Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Myśli po Wiśle

Nie ukrywajmy, lubimy kiedy zespół lepszy przegrywa (w tym przypadku Ruch), bo to jednak sól piłki nożnej, gdy słabszy dopina swego. Niezaprzeczalnie lubimy też, gdy faworyt przegrywa (Wisła), bo to frajda nad frajdy utrzeć nosa pupilkom bankierów. Tym razem padł Ruch, padł niezasłużenie i cholernie przykro, że padł w takich okolicznościach. Ale padł; to również fakt jednoznaczny.

Kilka rzeczy przykuło moją uwagę w tym meczu. Po pierwsze postawa sędziego. Do diabła, czy tylko ja odniosłem wrażenie, że sędziował po macoszemu, by ulubieńcowi nic się nie stało? Te same wydarzenia gwizdał na różne sposoby. Ostre wejście? No tak, Panie Szyndrowski, Panie Malinowski, toż to fauuuuuuuul! Ale gdy taki Melikson włazi chamsko w obrońcę Ruchu, albo inny jegomość kosi Piecha to jest to zaledwie twarda walka. To raz. Dwa, to relatywizowanie korzyści w grze. Jak atakowała Wisła, a ktoś się zwijał to OK, gdy jednak robił to Ruch, należało natychmiast wezwać doktora Hausa, bo sprawa najwidoczniej nie czekała zwłoki. Ogólnie arbiter sprawiał czasem wrażenie, że chciałby w ogóle nie odgwizdywać przewinień piłkarzy Wisły, że czekał, zastanawiał się, dopiero po czasie łapiąc się na tym, że, ło matko przecież pokażą powtórki. Można się doczepiać też do oceny gry ręką, oceny gry na czas, może mniej do oceny (nie)faulu na Zieńczuku, bo akurat powtórki niewiele pokazały...

Teraz słówko o Łukaszu Janoszce. Na pewno nie będzie taki, jak ojciec. Inny typ piłkarza. Uderzające jednak, jak facet z naprawdę niezłą techniką odstaje szybkością i dynamiką. Zwróćcie uwagę nastąpną razą, gdy Janoszka zabiera się za ściganie z rywalem to momentalnie robi jedną z dwóch rzeczy – zatrzymuje się, lub ścina do środka zwalniając bieg do formy jakiegoś tam człapania. Nie wiem, może Janoszka te swoje triki potrafi robić tylko na neutralnym tętnie, a gdy ono skacze, skakać zaczyna też piłka. Nie wiem. Wiem za to, że gdyby potrafił łykać obrońców na pełnej szybkości byłby z niego zawodnik pierwsza klasa.

Malinowski. Dla „Maliny” respekt. Facet zasuwa, ściera się z rywalami, gryzie, szarpie, drapie, kopie, czasem skosi (co ważne, zawsze przeprosi), ale i piłkarsko ma co nieco do zaoferowania. Asysta do Jankowskiego palce lizać.

Trener Maaskant. Miał na konferencji powiedzieć, że to Wisła była lepsza i zasłużyła na zwycięstwo. Zasłużyła o tyle, że wbiła jednego gola więcej. Ale paplanie, że była lepsza, że to ona stwarzała sytuacje trochę dziwi, skoro to Ruch miał więcej strzałów, więcej kornerów i więcej spartolonych kontrataków, takich z gatunku, jak można było tego nie wykorzystać.

Melikson. Nie wiem, co mu się stało. Mam nadzieję, że nic poważnego i chłopak zagra już w najbliższym meczu. Mam jednak nieodparte wrażenie, że ta kontuzja (?) była mu cholernie na rękę. Po tych kilku ostatnich dni, formalnie na rękę. Pewnie, mógł spróbować wmówić trenerowi, że go boli głowa i dzisiaj nic z tego nie będzie, ale mógłby nie zostać dobrze zrozumiany (z tym ma akurat ostatnio problem). Prezentował się przecież mizernie, nie miał ani jednego zagrania takiego, wiecie, że wyrywa się z miejsca nie tylko zadek ale i komentarz Jasny gwint, co za gość! Co za zagranie! Szybko dało się odczuć, że jest zagubiony. Bardzo nieładne zagranie w Szyndrowskiego (sędzia nie użył gwizdka, bo to były atakowane nogi gracza Ruchu) przypłacił urazem, czy aby na pewno takim, że nawet do przerwy nie dało się dograć? Mam wątpliwości.

No i jeszcze ta sytuacja z Zieńczukiem. Taka lewa noga, taka okazja... Kępka trawy być może przesądziła o losach spotkania...

niedziela, 25 września 2011, marll80

Polecane wpisy