Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Hřebík, baton i menda

Dawno mnie tu nie było. W przypływie szaleństwa, jak dzwonnik ze znakiem jakości Q, zasadziłem się na intymne precjoza w lochu, to znaczy w Bibliotece Śląskiej. Trzy tygodnie ostrej harówki, kilka tysięcy pstryknięć, kilka klaśnięć w dłonie, baton za cały posiłek i pełne kieszenie zadowolenia - ile się dało, przed zamknięciem tego niezwykłego skarbca, tylem uczynił; „Der Oberschlesische Wanderer”, „Kattowitzer Zeitung”, „Sportowiec”, „Polska Zachodnia”, „Gazeta Robotnicza” i wielkie, monstrualne nienasycenie, bo chciałoby się jeszcze.

W każdym razie lata 1939-45 już tak kuszą tłustym, że chciałoby się z tym coś zrobić. Jeszcze tylko rok 1940 i ostatni kwartał roku wcześniejszego katowickiego dziennika i jakieś, cholera wie jakie, źródło bytomskie i można z tego stworzyć alchemiczny roztwór, z którego byłbym zachwycony;]

Na razie cieszę się sam, i usprawiedliwiam - po kilku godzinach dziennie przeglądania mikrofilmów nie miałem zwyczajnie ochoty na wykonywanie jakichkolwiek wpisów. A działo się, wiem, wiem...

Najpierw nasi pierwszoligowcy zafałszowali setnie, co gorsza druga nuta też nie zapobiegła grymasom. Katowiczanie muszą, jak najszybciej znaleźć rozwiązanie swoich problemów, nieudane starty zwyczajnie im nie służą. Można też zapytać, jak to u licha jest, że szkoleniowiec dokonuje tylu zmian, bo chyba ich chciał, albo przynajmniej je zaakceptował, a teraz dopiero uświadamia sobie, że potrzebują jego pitbulle zgrania, dotarcia i czego tam jeszcze. Liga to nie jest dobre miejsce na szukanie wymówek.

Co innego trener Fornalak (nie mylić mi tu do kroćset z Fornalikiem!). Biedak. Nie wiem kogo mi bardziej żal, kibiców Polonii, że muszą przetrzymać ten okres najwyższej próby, czy Pana Darka, który w przypadku niepowodzenia (już odpukałem) będzie musiał wyjechać za granicę, żeby znaleźć robotę. W każdym razie ja Polonii życzę powodzenia.

Piast to jeszcze inna moneta. Tak, moneta. Nie wiadomo, czy trafi się orzeł (jak na Arce), czy reszka (jak w Płocku). Wielka, wielka niewiadoma.

Podobnie zresztą, jak Ruch Radzionków. I tu zmiany sięgały tak głęboko, w rdzeń drużyny, że trzeba nieco czasu, by połapać się w co oni właściwie celują...

Wreszcie dołączyła i Ekstraklasa. Pięknie dołączyła. Na dzień dobry zrzedły miny wszystkim życzącym górnośląskiej piłce wyzerowania stanu posiadania. Panowie (bo Panie najfajniejszym klubom, synkom i klimatom z całą pewnością życzą frajdy, frajdy i samych zwycięstw;)), zmieńcie regulamin, tak do szóstego, siódmego miejsca przesuńcie granicę degradacji, to może wtedy:P (tylko uważajcie, żeby wasi pupile nie znaleźli się pod kreską:D). Swoją drogą mecze w Bielsku (darujmy sobie na razie terytorialne spory) mogą być niezwykle atrakcyjne. Deszcz zapewni atrakcji, co nie miara. Piłkarska menda nie poszwenda się, gdy leje jej się za kołnierz, a zdeterminowany przeciwnik przyciśnie jej pysk w kałuże. Mecze, gdy leje się z nieba mają w sobie coś wyjątkowego - dużo walki, dużo agresji, fontanny deszczu, dużo sytuacji, nieprzewidywalność, fontanny deszczu i wiele goli.

Wystartowała także Gambrinus Liga. Od razu z grubej rury wystartowała. Bohemians 1905 taktyką „Blitzkrieg” zamordowało nadzieje Slavii, choć trzeba przyznać, że i „Zszywani”, gdzieś między 60 a 80 minutą swe ambicje całkiem przyjemnie dla oka realizowali. Czeska Barcelona zawiodła. Remis jednak rok temu zwiastował ostatecznie tytuł mistrzowski, więc Viktorka, ta z Pilzna, nie jest tym wynikiem specjalnie zdruzgotana; zwłaszcza, że świetnie spisują się w walce o Ligę Mistrzów. Pokonanie Rosenborga nie było przypadkowe, było stanowczo za niskie! A ja mam osobistą satysfakcję, że kiedyś oblizywałem palce nad grą Vaclava Pilařa, a ten dopiero na wypożyczeniu u mistrza zadziwia. Gol z Pyunikiem Yerewań zmusił mnie do osunięcia na kolona...

Obaj beniaminkowie z kolei zagrali antyfutbol, co zresztą było do przewidzenia. Dukla momentami nie potrafiła na własnym boisku sforsować zasieków Sigmy na linii środkowej boiska, choć i tak w końcówce mogła sensacyjnie zwyciężyć; aha, no i o jakim własnym boisku ja piszę, skoro miejscowi reagują dość, hm, oryginalnie (ale jest OK, frekwencja mnie zaskoczyła). I jeszcze muszę wspomnieć o jednym wydarzeniu z tego spotkania - trzeba się nazywać Varadi, żeby spartolić taką setkę (najwidoczniej uznał, że to nie fair strzelać do pustej bramki, więc celowo nie trafił w piłkę, ale tak, by ta została pod jego nogami, a bramkarz i obrońca zdążyli się ustawić;]). O sympatycznej drużynie Viktorii Žižkov nawet nie chce mi się pisać; nie dało się tego oglądać; po tym, jak sprzedali Markoviča nie mam bladego pojęcia, kto tam będzie strzelał bramki, o ile jakiekolwiek bramki z ich strony padną...

Jeszcze pociągnę temat czeski. Wprawdzie to Hiszpanie zgarnęli kolejne trofeum, ale młodziki pod ręką Jaroslava Hřebíka zaprezentowali się wyśmienicie i nawet prowadzili z faworytem w dogrywce! Hřebík to jest gość! Uwielbiam go za cięte riposty, niezwykle precyzyjne analizy, przyjemną twarz (czasami można odnieść wrażenie, że wiecznie jest uśmiechnięty, wystarczy, że zmruży oczy; ale wierzcie mi, albo co tam mi, wierzcie mikrofonom ustawianym przy płycie boiska, nie chcielibyście być w jego pobliżu, jak coś idzie nie tak!). Świetny trener. Tam, gdzie Magath mówi pas, od dokłada pierścienie do sztangi, tam gdzie Mourinho kończy się notes, Jarek dopiero uruchamia wyobraźnię. Żelazna kondycja i Übertaktiku.

Czesi zagrali w składzie: Koubek - Hála, Kalas, Brabec, Jeleček - Kadeřábek, Jánoš, Polom (36. Sladký), Krejčí - Skalák (79. Lácha), Přikryl (102. Fantiš), ciekawe ilu z nich wybije się ponad przeciętność...

Aha, wracając do GL, naturalnie grała też Sparta, wygrała, Kweuke znowu wbił gola, a Řepka wybiegł w pierwszym składzie. Tyle.

Wreszcie słówko lub dwa o niemieckiej piłce, bo i ta rozgrywa się w najlepsze. Na zapleczu Bundesligi sensacyjne dwie wygrane Eintrachtu, ale tego z Brunszwiku, doskonały mecz pomiędzy spadkowiczami, wreszcie kapitalne pudło Hellera z Dynama Dresden. Udusiłbym kolesie, przysięgam, gdybym był trenerem, udusiłbym go:

Ale to właśnie Dynamo sprawiło jedną z większy sensacji w DFB-Pokal. Rozprawienie się z Bayerem Leverskusen i to w takich okolicznościach? Chapeau bas!

A już w przyszły weekend rusza Bundesliga. Najsmaczniejszy kąsek na niedzielne popołudnie. Dwa wielkie kluby, wspaniałe historie, wieczna rywalizacja i klątwa boiska rywala - Borussia Mönchengladbach vs Bayern München, jedno z najważniejszych spotkań całego sezonu na dobry początek;]

poniedziałek, 01 sierpnia 2011, marll80

Polecane wpisy