bywa, gdy brak własnego boiska a pęd do gry jest nie-do-zatrzymania:) W zapowiedzi niedzielnego meczu liczono na solidną frekwencję i jeszcze większe spopularyzowanie samej gry w społeczeństwie, tak, by mogło ono „poznać tak poważny mecz piłkarski z wszystkimi jego fazami trzymającymi w napięciu oraz interesującymi i ekscytującymi momentami”. A jednak, nie wszystko poszło, jak należy i żadnej frekwencji nie było. Pech chciał, że akurat tego dnia od samego rana lało jak z cebra; niemiłosierna ulewa zagroziła wręcz rozegraniu spotkania, lecz, pomimo starań gospodarzy o przełożenie meczu, goście z Raciborza mieli w nosie dramatyczny apel posłany telegramem o przesunięcie zawodów na dzień następny i stanowczo zażądali dotrzymania pierwotnych ustaleń. Zamiast gry w piłkę doszło więc do pojedynku w piłkę wodną – boisko przypominało jezioro, spod każdego stawianego kroku tryskała fontanna wody i jakby tego było mało oberwanie chmury jak zaczęło się z rana, tak trwało również w trakcie meczu. Nic dziwnego, że zamiast spodziewanych tłumów zjawiła się dosłownie garstka osób. Pomimo niesprzyjających warunków samo spotkanie prowadzone było w szybkim tempie, z entuzjazmem ale zachowując zasady fair; Troppauer Fußbalverein tylko na początku, być może z powodu tremy, oddaTroppauer FVło pola gościom, potem już całkowicie zdominowali wydarzenia boiskowe.

14.07.1907. Troppauer Fussbalverein - Ratiborer Fußballklub „Preußen“ 6-0
Sędzia: prof. dr E. Aschauer.

Troppauer Fussbalverein: Schindler (br) - dr Eigl I, Lockyer (kapitan) - Fiedor, Eigl II, Gebauer - Neugärtner, Hoppe, Urban, Hrdlitschka, Haala.
Rezerw.: Drnstein.

Preussen Ratibor
Ratiborer Fußballklub „Preußen“: Weißenburg (1 Kapitan), Krzikalla, Weiß Barwig**, Köhler, Langer, Rudek, Suppan, Jischko, Figulla i Krüger.
Rezerw.: Kostka.

 

 

 

 

Karl DorasilNastępnego dnia, tj. 15 lipca, Troppauer Fussbalverein uzyskał oficjalne zezwolenie władz na funkcjonowanie, zezwolenie nr 19659-58/V. Po kolejnych dwóch tygodniach, na Walnym Zgromadzeniu, wybrano oficjalne władze klubu: pierwszym prezesem został carski doradca Karl Dorasil***, na jego zastępcę wybrano dr Stephena Felkera, lekarza-psychiatrę, a sekretarzem obrano K. Schindlera, asystenta urzędowego kasjera. Ponadto mniej lub bardziej ważne stanowiska pełnili prawnik Hugo Brecher (skarbnik), dr Franz Eigl (pierwszy kapitan drużyny), dr John Lockyer (drugi kapitan), prof. Josef Lachnit (odpowiedzialny za wyposażenie), a także księgowy dr Bernhard Knöpfelmacher, inż. Hugo Rotter, przedsiębiorca Theodor Fiedor, urzędnik bankowy Willy Fried, urzędnik Izby Gospodarczej Oskar Hoppe, student Rudolf Wecera oraz urzędnik fabryczny Ernst Ohrnstein. Jak łatwo skojarzyć, wielu z nich czynnie biegało również po boisku! Specjalną rolę, swoistego komitetu ds. kontaktów z prasą (!) tworzyli prof. dr Edmund Aschauer, prof. dr Emil Oswald i dr Gustav Reichel. Ustalono na koniec, że wpisowe jednorazowe wynosi 2 korony, z kolei miesięczne składki 50 halerzy. Dzień zorganizowana Walnego Zgromadzenia, 27 lipca 1907 roku, przyjmuje się za oficjalną datę powstania klubu.

Po załatwieniu tych wszystkich formalności nadszedł czas na to, co kibice lubią najbardziej, czyli piłkarski mecz. Drugim rywalem w historii zespołu Troppauer Fussbalverein był ponownie klub z Raciborza, tym razem… Ups, i tu mam problem. Do Opoway, według doniesień prasowych, przyjeżdżał Ratbiorer Fussballklub „Ratibor”; inne źródło podaje uproszczoną nazwę FC Ratibor Ratibor. Przyznam, że pierwszy raz zetknąłem się z nimi. W pierwszej chwili pomyślałem o FC Ratibor 03, ale barwy nie specjalnie chcą się zgadzać… W każdym razie 4 sierpnia o tej samej porze, co poprzednio (godzina 17.00 stanie się typową dla rozgrywania zawodów w Opawie), w tym samym miejscu doszło do spotkania „między najpierwszymi drużynami Śląska Niemieckiego”, jak zapowiada w prasie. Ta sama prasa zaledwie po jednym meczu w wykonaniu FV Troppauer cmokała z zachwytu używając wobec nich określeń „wspaniała drużyna” lub „jeden z najzdolniejszych zespołów”, zupełnie słusznie zresztą! I tym razem gospodarze bez problemu uporali się z górnośląskim rywalem łomocąc go okrutnie, a że pogoda nie spłatała żadnego figla na meczu zjawiły się tysiące zainteresowanych! A teraz uwaga, było już o tym, że było grono osób do kontaktów z mediami, ale to nie jedyna spektakularna inicjatywa klubu. Nawet dziś w niektórych miejscach, gdzie tak być powinno, zupełnie tego brak. Otóż na życzenie kibiców skierowane do klubu jeszcze przed meczem postanowiono w osławionym parku rozstawić miejsca siedzące! Nic to, że ich nie starczyło, ludzie na te zawody ciągnęli z również z okolicznych miast i miasteczek****, zatem i ci na stojąco je oglądający gramolili się w tłoku jeden na drugiego, chodzi jednak o samą współpracę z kibicami! Ale to nie wszystko. Klub wydał na to spotkanie specjalny program meczowy! Do najważniejszych jego kolumn należało objaśnienie zasad gry w piłkę. Takie inicjatywy, a przypominam, był rok 1907! Sam mecz tylko momentami był interesujący, choć Troppauer FVobu drużynom trudno odmówić entuzjazmu w grze, przewaga miejscowej drużyny była jednak nad wyraz wyraźna, zresztą ku uciesze euforycznie oklaskującej ją publiczności.

04.08.1907. Troppauer Fußballvereine - Ratiborer Fußballklub „Ratibor“ 7-0
Sędzia: prof. Josef Lachnit.

Troppauer Fußballvereine: Wecera - Lockyer (kapitan), Neugärtner, Hoppe, Baar, Hrdlitshcka, Beier, Gebauer, Fiedor i Füratsch.
Rezerw.: Fronius.

KC RatiborRatiborer Fußballklub „Ratibor“: König (kapitan), Dürschlag, Pawlik, Kutschera, Wießner, Knispel, Lenschner, Schubert, Hermel, Bilomsky i Schwarzer.
Rezerw.: Dürschlag.

Szkoda jedynie, że później w źródłach, do których dotarłem tak ochoczo nie prezentowano składów rywalizujących drużyn…Jeszcze w tym samym miesiącu rozegrali trzy kolejne mecze.

 

 

Piętnastego sierpnia pierwszy raz Troppauer Fußballvereine rozegrał mecz na obcym boisku. Nie zachowało się zbyt wiele szczegółów. Czy to pod wpływem wyniku, czy też informacji, że gospodarze wystawili nie do końca najmocniejsze zestawienie, w prasie pisano o spodziewanym zwycięstwie w Bielsku. Tak, czy siak, wynik budził respekt, bo goście posunęli Bielszczan aż 10-0!

15.08.1907. BBSV Bielitz-Biala - Troppauer Fußballvereine 0-10.

Zaledwie trzy dni później Opawianie udali się do Raciborza na rewanżowe spotkanie z drużyną Ratiborer Fußballklub „Preußen“. Był to ze wszech miar udany wyjazd. Prowadzeni do boju po raz kolejny przez znakomitego Johna Lockyer udowodniła swoją zdecydowaną wyższość gromiąc Raciborza aż 5-0! A mogło być znacznie wyżej; sędzia, którym jak można się domyśleć z poprzednich praktyk, był miejscowy działacz piłkarski, nie uznał kolejnych trzech goli zdobytych przez zespół Troppauer FV. Wynik dawał ogromną satysfakcję, ale goście poznali jeszcze, co to znaczy śląska gościnność. Po zawodach zostali zaproszeni do wspólnej biesiady z gospodarzami w Domu Strzeleckim. Tam Austriacy (tam określa ich lokalna prasa) bratając się z miejscowymi mile zostali zaskoczeni pamięcią o urodzinach Cesarza Franciszka Józefa – dokładnie tego dnia obchodził swoje 77 urodziny. Prezes raciborskiego klubu, Pan Labus, po krótkim przemówieniu wzniósł trzykrotny toast na część łaskawie panującego, na co entuzjastycznie reagował tłum. Aż żal było wyjeżdżać, relacjonuje lokalny dziennik, czas tak szybko mijał w gościnnym towarzystwie Ślązaków…

BBSV Bielitz-BialaOstatnim spotkaniem zaplanowanym w pierwszym miesiącu działalności klubu była rewanżowa potyczka z klubem BBSV Bielitz-Biala. Mecz zapowiadano jako wielkie derby śląska… austriackiego klubów niemieckich:) Tym razem Bielszczanie odgrażali się, że poślą w bój to, co mają najlepszego, a sama rywalizacja miała pokazać, kto rządzi w tym regionie. I znowu dopisała opawska publiczność, tym razem nie tylko tłocząc się wokół boiska, ale obskakując również wszystkie pobliskie wzniesienia! Kapitan gości, dr Stonawski bojowo nastawił swój zespół, BBSV walczyło jak lwy, spinali się tęgo, a najlepszym ich zawodnikiem był wyborny bramkarz; tylko, co z tego, skoro nim mecz na poważnie się zaczął, tradycyjnie o godzinie 17.00, już mieli trzy w plecy. Przed gwizdkiem na przerwę Troppauer FV dołożył kolejne dwa gole, a po zmianie stron dokonał ostatecznej egzekucji. Klub z Bielska ponownie dostał dwucyfrówkę! Właściwie całe spotkanie goście grali w Troppauer FVgłębokiej defensywie, za to miejscowi imponowali szybką, pomysłową i przede wszystkim zespołową grą. Właściwie najciekawszą uwagą związaną z tym meczem była kolejna ciekawa, choć nie pierwszy raz zastosowana, nowinka klubu. Otóż przy boisku powstało lotne pogotowie - namiot „Czerwonego Krzyża”, w którym, na czas meczu na wypadek nagłych, lecz niezbyt groźnych zdarzeń, dyżurowali ratownicy medyczni.

25.08.1907. Troppauer Fußballvereine – BBSV Bielitz-Biala 10-0

 

 

Trzeba przyznać, że start nowego klubu wyglądał imponującą: pięć spotkań, pięć zwycięstw i bilans bramkowy zwalający z nóg, 38-0! Efekt pracy nauczycieli (dziś powiedzielibyśmy trenerów), Johna Lockyera oraz prof. dr Figla (byłego gracza klubów wiedeńskich) – genialny. Podekscytowanie w klubie było ogromne, kolejny miesiąc zapowiadał się znacznie, znacznie ciekawiej, bo do Opawy przyjeżdżały uznane marki z…

 

* Naturalnie chodzi o terytorium Śląska Austriackiego
** Mam pewne wątpliwości, czy w tym nazwisku nie pojawił się „czeski błąd”, właśnie tam, gdzie zaznaczyłem;)
*** Co ciekawe był on ojcem najlepszego czeskiego hokeisty I-wszej Republiki, Wolfganga Dorasila.
**** Sama Opawa była w zdecydowanej przewadze zamieszkiwana przez ludność niemiecką (wg danych z 1910 roku Czesi stanowili zaledwie 7% ludności), ale już graniczne miasta i miasteczka były przeważnie czeskie.

 

1. Zdjęcie Karla Dorasila, źródło: Kral L.: Historie německé kopané v Čechách. Praha: MJF Praha, 2006.
2. Herb Troppauer FV oryginalny, kolorystka to własna wariacja.
3. Wzory koszulek na podstawie opisów; wyjątek strój BBSV Bielitz-Biała (wariacja na podstawie herbu).

wtorek, 12 kwietnia 2011

Jakbym przeniósł się w listopadowy chłodny weekend. Za nami najbardziej derbowa kolejka ligowa w Czechach, Niemczech i Polsce. Wystarczy zerknąć na wyniki z poprzedniej rundy i obecne, do licha, jakaś zmowa?:)

Właściwie wszystko po staremu, rezultaty kubek w kubek podobne, z zachowaniem proporcjonalnego rozwoju i... jednym wyjątkiem.

Jedynie w Norymberdze postanowiono odmienić nieco los; po fatalnym błędzie Krafta i rewelacyjnym trafieniu Eiglera, przy którym dzieło Stankovica to zwyczajna footbomania, 1FCN nawiązało do ostatnich lat, ponownie remisując na własnym boisku w derbach Bawarii. Mecz kiepski, Bayern kiepski, Norymberga stuka-puka do europejskich pucharów, co wywołuje gęsią skórkę; ale w sumie postawą zasługują przynajmniej na szansę, by fechtować o ten zaszczyt do samego końca. Innym wydarzeniem związanym z tym spotkaniem jest zwolnienie van Gaala; dziwna decyzja. Fantastyczny szkoleniowiec, z którym coraz bardziej pulchnym włodarzom klubu z Monachium od początku bywało nie po drodze został potraktowany jak żółtodziób; wcale nie jestem pewien, że nagle demony wyjadą na wakacje i gra Bayernu nabierze rumieńców. Bardzo liczę, że chłopcy Heynckesa zrobią im kuku już w najbliższy weekend (z dobrem dla emocji w Bundeslidze).
1.FC Nürnberg – Bayern München 1-1, 0-3

Na Borussia-Park nie było niespodzianki, bo i być nie mogło. Śmieszą mnie zasłyszane, przeczytane tu i ówdzie wypowiedzi małolatów, że mecz poszedł pod stołem; a to heca:) Borussia nie mam z nikim takiego bilansu jak z największym rywalem (by nie napisać wrogiem) z Nadrenii – na 78 wzajemnych spotkań w Bundeslidze ponad połowa to zwycięstwa „Kozłów”. Fantastyczne zawody rozegrali Marco Reus oraz Mike Hanke (trzy asysty!). Ciekawie zaprezentował się debiutujący w bramce Borussii osiemnastoletni ter Stegen; za to postawa zespołu z Kolonii to kompletne dno i kpina, czego najlepszym przykładem całkowicie niewidzialny Podolski, niewidzialny dla kolegów, dla komentatorów i własnego trenera (że też go nie zdjął?!); dla rywali w sumie też, nie widzieli go, bo niczego nie pokazał...
Światełko w tunelu, nadzieja, mecze ostatniej szansy, mądre gadki, przysłowia, ale czy faktycznie jest jeszcze ratunek dla Borussii? Bardzo chciałbym wierzyć, że tak; niestety liga nie składa się tylko z Rheinderby (wtedy byliby mistrzami), a każdy kolejny rywal wydaje się mocniejszy. Doprawdy, tu trzeba cudu. Pierwszego oczekuję już w piątek w Moguncji...
Borussia Mönchengladbach – 1.FC Köln 5-1, 4-0

W Chorzowie w Najstarszych Derbach Śląska Polonia bezapelacyjnie ograła Ruch, prezentując się jak dobrze zorganizowana jednostka oddziałów specjalnych. Zadaniem jest ratowanie ligi, taktyczne założenia zakładają zniechęcenia rywala siłą, konsekwencją oraz szczelnością zasieków, by we właściwym momencie dokonać przegrupowania i zaanektować połowę boiska przeciwnika;) Wszystko wyszło wybornie, bo „Niebiescy” pozbawieni skrzydeł i placu dla szybkich napastników stracili koncept, chęć, a potem i bramki. I faktycznie, Radzewicz to jest gość; tyle razy wypychano go z szatni Polonii, a on nadal jest jej buldożerem roztrzaskującym gliniane kolosy.
Ruch Chorzów – Polonia Bytom 0-2, 0-1

I wreszcie najstarsze z rozgrywanych derbowych gier; dwie wielkie „S”, które rywalizują jednak o zupełnie inne cele; dwaj wielcy bramkarze, z których każdy zasługuje na szacunek,a może i pomnik. Nim wszystko na dobre się zaczęło już było po herbacie. Raz, dwa i rozpruły się szwy Slavii. I nic to, że w drugiej połowie długimi momentami nie schodzili z połowy Sparty. Zupełna bezradność, brak pomysłu, brak siły pod bramką odwiecznego wroga nie przypadkowo spowodowały, że najgroźniejszą sytuacją było nastrzeleniu Vlcka, po którym piłka szukała kontaktu ze słupkiem. Inna sprawa, że Sparta w takiej formie z trudem będzie gonić rewelacyjny zespół z Pilzna, zwłaszcza, gdy więcej będzie takich pomysłów, jak Kerič w pomocy (w Libercu grając podwieszonego napastnika robił tyle zamieszania, że wróżyłem mu wielką karierę na zachodzie; tytłanie go w nieznośne pojedynki przy linii szybko zrobią z niego kolejnego Pacandę, Matušoviča, Vachouška...).
Sparta Praha – Slavia Praha 2-0, 1-0

piątek, 01 kwietnia 2011

Gdyby wziąć cyrkiel czasu i podzielić zgodnie z dziejami ziemi śląskiej historię piłki nożnej w tym regionie bez większych problemów można wskazać najlepszą drużyną każdego z nich;

W XXI wieku (2001-2011) najlepszy jest jak do tej pory Baník Ostrava, nie tylko wywalczył mistrzostwo kraju, puchar kraju (i jeszcze dwukrotnie finał pucharu…), ale również, jako jedyny śląski mannschaft!, nie spadli z ligi.

Okres po upadku komunizmu do końca epoki (lata 1989-2001), choć bez triumfów wielkich miał swojego dominatora – pomimo spadku z ligi za takiego uważam GKS Katowice, aż czterokrotnie stawali na pudle rozgrywek ligowych, dwukrotnie wygrywali Puchar Polski oraz Superpuchar, dwukrotnie uczestniczyli w finale PP, jako pokonani, a na dokładkę świetnie spisywali się w europejskich pucharach.

Okres powojenny (lata 1946-1989), czas, kiedy Górny Śląsk wywalczył aż 26-krotnie tytuł mistrzowski, do tego można dodać jeszcze jeden triumf Śląska Wrocław oraz trzy wygrane Baníku Ostrava – imponujące! Innych triumfów nawet nie sposób wymienić. Na najlepszą drużynę solidnie zapracował wówczas Górnik Zabrze - niemal połowa tych mistrzowskich tytułów to ich zasługa!

Okres II wojny światowej (1939-1945), przecież całkiem intensywny piłkarsko sprawia pewne problemy, ale po krótkim namyśle jednak stawiam na Germanię Königshütte (czyli AKS Chorzów).

Lata od końca I wojny światowej do wybuchu drugiej to zdecydowana dominacja Ruchu Chorzów, bez względu na to, co działo się na Śląsku po stronie niemieckiej.

A co było wcześniej, kogo wskazać, kto był najlepszy? W naturalny sposób kieruje wzrok na Wrocław, czy też Breslau jak kto woli, a jednak, chyba powinienem przede wszystkim spojrzeć na południe. Tak, zdecydowanie na południe! Z każdym kęsem historii tego fascynującego klubu upewniam się, że właśnie to on zasłużył na miano najlepszej śląskiej ekipy okresu od prahistorii śląskiej piłki do roku 1918DSV Troppau!

Mogę zapewnić, że w najbliższym czasie przybliżę co nieco historię tej niezwykłej drużyny, od jej zarania, jeszcze jako Troppauer Fußballverein, aż po osiągnięty w roku 1914 najwyższy pułap, zgodny z najlepszymi wzorcami czeskiej piłki o niemieckiej proweniencji.

Końcowy fragment ostatniego zdania bardzo kusi; sytuacja futbolowa w Czechach do odzyskania niepodległości była równie napięta, co ta społeczna, czy polityczna. Rywalizacja rdzennie czeskich klubów z tymi o kapitale niemieckim była tak szalenie zaciekła, że wręcz kipiała nienawiścią! Czeskie kluby były zresztą czasowo wyłączono z oficjalnego Związku Piłki Nożnej. Z kolei w czasie II Wojny Światowej nie uczestniczyły w oficjalnych rozgrywkach Gauligi lecz rozgrywały mistrzostwa Czech! Musze jednak stanowczo podkreślić, że poziom piłkarski tych niemieckich był absolutnie rewelacyjny, co najmniej tak, jak czeskich*. I właśnie DFV Troppau był na najlepszej drodze do dołączenia do pierwszarzędnych DFC Prag i Teplitzer 1903 FK, gdy wybuchła wojna...


* Uczciwie mówiąc w prapoczątkach futbolu w Europie liczyły się tylko kluby francuskie, szwajcarskie, węgierskie i niemieckie, a z zawodowcami z Wysp Brytyjskich w miarę wyrównane boje potrafiły toczyć jedynie drużyny z Hiszpanii, Austrii, Danii, Włoch i właśnie z Czech. Czesi byli wtedy potęgą.