Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Kategorie: Wszystkie | Górny Śląsk
RSS
piątek, 28 stycznia 2011

Rozgryzanie zagadek śląskiej piłki, górnośląskiej, to fascynująca rzecz. Czasem jednak mam ochotę chwycić za jakiegoś gotowca i z radością zachichotać: „O, ale fajne!”. Niestety, nie doczekanie moje. Marzy mi się prawdziwa monografia o piłce tego regionu, zwłaszcza przedwojennej, o której mimo wszystko tak niewiele wiemy; monografia z historią klubów, herbami, składami i przede wszystkim wynikami.
Za wiele jest białych plam.
Pierwszym klubem na Górnym Śląsku był SV 03 Ratibor. To oczywista dla wszystkich sprawa. I co o nim właściwie możemy napisać? Kiedy powstał? Kto go założył? Trochę mało… Tym bardziej, że był to pierwszy klub piłkarski, ale w nogę grano już wcześniej! Istniała przecież sekcja piłki nożnej w klubie SpVgg Könnigshütte, i to od 1901 roku! A o tym podmiocie poza nazwą właściwie trudno cokolwiek ustalić…
Te białe plamy, prześladujące…
Weźmy na przykład lata 1918-21, wbrew pozorom tuż po wojnie i w latach powstań śląskich kopano piłkę. Szkoda jedynie, że tak trudno dokopać się do informacji o tym. Co złapię jakieś wydawnictwo to ma braki, niektóre samemu uzupełniam, ale bez przesady, to jedynie drobne retusze. Weźmy na przykład niemiecką stronę medalu. Rozgrywki sezonu 1919/20. Kto doda coś poza szczątkami ligi bytomskiej fazie pucharowej? He?
Okey, zrobię to. Coś tam w archeo znalazłem. Jakieś wyniki, jakieś tabele…
Kolejka bożonarodzeniowa. Grupa Katowicka (Gau Kattowitz). Preußen Kattowitz (późniejszy 1.FC) w zaległym meczu na własne życzenie nie wykorzystuje szansy utrzymania się na pierwszym miejscu. No, może nie do końca z własnej winy; sędzia i brutalna gra Załężan dorzuciły swoje trzy grosze (czyli razem sześć;)). Końcowy wynik 3:5 wbrew pozorom można uznać za sukces, jeśli weźmie się pod uwagę, że gospodarze kończyli mecz w 8, bo trójka nie była w stanie dotrwać do końca (już do przerwy musiało zejść dwóch zawodników Preußen). Ba, wynik mógł być nawet lepszy, gdyby nie dwa farfocle bramkarza w ostatnich dziesięciu minutach… Z okazji skorzystała katowicka Diana rozprawiając się z drużyną TV Hohenlohehütte.
W uzupełnieniu przytoczę inną relację ze spotkania zakończonego sensacyjną porażką Preußen. Mecz miał byćod początku wyjątkowo ostry, wręcz brtualny w wykonaniu gości z Załęża. Sędzia zupełnie nie kotnrolował gry, jego błędy, doprowadzające do furii podekscytowany tłum, miały swójudział w premierowym golu dla SC 06. Grający w osłabieniu gospodarze heroiczną walką, poświęceniem wychodzą na prowadzenie. Załężanie jednak jeszcze bardziej przykręcają śrubę, ostrzą korki, celują w piszczele, taranują, koszą, oszukują,biją,tłuką, pchają, kopią, aż wściekły Stoschek z Preußen interweniuje u sędziego. Bezskutecznie; arbiter cynicznie i pulchną radością odsyła go do wszystkich diabłów nakazując w podróż przestrzegać jego decydujących rozstrzygnięć. Pan i władca. Goście skwapliwie realizują swój brutalny plan, nic więc dziwnego, że udaje im się wreszcie zmienić losy meczu. W zaledwie 10 minut wbijajądwa gole. Od stanu 3:2 właściwie kontrolują już przebieg wydarzeń. Ostatecznie zwyciężają 5:3.

01.01.1920. Preußen Kattowitz – SC 06 Zalenze 3:5
Diana Kattowitz - TV Hohenlohehütte 4:2
Germania Kattowitz – SuSV Laurahütte 5:2
FC 07 Laurahütte – VfR Myslowitz 2:6

Tabela Gau Kattowitz po rundzie pierwszej sezonu 1919/20*
Tabela Gau Katrowitz - styczeń 1920

To zmienia moje zestawienia za lata 1900-1945, ale co tam, miło coś takiego odkryć;)

*Jak łatwo zauważyć w tabeli drużyna Preußen Kattowitz nie ma żadnej porażki. Ba! Ilość straconych goli jest mniejsza niż w tym jednym nieszczęśliwym meczu z Zalenze. Nie mam bladego pojęcia dlaczego akurat nie uwzględniono ostatnich rozstrzygnięć (wymienionych powyżej). Sprawdzę. Może uda się skompletować wystarczającą ilość wyników, by wyciągnąć właściwe wnioski...

piątek, 21 stycznia 2011

UPDATE
Sensacyjna porażka Barcelony z drugoligowym Betisem Sevilla przerwała ładną serię Katalończyków, 28 meczy bez porażki. Wszyscy trąbili o tym rekordzie. Ale czy to faktycznie coś wyjątkowego? Jeden z węgierskich portali sportowych  przygotował zestawienia naprawdę godnych uwagi rekordów.

Wynik Barcelony jest śmieszny, gdy porówna się go do oszołamiającego osiągnięcia drużyny ASEC Abidżan (zwanej również ASEC Mimosas) z Wybrzeża Kości Słoniowej, która nie zaznała goryczy porażki w 108 meczach z rzędu! A to dopiero początek wyliczanki nieprawdopodobnych serii, tych cudownych i tych wstydliwych. Jest więc o wspaniałym Realu Madryt, który na przestrzeni 16 lat wygrywał ligę aż 11-krotnie. Jakby przy okazji wygrał pięciokrotnie, jeden po drugim, po sobie, Puchar Europy Mistrzów Krajowych… Do „królewskich” należy również rekord meczy bez porażki na własnym stadionie; niewiarygodne, ale w latach 1957-65 było tych meczy aż 122! Najwięcej zwycięstw z rzędu zanotował Intern, zaledwie cztery lata temu. Najwięcej w czołowych ligach. Jak bowiem wyliczyli autorzy tekstu najdłuższą serią może poszczycić się urugwajski Nacional. W latach 1940-42 rozstrzygnął na swoją korzyść 32 kolejnych meczy! Kapelusze z głów także przed Manchesterem United. „Czerwone Diabły” nie przegrały w europejskich rozgrywkach na Old Trafford w okresie 1956-96, dokładnie 56 meczy! Bogaty w statystyki tekst prezentuje również indywidualne osiągnięcia w serii. Wiecie, kto, jak mniemam to sprawdzona informacja, dzierży rekordy meczy z hat-trkickiem po sobie? Pewien Japończyk, Nakajama Masashi, w czterech kolejnych grach drugiej dywizji. Jest i o rekordzie Dino Zoffa i Pelegeo, czy Alexa Fergusona. I wiecie co? W tym niezwykłym zestawieniu znalazło się miejsce dla jedno piłkarza polskiego. Dokładnie Górnoślązaka. Top; na samym szczycie w jednej z kategorii. Zgadnijcie o kogo chodzi i o jaki wyczyn:D

Naturalnie sprawa dotyczy legendarnego Teodora Peterka. Jego rekordowa seria i dzisiejszych supersnajperów przyprawia o rumieńce. Popularny „Mietlorz” w 16 (słownie: szesnatu!) kolejnych meczach ligowych Ruchu Chorzów wpisywał się na listę strzelców! Nie ma na świecie drugiego z takim osiągnięciem!

Ta niebywała seria w liczbach prezentuje się następująco:
01) 03.10., Pogoń Lwów (d) 3:2, gole w 20 (głową) i 29 min.
02) 24.10., Cracovia (w) 2:4, gol w 15 min. (rzut wolny)
03) 10.04., Śmigły Wilno (d) 5:2, gole w 30 i 78 min. (obie głową)
04) 24.04., Polonia Warszawa (w) 3:0, gol w 20 min.
05) 01.05., Warta Poznań (d) 3:2, gole w 7 (z karnego) i 19 min. (drugi głową)
06) 08.05., Warszawianka (d) 6:2, gol w 81 min. (znowu głową)
07) 15.05., Wisła Kraków (w) 1:3, gol w 30 min. (głową)
08) 26.05., AKS Chorzów (d) 3:2, gol w 21 min. (naturalnie głową)
09) 12.06., Pogoń Lwów (w) 1:3, gol w 24 min. (z karnego)
10) 19.06., Cracovia (d) 4:0, hat-trick: 52 (głową), 64, 71 min.
11) 26.06., Cracovia (w) 2:3, gol w 20 min.
12) 03.07., ŁKS Łódź (w) 2:2, gol w 62 min.
13) 21.08., Pogoń Lwów (d) 3:1, gol w 28 min. (i jeszcze raz z „kepy”)
14) 28.08., AKS Chorzów (w) 4:2, gol w 37 min.
15) 04.09., Wisła Kraków (d) 4:2, dwa gole, w 38 i 73 min. (oba po rzutach karnych)
16) 11.09., Warszawianka (w) 4:1, gol w 55 min. (z karnego)

Licznik zatrzymał się w meczu z Wartą. Poznańskie lanie musiało boleć, ale Peterek i tak przeszedł do legendy. Łącznie wbił w tych szesnastu grach aż 22 bramki! Chyba zwróciliście już uwagę, że aż dziewięć z nich używając do tego swojego genialnego czoła:)

W uzupełnieniu dodam jeszcze, że trzem piłkarzom udało się strzelać w piętnastu kolejnych meczach, byli to Juan Pedro Young (Urugwaj, 1933 r., 22 gole), Jaime Riveros (Chile, 2004, 21 goli) oraz Tor Henning Hamre (Norwegia, 2003, 21 goli). Pełną listę tego zestawienia oraz pozostałych statystyk znajdziecie tutaj.

 

PS Przygotowując powyższy wykaz gier, w których bramki strzelał Peterek, a gwoli wyjaśnienia zwrócę uwagę, że dotyczy on dwóch spotkań kończących sezon 1937 oraz czternastu meczy rozgrywek w 1938 roku, zauważyłem jeszcze jedną niezwykłą rzecz. W całym sezonie 1938 na 18 meczy „Mietlorz” wpisywał się na listę strzelców w szesnastu! Rozumiecie? Tylko w dwóch spotkaniach nie uzyskał gola!  N I E W I A R Y G O D N E ! ! !

wtorek, 18 stycznia 2011

Zabawne jak długo i poprzez jak wyboiste drogi piłka nożna, ten najpiękniejszy sport wymyślony przez człowieka, osiągał należne mu miejsce w życiu społecznym na polskim Śląsku. Powolny rozwój na tle nie tylko sąsiednich państw (jak Czechy), ale i regionów (Małopolska), ba nawet miast (niektóre niemieckie kluby piłkarskie z Górnego Śląska datowane są na przełom wieków, na przykład SpVgg 01 Königshütte, SV 98 Bismarckhütte, Beuthenr SuSV 09, SC Zalenze 06, FC Hohenzollern 07, RV 09 Gleiwitz, MTV 1878 Gleiwitz, SC Preußen 1910 Hindenburg, czy SV 1910 Ruda) i ciągłe kuksańce zadziwiają i przynoszą niespodziewane (dla mnie) odkrycia.

Jeszcze w roku 1923 na kresach południowych jeden z cieszyńskich dzienników zamieścił zabawny tekst przybliżający te nowe formy istot, pokracznych stworzeń w stanie rozwoju na poziomie pierwotnych organizmów, nazywanych potocznie „łaminogą” lub „nogoczem”, zasługujący na terminologiczne usystematyzowanie w rozwoju gatunku ludzkiego, „Homo footbalis”. Niemal nie spadłem z krzesła czytając o światowym zagrożeniu dwunogów rozwijających się w zadziwiającym tempie:) Ze względu na terminologię i prostotę objaśnienia pozwolę sobie streścić ów tekst, obficie go cytując.

Definicja tych istot niższego rzędu była banalna, jak umiejętności, którym się poddawali:

„«Footbalisty» więc, czyli «nogocze» należą do rodzaju dwunogich, jeżeli stracą nogę – wtedy tworzą osobną gromadę – jednonogich”.

Nawiązano w ten sposób do licznych kontuzji, jakie odnosili piłkarze u zarania futbolowego wirusa, w pierwszym stadium kulisto-skórnej demencji, w futbolokokonie. Dalej dowiadujemy się, że istoty te wywodzą się z wysp brytyjskich, a najlepiej asymilują się ze środowiskiem o klimacie umiarkowanym. Stosowane ubarwienie zaprzecza regułom przyrody, miast kolorów ochronnych wyróżniają się jaskrawością jednolitych lub pasiastych strojów. Na nogach noszą, uwaga!, „tretery” [zapewne z niemieckiego treten – kopać – MK], bo, jak dalej autor nam wyjaśnia, trzewik taki idealnie nadaje się do przyfanzolenia komuś w bebechy, połamania nóg lub pozbawienia uzębienia.

W rozwoju „nogocza” występują dwie zasadnicze fazy. Etap młodości charakteryzuje się występowaniem gdzie popadnie oraz brakiem charakterystycznego ubarwienia i stanem dzikim, dopiero osiągając wyższe stadium, jako stare osobniki, zorganizowane grupują się na łąkach i placach.

Młodzi kopią szmacianki, gdzie tylko się da, próbując tym czymś trafić między dwa kamienie; tępieni są szczególnie, a to z powodu ich szkodliwości (dla szyb i przechodniów), niewiele to jednak daje, bo zaraz gromadzą się w innym miejscu. Dojrzałe „fotbolisty” żyją w grupach zwanych klubmi, pokazują się w jednakowych barwach (za wyjątkiem „bramkarza”), posiadają także swoje nazwy, „a najgłówniejszym jest środkowy t.zw. «centrowiec», bo wszędzie go można widzieć, a często tam, gdzie go nie potrzeba”. W pogodne dni zbierają się na placach zwanych „boiskiem”, ale, że gromadzą się osobno (najwyżej po kilku na raz), bywa, że kogoś zabraknie; wtedy w nerwowej bieganinie na gwałt szuka się uzupełnienia.

Rozgrywka między takimi dwoma grupami zwana jest „matchem”. „Cała walka polega na podrzucaniu i kopaniu do tak zw. piłki nożnej. Jeżeli ktoś nie może trafić do piłki, to zazwyczaj stara się trafić do nogi, brzucha lub zębów swego przeciwnika. Bieganina za piłką trwa dosyć długo a zadaniem jest wrzucić ją między dwa pale zwane «bramką». Przeciwnicy dlatego starają się ubezwładnić bramkarza w podany już sposób – zazwyczaj łamią mu nogę, przez co uzyskują wolną bramkę”. Jeszcze jedna ważna uwaga, match dzieli się na dwie części, przedzielone przerwą, podczas której „«fotbaliści» raczą się cytryną, wyrzucając skórki”, a jednocześnie omawiają sposobik, jakby tu wykaraskać się z niekorzystnego rezultatu. Wspomniane umieszczenie piłki w bramce zwane jest uzyskaniem „bramki” właśnie lub „goala”.

Ale „nogocze” nie zjawiają się na boisku sami. „Goniącym za piłką fotbalistom przypatrują się gromady zwykłych śmiertelników, którzy różnego rodzaju wykrzyknikami zaznaczają, że biorą czynny udział w zabawie. Na boisku uwija się bezbarwna istota, zwana „sędzią” uzbrojona w piszczałkę. Ma ona za zadanie ciągle gwizdać, a przez to niekiedy przeszkadza w najlepszej zabawie będącym. Za to ale zbiera różne epiteta, a od gorętszych nawet niemiłe dotknięcia. Wtedy zgromadzeni widzowie zaczynają dzielić się na dwie wrzeszczące i wyzywające partye. Jeżeli zaś podniecenie wzrosło bardzo, zdarza się, że «łaminogi» zaczynają częstować się kułakami; ta zabawa udziela się gościom i następuje ogólne grzmocenie po głowach plecach, zależnie od tego, kto gdzie trafi. Zabawa wtedy ustaje, boisko oczyszcza się, a jako ślady tych dziwnych istot, pozostają tam skórki cytryn, papierki, a niekiedy zęby”. Jak widać sędziowie zawsze mieli pod górkę;)

To jednak nie koniec, bo prawdziwy match ma swój dalszy ciąg: „Podniecona gromada idzie w stronę miasta z wielkim harmidrem, co przenosi się na zielone jeszcze «nogoczki», następuje ogólna bijatyka na ulicy, a owocem tego rozrzucone obrywki ubrań, podbite oczy i spuchnięte nosy”. Wniosek? Chuliganie zawsze towarzyszyli piłce, a mecze rozgrywano na obrzeżach…

Biada tym, którzy kijem nie wyperswadują młodym tej zabawy, zwłaszcza jeśli przedostanie się (intensywniej) na wieś, gdyż „Tu jeszcze większe przynoszą szkody, bo młócą zboże na pniu jeszcze stojące i ugniatają trawę po łąkach i ziemię z której jeszcze nie wykopano ziemniaków”.

Puentuje autor przypuszczeniem (nadzieją?), że i ten gatunek wyginie; ale naturalnie, bez przykładania do tego ludzkiej ręki, ot, wykończy się sam, bo kaleki fotbalista, to nie fotbalista…

 

Momentami zabawny, momentami zgryźliwy, a tu i ówdzie niesprawiedliwy tekst nie był jakimś tam znowu wyjątkiem. Tego samego 1923 roku, na łamach tej samej gazety można było przeczytać jeszcze nie jeden refren o złym wpływie piłki; w Londynie miało dojść do koszmarnych scen walki kibiców dwóch zwaśnionych stron, czego efektem 900 rannych, w tym 500 bardzo ciężko (to i tak wydaje się dość niską liczbą, jeśli wierzyć reporterowi, że spotkanie oglądało 200,000 kibiców!); z kolei w jednym z grudniowych wydań ponownie dość ostro dano do zrozumienia, że połamane nogi, wybite zęby, obite żebra i wszelkie inne dolegliwości są niemal konsekwencją samej gry w piłkę. A wszystko po przypadku złamania nogi przez jednego z uczestników meczu w miejscowości Mistek. Oberwało się znowu młodym: „Czyżby nie było lepiej, gdybyśmy ten sport «kopania», który tak zakorzenił się wśród nas zamienili na inny. Ile to chłopaków przepada w szkołach, choć zdolni, bo usidliła ich epidemia «kopania» w piłkę. Z dumą spoglądają na swą rozwiniętą «rać» a mniejsza z tem, że głowa pusta. Niema u nich piękniejszego wyrazu nad słowo «gol». Mody na każdym polu się zmieniają, może i w sporcie z przyszłym rokiem moda wycofie «kopanie» a zaprowadzi coś nowego. Niejeden ojciec i matka ucieszyliby się z tego, a u młodzieży naszej organizm rozwijałby się harmonijnie”.

 

Poza radością, jaka sprawiło mi czytanie tego tekstu znalazłem się jeszcze w pułapce. Ciekawe, jak dzisiaj, równie obrazowo, dla kompletnego futbolofoba, imbecyla w tej najważniejszej sprawie z najmniej istotnych, opisać to zjawisko, jakim jest piłka nożna. Ogarnął mnie smutek. Tak niewiele pozostało z tamtej soczystej naturalności…; spróbuję taki tekst opracować, Was też do tego namawiam.

 

Źrodła:
„Gazeta Kresowa”, 04.01.1923
„Gazeta Kresowa”, 10.05.1923
„Gazeta Kresowa”, 20.12.1923

piątek, 14 stycznia 2011

Już za chwilkę zacznie się runda rewanżowa niemieckiej Bundesligi. Wydaje się, że wiele spraw zostało załatwionych jeszcze przed świąteczno-noworoczną przerwą. Ale to przecież męska gra, nikt nie odpuści póki są jakiekolwiek szanse na wprowadzenie zamieszania. Co prawda rynek transferowy miał niewielkie obroty i poza odejściem do Premier League Edina Dżeko (kto go pamięta jeszcze z gry w czeskich Teplicach:D) za jakieś kolosalne pieniądze nic ważnego się nie wydarzyło. Nikt nie szalał. Flauta. Tylko dwaj desperaci z Nidderrhein powyciągali z różnych miejsc tego i owego, choć mam sporo wątpliwości, czy okażą się to asy z rękawa, czy raczej blotki.

Tabela do godziny 22 z minutami będzie wyglądała tak:
1. Borussia Dortmund 17 14 1 2 39:10 +29 43
2. 1. FSV Mainz 05 17 11 0 6 30:19 +11 33
3. Bayer Leverkusen 17 9 6 2 35:25 +10 33
4. Hannover 96 17 10 1 6 25:27 -2 31
5. FC Bayern München 17 8 5 4 31:20 +11 29
6. SC Freiburg 17 9 1 7 25:25 0 28
7. Eintracht Frankfurt 17 8 2 7 24:21 +3 26
8. 1899 Hoffenheim 17 6 7 4 32:22 +10 25
9. Hamburger SV 17 7 3 7 27:28 -1 24
10. FC Schalke 04 17 6 4 7 25:24 +1 22
11. 1. FC Nürnberg 17 6 4 7 22:28 -6 22
12. 1. FC K'lautern 17 6 3 8 27:27 0 21
13. VfL Wolfsburg 17 4 7 6 24:25 -1 19
14. SV Werder Bremen 17 5 4 8 23:35 -12 19
15. FC St. Pauli 17 5 2 10 16:30 -14 17
16. 1. FC Köln 17 4 3 10 18:33 -15 15
17. VfB Stuttgart 17 3 3 11 32:35 -3 12
18. Borussia M'gladbach 17 2 4 11 26:47 -21 10

Nie sądzę jednak, by taki stan utrzymał się do końca. Coś mnie nos swędzi, przypuszczam, że zdarzy się coś spektakularnego. Kto pogratulował już drużynie z Dortmundu tytułu może srodze się zaskoczyć. Wprawdzie Bundesliga nie lubi przesadnych roszad (wiadomo, Niemcy nie przepadają za gwałtownymi zmianami;)), ale i w niej można znaleźć niewiarygodny awans na pierwsze miejsce, przypomnijcie sobie tylko sezon 2009 i tytuł dla Wolfsburgu! Zaryzykuję tezę, że nareszcie nastał czas Leverkusen. Dortmund nie ma znowu aż takiego składu, by inni truchleli na samą myśl o nich. A różnica punktowa? Owszem, takiej jeszcze nikt nie odrobił, ale te 43 punkty to znowu nie taki wielki wyczyn. Tyle samo w rundzie rewanżowej zdobyły wspomniane „Wilki” robiąc sensacyjnie mistrzostwo oraz Bayern na wiosnę 2005 roku; jeszcze o punkt więcej zgromadzili Bawarczycy jesienią następnego sezonu. Gdy przełożymy zdobycz na starą zasadę punktacji (przed 1996 rokiem) otrzymujemy 29 punktów, a to już całkiem zwyczajny wynik (aż czterokrotnie osiągany wcześniej), za to 30 zdobył, a jakże, Bayern, w rundzie rewanżowej 1972 roku. Jeszcze ciekawszych rzeczy możemy oczekiwać na dole tabeli. Bo żeby Stuttgart spadł? Czy to możliwe, by Borussia miała i w drugiej rundzie takiego pecha? A gdy zmieszamy to jeszcze z dość regularnym szaleństwem przypadków ligowych, gdy ktoś nagle, na wiosnę, zostaje nieoczekiwanym outsiderem*, robi się niezwykle interesujący wywar! Najcudowniejszy ligowy ratunek miał bodaj miejsce w roku 2000, gdy Eintracht przystępował do rozgrywek po przerwie z aż dziesięciopunktową stratą do miejsca nad kreską, a jednak zdołał się uratować! Fortuna Düsseldorf i Arminia Bielefeld ratowały skórę tracąc na starcie wiosennych zmagań po cztery punkty! Niewiele? Tak, ale wtedy za wygraną przyznawano zaledwie dwa... Sytuacja ekipy z Gladbach nie jest więc beznadziejna, tym bardziej, że w testmeczach nie stracili gola. Według mnie tabela w maju może wyglądać mniej więcej tak:

1. Leverkusen
2. Dortmund
3. Bayern
4. Hannover
5. HSV
6. Hoffenheim
7. Mainz
8. Eintracht
9. Schalke
10. Freiburg
11. Wolfsburg
12. Werder
13. Kaiserslautern
14. Stuttgart
15. Nürnberg
16. Borussia MG
17. St. Pauli
18. Köln

Nasi zachodni sąsiedzi również niejednoznacznie oceniają końcowe rozstrzygnięcia. Przeważnie jednak zostawiają tytuł drużynie z Dortmundu, bardziej żonglując tymi na dole...

Bardzo wiele zależeć będzie od dzisiejszego meczu Leverkusen-Dortmund. Czy ekipa Heynckesa poczuje krew?

 

* Aż dwadzieścia cztery przypadki, gdy w rundzie wiosennej jakaś drużyna zdobyła maksymalnie 10 punktów. Wyjątkowa była degradacja Duisburga w 1992 roku. Po 19 meczach na wspaniałym szóstym miejscu, w rundzie rewanżowej zdołali zgromadzić zaledwie dziesięć punktów i przegrać ligę o ten jeden, jedyny!

Tagi: Niemcy
19:00, marll80
Link Komentarze (9) »
środa, 12 stycznia 2011

Przy okazji tworzenia zestawienia drużyn pikarskich i ich wyników z okręgu bytomskiego za lata 1900-1045 zauważyłem gafę w tabelkach Katowic. Gdzieś w natłoku liczb i nazw umknęła mi drużyna Reichsbahn-SG Myslowitz. Aktualizacja dotyczy tabeli Gauliga Oberschlesien oraz Bilansu łącznego (uzupełnionego o gry w eliminacjach do Gauliga Schlesien drużyny RSG Myslowitz).

Za pomyłkę przepraszam;)

wtorek, 11 stycznia 2011

Tabele lat 1900-1945

T01

T02

T03

T04

T05

T06

T07

T08

T09

1 W sezonie 1932/33 doszło do kuriozalnej sytuacji. Po fuzji SpVgg Beuthen z VfB 1918 powołano również nową drużynę rezerw. Sęk w tym, że jedna już istniała, zatem w omawianym sezonie w Klasie B (a zachowując oryginalne nazewnictwo w C Klasse) występowały dwie drużyny rezerw tego samego klubu! Oprócz SpVgg-VfB II 1918 Beuthen rozgrywki dokończyła jeszcze drużyna SpVgg II Beuthen.
2 i 3 Jedno ze spotkań obu drużyn, w sezonie 1929/30, zostało uznane za rozegrane, lecz bez rozstrzygnięcia (stąd niezgodna ilość meczy do sumy zwycięstw, remisów i porażek).
4 Drużyna TuS Friedenshütte pojawia się tylko w tabeli zestawiającej bilans łączny, gdyż nie są mi znane ich gry ligowe, a jedynie uczestnictwo w Eliminacjach do Gauliga Oberschlesien.

Wyjaśnienia:
Kolumny w tabelach:
Liczba porządkowa
Nazwa zespołu
Mecze
Zwycięstwa-Remisy-Porażk
Bilnas bramkowy
Punkty
Mecze wygrane, w których nie jest znany dokładny rezultat
Mecze przegrane, w których nie jest znany dokładny rezultat

Dane statystyczne dla lig niższych niż Gauliga dotyczą okresu do 1933 roku.

Przyjąłem uproszczone nazewnictwo poszczególnych klas rozgrywkowych na potrzeby zestawienia. Częstotliwość zmian i nieczytelne nieraz ich reguły mogą powodować pewną niedokładność, np. Gauliga Schlesien i Oberschlesien miały podobny status w pewnym momencie; jednak ze względu na obejmowanie szerszego kręgu drużyn (Dolny Śląsk) rozdzieliłem je.

Dziwić może niektórych pojawienie się w zestawieniu bytomskiej piłki drużyn z Chorzowa, Świętochłowic, czy Tarnowskich Gór. Właśnie do okręgu bytomskiego były one przydzielone przed plebiscytami i włączeniem ich do ziem polskich. Postanowiłem zatem konsekwentnie uwzględniać je dla okręgu bytomskiego również po 1939 roku.

Słowniczek:
Beuthen – Bytom
Bismarckhütte – Chorzów
Friedenshütte – Nowy Bytom (dzielnica Bytomia)
Karf – Karb (dzielnica Bytomia)
Königshütte – Królewska Huta (Chorzów)
Lipine – Lipiny
Miechowitz – Miechowice (dzielnica Bytomia)
Roßberg – Rozbark (dzielnica Bytomia)
Schomberg – Szmobierki (dzielnica Bytomia)
Schwientochlowitz – Świętochłowice
Tarnowitz – Tarnowskie Góry

Beuthenr SuSV 09 (do 1912 S.C. Beuthen)
TuS Lipine (przed wojną S.C. Silesia Lipine)
Germania Königshütte (przed wojną VfR Königshütte, w latach przynależności do Polski AKS Chorzów)
SV 1913 Schwientochlowitz oraz TuS Schwientochlowitz potraktowałem jako jeden podmiot (choć to nie do końca kontynuatorzy; SV został przekształcony w Śląsk Świętochłowice, ten zaś został zlikwidowany w 1939 roku, a na jego miejsce powstał TuS)
SV 98 Bismarckhütte (przed plebiscytami BC Bismarckhütte; BC połączył się w czasie przynależności Chorzowa z KS Ruch Wielkie Hajduki. W 1939 roku Ruch zlikwidowano, a na jego miejsce powstał SV 98)
SpVgg-VfB Beuthen (fuzja SpVgg Beuthen z VfB 1918 Beuthen; ApVgg Beuthen powstał w wyniku fuzji BSC Wacker Beuthen + VfB 1920 Beuthen; kontynuator BSC, które powstało po fuzji FC Wacker Beuthen i Beuthener SC 1922, kontynuacja tradycji tego pierwszego)
FC Preußen Beuthen (dawniej: SV 1913 Beuthen → FC Borussia Beuthen)
FC Preußen Schomberg (dawniej TSV Schomberg → FC Diana Schomberg)
SuSV 1912 Miechowitz (dawniej SuEV Miechowitz)
SpVgg-VfB 1918 II Beuthen (po fuzji SpVgg z VfB 1918; SpVgg II Beuthen - dawniej BSC Wacker II Beuthen)

Uwaga! W sezonie 1944/45 w Gaulidze Oberschlesien miały grać WKG Rümergrube Rybnik oraz TuS Scharley (Piekary Śląskie)

środa, 05 stycznia 2011

Jeszcze nie dawno ckliwie rozczulałem się nad zakończeniem kariery przez jednego z najlepszych bramkarzy przełomu wieków, a tymczasem w jednej chwili wszystko jest na opak. Powrót Czarodzieja wydaje się co raz bardziej prawdopodobny, właściwie tylko jakiś kataklizm mógłby go zatrzymać (a przecież apokaliptyczny rok Majów ma nastąpić dopiero za dwanaście miesięcy). Zdesperowany trener Petrouš jeszcze przed Bożym Narodzeniem kordialnymi suplikacjami zaprosił Vaniaka na styczniowy okres przygotowawczy. Legenda czeskiej piłki nie miała specjalnie wyjścia, w końcu obowiązuje go ważny kontrakt do czerwca! A o tym, jak cholernie nie znosi zimowej, górskiej kanikuły już wspominałem. Trener Slavii naturalnie powymyślał jakieś androny o tym, jaki to Vaniak jest potrzebny drużynie, jaki może mieć wpływ na zespół, również ten moralny i inne dyrdymały. Tere-fere! Wszyscy już wiedzą, że „Zszywani” są w tak beznadziejnym położeniu, tak bardzo krwawią i ledwie zipią, że każda para rąk, nóg i halerzy jest, jak złoty cielec niosący nadzieję na przyszłość. Zwłaszcza, jeśli Jaakkola zwiał już z tonącego okrętu, a pozostało na nim ledwo dwóch bramkarzy, ciamajda i gapa. Sam Vaniak jest naturalnie setnie zaskoczony, podobnie jak jego kilogramy i tłuszcz, które już zaczęły sobie nieźle używać jego ciała. Specjalnie nie łudzi się, że wskoczy do pierwszego składu, to byłby rzeczywiście krzyk rozpaczy wstawić do bramki dziadziusia, który wcinał cukrowe, gdy inni łazili na fitness. Z drugiej strony po tym, jak wepchnął się między słupki oknem, potem kominem, to może i teraz, z zaplecza mu się uda?

Swoją drogą cały zarząd Slavii powinien już dawno honorowo palnąć sobie w łeb. Trzeba było być profesorem gospodarskiego nieudacznictwa, kapłanem ekonomicznego frajerstwa, a przede wszystkim matematycznym imbecylem, żeby zaprzepaścić uczestnictwo w fazie grupowej Ligi Mistrzów i regularne grywanie w europejskich pucharach oraz sprzedaż kilku graczy za grubą kasę (np. Necid, Suchy, Tavares etc). Cały bałagan spowodowany został przez ustalenie wirtualnego budżetu, to znaczy takiego, w którym uwzględniono zyski za grę w Champions Leaugue oraz transfery z klubu, a że to nie nastąpiło, pojawiła się dziura na czerwonej gwieździe, przez którą widać całą ich goliznę… Aha, jeszcze jedno, klub Slavia Praga niedawno miał na liście płac, uwaga!, 84 zawodowych piłkarzy!!!

Pierwsze naprawdę groźnie brzmiące informacje o problemach pojawiły się w listopadzie minionego roku; wtedy to gruchnęła nowina, że Slavia nie płaci swoim zawodnikom! Paradoksalnie wiadomość tę podał dyrektor generalny, Miroslav Platil, czyli Miro Płacił - czas przeszły w jego nazwisku, jak w mordę strzelił… Długi wobec piłkarzy wynosiły już wtedy ponad 30 milionów koron! Do tego należy doliczyć 3,6 miliona zaległości wobec poprzedniego właściciela. W funtach! Jednym słowem są w głębokiej dupie! Poważnie grozi im ogłoszenie stanu upadłościowego! A gdyby sąd nakazał im spłatę całości za jednym zamachem pewnie poszli by z dymem jeszcze przed Nowym Rokiem*.

Właściwie całkiem spory wkład w to, że Slavia w ogóle przystąpi do rundy rewanżowej ma… FK Jablonec, klub, którego właściciel postanowił pomóc zasłużonej drużynie ze stolicy Czech. Czwarta ekipa czeskiej ligi kupiła od „Zszywanych” dwóch dwudziestolatków, bramkarza Romana Valeše oraz pomocnika Ondřeje Vaňka. Szczerze? Na razie są im zupełnie nie potrzebni. Do tego dorzucił jakąś kwotę pożyczki. I jeszcze wytargował zwiększenie, prawdopodobnie nawet do połowy, procentowego udziału w ewentualnym transferze napastnika Hlouška (którego Slavia kupiła onegdaj właśnie z Jablonca). Był to gest łaskawości, a w mojej opinii i próżności. Dzięki temu szef FK, Miroslav Pelta, mógł dumnie wypiąć pierś i trajkotać do mediów o tym, jak on, jego klub, który nigdy nie był mistrzem, a który sam jeszcze w połowie 2008 roku szedł na kolanach do Urzędu Miasta po pożyczkę na spłatę długów, reanimuje sumką 10 milionów koron byłego czempiona!

Można powiedzieć, że w Czechach niezłe poruszenie z powodu tarapatów Slavii. Wszyscy o tym mówią, wielu się zamartwia. Tylko rodzina Sparty Praga szczerzy zęby z radości. Po tradycyjnym meczu Sylwestrowym Sparta-Slavia (4:5), ex-supersnajper „Rudych”, Horst Siegl (176 bramek w czeskiej lidze!) złośliwie życzył rywalom… by dalej istnieli i mogli wystartować w następnym sezonie.

Marny dowcip, ale miecz Damoklesa dynda na nimi całkiem nie na żarty. Bardzo możliwe, że w tym sezonie ze dwa kluby nie dokończą rozgrywek. Mówi się w tym kontekście o Ústí nad Labem oraz Slavii właśnie**.

A co sam Vaniak sądzi o kłopotach finansowych?

Przyszedł do nas dyrektor Platil i stwierdził, że sytuacja wciąż jest poważna, ale są perspektywy na jej poprawę. Słuchaj, sądzę, że nie ma potrzeby, by piłkarze wiedzieli cokolwiek. Oni są od tego, żeby grać i uratować ligę. Co nieco żeśmy sami spieprzyli i powinniśmy to naprawić na boisku, a nie dyskutować o tym, jaka jest sytuacja.

Jeśli Martin faktycznie stanie ponownie w bramce Slavii jestem przekonany, że użyje skutecznie swojej magii i wybroni jeszcze nie jedno zero dla Slavii. Brutalnie stwierdzę, że wszelkiej maści zaklęcia w ich sytuacji cholernie im się przydadzą, to może okazać się jedynym sposobem na uratowanie ich piłkarskiego tyłka...

 

* Szczęśliwie dla nich mogą spłacać zobowiązania wobec firmy EIC do listopada bieżącego roku.
** Ostatni przypadek bankructwa w czeskiej lidze na szczeblu centralnym miał miejsce dwa lata temu. Drużyna Fotbal Fulnek przegrała wszystkie mecze w rundzie rewanżowej 2.Ligi (bramki 3:46!), naturalnie zajmując ostatnie miejsce; dzisiaj grają w najniższej możliwej klasie rozgrywkowej.