Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Mistrz, który nie był mistrzem, klub widmo i Ślązacy z Frankfurtu

Moi mali bohaterzy z Troppauer Fußballverein mieli wspaniały start do swej piłkarskiej przygody, ale od września 1907 roku mieli zostać poddani solidnym próbom. Może nie były to jeszcze próby ognia (choć i ta nastąpi na zakończenie sezonu), ale miała pokazać, czy do czegokolwiek w ogóle się nadają. Pierwszy w kolejce, jak hucznie awizowano, czekał zeszłoroczny Mistrz Górnego Śląska, który i w tym roku spodziewa się sukcesu, a ponadto liczy na sukces w rywalizacji z Wrocławiem. „Oho!”, pomyślałem, „szykują się wartkie gry z Preußen Kattowitz”, absolutnym hegemonem na górnośląskiej ziemi w okresie przedpierwszowojennym. Komunikat głosił jednak, że rywalem będzie Sportklub „Germania” Kattowitz. „D-oh”, tylko jęknąłem jak najpopularniejsza postać z kreskówek; czy to zawiódł przepływ informacji, czy też świadome działanie, bez znaczenia zresztą której ze stron, w każdym razie „Germania” żadnym mistrzem nie była! Bez wątpienia należała do ścisłej czołówki drużyn na Górnym Śląsku, nawet stwierdzenie, że byli drugą siłą nie będzie nadużyciem, jednak do „Preußen” trudno było im się zbliżyć. To właśnie późniejszy 1.FC Katowice (lub, jak kto woli, Kattowitz) nie mieli sobie równych wygrywając wszystkie (!) mecze pierwszego i drugiego sezonu rozgrywek Bezirk III (Oberschlesien). 1 Klasse południowych Niemiec. To oni też rywalizowali z klubami dolnośląskimi, również tymi z Wrocławia, jeszcze bezskutecznie...
Mecz w Opawie, rozegrany 1 września 1907 roku, zakończył się remisowym wynikiem 2-2 (2-1). Dla miejscowych, jak najbardziej honorowy wynik, zważywszy na klasę rywala, o sporych umiejętnościach i dużym doświadczeniu. Na jeszcze jedno zwrócono uwagę szczególną, Katowiczanie posiadali w składzie bezwzględnych zawodników, którzy nie mogą mieć na przeciw siebie płaczliwego przeciwnika. Znamienne, dla górnośląskiej piłki w ogóle, czyż nie? Zresztą jeszcze będzie z tego powodu awantura... Mecz prowadzono jednak z gracją w poszanowaniu zasad fair play (o których pewnie nikt wtedy jeszcze nie słyszał;)). Po kwadransie gry na prowdzenie wyszła drużyna Troppauer FV, ale już ten krótki fragment gry pokazał, że miejscowi mają naprzeciwko siebie kawał porządnej drużyny; potwierdziło się to moment później, gdy „Germania” doprowadziła do remisu. Jeszcze przed przerwą Troppauer FV uzyskał jednobramkową przewagę, ale ostatecznie mecz zakończył się kompromisowo; w drugiej połowie „Germania” podkręciła jeszcze tempo i to zadecydowało o ostatecznym rozstrzygnięciu. Po raz kolejny mecz w Opawie odwiedził Pan... deszcz, choć nie... Pani ulewa. Nie popsuła jednak widowiska, nie przegoniła również kilkutysięcznej widowni.

Dwa tygodnie dopiero czekała młody zespół z Opawy piłkarska uczta. Do tego pięknego miasta przyjeżdżał zespół z Wiednia. Ba, na dodatek w gości zawitała jedna z najlepszych drużyn wiedeńskich; wierząc relacjom dziennikarskim ścisła czołówka kontynentalna. Tak, tak, w Wiedniu już wtedy miano opracowany swój własny, niepowtarzalny styl, który powtarzano w każdym tamtejszym klubie, styl oparty na dwóch filarach: świetnym przygotowaniu technicznym i zmyśle do gry kombinacyjnej. To dlatego zespoły znad Dunaju honorowo mierzyły siły z zawodowcami z Anglii. Tylko co to u diabła była za drużyna, Wiener „Weißen Elf“? Przyznam, że sznupanie nie wiele dało i nie znalazłem nic o tym enigmatycznym zespole. Być może faktycznie byli efemerydą o wielkich umiejętnościach, a być może przekręcono nazwę? W każdym razie kilku zawodników „Białej Jedenastki” powoływanych miało być do reprezentacji Wiednia, najsilniejszego ośrodka piłkarskiego raczkującego w tym sporcie kontynentu europejskiego. Mecz rozegrano 15 września 1907 roku. Cała Opawa żyła tym wydarzeniem od dłuższego czasu. Piłkarze ciężko i sumiennie przygotowywali się do zawodów; przygotowało się również miasto doczepiając dodatkowe wagony do tramwai zajeżdżających hen, za centrum do parku miejskiego. Przepełniona komunikacja miejska, prawdziwe pielgrzymki, jednym słowem sportowe święto. Tuż przed godziną 16, na którą wyznaczono zawody park przypominał jedno wielkie obozowisko. Specjalnie z okazji spotkania piłkarskiego poza znanym już lotnym ambulansem postawiono... lotną tawernę (Buschenschänke)! Tam można było wrzucić coś na ząb lub napić się czegoś odświeżającego. Bodaj pierwszy raz zdarzyło się, a przynajmniej pierwszy raz o tym informowano, by wyznaczono na mecz Opawy sędziego neutralnego. Rolę tę pełnił Pan König z Raciborza. O samym meczu niewiele wiemy poza tym, że padło w nim dziewięć goli (4-5); Wiedeńczycy zagrali z fantazją, elegancją, ale również należytym respektem, przez co starali się zabezpieczać własną bramkę (dziwne to, skoro i tak tyle stracili). Więcej miejsca poświęcono tradycyjnemu towarzyszowi meczy w Opawie. Deszcz lał niemal od samego początku; towarzyszyły mu grzmoty i błyskawice, co w pewnym momencie stało się wręcz niebezpieczne! Publiczność jednak nie dała się wykurzyć, ofiarnie pozostając na swoich miejscach do samego końca. Było wśród niej wiele kobiet, co w tych okolicznościach warte jest podkreślenia. A po meczu? Po meczu wszyscy rzucili się do tramwajów, które niestety nie były wstanie poradzić sobie z takim szturmem, więc tylko niewielka część mogła skorzystać z tego transportu. Wielu, zmęczonych czekaniem, pomimo ulewnego deszczu, postanowiła wrócić do miasta piechotę.
15.09.1907. Opawa. Troppauer Fußballverein - Wiener „Weißen Elf“ 4:5. Sędzia: König (Racibórz).
Wiener „Weißen Elf“: Pähhacker, Gasser, Reich, Strehblow, Robert Eigl (1 kapitan), Wiktor Eigl, Schönecker, Brünner, Schnittler, Vogl i Lang.
Rezerwowi: Lević i Poldi Eigl
Troppauer Fußballverein : Neugärtner, Wecera, Hopper, Lockyer (2 kapitan), Baar, G. Bauer, Haala, Hrdlo, Fiedor, Dr Eigl (1 Käpitan) i Dietl.
Rezerwowi: Morawetz, Beyer (tu pisany jako Bayer) i Füratsch.

Dwudziestego dziewiątego września o godzinie 16.00 doszło do rewanżowego spotkaniu z „Germanią” Kattowitz, zespołem który we wszystkich spotkaniach tego sezonu osiągała znakomite rezultaty i zaledwie dwa tygodnie temu świętowała we Wrocławiu wspaniałe zwycięstwo (ktoś wie o jakie spotkanie się rozchodzi?). Powiedzieć, że relacja ze spotkania była skąpa to mało. W całości brzmi ona mniej więcej tak: Wczoraj byliśmy świadkami przekonującego zwycięstwa drużyny z Opawy nad rywalem z Klubu Sportowego „Germania” z Katowic 3-0 i to pomimo ich bezwzględności i brutalności w meczu. Przypominacie sobie charakterystykę tej drużyny sprzed pierwszego meczu?

Sezon dobiegał końca. Postanowiono podziękować ratownikom gotowym nieść pomoc w trakcie każdego ze spotkań wypłacając oddziałowi delegującemu swych pracowników 50 koron. Na pożegnanie pierwszego sezonu zaproszono Sportklub „Schlesien” Frankfurt nad Odrą. Jak zwykle cmokano z zachwytem nad możliwościami przeciwnika, ale tym razem musiała być to wyjątkowa blaga skoro końcowy wynik brzmiał, uwaga, 18-0! Grunt, że 13 października znowu zjawiły się tłumy.
13.10.1907. Opawa. Troppauer Fußballverein - Sporklub „Schlesien” Frankfurt n/O 18-0. Sędzia: Prof. dr Luksch (Opawa)
Sporklub „Schlesien” Frankfurt n/O: Rack, Meister, Gold, Winkler, Pawlik, Friese, Perret (kapitan), Galuschke, Swoboda, Fuhrmann i Wojatschek.
Rezerwowi: Fetzer i Amon.
Troppauer Fußballverein: Neugärtner, Lockyer (kapitan), Morawetz, Hoppe, Frohnius, Hrdlitschka, Ezedron, Dietl, Fiedor i Schindler.
Rezerwowy: Born.

I już, już szykowano się do podsumowania półrocza istnienia, gdy trafiła się nie lada gratka; na sam koniec udało się zakontraktować spotkanie z jedną z najsilniejszych drużyn na Starym Kontynencie!
...

sobota, 23 kwietnia 2011, marll80

Polecane wpisy