Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Zieeew

Oglądanie meczu Czechy – Hiszpania było prawdziwą katorgą, wytrzymywałem kwadrans i musiałem robić przerwę: na papierosa, na zbieranie materiałów o czymś zupełnie innym, na herbatę, na porządkowanie dokumentacji, na drapanie się po brzuchu, znowu na papierosa, i tak w kółko...

Spotkanie całkowicie pozbawione historii; momenty w których gracze naszych południowych sąsiadów przepraszali gwiazdorów, że starli się z nimi bark w brak, czy że pozwolili sobie, by ich powalić na ziemię, dość upokarzające; jasne, szacunek dla rywala jak najbardziej, ale nie zapatrzenie i lęk; z takim nastawieniem byli skazani na pożarcie, nawet jeśli goście nie zagrali w kompletnym zestawieniu dream-teamu, nawet jeśli zawodnicy z dobrych klubów zachodnich zagranicznych grali z zawodnikami z nieco lepszych klubów zachodnich...

Tylko dwa momenty zwróciły moją uwagę – ziewanie kibiców (i miejscowych, i gości), widocznie mieli podobne zdanie do mojego, oraz często powtarzane w drugiej połowie „Bílek ven”. Od początku ten jegomość na ławce trenerskiej reprezentacji Czech mi nie pasował; gra Czechów też mi nie pasowała, a i wyniki wielokrotnie nie były takie, jakie być powinny. Kolejny raz kibice dali do zrozumienia, że mają gościa dość, ale pewnie przed wyborem nowego prezesa ČMFS (zostanie nim Pelta?) nie ma na to szans. Kandydatów może i jest wielu, ale sensowny chyba tylko jeden – Jaroslav Hřebík, co akurat będzie wspaniałą wiadomością dla wszystkich poza piłkarzami;]

Aha, i jeszcze słówkiem o bezmyślnym faulu Hunschmana. Cud, że Xabi Alonso nie wylądowała na chirurgii. Mózg Hubschmanowi się zagotował, proszę państwa, zagotował się i urodził straszliwego potworka, atak niemal wyprostowaną nogą na piszczel, to mogło nawet zakończyć karierę gracza Realu. Facet szybko zorientował się, jakie popełnił piłkarskie przestępstwo, zaczął przepraszać nie tylko Alonso, ale i wszystkich dookoła, a na widok czerwonej kartki nawet się nie skrzywił. Był to zapewne impuls, ten faul; czasami ciągnie nas za nos jakaś głupota, robimy to, bo wydaje się fajna, a z nią same korzyści; wtedy następuje otrzęsienie i okazuje się, że zrobiliśmy z siebie idiotę. Najlepszym przykładem był pewien japoński hokeista; gość już nawet podniósł triumfalnie ręce radując się z decydującego gola i wtedy... :)



piątek, 07 października 2011, marll80

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: krzychu81, *.adsl.inetia.pl
2011/10/09 13:10:51
groundhopping.myfootballway.com/2011/10/08/campeones-campeones/

"kandydatów może i jest wielu, ale sensowny chyba tylko jeden Jaroslav Hřebík"
Może jeszcze Pavel Vrba, ale on raczej nie opuści Pilzna...

Pozdrawiam!