Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Rosa z dupy

Tak, przyznaję nieco wulgarnie, ale właśnie tak chciałem zatytułować wpis po meczu Szkocja-Czechy, w którym nasi południowi sąsiedzi zagrali kompromitująco*, choć przecież wyciągnęli fuksiarskie 2:2 i przybliżyli się znacznie do drugiego miejsca w grupie.

 

Jedynym piłkarzem w drużynie czeskiej był tego dnia Tomáš Rosický. Popularny „Rosa” biegał, szarpał, gryzł, kiwał, rozgrywał, odbierał, drapał, a gdy już miał okazję oddać strzał, to jakiś cymbał** go przyblokował; cymbał z własnej drużyny, dodam.

 

Wstrzymałem się; wstrzymałem, bo dzisiaj Czesi mogli być o kolejny krok bliżej upragnionych baraży. Nie są, ale tytuł cudacznie pasuje do tego, co zobaczyłem w gdańskim meczu.

 

Aż mnie ciarki przechodzą na myśl o dzisiejszych tytułach prasowych. Będzie cmokanie i oblizywanie palców doprawione złorzeczeniem na podły los i suplikacjami do Najwyższego, by już nigdy, nigdy, nie kpił tak z naszej drużyny. Będzie poklepywanie po plecach, szampan, a może i nawet panienki; będzie euforyczny koncert życzeń i pompowanie balona, społecznie, przez wszystkich niemal. W szkołach zapewne dzieciaki obowiązkowo uczyć się będą „We are the champions”, a żony upieką ciasto dla rozentuzjazmowanych mężów. Tylko ten kto zdążył napić się zimnej wody i wykonać kilka przysiadów zauważy, że tak naprawdę to mecz ten został całkowicie przypadkowo zremisowany...

 

Właśnie skończyłem gadkę z kumplem o spotkaniu Polska-Niemcy. Zachwyt. Zachwyt nad tym remisem, jakby był on celem, koronacją pewnej, rozpoczętej lata temu, drogi. A przecież był on tylko środkiem, kolejnym etapem, levelem po którym gradacja trudności rośnie.

 

Ktoś może mi zarzucić te typowo polskie skłonności do narzekania. Tylko moment, panowie i panie, ja nie emocjonowałem się wynikiem i dramatyczną końcówką; patrzyłem na te zawody pod kątem tego, co i jak gra polska drużyna. Wnioski są przygnębiające...

 

Liczyłem, że nasi zawodnicy przynajmniej na 15 minut w każdej z połów będą w stanie przejąć inicjatywę, okopać się na połowie rywala, utrzymać, rozegrać, przedrzeć się skrzydłem, wykonać kilka, może kilkanaście dośrodkowań, regularnie gromadzić stałe fragmenty gry, wypracować okazję do strzału zza pola karnego, coś kreatywnego skonstruować, przede wszystkim na to liczyłem. Tymczasem nie potrafiliśmy wymienić trzech, czterech podań. Straty następowały błyskawicznie, nim koledzy zdążyli się porozstawiać. I naprawdę guzik mnie obchodzi, czy stracilibyśmy w takim fragmencie dwie, czy cztery bramki, co z tego? Jeśli chcemy robić postępy, chcemy cokolwiek znaczyć, osiągnąć choćby poziom przeciętności, to kiedy niby mamy nauczyć się takich wariantów, jak atak pozycyjny, jeśli nie w meczu z silnym, ale jednak zdemotywowanym i mocno osłabionym rywalem? Czekamy na Euro? Dziady będą Wielką Improwizację wystawiać? Tymczasem nastawiliśmy się na wynik, tylko to interesowało trenera Dyzmę. I gdyby nie rewelacyjny, powtórzę, r e w e l a c y j n y Szczęsny w bramce żadnego korzystnego wyniku byśmy nie osiągnęli! A teraz wyobraźcie sobie, że na Euro przeciwnik jako pierwszy wbija nam gole, ile widzieliście wczoraj wariantów rozegrania piłki i stworzenia zagrożenia pod bramką rywala w ataku złożonym z więcej niż trzech podań?

 

Wolałbym przegrać 0:4 i mieć świadomość, pełną świadomość gdzie pozostają rezerwy, gdzie nic nie da się zrobić poza zmianą taktyki, gdzie wciąż należy poszukiwać, niż fuksiarskim 2:2 wmawiać sobie, że jest postęp. Jaki postęp u licha? Jak sądzicie ile razy zdarzy się, że w tak niezwykły sposób Szczęsny (czy ktokolwiek stojący między słupkami) uratuje nam dupę? I piszę to pomimo dwóch straconych goli...

 

Ten mecz przypominał mi jako żywo spotkanie Wisły z Cypryjczykami. Ok, mieliśmy wczoraj więcej okazji bramkowych, ale i Niemcy mieli ich znacznie więcej niż APOEL. Dominacja jednych na drugimi była jednak identyczne. Miażdżąca!

 

Niemcy po tym spotkaniu narzekają, są rozczarowani, że nie zrealizowali tego, co zamierzali, że tak wiele mankamentów było w ich grze. U nas rozpalone głowy chciałbym najchętniej, by Euro zaczęło się już jutro... Nie zdziwcie się tylko, jeśli preferując ten nie-styl dostaniemy tęgie baty na turnieju, bo w mojej ocenie mecze z Meksykiem i Niemcami udowodniły, że drepczemy w miejscu...

Bez komentarza

Źródło: http://fistaszki-pl.blogspot.com/

PS Jest mi autentycznie żal Arka Głowackiego, już, już wydawało się, że koszmary przeszłości ciągnące się od pamiętnego meczu z Anglią na Stadionie Sląskim, są poza nim, że strzepał je z ramienia i stał się ostoją naszej defensywy. A tu taki klops! Grając całkiem znośnie i dobrze kierując naszą obroną (bo przecież nie robił tego en français Perquis) sprokurował jedenastkę i załapał się na czerwone. Może faktycznie należy odkurzyć Żewłakowa?

 

* Przyznaję, widziałem tylko drugą połowę; było to poniżające widowisko ze strony reprezentacji Czech. Gdyby nie odrobina szczęścia i niejaki Kevin Blom popłynęliby bez dwóch zdań.

** Tym cymbałem był Jan Rezek. Jego wejście było beznadziejne komiczne; partolił, co się dało, blokował strzały kolegów, podawał rywalom, potykał się co i rusz i... w kulminacyjnym momencie swojego autorskiego show wygramolił się na polu karnym w dość korzystnej sytuacji bramkowej, ale wspomniany Blom uznał, że należy się Czechom rzut karny. Nie należał się...



środa, 07 września 2011, marll80
Tagi: Polska Niemcy

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Juliusz, *.xdsl.centertel.pl
2011/09/07 01:27:01
Gdybyś się przypatrzył to zobaczyłbyś, że zaraz po odbiorze piłki czterech piłkarzy rwie do przodu, defensywni pomocnicy z lewym, mierzejem, błaszczykowskim lub obraniakiem grają trzy podania z klepki, nie przetrzymując piłki dłużej niż 2 s...ekundy i zanim piłkarze drużyny przeciwnej się zorientują jest sytuacja sam na sam - peszko 3 razy, dudka i brożek po razie. To jest identyczny styl gry jaki prezentował Lech Smudy w pucharach, Zagłębie zdobywające mistrzostwo i Widzew przed laty w lidze mistrzów. Taktyka odbiór, pach, pach, pach i setka czyli to co kadra ćwiczy od 18 miesięcy i Smuda na treningach powtarza w kółko. Z Niemcami każdy schemat gry ofensywnej wyszedł idealnie.
PS. Przykro mi, że wolisz przegrywać niż remisować. Najwidoczniej nieudacznicy tak mają.
PS2. Gdyby nie Wise po pierwszej połowie byłoby 3-0 dla Polski a gdyby babcia miała wąsy byłaby dziadkiem.
-
Gość: Juliusz, *.xdsl.centertel.pl
2011/09/07 01:32:12
A i rzeczywiście to Głowacki a nie Perquis był najlepszym obrońcą... gdyby nie te błędy.
A tak na poważnie to ty znasz się na piłce? Oglądałeś ten mecz czy czytałeś relacje z czyba na żywo?
-
Gość: mariuszkowoll, *.eimperium.pl
2011/09/07 09:35:57
@Juliusz
Gdyby Niemcy wykazali się taką skutecznością, jak my, przegralibyśmy 2:6, 2:7, naprawdę tego nie zauważyłeś?
-
Gość: krzychu81, 193.179.195.*
2011/09/07 16:10:15
"Jedynym piłkarzem w drużynie czeskiej był tego dnia Tomáš Rosický"
Nie zgodze sie. Rosa gral dobrze, ale najlepszym na boisku byl Petr Jiráček!

"Przyznaję, widziałem tylko drugą połowę"
I mysle ze wlasnie dlatego odbierasz ten mecz jako wyjatkowo slaby w wykonaniu Czechow. Ale tak zle nie bylo. Fakt, ze nie grali koncertowo, fakt, ze na tego karnego, a co za tym idzie i na te druga bramke na 2:2 nie zasluzyli, ALE w pierwszej polowie byli wg mnie strona przewazajaca i grali lepszy futbol od Szkotow. Bramka Millera w ostatniej minucie I czesci gry byla kompletnie... z dupy wlasnie :)

A co do Rezka. Wczoraj bylem na meczu Czechy - Ukraina (piknik totalny, jakies 7500 osob z czego wiecej niz polowa to Ukraincy). Rezek padl w polu karnym juz w 2. minucie meczu i kilkanascie sekund pozniej Czesi prowadzili 1:0 po bramce z rzutu karnego. :)) Tym razem jednak raczej byl faulowany...

Pozdrawiam
-
Gość: JuliuszHibernian, *.xdsl.centertel.pl
2011/09/07 18:40:13
Niemcy wykazali się taką samą skutecznością jak Polacy. Obie drużyny nie wykorzystały kilku okazji i mecz skończył się świetnym dla Polakó wynikiem 2-2.
-
Gość: mariuszkowoll, *.eimperium.pl
2011/09/08 09:32:15
@krzychu81
Ok, jeśli w pierwszej połowie wyglądało to inaczej, to zwracam honory drużynie czeskiej; po przerwie wyglądało to dość marnie. Zwłaszcza obaj boczni obrońcy zawiedli, Kaldec był przesadnie bierny, a Hubnik (Jezu! Co on robi na prawej stronie?) był nieporadny; Jiráček nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia; owszem, dużo biegał, starał się, walczył, ale efektów specjalnych z tego nie było; "Rosa" nie miał też wielkiego oparcia w kolegach z formacji, taki Plašil był schowany, mało aktywny, a wszystkich charakteryzowała niedokładność, znikoma aktywność; brakowało mi również jakiegoś zęba, zacięcia, udowodnienia, że chce im się, zaangażowania...
Spotkania z Ukrainą nie widziałem, ale jestem ciekaw, jak byś ocenił zaciąg z Pilzna (z moim ulubieńcem Wacławem) oraz innych ligowców...

@JuliuszHibernian
No błagam, sam Klose miał tyle okazji ile Pan wymienił po stronie polskiej... Naprawdę to nie złośliwość i przypadek, że Szczęsnego okrzyknięto bohaterem meczu...
-
Gość: krzychu81, *.98.broadband14.iol.cz
2011/09/08 23:43:28
W Glasgow w I połowie Jiráček rwał z lewej strony ile wlezie i gdyby nie problemy z celownikiem jego kolegów, mógłby zaliczyć ze 2-3 asysty. A i Hubnik dawał radę. Szok!

We wtorek w Pradze ekipa z Pilzna pokazała się z dobrej strony. Dobrze grał też Kadlec. Nawet Ladislav Vizek, któremu obraz i pojmowanie świata zazwyczaj zakłóca alkohol we krwi, chwalił po meczu Kolara i Pilara (Petrzela miał niestety zbyt mało czasu, by się wykazać). Twój ulubieniec Waszek (po raz pierwszy całe 90 minut w barwach repry) biegał w II połowie pod moją trybuną (dopiero teraz zauważyłem jak dziwacznie jest ten chłopak zbudowany). Zasłużył na bramkę, ale nie było mu tego dnia dane...

PS. Bilek powołuje Lafatę, ale w ogóle nie chce z jego usług korzystać. Dziwne, bo David na dzień dzisiejszy jest o klasę lepszy od Barosa.
-
Gość: mariuszkowoll, *.eimperium.pl
2011/09/09 09:30:16
@krzychu81
No dla mnie Bilek to trochę taka czeska wersja Smudy (i bynajmniej nie jest to komplement). Dziwi mnie, że mając takiego fachowca jak Hřebik, stawiają w Czechach na innych; ale tam też jest spore zamieszanie (żeby prezes związku wybierał petrodolary od misji wprowadzenia rodzimego futbolu na właściwe tory, ech...).
Faktycznie Lafata jest w takim, jak się to mówi, gazie, że aż szkoda go marnować, a Baroš, po rozbiciu jego duetu z Kollerem w reprze jeszcze niczego nie pokazał...
Inna sprawa, że Lafata chyba powinien w przerwie wyjechać za granicę, to ostatni dzwonek, by udowodnić coś na Zachodzie (w Austrii mu się co prawda nie powiodło, ale chyba dojrzał piłkarsko).
A co do Pilařa, jestem ciekaw jak się rozwinie, co z nim będzie... Ma wszelkie predyspozycje, by stać się drugim Karelem Poborskym, a ten eksplodował talentem przecież dopiero w wieku 23 lat, zatem Wacław ma jeszcze dwa lata nauki, ostrych treningów i pełnego zaangażowania w to co robi, codziennie. Wiem jednak, jak przewrotny potrafi być los; taki Jan Chramosta utknął i nie potrafi zrobić kroku w przód (dziś w Czechach wszyscy kojarzą go nie z wielkim talentem, ale tym przeklętym wymuszonym rzucie karnym w pucharowym meczu z jakimiś amatorami...). Podobnie ma się chyba rzecz z Kadelcem (tym ze Sparty). A Hartig? A Martin Lukeš? Zelenka? Wszyscy mieli ogromne talenty, jednak gdzieś się zatracili, pogubili, nie skorzystali do końca z okazji...