Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Z tyłu sklepu

Był kiedyś wspaniały kabaret, kabaret łączący intelektualne peregrynacje oraz ukryte znaczenia z wyjątkowym poczuciem humoru. Duet Laskowik-Smoleń wyjątkowo pielęgnował każdy tekst, dbał o klarowność przekazu, subtelność; to wszystko sprawia, że dziś, pomimo czasów słusznie minionych, ich skecze pozostają świeże, przynajmniej w warstwie ich konstrukcji, formy, ale jak się okazuje, również treści...

 

Jednym z bardziej rozpoznawalnych tematów były słynne wywiady przeprowadzane z Pelagią, swego rodzaju anybody społeczeństwa. W czasie którejs z tych inscenizowanych rozmów Pani Pelagia, zgrabnie odgrywana przez Bohdana Smolenia, informuje nas o ilości produkowanych „bombek” (cały czas mowa o bombkach choinkowych), gdy jednak zostaje przyciśnięta nieco przez reportera, zwielokrotnia tę wielkość, w końcu przekaz prezentowany przez „Dziennik Telewizyjny” musi być bardziej doniosły, prawda jest przy tym całkowicie zbędna.

 

Skąd taki wstęp? Otóż Pan Adam Marciniak, z zawodu piłkarz, postanowił, świadomie lub nie, podchwycić interlokutorskie hokus-pokus Pani Pelagii i palnął coś tak głupiego, przeczytajcie:

 

Będziemy trenować jeszcze ciężej, jeszcze mocniej.

 

Wypowiedź po nieudanym meczu derbowym. Niby zwykła wypowiedź; być może wlewająca nawet nieco otuchy w serca, hm, nazwijmy to, nierozpieszczanych ostatnio kibiców Górnika Zabrze. Gdy jednak poobracamy to zdanie w dłoni, przyjrzymy się, zajrzymy do środka, zaczyna nabierać całkiem innego znaczenia...

 

Otóż Pan Marciniak, przypominam, z zawodu piłkarz, daje wszelkie podstawy do interpretowania zachowania jego, a poprzez użycie liczby mnogiej, również kolegów.

 

Dostrzegam tu trzy możliwe ścieżki semantyczne. Pan Marciniak, z zawodu piłkarz, ogłasza wszem i wobec, jak gdyby nigdy nic (zapewne wypowiedź podświadomie ujawnia, to co miało pozostać ukryte), że on i jego współgrajkowie absolutnie nie przykładają się do treningów. Mając wyznaczone zadania i obowiązki, wykonują je bez pełnego zaangażowania, staranności, sumienności oraz przekonania o ich celowości. Innemi słowy, wszystko za co zabierają się w trakcie treningów nie jest czynione na 100%. Gdyby bowiem Pan Marciniak, z zawodu piłkarz, trenował właśnie na sto procent nie mógłby dać z siebie niczego więcej, żadnej dodatkowej kropli potu. 100%, dalej się nie da...

 

Być może jednak Pan Marciniak, piłkarz z zawodu, sugeruje (znowu ta podświadomość), że kompetencje trenera są niewystarczające i należy zwiększyć obciążenia treningowe. Zintensyfikować, znaczy się, trener jest głupi, bo wcześniej tego nie zarządził. W tej sytuacji Pan Marciniak, z zawodu piłkarz, czem prędzej powinien zrobić odpowiednie papiery i zgłosić akces na kołcza Górnika. Jeśli jednak się myli, to dodatkowe zajęcia spowodują jedynie, że, o zgrozo!, fizycznie przeciążeni zawodnicy Górnika będą prezentować się jeszcze gorzej!

 

I wreszcie ostatnia z proponowanych interpretacji. Pan Marciniak, piłkarz z zawodu, palnął to całkiem świadomie, a wymiar tej wypowiedzi można sprowadzić do lapidarnego dobra, dobra, powiem, że wyrobimy na boiskach treningowych 150% normy to się od nas może odczepią. To oczywiście jest naiwne i głupie, takie myślenie. Bo propagandowy sukcesik z tego nijaki, a kolejna wpadka ligowa będzie oznaczać, że co, jednak nie trenowali bardziej i mocniej? A może wtedy należy wylicytować dodatkowe 50% obciążenia?

poniedziałek, 24 października 2011, marll80

Polecane wpisy