Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Niedokończone mistrzostwa

Czasami przesadna propaganda musi rumienić się ze wstydu...

Pierwsze mistrzostwa okręgów Górnego Śląska, polskiego Górnego Śląska. Jest jesień 1920 roku. Trudne czasy. Na Śląsku niepewność, szczerzenie kieł, w powietrzu unosi się już zapach prochu... Podkreślanie odrębności a zarazem przynależności staje się obowiązkiem, tego przynajmniej żądali mecenasi takich lub innych interesów; dzisiejsi politycy chcieliby podobnej kapiszonowej polaryzacji, tylko ich intelektualne portki jeszcze bardziej poprute i śmierdzące... Futbol nie był w stanie postawić się temu zamieszaniu, bo i nie mógł, musiał się dostosowywać. Turnvereiny stawały się Towarzystwami sportowymi, by za jakiś czas znowu stać się Turnvereinami i jeszcze raz przemianować się w Klub Sportowy; zabawne, że piłkarze zostawali ci sami... (choć i oni, zdarzało się, raz byli Piecami, innym razem Pietzami). Jak w tytule książki, „Niemieckie psy i polskie świnie”...

Aby zawodom nadać właściwej rangi Górnośląski Związek Piłki Nożnej poczynił odpowiednie kroki. Po pierwsze kategorycznie zakazano, pod groźba kar, rozgrywania jakichkolwiek innych meczy piłkarskich w dniu rozgrywania mistrzostw. Wszystkie kluby miały zgłosić się do Stanisława Fliegera po dalsze informacje. Ciekawe, jak wyglądała Centralna Drogeria na Piekarskiej w Bytomiu oblegana przez rozgorączkowanych przedstawicieli klubów, towarzystw, sokołów…

Było to coś więcej niż tylko zawody o mistrzostwo okręgów na Górnym Śląsku – było to święto sportu. Poza piłką nożną, rywalizować miano również w lekkiej atletyce oraz zapaśnictwie; przewidziano także popisy sportowców z innych regionów oraz szkolenia przeprowadzone przez szwedzkiego trenera Knuta Helge-Helgessona, późniejszego (?) trenera Polonii Bytom*.Pełne patetycznego tonu były redaktory, przegląd generalny polskich sił sportowych, wszelakich sportowców którzy jednym śmiałym pociągnięciem ramion wyrwali się z ramion niemieckiego sportu.

A futbol był najważniejszy. Nawet nagrody były specjalne. Gdy inni musieli zadowolić się byle dyplomem, na zwycięzcę konkurencji piłkarskiej czekał… wieniec:) Do rywalizacji zawezwano cztery drużyny okręgowe, z Bytomia, Lipin, Królewskiej Huty oraz Mysłowic. Przednia zabawa skończyła się jednak całkiem skandalicznie...

Miniturniej okręgów górnośląskich zaplanowano na jeden dzień, 19 września, na boisku w Bytomiu. Z powodu dodatkowych imprez sportowych godziny rozpoczęcia meczy zostały nieco poprzesuwane wobec pierwotnych założeń, ale to jeszcze nie był powód do załamywania rąk. Jako pierwsze na murawę wybiegły drużyny Obwodu Lipińskiego raz Obwodu Bytomskiego. O godzinie 10.00 sędzia Ryszko zadął inauguracyjnie w gwizdek. Jego gwizdek w tym spotkaniu w ogóle odegrał istotną rolę. Zespół z Lipin z miejsca ruszył do ataku zyskując znaczną przewagę. Zaledwie po dziesięciu minutach dokumentują dominację golem lewego łącznika. Bytomianie niewiele są w stanie zrobić; ponownie zostają zepchnięci do defensywy; goście z Lipin są żwawsi, szybsi i lepsi technicznie. Słabość miejscowych świetnie ilustruje taki oto zapis w relacji: obrońcy Bytomia często puszczają piłki pod nogami lub starają się łapać je rękoma. Nic dziwnego, że w ten sposób szybko „łapią” rzut karny skutecznie egzekwowany przez środkowego ataku. Jeszcze przed przerwą, przy niemałym udziale bramkarza Bytomia, Lipiniorze strzelają kolejne dwa gole. Niewiele brakowało jednak by druga połowa w ogóle nie doszła do skutku! Wściekli zawodnicy bytomscy psioczyli niemiłosiernie na arbitra, który nie dość, że od samego początku dopuścił do brutalnej gry, to uznał gościom dwie bramki ze spalonego! Właśnie dlatego drugą część spotkania sędziował już pan Gebethner. Nic to nie dało, mecz i tak nie został dokończony! Około 65 minuty piłkarzy obwodu bytomskiego ostentacyjnie zaczęli opuszczać boisko! Powód był dość, hm, dziecinny. Zeszli z murawy zdając sobie sprawę z niechybnej klęski. Reporter grzmiał :

Podobne niesportowe i nigdzie nie spotykane postępowanie drużyny należy publicznie w prasie skarcić. Niech nigdy nic posobnego nie zdarzy się już na Górnym Śląsku.

Obwód Lipiński – Obwód Bytomski (4-0, 0-0) mecz niedokończony
Bramki: 1-0. ? (lewy łącznik) 10 min., 2-0. ? (środkowy napastnik), 3-0. ? (lewy łącznik) 33 min., 4-0. ?
Sędzia. Ryszko (od 46 min. sędzia Gebether).

W drugim spotkaniu, które rozpoczęło się o godzinie 11.45, na przeciwko siebie stanęły zespoły Obwodu Mysłowickiego oraz Obwodu Królewskiej Huty. Drużynę mysłowicką w całości stanowili zawodnicy świetnej Słupny (vel Braterstwa) Mysłowice, którzy za kilka tygodni odniosę największy sukces polskiej piłki górnośląskiej najpierwszego jej okresu – zremisują bezbramkowo z wspaniałą drużyną Cracovii i to w Krakowie!. Pomimo znacznej przewagi faworyzowanej drużyny z Mysłowic do przerwy ich przewaga wynosiła zaledwie jednego gola. Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił; znowu padły trzy gole, dokładnie w takim samym stosunku.

Obwód Mysłowicki – Obwód Królewskiej Huta 4-2 (2-1)
Bramki: ?
Sędzia: Alojzy Budniok.

W finale zmierzyły się drużyny Obwodu Lipińskiego oraz Obwodu Mysłowickiego. I ponownie doszło do skandalu! Ale po kolei. Zespoły wybiegły na murawę o 16.30. Od początku gra prowadzona była w szalonym tempie, niezwykle wyrównana w akcentach ofensywnych, przenosząc się spod jednej bramki pod drugą. Decydująca była jednak walka; walka wręcz, dosłownie. Brutalność obu stron doprowadziła ostatecznie do przerwania meczu!

Gra (...) w pierwszych odrazu minutach zapowiadała się na bardzo zawziętą, przechodząc nieraz w ostrą wymianę słów i pięści, kończąc się w dwudziestej minucie bijatyką między dwoma przeciwnikami. Wstrząśnięty sprawozdawca wręcz groził miano sportowców (...) nie wolno brudzić i kompromitować takiemi łobuzerskiemi wybrykami, jakie miały miejsce w niedzielę. Jeśli coś podobnego jeszcze raz się powtórzy, nazwiska najgorszych awanturników będziemy musieli publicznie wymienić dla wstydu w „Sportowcu”!

W ten sposób poznalibyśmy, przynajmniej szczątkowo, składy drużyn;) Pomimo tego zamieszania udało się wznowić spotkanie. Jeszcze w pierwszej połowie na prowadzenie wyszła rewelacyjna drużyna z Lipin, skutecznie egzekwując rzut karny. W drugiej połowie, przy wciąż zdrowo stukniętej taktyce polegającej na ciągłych atakach a to jednych, a to drugich, bez względu na stosowane środki, Mysłowice wyrównały po uderzeniu z rzutu wolnego z lewej strony boiska. Gra toczyła się jeszcze kilka minut i... ponownie musiała zostać przerwana, tym razem definitywnie! Na kontynuowanie zawodów nie zezwolił zapadający zmrok.

Obwód Lipiński – Obwód Mysłowicki (1-1, 1-0) mecz niedokończony
Bramki: 1-0. ? (rzut karny), 1-1. ? (prawy łącznik, rzut wolny)
Sędzia: Alojzy Budniok.

Pierwsze rozgrywki o mistrzostwo okręgu Górnego Śląska nie zostały rozstrzygnięte. Taka właśnie bywa piłka; futbol, ten najpotężniejszy stymulator emocji, przegonił na cztery wiatry jakiekolwiek próby wykorzystywania go do celów propagandowych.

 

PS Mecz finałowy miał zostać powtórzony, takie były przynajmniej plany; nie znalazłem jednak nigdzie informacji, że w ogóle go rozegrano. Prawdopodobnie terminarz mógł na to nie pozwolić. Najpierw Słupna Mysłowice grała z Cracovią, następnie z tym samym przeciwnikiem mierzył się Naprzód Lipiny. Grywano również z silnymi rywalami z Łodzi i Warszawy, również w ramach gier reprezentacji okręgów. A pod koniec roku 1920 rozstrzygano już mecze w rozgrywkach obwodowych, by 10 grudnia zainaugurować mistrzostwa Klasy A Górnego Śląska...

 

* Właśnie, wie ktoś, czy ten szwedzi trener w tym okresie był już opiekunem drużyny bytomskiej?

czwartek, 12 maja 2011, marll80

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: grazyna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/08/16 08:51:08
Gratuluję - rewelacyjny tekst - pozdrawiam :)