Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Kategorie: Wszystkie | Górny Śląsk
RSS
sobota, 26 lutego 2011

Runda 2 – przygotowania

Po sensacyjnym wyeliminowaniu obrońców tytułu los skojarzył Ślązaków z wyśmienitą drużyną Ostmark, którą tak naprawdę stanowili reprezentanci Austrii, a by być jeszcze dokładniejszym gracze klubów wiedeńskich. Zbierając materiały natrafiłem na całkiem sporo informacji o przygotowaniach do tego spotkania, głownie jednak z obozu Marchii Wschodniej. Wydały mi się na tyle ciekawe i uzupełniające opisywaną przeze mnie historię, że postanowiłem włączyć je do całości…

Austriacka prasa bardzo uważnie śledziła poczynania podopiecznych kapitana regionu Ostmark Gaufachwart) Hansa Janischa. Wielki faworyt całych rozgrywek borykał się jednak z niemałymi problemami, które powodowały może nie samo zamieszanie, co śladową, ale zawsze, niepewność. Obawy związane były z rozmaitymi przyczynami. W pierwszej kolejności pojawił się problem graczy Rapidu Wiedeń, a pośrednio również innego czołowego klubu, zresztą także z Wiednia. Ale co to był za problem! Rapid właśnie triumfował w Pucharze Niemiec, czyli w popularnym i prestiżowym Tschammer-Pokal. W finale znakomita ekipa z super-kanonierem Franzem Binderem na czele rozprawiła się z FSV Frankfurt w stosunku 3:1. Ten wspaniały triumf komplikował jednak życie reprezentacji Ostmark, w całkiem prozaiczny zresztą sposób. Niezwykle napięty terminarz (Gauliga, Tschmmaer-Pokal, Reichsbund-Pokal, reprezentacja, ważne gry towarzyskie, na których sporo zarabiano etc.) powodował niezwykłą wprost sztywność terminów; jeśli tylko jakieś spotkanie wypadało z terminarza należało niezwłocznie je rozegrać. Dlatego właśnie piłkarski związek regionu Ostmark postanowił wyznaczyć dwie zaległe gry na 22 stycznia; w tym samym czasie Gaumannschaft miał stoczyć bój w Hindenburgu… Kapitan Janisch, nie chcąc osłabiać Rapidu w walce o mistrzostwo postanowił wezwać tylko jednego gracza z tego klubu, brakowało szczególnie „Bimbo” Bindera powołanego do kadry triumfatora Pucharu Niemiec*; piętnastego stycznia, na tydzień przed meczem, w prasie pojawiła się kadra Ostmark, którą stanowili: Platzer (Admira Wien); Andritz (Austria Wien), Schmaus (Vienna SC); Hanreiter (Admira Wien), Mock (Austria Wien), Joksch (Austria Wien); Vogl (Admira Wien), Hahnemann (Admira Wien), Stroh (Austria Wien), Durspekt (Admira Wien), Pesser (Rapid Wien); Zmiennicy: Zöhrer (Austria Wien), Marischka (Admira Wien), Neumer (Austria Wien).

Marischka, Platzer i Stroh.

Marischka, Platzer i Stroh szykują się na mecz ze Śląskiem.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

Ale problem nie dotyczył tylko Rapidu (czwarte miejsce) i jego najbliższego rywala Wiener Sportclub (zajmował miejsce szóste), widać to na pierwszy rzut oka. Do rozegrania wyznaczono na ten termin jeszcze jedno spotkanie, arcyważne! Lider Wacker Wien podejmował trzecią w tabeli Viennę; dla tych drużyn Janisch również zrobił reprezentacyjną dyspensę powołując jedynie Schmausa. Z dziesięciozespołowej ligi przy wyborze drużyny musiał zrezygnować z aż czterech czołowych klubów; nic dziwnego, że jego wybrańcy to tak naprawdę drużyna mieszana Austrii i Admiry. Drużynę oceniano mimo wszystko bardzo wysoko, a brakujące ogniwa nie miały znacząco wpłynąć na jakość gry. Zwracano uwagę zwłaszcza na powrót do kadry kontuzjowanego niedawno Andritza oraz wypróbowanie na prawej stronie pomocy Hanreitera; podkreślano, że taki skład wciąż gwarantuje wysokie możliwości techniczne i kombinacyjne, co w połączeniu z wolą walki powinno dać pozytywne rozstrzygnięcie. Nerwowo czekano jeszcze tylko na ostatnią przed meczem pucharowym ligową kolejkę…

Szesnastego stycznia w prasie pojawiło się zestawienie jedenastki Śląska przewidziane na mecz z Austriakami. Trener Fabra wybrał kubek w kubek tę samą drużynę, która tak pięknie poradziła sobie z ekipą Nordmark. Wiadomo już było, że spotkają się zupełnie inne drużyny niż te, które mierzyły siły podczas Breslauer Fest. We Wrocławiu, 26 lipca, Austriacy strasznie zlali Ślązaków. Już do przerwy prowadzili 5:0; po zmianie stron nieco przyhamowali, dali odetchnąć, dlatego trzydziestotysięczna widownia nie oglądała wyniku dwucyfrowego, choć dziesięć bramek padło. Końcowy wynik brzmiał 8:2 na korzyść gości! Składy w ciągu zaledwie pół roku mocno się jednak zmieniły. Ślązacy wymienili aż siedmiu zawodników! Drużyna Ostmark szykowała się do meczu bez pięciu bohaterów tamtego spotkania. Optymizm był u nich jednak bardzo duży, w końcu z nieobecnych tylko Zischek wbił we wspominanym meczu gola; jednego gola.

Specjalne przygotowania ruszyły w Wiedniu we wtorek, siedemnastego stycznia; udział w treningach, jako główny szkoleniowiec brał Ludwig „Luigi” Hussak, były reprezentant Austrii, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w 1912 roku, a w omawianym czasie instruktor sportowy ds piłki nożnej w regionie Ostmark (Gausportlehrers). Początek jego pracy nie był jednak zbyt przyjemny. Pierwszy trening (odbył się o 15.30, tak jak wszystkie pozostałe na Admiraplatz) oznaczał kolejne ubytki kadrowe; aż trzech graczy, Pesser, Durspekt i Joksch tak poważnie podupadło na zdrowiu, że ich gra była praktycznie niemożliwa! Zwłaszcza stan zdrowia Jokscha był nadzwyczajnie poważny; znakomity zawodni z powodu grypy wylądował nawet w szpitalu! Jakby tego było mało również Hanreiter,na którego tak liczono, zmagał się z przeziębieniem i choć trenował spekulowano, że bliżej mu do lekarskiej przychodni niż piłkarskiego boiska. Tak potężne ubytki, wyrwy w składzie spowodowała poprzedzająca mecz pucharowy ligowa seria gier; anormalne warunki, w których przyszło rozgrywać mecze mocno odbiła się na zdrowiu zawodników. Nie po raz pierwszy i nie ostatni przez prasę przewinęła się dyskusja nad sensem rozgrywania spotkań w takiej aurze, o takiej porze roku. Przy okazji sugerowano, że zmiana terminarza jest niezbędna dopóki futbol nie przeniesie się pod... dach! Gdy okazało się ostatecznie, że z tej czwórki tylko Hanreiter jest w stanie zagrać ze Śląskiem, kapitan Jansch grzmiał na łamach „Des Kleien Baltt”, jak irracjonalne jest organizowanie rozgrywek na przełomie roku i kończenie ich w marcu, gdy pogoda, zupełnie przecież naturalnie, ma do zaoferowania jedynie zimno, śnieg oraz deszcz; spełnianie zaleceń instruktora Rzeszy (dziś powiedzielibyśmy wymogów licencyjnych) niewiele daje. „Musimy wziąć na siebie wyzwania, a nie miotać oskarżenia, dopóki mistrzostwa nie znajdą się pod dachem”**.

Z miejsca zawezwano dodatkowych zawodników; jako pierwszy do drużyny dołączył skrzydłowy Galli z Wiener Sportclub, potem Haag i Urbanek. Ale to nie koniec problemów Wiedeńczyków. Paskudna aura uniemożliwiała przewidziany cykl treningowy; na Admiraplatz leżały zwały śniegu, a niemal całe boisko pokryte było ogromnymi ilościami błota. Z trudem wykonywano zajęcia z piłkami, na maleńkich, jak placek, suchych miejscach. „Luigi” Hussak chcąc nie chcąc skupiał się zatem jedynie na ćwiczeniach sprawnościowych oraz kondycyjnych. Bramkarz Platzer jako jedyny miał radość z treningów; doskonalił swoje robinsonady fruwając na zalegającymi górkami śniegu, miękko lądując.

Peter Platzer

Peter Platzer wymyślnymi fikołkami nad zwałami śniegu ćwiczy technikę rzucania się.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 19.01.1939.

Po ostatnim treningu kapitan Jansch oraz trener Hussak jeszcze raz upewnili się w osobistej rozmowie z każdym zawodnikiem o ich stanie zdrowia (kto wtedy myślał o drużynowym lekarzu!) oraz odbyli między sobą długą rozmowę taktyczną. Swymi spostrzeżeniami Jansch podzielił się dziennikarzem „Der Kleine Blatt”. Między innymi wypowiedział się tak błyskotliwie;)

„Jeżeli chodzi o zespół wybrany przeciwko Ślązakom, złożony jest on z wyśmienitych piłkarzy oraz walczaków, którzy każdy z osobna i wszyscy razem, jako kolektyw, świadomi są zadania, które czeka na nich w niedzielę.
Jestem przekonany, że są to godni reprezentanci regionu Ostmark. Końcowy wynik zależy od ilości strzelonych goli, jeśli więc zabezpieczymy własną bramkę z najgroźniejszej strony rywala, a sami wbijmy gole naszymi bramkostrzelnymi napastnikami, to sukces sam przyjdzie. Rozmawiałem z piłkarzami osobiście i wspólnie zgodziliśmy się, że nie ma powodu, by zwieszać głowy.
Zawodnicy są zdeterminowani, by wysłać w niedzielę z Zabrza do Wiednia radosną wiadomość.“


Tymczasem ze Śląska napływały bardzo pozytywne sygnały. Pogoda była przyjazna, wręcz ciepła; boisko na stadionie im. Adolfa Hitlera bardzo dobrze przygotowane, murawa w świetnym stanie – sucha! Wiedeń zacierał ręce, doskonała kondycja nawierzchni umożliwiała przecież zastosowanie zagrywek typowych dla austriackich, świetnie wyszkolonych piłkarzy. No i jeszcze to zainteresowanie meczem! W przedsprzedaży (będąc precyzyjnym, chodziło o zamawianie wejściówek), sprzedano wszystkie bilety! Ludzie niemal bili się o karty wstępu nie tylko z niemieckiej części Śląska, ale również z tej polskiej, a nawet z regionu Sudetenlandu, czyli z Czech! Nie ma się co dziwić; nie co dzień można oglądać tak wspaniałą drużynę. I choć zespół Śląska mocno się zmienił, zdecydowanie na korzyść, to postrach wciąż budzili kapitalnie technicznie przygotowani do gry Mock, Galli, Stroh, Hahnemann i Numer. Zresztą sama charakterystyka jedenastki Ostmark wiele wyjaśniała: piekielnie doświadczona linia obrony, którą tworzyli bramkarz Pletzer, a także Andritz i Schmaus słynący z twardej, nieustępliwej walki, doskonale komponującej się z ewentualnymi problemami murawy. Przed nimi formacja pomocy. Rewelacyjni Hanreiter, Galli oraz Mock; na zielonych boiskach, przy pięknej pogodzie byli w stanie rozklepać każdą defensywę. Ich kunszt techniczny oraz zmysł do gry kombinacyjnej był na najwyższym poziomie. Jedyne, co mogło ich powstrzymać to… załamanie się warunków pogodowych. I wreszcie atak; atak, który był największą niewiadomą, na którym mogło odcisnąć się piętno eksperymentowania. Z prawej strony dwójka graczy Admiry, Vogl i Hahnemann; o nich można było być spokojnym, na pewno sobie poradzą. Na środku doskonały Stroh, od którego tak wiele będzie zależało. Jeśli tylko zaprezentuje formę, do jakiej przyzwyczaił wszystkich przed kontuzją, a pauzował naprawdę długo, rozprowadzi akcje Austriaków w należyty sposób. Z jego umiejętności najbardziej powinien skorzystać lewy środkowy napastnik Neumer, świetny strzelec; z kolei Haag ma taki potencjał, że sam jest w stanie stworzyć sobie sytuacje bramkowe.

Schmaus

Choć warunki do treningu były podłe w obozie austriackim panowała znakomita atmosfera. Obrońca Schmaus, by dowieść swej nowoczesności" rozpoczął bitwę na śnieżki.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

Jeśli chodzi o drużynę Śląska ograniczono się jedynie do stwierdzenia, że jej trzon stanowią zawodnicy świetnej drużyny Vorwärts-Rasensport Gleiwitz, że charakteryzuje ją wola walki, a także niespotykana pewność siebie, zwłaszcza po triumfie nad obrońcą pucharu. Na Śląsku miała panować opinia, że jeśli mają kiedykolwiek pokonać Austriaków to właśnie teraz i tu! Wrócono jeszcze raz do sławetnego lania we Wrocławiu. Niech nikogo nie zmyli ten rezultat, niech nikt nie lekceważy Ślązaków! – apelowała prasa wiedeńska. Zupełnie słusznie akcentując jakże odmienne okoliczności obu gier. Nie tylko składy osobowe całkowicie się zmieniły; Ślązacy bez wątpienia silniejsi niż wtedy umiejący świetnie dopasować się do zupełnie odmiennych warunków, trudnych, wymagających Harta ducha i znakomitej kondycji oraz konsekwencji i koncentracji, za to Ostmark w mocno przebudowanym składzie, pozbawiony najpotężniejszych dział, pozbawiony również atutu gry kombinacyjnej, którą mocno ogranicza zimowa sceneria; „Tym razem nie można powiedzieć, że drużyna [Austrii - MK] jest najsilniejsza, za to Śląsk bez wątpienia jest mocniejszy!” przestrzegał jeden z dzienników wymieniając najrozmaitsze militarne porównania, jak bój, walka, wojna, batalia, bitwa, starcie, pojedynek, potyczka, kampania do opisania tego, co czeka ich pupilów w Zabrzu.

Drużyna Austrii wyjechała na mecz w sobotę o godz. 8.25 pociągiem z Dworca Wschodniego w Wiedniu pociągiem typu Korridorzüge. Powrót zaplanowanot na poniedziałek wieczorem, 23 stycznia, na tej samej stacji.

Mock i Stroh

„O! Tu leży Hindendburg, widzicie?” zdaje się mówić do swych kolegów Mock, największy obieżyświat w ekipie Ostmark, w czasie zajęć „krajoznawczych”.  W prawym górnym rogu środkowy napastkik Stroh, na którego tak mocno liczyli Wiedeńczycy.
Źródło: „Der Kleine Blatt”, 22.01.1939.

 

* Rapid zajmował wówczas dopiero czwarte miejsce w lidze z aż ośmioma punktami straty do lidera, drużyny Wacker Wien. Mieli jednak o cztery gry mniej, w przypadku kompletu zwycięstw dogoniliby lokalnego rywala.
** Temat rozgrywania meczy piłkarskich w hali przewija się w niemieckojęzycznej prasie tamtego okresu co jakiś czas; jak widać do dziś ostatecznie nie załatwiono tego problemu.

środa, 23 lutego 2011

Runda 1

Losowanie i układ drabinki pucharowej był dla Śląska fatalny. Chociaż nie, nie był fatalny, właściwie nie pozostawiał żadnych złudzeń, co do szans na odniesienie sukcesu. Sami faworyci! Jeden większy od drugiego!

Pierwszą rundę wyznaczono na 18 grudnia 1938 roku*; jak się później okazało miało to dość istotne znaczenie. Kolejnym handicapem okazała się gra na własnym boisku; maceracja rywali zawsze wypada rzewniej, przy ryku gardeł własnych kibiców. Sportowa dola, jak już wspomniałem, była mniej skora do żartów – skojarzyła Ślązaków z obrońcą tytułu, drużyną Nordmark (region leżący między Łabą a Odrą).

Właściwie trudno przewidzieć jak zakończyłoby się to mierzenie sił, gdyby nie ten cholerny termin; z jednej strony tuż przed świętami wielu czołowych piłkarzy dostawało wolne**. zwracał na to uwagę dziennik „(Neuigkeits) Welt Blatt”; relacjonując rozstrzygnięcia wspomina o ogromnych problemach wielu drużyn w zestawieniu w miarę optymalnego składu. drugim niezwykle istotnym czynnikiem okazała się pogoda. od Stuttgartu po Wiedeń, od Königsbergu po Dusiburg ciągnęły się siarczyste mrozy sięgające 10 do nawet 18 stopni poniżej zera! Dzisiaj prawdopodobnie mecze zostałby odwołane, wtedy jednak zahartowani w ciężkich warunkach piłkarze hasali po czymś, co miało przypominać piłkarskie boisko. Akurat we Wrocławiu panowały jedne z najcięższych warunków, nie było mowy o zielonej murawie. i jak nierzadko bywa w takiej sytuacji doszło do sensacji. zdobywca pucharu z poprzedniego roku doznał na śląskiej ziemi prawdziwej klęski ulegając aż 0:5 (0:2)! Niestety, źródła do których dotarłem nie wspominają o żadnych szczeblach tego spotkania. „Das Kleine Blatt” informował jedynie, że wrócić na właściwy kurs pomógł Ślązakom trener reprezentacji Niemiec, Sepp Herberger, który miał przeprowadzić z nimi jeden trening na tydzień przed meczem z Nordmark. Wydaje się jednak, że nie należy przeceniać tego jednorazowego wsparcia szkoleniowego, być może jedynie mentalnie mogło mieć jakiekolwiek znaczenie. Tak naprawdę drużynę, już drugi rok, przygotowywał Fredinand Fabra, postać dość anonimowa, choć z doświadczeniem międzynarodowym. Przygoda z reprezentacją Finlandii, choć z góry skazana na niepowodzenie była jednak wyjątkowo bolesna...*** Być może, choć nie mogę poprzeć to żadnym źródłem, w zaproszeniu Herbergera na trening reprezentacji Śląska pomogła mu jego osobista znajomości; w latach 1935-36 był asystentem u trenera Prof. Dr Otto Nerza, z kolei Herberger pełnił te funkcję jeszcze o roku dłużej; zresztą po odwołaniu Nerza z funkcji pierwszego trenera (po porażce w inauguracyjnym meczy IO w Berlinie z Norwegią), to właśnie Herberger został mianowany Reichstrainerem.
Ten sam dziennik również posłużył się mrozem dla wytłumaczenia sensacyjnego rozstrzygnięcia. „We Wrocławiu było niesłychanie zimno, wydaje się, że zawodnicy Nordmark gorzej je znosili niż miejscowi”.

Ferdinand Fabra

Ferdinand Fabra, Verbandstrainer drużyny Śląska w latach 1938-39.
Źródło: http://ostendoerfler.ostendorf-gymnasium.de/verein/Fabra.pdf

W ogóle temperatura mocno namieszała już na starcie rozgrywek. Równie głośnym echem odbiła się porażka drugiego z finalistów poprzedniej edycji, drużyny Południowego-zachodu. W Duisburgu zespół Südwest został rozgromiony przez Niederrhein (Dolny Ren) aż 7:0! Dla Ślązaków najważniejsze było jednak rozstrzygnięcie w Wiedniu. Tam miejscowy Ostmark (ziemie zaanektowane przez Hitlera 12 marca 1938 roku) mierzył siły z Regionem Baden (Badenii). Niestety, żadnej niespodzianki nie było i Śląsk musiał szykować się na mecz z głównym faworytem rozgrywek, świetną drużyną Ostmark, czyli de facto reprezentacją Austrii...

18.12.1938. Widzów: ?. Sędzia: ?
Breslau. Schlesien - Nordmark 5:0 (2:0)
Schlesien:
Mettke (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Koppa (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kubus (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Wydra (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kossek (Reichsbahn SpVgg 21 Gleiwitz), Langner (SpVgg Breslau 02); Grzeschik (Reichsbahn SpVgg 21 Gkeiwitz), Pischzek (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pawlitzki (SpVgg Breslau 02), Schaletzki (VfR 1919 Gleiwitz), Renk (Sportfreunde 20 Klausberg****)
Nordmark: Böhlke (Eimsbütteler TV 89); Miller (St. Pauli), Lüdecke (
Eimsbütteler TV 89); Wendlandt (SC Viktoria 1895 Hamburg), Schwartz (Eimsbütteler TV 89), Kleikamp (SC Viktoria 1895 Hamburg); Carstens (Hamburger SV), Panse (Eimsbütteler TV 89), Höffmann (Hamburger SV), Rohde (Eimsbütteler TV 89), Ahlers (Eimsbütteler TV 89)
Bramki: ? (golami podzieliła się trójka Renk, Pischzek i Grzeschik).


* Chociaż była to pierwsza runda, nie oznaczała wcale inauguracji Pucharu Rzeszy! Jeszcze w październiku odbyła się runda eliminacyjna, w której region Sachsen pokonał w malutkiej miejscowości Planitz niedaleko Zwickau drużynę Brandenburgii wysoko 4:1.
** Było to związane z tzw. „Złotą Niedzielą”, jeśli się nie mylę dotyczyło to ostatniej niedzieli przed Świętami Bożego Narodzenia, która ustawowo był dniem wolnym od pracy.
*** Fabra prowadził drużynę „Suomi” od 30 czerwca 1936 roku do 29 czerwca roku 1937. w ośmiu meczach zanotował jedno zwycięstwo (2:0 z Norwegią), jeden remis (2:2 z Estonią) oraz sześć porażek. Przygotowywał zespół do meczu turnieju olimpijskiego w 1936 roku – w Berlinie jego podopieczni dostali „szmary” z Peru aż 3:7. Zwolniony został po oznaczającej koniec nadziei na awans do Mistrzostw Świata porażce z jego rodakami, Niemcami 0:2. Łączny bilans bramkowy w tych meczach był zatrważający, wynosił 9:29 (najsurowszą lekcję dostali 20 maja w Helsinkach od Anglików. Finlandia przegrała to spotkanie sromotnie 0:8).
**** Klausberg to jedna z nazw dzielnicy Zabrza, Mikulczyc. Chyba nawet częsciej używana była niemiecka nazwa Mikultschütz, i własnie jako Sportfreunde 20 Mikultschütz widnieje ona w zestawieniu drużyn z okręgu zabrzańskiego w przygotowanym przeze mnie zestawieniu.

wtorek, 22 lutego 2011

Będzie to historia o największym sukcesie piłkarstwa śląskiego na ziemiach niemieckich. Wspaniała przygoda zawodników zebranych pod szyldem Schlesien, reprezentacji złożonej z futbolistów grających na co dzień w klubach naszego regionu. Historię tego jedynego w swoim rodzaju triumfu pisano w sezonie 1938/39 i choć nie wszystkie fakty udało mi się precyzyjnie ustalić wciąż pozostaje nad wyraz ciekawa, ujmująca, niemalże romantyczna.

Zapraszam do kilkuczęściowej lektury o tym, jak Śląsk został najlepszą drużyną w Niemczech; jak rozprawiał się z najlepszymi zawodnikami Rzeszy w Reichsbundpokal...

Reichsbundpokal

Efektowne trofeum za zwycięctwo w Pucharze Regionów Niemiec.
Źródło: http://einestages.spiegel.de/external/ShowTopicAlbumBackground/a4242/l0/l0/F.html#featuredEntry

Reichsbundpokal, czyli Puchar Regionów Rzeszy Niemieckiej, jest w prostej linii kontynuatorem Kronprinzenpokal najstarszych rozgrywek piłkarskich w Niemczech. To właśnie ta cykliczna impreza pozwoliła spopularyzować futbol u naszych zachodnich sąsiadów i pozbyć się stygmatu Fußlümmelei, pogardliwego epitetu, który można dość luźno przetłumaczyć, jako „łajdackonodzy”. Puchar, piękne srebrne trofeum, ufundował sam Wilhelm Hochanzollern w 1908 roku; opatrzono go wygrawerowanym napisem „Jego Cesarska i Królewska Mość Wilhelm, Książę Rzeszy Niemieckiej oraz Prus ufundował to trofeum w roku 1908, jako nagrodę za piłkarskie rozgrywki pomiędzy reprezentacjami regionów Niemieckiego Związku Piłki Nożnej”; rozgrywki, pod zmiennymi nazwami kontynuowane są do dzisiaj, choć ich blask wiele, wiele stracił.

Założenia puchary były proste, a zarazem niezwykle sprytnie przemyślane przez miłośników nowego, tak opiniami szarganego sportu; jak u zarania tej pięknej dyscypliny najlepiej rozbudzić ludzką wyobraźnię? Skoro niezbyt długo istniejące kluby piłkarskie* nie zyskały jeszcze dostatecznej popularności, to niewątpliwie identyfikacja mieszkańców nastawiona będzie na regionalną tożsamość; i tak też to zadziałało – fenomen nowej rozrywki natychmiast został przez publikę podchwycony, bakcyla złapano, ziarno zasiano…** Jedynym warunkiem, jaki postawił Książę Wilhelm, była gwarancja rozgrywania finałowej potyczki w Berlinie – akurat tej obietnicy nie dotrzymano…

Śląsk przez wiele lat wchodził w skład regionu Südostdeutsche (Niemcy Południowe), między innymi z Poznaniem, czy Łużycami Dolnymi. Jeden jedyny raz obwód ten wygrał rozgrywki pucharowe; miało to miejsce w 1928 roku (jeszcze dwukrotnie, nieskutecznie, grali w finale). Od 1934 istnieje nowy podział na szesnaście okręgów; cztery lata później po włączeniu Austrii oraz Czech poszerzony o kolejne regiony. Z czasem dochodzi do dlaczego rozdrabniania na mniejsze ośrodki (między innymi raz, w 1942 roku, a więc w ostatnich rozgrywkach pucharowych okresu wojny, udział biorą dwie drużyny śląskie, Górny oraz Dolny). Osiągnięcia Śląska prezentują się mizernie; dość powiedzieć, że w ciągu ośmiu lat rozegrali zaledwie piętnaście spotkań, z czego zwycięsko zakończyli zaledwie osiem. Połowę z nich właśnie w sezonie 1938/39!


* Najstarsze kluby piłkarskie w Niemczech datowane są na koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku.
** Na pierwszy finał, rozegrany 18 kwietnia 1909 roku na stadionie Wiktoria-Sportplatz zjawiła się publiczność w liczbie około tysiąca osób. Miejscowi faworycie Berlin-Brandenburgia sensacyjnie ulegli Mitteldeutschland (Centralnym Niemcom) 1:3. Po meczu wszyscy byli jednak zadowoleni i udali się na wspólne świętowanie do Browaru Habla:)

piątek, 18 lutego 2011

Właśnie zaczął się mecz 1.FC Nürnberg - Eintracht Frankfurt. Nic wielkiego, ot, dwa kluby, które (raczej) o nic w tym sezonie nie grają. FCN zaskakująco rozpoczęło rundę rewanżową szybko grzebiąc nadzieję, co poniektórych, że spadną z ligi; Eintracht prezentuje się fatalnie (zaledwie jeden punkt w pięciu meczach), ale przewaga nad strefą spadkową wciąż jest bezpieczna.

Dlaczego więc piszę o tym spotkaniu? Otóż postanowiono opóźnić jego rozpoczęcie o piętnaście minut, na 20.45. Powód? Liczna grupa kibiców Eintrachtu nie dotarła na czas na stadion. Uczyniono taki ukłon w stronę fanów, którzy tydzień temu mocno narozrabiali. Czyli jednak w Niemczech dość wyświechtane hasło „piłka nożna dla kibiców” ma dość namacalne, materialne znaczenie. Jakoś nie wyobrażam sobie w Polsce przesunięcia transmisji na żywo, tylko dlatego, że ktoś tam na czas nie zdążył zasiąść na trybunach. Niby nie wiele, a jakie robi jednak wrażenie...

środa, 16 lutego 2011

St. Pauli
Chwila oddechu. Milczenie na blogu spowodowane jest próbą opracowania jednego z największych sukcesów śląskiej piłki w historii; materiału jest jednak dość sporo, czasu znacznie mniej, więc jeszcze trochę potrwa nim wrzucę ten smakowity, a mało znany moment, zakurzony i głęboko gdzieś schowany... Na szczęście trafił się dzisiaj pretekst, by coś naskrobać.

Gdy większość zacierała ręce na wieczorny pojedynek milionerów z milionerami, ja nerwowo przebierałem nogami w oczekiwaniu na wspaniały przysmak ligi niemieckiej – derby Hamburga!

Pierwotnie mecz miał odbyć się półtorej tygodnia temu, jednak z powodu ciągłych opadów, a co za tym idzie fatalnego stanu boiska musiano przełożyć go na inny termin.

Niemal przez całą pierwszą połowę zastanawiałem się o czym u diabła będę pisał? Mecz był nudny, jak flaki z olejem, jakiś łokieć pod oko, race w sektorze gości, debiutujący w Bundeslidze Pliquet (co ciekawe jako młokos trafił do lokalnego rywala, jednak tam nie przebił się do bramki słynniejszego z zespołów z Hamburga), czy niezrozumiałe dla mnie posadzenie po raz kolejny na ławce Ebbersa to trochę naciągane wątki...

Druga połowa była już jednak znacznie lepsza. Piłkarsko HSV prezentowało się lepiej, czasami piłeczka wędrowała ze sprawnością niemieckich kolei, ale to czasami przeważnie kończyło się na wysokości pola karnego, jakby dalej nie było żadnej stacji. Ze dwa razy zrobiło się groźniej, ale nic ponadto (no, może poza wykonaniem niemal szpagatu przez Pliqueta w spektakularnej interwencji na linii bramkowej). Aż wreszcie nadeszła 59 minuta – rzut rożny, nie najlepiej wykonany, Boll szczęśliwie przedłużył jednak to zagranie, a silny i rześki Asamoah niemal wepchnął piłkę i obrońcę do bramki. Przyznam, że w ostatnich meczach pochodzący z Ghany były reprezentant Niemiec bardzo mi imponuje; siła, technika, przegląd pola, rozegranie, gra bez piłki, szybkość, zadziorność, a przede wszystkim skuteczność jak za najlepszych lat. Przychodząc do St. Pauli prezentował się przeciętnie, ociężale, by nie powiedzieć mizernie; te wszystkie kontuzje zrobiły z niego niemal wrak człowieka, a tymczasem w nowym roku taka niezwykła przemiana! Szkoda tylko, że Stanislawski wystawia go na czubie ataku; sądzę, że współpraca Asamoah-Ebbers mogłaby nieźle zamieszać w głowach specom od Bundesligi.

Dalej to już wyjątkowa nerwówka; HSV uporczywie, ale dość desperacko starało się wyrównać, St. Pauli uporczywie, ale dość desperacko próbowało ten wynik utrzymać. Skutecznie! Wspaniała sprawa!

Nie wiem, czy wiecie, ale to dopiero drugie zwycięstwo „Piratów” nad lokalnym rywalem w historii Bundesligi! Poprzednie miało miejsce 3 września 1977 roku w dziewiczym sezonie St. Pauli w najwyższej lidze. Ba, również miało ono miejsce na stadionie słynniejszego rywala! W ogóle tych zwycięstw za wiele nie było, bilans całkowity prezentuje się po dzisiejszym meczunastępująco:

St. Pauli Hamburg – Hamburger SV
Bundesliga: 2-6-8
Oberliga Nord: 11-2-19
Mistrzostwa Niemiec (1919-49): 6-5-31
Puchar Niemiec: 0-0-7
Puchar Ligi: 0-1-1
Mecze pokazowe: 5-3-23
Turnieje: 0-1-0
Razem: 131: 24-18-89

Żałuję, że nie mam dostępu do szczegółowych danych. Z tych strzępków, które posiadam popularna drużyna z dzielnicy rozpusty i szaleństwa zdołała wygrać zaledwie cztery mecze i... wszystkie na wyjeździe! (w tym raz aż 8-1!).

I tak oto patron robotnic, tkaczy, siodlarzy, czy duchownych napaćkał kolejny cud;) Bardzo możliwe, że tym sensacyjnym zwycięstwem zapewnili sobie utrzymanie, a przynajmniej cholernie się do niego zbliżyli, czego im serdecznie życzę.

wtorek, 08 lutego 2011

W czasie wojny, jeśli tylko było to możliwe, grano w piłkę w najlepsze. Różne były zapewne powody. W Czechach na ten przykład główną motywacją było dawanie. Piłkarze czuli w obowiązku sprawić ludziom nieco radości, oderwać ich od trudnej, złożonej, przecież niebezpiecznej codzienności. Miała nawet istnieć niepisana umowa między klubami stawiająca całkowicie na grę ofensywną; im więcej bramek, tym więcej radości na twarzach ludzi. Między innymi dlatego notowano wtedy niespotykane rezultaty, a średnia goli nigdy przedtem, ani później nie była tak wysoka. W Polsce również grano na całego; Pomorze, Wielkopolska, naturalnie Śląsk, z czasem dołączali inni... Na Górnym Śląsku sytuacja była podwójnie złożona. Przekształcone, zniemczone (ktoś mógłby powiedzieć przywrócone pierwotnej formie) polskie kluby zaczynały od najniższego poziomu rozgrywek, przeto jakiś czas jeszcze o obliczu piłki w naszym regionie decydowały firmy z przedwojennych niemieckich miast. I wtedy właśnie, w trakcie piekła urządzanego na ziemi, gdy śmierć harcowała po Europie w szaleńczym tańcu z twarzą klauna pewna drużyna odniosła jedno z najbardziej spektakularnych zwycięstw w historii piłki tego regionu!

Tschammer Pokal. Puchar Niemiec. Listopad 1939 roku. Gliwice. Druga runda. Na mecz z Vorwärts Rasensport przyjeżdża słynna Hertha BSC*.

Niemal tuż przed meczem, na ostatnią chwilę, udało się Gliwiczanom pozyskać do gry Josefusa; to pozwoliło na zastosowanie nowego wariantu w ofensywie; i tak, Josefus wylądował prawej stronie linii pomocy, a Wydra został przesunięty do ataku wcielając się w rolę żądła na miejsce Schaletzkiego. Jako prawy napastnik grający bliżej centrum okazał się zresztą nieocenionym wzmocnieniem dla Mistrzów Górnego Śląska. Dokładnie odwrotna sytuacja miała miejsce w drużynie gości. Przebywającego na urlopie Engelbrachta zastąpić musiał nie najmłodszy już i przypominający bardziej pączka Kirsei*, z kolei na prawym ataku Dreher zmienił Flügela.

Berlińczycy przedstawili się 3,500 publiczności szybko, z gracją, ale i klasycznym tupnięciem nogą. Po 15 minutach objęli prowadzenie, gdy zbyt krótko odbitą przez Mettke piłką do bramki wpakował wspomniany Kirsei. Miejscowym zabrało sporo czasu, by jakoś dojść do siebie i poukładać należycie grę. Zwłaszcza irytujące było przetrzymywanie piłki przez Wydrę, przesadnie zwalniało to tempo akcji. Wostal dwoił się i troił, biegał, wychodził na pozycję, zmieniał miejsce na boisku, ale jak na złość piłkę posyłano do niego za każdym razem odrobinę za późno, odbierając mu tym samym możliwość groźnego zaatakowania bramki Herthy. Pomimo tych braków z każdą minutą, z każdą przeprowadzoną akcją, każdą wprowadzoną w strefę obronną gości futbolówką przybliżali się Gliwiczanie do remisu. Wreszcie brawurowo spisujący się w bramce Ulich został przechytrzony. Po pół godzinie gry biało-zieloni otrzymali nagrodę za swą wytrwałość, upór i konsekwencję. Po pięknej dwójkowej akcji Hollmann-Renk, ten drugi uzyskał premierowe trafienie dla Vorwärts Rasensport. To był przełomowy moment meczu. Nagle gospodarzom wszystko zaczęło wychodzić, a piłeczka wędrowała jak po sznureczku, cudownie. Tak grających Gliwiczan nie widziano od lat! Obrońcy Herthy mieli pełne ręce roboty, uwijali się jak w ukropie, ledwo powstrzymując sunące z pasją na ich bramkę ataki. Do czasu! Rzut rożny gonił rzut rożny. Jeszcze przed przerwą za sprawą Plenera miejscowi wyszli na prowadzenie 3-1!
Zaledwie wznowiono grę, a grający za trzech Wydra wreszcie potwierdził swój niezwykły wykon. Płaski silny strzał znalazł drogę do celu. To już prawdziwy pogrom! Zdesperowani gości całkowicie otworzyli grę. Zaczęli szturmować bramkę gliwickiej jedenastki mając nadzieję na jakąkolwiek korektę, na poskromienie jeśli nawet nie rywala to przynajmniej tak paskudnie prezentującego się rezultatu. I działo się pod bramką Vorwärts, oj, działo! Trudno przewidzieć, jak zakończyłoby się spotkanie, gdyby nie nieporadność, ociężałość, zwyczajnie słaba dyspozycja linii ataku Berlińczyków. Z przodu mieli właściwie tylko dwóch wartościowych graczy, prawoskrzydłowego Drehera oraz grającego po drugiej stronie Hahna; trochę mało jak na pięciu napastników... Aż tu nagle szybka kontra, Renk znajduje trochę wolnej przestrzeni, potężna bomba, stary mistrz na kolanach, piąty gol, wspaniały gol, cios po którym ręce i wola bezwładnie opadają! Z furii nie wiele gościom pozostało, i dopiero tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego, na otarcie łez pozostał gol numer dwa. Vorwärts Rasensport rozgromił słynną Herthę BSC Berlin aż 5-2!

VR Gleiwitz - Hetha BCS 5-2

Teoretyzując można nieco obniżyć spektakularność tego wyczynu; Hertha stanowiła tylko wspomnienie dawnej wspaniałej drużyny. W szalenie silnych rozgrywkach Gauligi Berlina w Grupie A w tym właśnie sezonie zajęli przedostatnie miejsce! Pamiętajmy jednak, że i sezon wcześniej i w roku następnym będą walczyć o najwyższą lokatę.

Gliwiczanie odpadli w rundzie następnej; 10 grudnia w Wiedniu w obecności 8,000 widzów wysoko, bo aż 1-6, przegrali z doskonałą drużyną Rapidu...


* Była to trzecia wizyta Herthy w Gliwicach. Jakkolwiek dziwnie to dziś zabrzmi, pierwsza miała miejsce w... Zabrzu. Hindenburg był traktowany jako część okręgu gliwickiego. W roku 1929 w ramach eliminacji Mistrzostw Niemiec zespół ze stolicy naszych zachodnich sąsiadów udzielił futbolowego klapsa drużynie Preußen Hindenburg zwyciężając aż 8-1! W sezonie 1934/35 doszło do bezpośrednich pojedynków Vorwärts Rasensport i Herthy. Zespoły te trafiły na siebie w 1 Grupie Mistrzowskiej. W Berlinie zwyciężył faworyt 2-0, lecz już rewanż w Gliwicach zakończył się sensacyjną wiktorią miejscowych w stosunku 2-1! Długo utkwił ten pojedynek w pamięci obecnych na meczu kibiców; Hertha była wówczas w mistrzowskiej formie licząc mocno na powrót na futbolowy tron w Niemczech. Ta niespodziewana porażka sprawiła jednak, że nie wyszli ostatecznie z grupy!
** Kirsei to dawna legenda klubu; to jego bramka z 89 minuty meczu z TSV 1860 Monachium zapewniła zespołowi z Berlina ostatnie mistrzostwo Niemiec. Miało to miejsce aż osiem lat wcześniej...


UWAGA! Z relacji prasowych nie wynika jednoznacznie, że Plener zdobył w pierwszej połowie dwie bramki; muszę przyznać, że to tylko logiczny wniosek z mojej strony. Problem istnieje również z pierwszym golem po przerwie dla Gliwiczan. Z pełniejszego opisu wynika, że ustrzelił go Wydra, inne sprawozdanie, niezwykle ubogie, bramkę przypisuje ponownie Plenerowi. Postawiłem na tę pierwszą wersję;)

środa, 02 lutego 2011

EV Preußen 05 KattowitzNie ma dzisiaj żadnej okrągłej rocznicy klubu 1.FC Katowice, przynajmniej nic nie przychodzi mi do głowy, jest to więc termin w sam raz, żeby coś o nim napisać;)

Mija właśnie wspaniała, nic nie znacząca liczba 33328 dni od Walnego Zgromadzenia Członków klub EV Preußen 05 Kattowitz*. Licznie przybyli aktywiści debatowali nad rozwojem drużyny w lokalu klubowym, przyjęto również nowe osoby**, odczytano i zatwierdzono sprawozdanie… Był wtorek, 4 listopada 1919 roku. Po I wojnie światowej świat futbolu na Śląsku budził się do życia. Na wznowienie rozgrywek ligowych czekano długich pięć lat. Ostatnim mistrzem okręgu katowickiego byli właśnie „Prusacy”, pechowo później ulegając w finale okręgu Górnego Śląska Beuthener SuSV 09 po dogrywce rewanżowego spotkania… Przewodniczący, którym ponownie został wybrany Starszy Inżynier (Oberingeniuer) Pan Bechtel, wręczył trenerowi pierwszej drużyny specjalny dyplom za osiągnięcia oraz życzył zdobycia Mistrzostwa Okręgu***, za co prowadzący podziękował kordialnie w imieniu całego zespołu. Podsumowano wreszcie osiągnięcia czysto sportowe, a były one imponujące. Klub Preußen dysponował aż 6 (sześcioma!!!) drużynami! Ich bilans prezentował się następująco****.

EV Preußen 05 Kattowitz - bilans 1919

Nie odmówiono sobie przy okazji, by podkreślić, że kilka z tych spotkań rozegrano z naprawdę solidnymi przeciwnikami z takich miast jak Berlin, Breslau (Wrocław), Ratibor (Racibórz), czy Cottbus.

A na koniec jeszcze jednak ciekawostka. Wymieniono imiennie dziesięcioosobowy Skład Zarządu w skład którego weszli:
Przewodniczący, Starszy Inżynier Bechtel;
Dwóch Wiceprzewodniczących, Asystent Hutniczy Händel oraz Księgowy Banku Wolf;
Członkowie zarządu: Właściciele Drogerii bracia Emil i Rudolf Fanfara*****, Asystent Pocztowy Malikh, Urzędnik Bankowy Stettinius, Asystent Zmianowy Wibera, Asystent Knabel oraz Urzędnik Bankowy Kitschmann.



* Po Plebiscytach na Górnym Śląsku i włączeniu Katowic do Polski, klub zmienił nazwę na 1.FC Katowice. Przez jakiś czas wciąż wiele znacząc, jednak ich niemieckie korzenie były bardzo nie w smak wielu osobom, również tym, którzy decydowali o piłce. Gdy tylko 1.FC miał szansę na mistrzowski tytuł uczyniono co tylko się dało, by go nie wywalczył...
** W sumie liczba członków klubu urosła do 134.
*** Mistrzostwa nie udało się osiągnąć. Jak do tego doszło właśnie próbuję się dowiedzieć, wg tej tabeli z „Der Oberschlesier” mieli na nie szanse, wg publikacji Fussball-chronik, Fußball in Schlesien 1900/01-1932/33, Ergebnisse und Tabellen aus den höchsten Ligen des Südostdeutschen Fußballverbandes und der Einzelverbände der Region nie powinni zająć nawet jednego z dwóch pierwszych miejsc, skoro to właśnie inne drużyny katowickie walczyły później o tytuł najlepszej drużyny na Górnym Śląsku.
**** Bilans obejmował zarówno mecze towarzyskie, jak i pod auspicjami związku.
***** Uznaje się ich powszechnie za założycieli klubu.


Herb EV Preußen 05 Kattowitz, Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/1._FC_Katowice