Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

SMS

Za nami pierwsze gry po krótkiej, zaledwie miesięcznej, przerwie w niemieckiej Bundeslidze. W poprzednim wpisie sugerowałem drobną analogię, analogię mającą za podstawę jeden, unikatowy fakt z historii Bundesligi – wygraną Borussii Mönchengladbach w Monachium. Podszczypując nieco rzeczywistość rozmarzyłem się nad dalszymi losami bieżących rozgrywek, aż tu hokus-pokus oddał dokładnie taki sam rezultat, jak w roku 1996! Naturalnie takiej okazji nie mogły zaprzepaścić oba giganty z Westfalii, i tak oto nowe otwarcie sezonu zdramatyzowało Bundesligę - pierwsza trójka ma dokładnie taki sam bilans punktowy, a kopciuszek z Gladbach czai się dokładnie krok za nimi!

Dziwny był to mecz, mecz piątkowy. Nie łatwo go zanalizować, bo czy ktoś wierzy, że mógłby drugi raz przebiegać analogicznie? Spotkały się dwie drużyny ze znakomitymi liniami defensywnymi i jak to bywa nierzadko w takich przypadkach najznamienitsze piętno na zawodach odcisnęły błędy indywidualne. Szczególnie, a żadne to odkrycie, wypalił znamię klops Neuera. BMG dwukrotnie puknęło Bawarczyków i za każdym razem reprezentacyjny golkiper Wunderteamu Joachima Löwe'a nadawał kształt nadziejom skazywanym na pożarcie dzieciakom z Borussia-Park. Od tego momentu szachowano się taktycznymi zagrywkami, przy czym gospodarze stąpali bo bardzo cienkiej linii ryzykując grą na offside. Minimum sytuacji, maksimum biegania; przewaga milusińskich Kaisera była niepodważalna, druzgocąca i na miarę pykania drużyny z Katalonii, z tym jednym wyjątkiem, ze ter Stegen właściwie tylko raz musiał udowadniać swój nieprzeciętny talent. Ciekawe są statystyki, gracze BMG przebiegli łącznie 123,3 km, a to oznacza, że – poza rezerwowymi, tylko bramkarz nie przekroczył granicy 10 km!!! ogólnie jednak osiągnięcia miejscowych były mizerne przy podopiecznych Heynckesa: dwukrotnie mniej strzałów, trzykrotnie mniej podań i aż dwunastokrotnie (sic!) mniej ataków skrzydłami. Kontakty z piłką? Nie wiem, czy Philip Lham kiedykolwiek pieścił się z nią częściej, popatrzcie tylko:

Lham 127

A jednak to Borussia zwyciężyła, między innymi dzięki bohaterskiej postawie Patrika Herrmann, który z zimną krwią i zabójczą precyzją wykorzystywał to wszystko, co mu się przytrafiało. Twierdzenie, że może zastąpić Reusa, to jednak spore nadużycie; zupełnie inny typ gracza, gorsza technika i warunki fizyczne, sądzę, że poza ponadprzeciętność nie podskoczy, ot ligowy, solidny gracz, jak Marco Marin...

Patrik Herrmann

Największym nieudacznikiem spotkania, obok nieszczęśnika Neuera naturalnie, mianował się Arjen Robben. Jego postawa była zadziwiająca – zaledwie dwa wygrane pojedynki!!! Taki Arango, najlepszy pod tym względem na boisku, ogrywał rywali aż piętnastokrotnie... I jeszcze jedna uwaga, taka, wiecie, co nieco wyjaśniająca dlaczego Bundesliga to najwyższa klasa piłkarska, a nasza liga, gdyby nie emocjonalne przywiązanie, trudna byłaby do oglądania. Mimo napiętej atmosfery i wielkiego wyzwania skuteczność podań obu drużyn nie zeszła poniżej 75%

Youtube


Po spotkaniu Großkreutz i Götze pogratulowali SMS swojemu nowemu koledze, Reusowi i wyniku i postawy; z tym Reusem to też warte zastanowienia, z nim i Neustädterem; obaj nie są już zawodnikami BMG, ale grają w pierwszym składzie i grają naprawdę dobrze i z zaangażowaniem; u nas najczęściej odsuwani są od składu. Zauważyliście na filmiku reakcję Reusa po golu? Zawsze ekspresyjny, tym razem zdecydowanie stonowany w zachowaniu, jakby nie chciał za bardzo drażnić kibiców...

Nie sposób nie odnieść się również do kapitalnych zawodów drużyny z Dortmundu, w której prym wiedli polscy piłkarze. Zniszczyli rywali z Hamburga i to bez pomocy całkiem niepewnego od początku sezonu bramkarza Drobnego.

W ten oto sposób w jedenastce kolejki oficjalnego serwisu Bundesligi znaleźli się wyłącznie gracze Borussii, jednej lub drugiej, ale przecież Borussii; i miło, że poza Kubą oraz Lewym, upchano na prawej obronie również Piszczka...

wtorek, 24 stycznia 2012, marll80

Polecane wpisy