Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Tropił, tropił, aż wyTroppau

Początki słynnego klubu z Opawy

1907

lipiec

Pierwszy herb Troppaeuer FV
Więc jak to właściwie wszystko się zaczęło w Opawie, mieście wówczas niezwykle ważnym, siedzibie ważnych urzędów i instytucji? Pozornie tak, jak i w innych ośrodkach – grupka zapaleńców, głównie studentów zafascynowana tą pokątnie uprawianą dyscyplina postanowiła stworzyć stowarzyszenie, co umożliwiało oficjalne rozgrywanie spotkań piłkarskich. Ale jednak było w tym przypadku coś odmiennego i fascynującego; gdy niemal wszędzie profesorskie straże moralności tępiły futbol, to w Opawie właśnie z tego środowiska wyszły inicjatywy założenia klubu! I tak 20 czerwca prof. dr Edmund Aschauer wysłał oficjalną prośbę do władz regionu Śląskiego* o zarejestrowanie Troppauer Fußballverein. Wiadomo, że w komitecie założycielskim, poza wspomnianym Aschauerem, u którego na ulicy Franz-Joseph 4 można było zgłaszać chęć członkowstwa, znaleźli się również Hugo Brecher, dr Adalbert Gottlieb, prof. dr Franz Eigl, prof. Josef Lachnit, John Lockyer i Al. Urban. Najciekawiej brzmi z nich nazwisko Lockyer. Start nowego klubu staje się łatwiejszy mając w ekipie prawdziwego Angola, którym ma nieco większe pojęcie o organizacji gry, przygotowaniu zespołu i prowadzeniu treningu niż którykolwiek zapaleniec. Być może właśnie obecność nauczyciela angielskiego z prywatnej szkoły językowej w Opawie miała decydujący wpływ na szokujący początek zmagań z futbolówkę Troppauer FV?

Nim jeszcze oficjalnie zarejestrowano klub Opawa była świadkiem pierwszego, historycznego meczu swojej drużyny. Czternastego lipca 1907 roku do stolicy Śląska Austriackiego przyjechał beniaminek Ligi Górnego Śląska FC Preußen Ratibor. Mecz zaplanowano na godzinę 17.00 w… parku! A dokładniej na dużym ćwiczeniowym placu wojskowym! Tak, to przedziwne miejsce stanie się „areną” rozgrywania meczy przez Troppauer FV jeszcze przez długi czas; tak to czasem bywa, gdy brak własnego boiska a pęd do gry jest nie-do-zatrzymania:) W zapowiedzi niedzielnego meczu liczono na solidną frekwencję i jeszcze większe spopularyzowanie samej gry w społeczeństwie, tak, by mogło ono „poznać tak poważny mecz piłkarski z wszystkimi jego fazami trzymającymi w napięciu oraz interesującymi i ekscytującymi momentami”. A jednak, nie wszystko poszło, jak należy i żadnej frekwencji nie było. Pech chciał, że akurat tego dnia od samego rana lało jak z cebra; niemiłosierna ulewa zagroziła wręcz rozegraniu spotkania, lecz, pomimo starań gospodarzy o przełożenie meczu, goście z Raciborza mieli w nosie dramatyczny apel posłany telegramem o przesunięcie zawodów na dzień następny i stanowczo zażądali dotrzymania pierwotnych ustaleń. Zamiast gry w piłkę doszło więc do pojedynku w piłkę wodną – boisko przypominało jezioro, spod każdego stawianego kroku tryskała fontanna wody i jakby tego było mało oberwanie chmury jak zaczęło się z rana, tak trwało również w trakcie meczu. Nic dziwnego, że zamiast spodziewanych tłumów zjawiła się dosłownie garstka osób. Pomimo niesprzyjających warunków samo spotkanie prowadzone było w szybkim tempie, z entuzjazmem ale zachowując zasady fair; Troppauer Fußbalverein tylko na początku, być może z powodu tremy, oddaTroppauer FVło pola gościom, potem już całkowicie zdominowali wydarzenia boiskowe.

14.07.1907. Troppauer Fussbalverein - Ratiborer Fußballklub „Preußen“ 6-0
Sędzia: prof. dr E. Aschauer.

Troppauer Fussbalverein: Schindler (br) - dr Eigl I, Lockyer (kapitan) - Fiedor, Eigl II, Gebauer - Neugärtner, Hoppe, Urban, Hrdlitschka, Haala.
Rezerw.: Drnstein.

Preussen Ratibor
Ratiborer Fußballklub „Preußen“: Weißenburg (1 Kapitan), Krzikalla, Weiß Barwig**, Köhler, Langer, Rudek, Suppan, Jischko, Figulla i Krüger.
Rezerw.: Kostka.

 

 

 

 

Karl DorasilNastępnego dnia, tj. 15 lipca, Troppauer Fussbalverein uzyskał oficjalne zezwolenie władz na funkcjonowanie, zezwolenie nr 19659-58/V. Po kolejnych dwóch tygodniach, na Walnym Zgromadzeniu, wybrano oficjalne władze klubu: pierwszym prezesem został carski doradca Karl Dorasil***, na jego zastępcę wybrano dr Stephena Felkera, lekarza-psychiatrę, a sekretarzem obrano K. Schindlera, asystenta urzędowego kasjera. Ponadto mniej lub bardziej ważne stanowiska pełnili prawnik Hugo Brecher (skarbnik), dr Franz Eigl (pierwszy kapitan drużyny), dr John Lockyer (drugi kapitan), prof. Josef Lachnit (odpowiedzialny za wyposażenie), a także księgowy dr Bernhard Knöpfelmacher, inż. Hugo Rotter, przedsiębiorca Theodor Fiedor, urzędnik bankowy Willy Fried, urzędnik Izby Gospodarczej Oskar Hoppe, student Rudolf Wecera oraz urzędnik fabryczny Ernst Ohrnstein. Jak łatwo skojarzyć, wielu z nich czynnie biegało również po boisku! Specjalną rolę, swoistego komitetu ds. kontaktów z prasą (!) tworzyli prof. dr Edmund Aschauer, prof. dr Emil Oswald i dr Gustav Reichel. Ustalono na koniec, że wpisowe jednorazowe wynosi 2 korony, z kolei miesięczne składki 50 halerzy. Dzień zorganizowana Walnego Zgromadzenia, 27 lipca 1907 roku, przyjmuje się za oficjalną datę powstania klubu.

Po załatwieniu tych wszystkich formalności nadszedł czas na to, co kibice lubią najbardziej, czyli piłkarski mecz. Drugim rywalem w historii zespołu Troppauer Fussbalverein był ponownie klub z Raciborza, tym razem… Ups, i tu mam problem. Do Opoway, według doniesień prasowych, przyjeżdżał Ratbiorer Fussballklub „Ratibor”; inne źródło podaje uproszczoną nazwę FC Ratibor Ratibor. Przyznam, że pierwszy raz zetknąłem się z nimi. W pierwszej chwili pomyślałem o FC Ratibor 03, ale barwy nie specjalnie chcą się zgadzać… W każdym razie 4 sierpnia o tej samej porze, co poprzednio (godzina 17.00 stanie się typową dla rozgrywania zawodów w Opawie), w tym samym miejscu doszło do spotkania „między najpierwszymi drużynami Śląska Niemieckiego”, jak zapowiada w prasie. Ta sama prasa zaledwie po jednym meczu w wykonaniu FV Troppauer cmokała z zachwytu używając wobec nich określeń „wspaniała drużyna” lub „jeden z najzdolniejszych zespołów”, zupełnie słusznie zresztą! I tym razem gospodarze bez problemu uporali się z górnośląskim rywalem łomocąc go okrutnie, a że pogoda nie spłatała żadnego figla na meczu zjawiły się tysiące zainteresowanych! A teraz uwaga, było już o tym, że było grono osób do kontaktów z mediami, ale to nie jedyna spektakularna inicjatywa klubu. Nawet dziś w niektórych miejscach, gdzie tak być powinno, zupełnie tego brak. Otóż na życzenie kibiców skierowane do klubu jeszcze przed meczem postanowiono w osławionym parku rozstawić miejsca siedzące! Nic to, że ich nie starczyło, ludzie na te zawody ciągnęli z również z okolicznych miast i miasteczek****, zatem i ci na stojąco je oglądający gramolili się w tłoku jeden na drugiego, chodzi jednak o samą współpracę z kibicami! Ale to nie wszystko. Klub wydał na to spotkanie specjalny program meczowy! Do najważniejszych jego kolumn należało objaśnienie zasad gry w piłkę. Takie inicjatywy, a przypominam, był rok 1907! Sam mecz tylko momentami był interesujący, choć Troppauer FVobu drużynom trudno odmówić entuzjazmu w grze, przewaga miejscowej drużyny była jednak nad wyraz wyraźna, zresztą ku uciesze euforycznie oklaskującej ją publiczności.

04.08.1907. Troppauer Fußballvereine - Ratiborer Fußballklub „Ratibor“ 7-0
Sędzia: prof. Josef Lachnit.

Troppauer Fußballvereine: Wecera - Lockyer (kapitan), Neugärtner, Hoppe, Baar, Hrdlitshcka, Beier, Gebauer, Fiedor i Füratsch.
Rezerw.: Fronius.

KC RatiborRatiborer Fußballklub „Ratibor“: König (kapitan), Dürschlag, Pawlik, Kutschera, Wießner, Knispel, Lenschner, Schubert, Hermel, Bilomsky i Schwarzer.
Rezerw.: Dürschlag.

Szkoda jedynie, że później w źródłach, do których dotarłem tak ochoczo nie prezentowano składów rywalizujących drużyn…Jeszcze w tym samym miesiącu rozegrali trzy kolejne mecze.

 

 

Piętnastego sierpnia pierwszy raz Troppauer Fußballvereine rozegrał mecz na obcym boisku. Nie zachowało się zbyt wiele szczegółów. Czy to pod wpływem wyniku, czy też informacji, że gospodarze wystawili nie do końca najmocniejsze zestawienie, w prasie pisano o spodziewanym zwycięstwie w Bielsku. Tak, czy siak, wynik budził respekt, bo goście posunęli Bielszczan aż 10-0!

15.08.1907. BBSV Bielitz-Biala - Troppauer Fußballvereine 0-10.

Zaledwie trzy dni później Opawianie udali się do Raciborza na rewanżowe spotkanie z drużyną Ratiborer Fußballklub „Preußen“. Był to ze wszech miar udany wyjazd. Prowadzeni do boju po raz kolejny przez znakomitego Johna Lockyer udowodniła swoją zdecydowaną wyższość gromiąc Raciborza aż 5-0! A mogło być znacznie wyżej; sędzia, którym jak można się domyśleć z poprzednich praktyk, był miejscowy działacz piłkarski, nie uznał kolejnych trzech goli zdobytych przez zespół Troppauer FV. Wynik dawał ogromną satysfakcję, ale goście poznali jeszcze, co to znaczy śląska gościnność. Po zawodach zostali zaproszeni do wspólnej biesiady z gospodarzami w Domu Strzeleckim. Tam Austriacy (tam określa ich lokalna prasa) bratając się z miejscowymi mile zostali zaskoczeni pamięcią o urodzinach Cesarza Franciszka Józefa – dokładnie tego dnia obchodził swoje 77 urodziny. Prezes raciborskiego klubu, Pan Labus, po krótkim przemówieniu wzniósł trzykrotny toast na część łaskawie panującego, na co entuzjastycznie reagował tłum. Aż żal było wyjeżdżać, relacjonuje lokalny dziennik, czas tak szybko mijał w gościnnym towarzystwie Ślązaków…

BBSV Bielitz-BialaOstatnim spotkaniem zaplanowanym w pierwszym miesiącu działalności klubu była rewanżowa potyczka z klubem BBSV Bielitz-Biala. Mecz zapowiadano jako wielkie derby śląska… austriackiego klubów niemieckich:) Tym razem Bielszczanie odgrażali się, że poślą w bój to, co mają najlepszego, a sama rywalizacja miała pokazać, kto rządzi w tym regionie. I znowu dopisała opawska publiczność, tym razem nie tylko tłocząc się wokół boiska, ale obskakując również wszystkie pobliskie wzniesienia! Kapitan gości, dr Stonawski bojowo nastawił swój zespół, BBSV walczyło jak lwy, spinali się tęgo, a najlepszym ich zawodnikiem był wyborny bramkarz; tylko, co z tego, skoro nim mecz na poważnie się zaczął, tradycyjnie o godzinie 17.00, już mieli trzy w plecy. Przed gwizdkiem na przerwę Troppauer FV dołożył kolejne dwa gole, a po zmianie stron dokonał ostatecznej egzekucji. Klub z Bielska ponownie dostał dwucyfrówkę! Właściwie całe spotkanie goście grali w Troppauer FVgłębokiej defensywie, za to miejscowi imponowali szybką, pomysłową i przede wszystkim zespołową grą. Właściwie najciekawszą uwagą związaną z tym meczem była kolejna ciekawa, choć nie pierwszy raz zastosowana, nowinka klubu. Otóż przy boisku powstało lotne pogotowie - namiot „Czerwonego Krzyża”, w którym, na czas meczu na wypadek nagłych, lecz niezbyt groźnych zdarzeń, dyżurowali ratownicy medyczni.

25.08.1907. Troppauer Fußballvereine – BBSV Bielitz-Biala 10-0

 

 

Trzeba przyznać, że start nowego klubu wyglądał imponującą: pięć spotkań, pięć zwycięstw i bilans bramkowy zwalający z nóg, 38-0! Efekt pracy nauczycieli (dziś powiedzielibyśmy trenerów), Johna Lockyera oraz prof. dr Figla (byłego gracza klubów wiedeńskich) – genialny. Podekscytowanie w klubie było ogromne, kolejny miesiąc zapowiadał się znacznie, znacznie ciekawiej, bo do Opawy przyjeżdżały uznane marki z…

 

* Naturalnie chodzi o terytorium Śląska Austriackiego
** Mam pewne wątpliwości, czy w tym nazwisku nie pojawił się „czeski błąd”, właśnie tam, gdzie zaznaczyłem;)
*** Co ciekawe był on ojcem najlepszego czeskiego hokeisty I-wszej Republiki, Wolfganga Dorasila.
**** Sama Opawa była w zdecydowanej przewadze zamieszkiwana przez ludność niemiecką (wg danych z 1910 roku Czesi stanowili zaledwie 7% ludności), ale już graniczne miasta i miasteczka były przeważnie czeskie.

 

1. Zdjęcie Karla Dorasila, źródło: Kral L.: Historie německé kopané v Čechách. Praha: MJF Praha, 2006.
2. Herb Troppauer FV oryginalny, kolorystka to własna wariacja.
3. Wzory koszulek na podstawie opisów; wyjątek strój BBSV Bielitz-Biała (wariacja na podstawie herbu).

piątek, 15 kwietnia 2011, marll80

Polecane wpisy