Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Wir! Wir fahren nach Dresden! Cz.5

Półfinał

Niestety, relacje z meczu Śląska, a właściwie to z obu spotkań, półfinałowych, są nader skromne; przynajmniej te, do których dotarłem. Nie znalazłem w nich również pełnych składów omawianych zawodów; stąd wpis pod tym tematem będzie niezwykle skromny w informacje…

Po rozstrzygnięciach w drugiej rundzie wiadome było, że Śląsk, sensacyjny pogromca faworyta z Ostmark, zmierzy się z reprezentacją Würrtembergii, a Bawaria stanie do pojedynku z regionem Saksonii. Na miasta gospodarzy par półfinałowych wybrano Monachium oraz Stuttgart; pierwotnie ustalono odrębne terminy dla każdego ze spotkań, i tak w Bawarii miano grać 5 lutego, zaś drużyna Śląska o historyczny awans miała powalczyć dwa tygodnie później, 19 lutego. Taki stan trwał jednak krótko; na Śląsku nie minął jeszcze tydzień świętowania wielkiej piłkarskiej wiktorii, gdy nadeszła wiadomość, że jednak oba spotkania wyznaczono na pierwszą niedzielę marca. Szybko poznaliśmy również arbitra tego spotkania – wskazano na Pana Finka z Frankfurtu, po meczu będzie zresztą o nim całkiem głośno…

Dość powszechnie uważano, że faworytami półfinałów są zespoły Würrtembergii i Saksonii. Dlatego sensacyjnie oceniono rozstrzygnięcia, bowiem do wielkiego finału awansowali akurat ich rywale! I to w dość niecodziennych okolicznościach!

Mecz w Stuttgarcie zgromadził na trybunach aż 35,000 widzów. Zdecydowanie stawiona na gospodarzy, nie tylko dlatego, że rozgrywali mecz na swoim obiekcie*, ale również z powodu formy, jaką prezentowali w ostatnim czasie. O ile zwycięstwo Śląska określano sensacyjnym, to jakich przymiotników użyć na wyrażenie tego, czego dokonała Würrtembergia na boisku w Halle przeciwko drużynie Mitte? Spotkanie, które jeszcze do przerwy toczyło się na równych warunkach (obie jedenastki wbiły po dwa gole), w drugiej połowie stało się jednostronnym popisem gości. E, tam, popisem; to zupełnie neutralne, nic nie mówiące słowo w zestawieniu z tym, co działo się przed oczyma 20,000 ciekawskich. W 59 minucie zespół Mitte po raz trzeci tego dnia wyszedł na prowadzenie, ale ostatnie pół godziny zaszokowało wszystkich obecnych – najpierw Szwabia błyskawicznie, jak już wcześniej tego dnia, doprowadziła do wyrównania, a następnie dosłownie wgniotła rywala w murawę. W sumie bramki dla gości strzelali Frey, Tröger i Fischer (wszyscy po dwie), a także Mohn i Aubele gromiąc ostatecznie miejscowych aż 8:3! Nic dziwnego, że nawet wygrana Śląska nad Austrią nie specjalnie narobiła bajzlu w wyobraźni drużyny Würrtembergii… Mecz półfinałowy, rozgrywany na zmarzniętej murawie, rozpoczął się od zdecydowanych ataków Schwabii, i choć w trakcie pierwszej połowy gra nieco się wyrównała nie ulegało wątpliwości, że gospodarze potwierdzają rolę faworytów. Nie górowała specjalnie nad rywalem, po prostu robiła swoje; i prowadziła. W 36 minucie gry kąśliwe uderzenie Trögera bramkarz Ślązaków, Mettke, wypuścił z rąk, do futbolówki najszybciej dopadł Frey i wpakował piłkę do siatki. Do przerwy 1:0 dla faworytów z Würrtembergii. I wtedy wydarzyło się coś przedziwnego. Arbitrowi, Panu Finkowi, wszystko się pokiełbasiło, pokićkało, poplątało i powywracało do góry nogami; albo zwyczajnie popsuł mu się zegarek. Jakby nie było nakazał obu drużynom wyjścia z szatni o sześć minut wcześniej! Szczęść minut! Ale co to jest sześć minut? Jakie ma to znaczenie? To niecałe 7% czasu trwania całego piłkarskie meczu… a jednak, w jakiś niewyjaśniony sposób ten, zdawałoby się drobny, incydent wpłynął na losy meczu. Czy drużyna Szwabii nie zdążyła należycie wypoczęć? Czy rozkojarzyła ją ta sędziowska pomyłka? A może zwyczajnie to Ślązacy zdecydowanie poprawili prezentowaną formę? W każdym razie druga część spotkania to już bezapelacyjna dominacja gości. Drużyna Śląska była szalenie skuteczna w defensywie, bardzo pewnie i zdecydowanie udaremniając każdą, słownie każdą próbę gospodarzy. Ta pewność siebie i bezkompromisowość szybko udzieliła się pozostałym formacją; cała jedenastka zaczęła funkcjonować jak sprawna, dobrze naoliwiona maszyna, niczym jeden organizm z synergicznymi jednostkami wywierający coraz to większą presję na tym drugim, atakujący go jak predator swą ofiarę, tłamszący aż bezradny i naznaczony blot zadławi się własną krwią…
trochę mnie poniosło;) wróćmy więc do faktów, a te były takie, że w przeciwieństwie do gości Würrtembergia zaczął pracować dokładnie odwrotnie, coraz mniej przypominając zespół; nie tylko nie stanowili drużyny, ale w takim dramatycznym momencie ujawniło się również, kto tak naprawdę pozostaje bez formy, a było tego z pół drużyny… Kontaminacja a nie jedenastka. Wojenna zasada taktyczna Helmutha von Moltke „getrennt marschieren, vereint schla gen” w przypadku zawodników Szwabii sprawdzała się tylko w jej pierwszym członie. Niewątpliwie bardzo istotne okazało się dość szybkie doprowadzenie do remisu. Zaledwie trzynaście minut po rozpoczęciu drugiej połowy wyrównał Renk. Już do końca meczu inicjatywa należała do Ślązaków i gdy wydawało się, że niechybnie dojdzie do dogrywki w ostatniej akcji meczu Schaletzki przechylił szalę zwycięstwa na stronę gości. Kolejna sensacja, Śląsk w finale!

Również drugi półfinał przyniósł emocje i nieznaczne zwycięstwo jednej z drużyn. W Monachium, przy udziale dwudziestotysięcznej widowni Bawaria po dogrywce uporała się z Saksonią, wygrywając 2:1. Prowadzenie uzyskali faworyci ze Wschodnich Niemiec po strzale Arlta już w 8 minucie meczu. Jeszcze przed gwizdkiem sędziego oznajmiającym przerwę padło wyrównanie. Lehner uderzył na bramkę, piłka niefortunnie odbiła się od obrońcy gości, Hempela i wpadła do bramki. Już do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zmienić rezultatu. Dopiero w 109 minucie meczu padło rozstrzygnięcie. I to jakie! Ponownie w roli głównej wystąpił lewoskrzydłowy BC Augsburg i reprezentacji Niemiec. Potężna bomba posłana w gąszcz nóg znowu nieszczęśliwie dla przyjezdnych trafiła któregoś z defensorów i zatrzepotała w siatce. Bawaria awansowała do finału dzięki dwóm samobójczym trafieniom Saksończyków!

W niespodziewanym finale staną naprzeciw siebie reprezentacje Śląska i Bawarii…


05.02.1939. Widzów: 35,000. Sędzia: Fink (Frankfurt).
Stuttgart. Würrtemberg – Schlesien 1:2 (1:0)
Würrtemberg: ?; Cozza, Deyhle; ?, Piccard, ?; Schädler, Tröger, Frey, ?, ?.
Schlesien: Mettke; Koppa, Kubus; ?, ?, ?; ?, ?, ?, Schaletzki, Renk.
Bramki: 1-0. Frey (36), 1-1. Renk (58), 1-2. Schaletzki (90).


* Co ciekawe, stadion w Stuttgarcie miała takiego samego patrona, jak arena w Zabrzu (Hindenburgu), Adolfa Hitlera.

wtorek, 08 marca 2011, marll80

Polecane wpisy