Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Wir! Wir fahren nach Dresden! Cz.4

Runda 2

Ogromne napięcie towarzyszyło przybyciu drużyny Ostmark na Śląsk w ramach rozgrywek o Puchar Regionów Rzeszy Niemieckiej. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, dopracowane typowo śląską, niemalże cechową rzetelnością, polukrowane odrobiną fantazji. Z niecierpliwością czekano na wizytę największego faworyta rozgrywek…

Przyjazd
Zespól austriacki podróżował na Śląsk specjalnym pociągiem typu Korridor czeskich linii kolejowych. Przesiadkę zaplanowano na stacji Nittritz*. Wspaniałych gości kordialnie przyjęły oficjalnie lokalne władze, a następnie wspólnie uczestniczono w projekcji filmu „Pour le mérite”. Po tym krótkim postoju drużyna ruszyła w dalszą trasę. Na miejscu zameldowała się w niedzielny poranek i z miejsca doznała szoku. Pogoda, cudowna, przyjazna, inna niż wiedeńska, ale przede wszystkim niezwykła ilość sympatyków czekających na największe gwiazdy niemieckiej piłki. Tłum smarków pragnących ułowić autograf kolejnego sławnego piłkarza był tak niewiarygodny, że w swej relacji podkreślali to wysłannicy prasy austriackiej. „Der Kleine Blatt”: „nasi zawodnicy nigdy wcześniej nie musieli z taką cierpliwością i wytrwałością składać podpisy dla smyków, jak właśnie tam, na Śląsku”. Wreszcie znaleźli nieco czasu dla siebie; po ogarnięciu się i przebraniu autobusem pojechano na stadion…

Mecz
Spotkanie zaplanowano na stadionie im. Adolfa Hitlera w Zabrzu. Ładnym stadionie, obiekcie, który naprawdę zrobił wrażenie na przyjezdnych, choć jeszcze większe wywarły ściśnięte na trybunach rzesze kibiców. Ostatecznie szacowano ich ilość na 30,000! Również sama murawa prezentowała się rewelacyjnie; doskonale przygotowana, żadnego śniegu, błota, warunki wprost stworzone do gry w piłkę. Goście nie zdziwili się tym jednak nadmiernie; brak zalegających warstw śniegu zauważono już wcześniej, nie tylko na mijanych boiskach… Przed samym spotkaniem doszło jeszcze do oficjalnego przywitania wspaniałych przybyszów z regionu Ostmark. Dumni, zarazem życzliwi Ślązacy nie mogli ot, tak, przejść do porządku dziennego nad wizytą najlepszej drużyny w Rzeszy. Już na murawie przywitał Austriaków Zastępca Burmistrza, Pan Paschke, a następnie pięknie przyodziani młodzieńcy wręczyli każdemu zawodnikowi gości wspaniałe pamiątkowe tablice z wizerunkiem Führera, zaprojektowane przez dr Brekera, a wykonane przez załogę gliwickiej odlewni.

Drużyna Ostmark przed meczem w Hindenburgu

Odświętnie wystrojeni młodzieńcy wręczają piłkarzom Ostmark ekskluzywne pamiątki przed spotkaniem.
Źródło: "Das Kleine Blatt", 05.02.1939.

Wreszcie można było rozpocząć mecz. Zaraz po pierwszym gwizdku sędziego Birlema Ślązacy z furią rzucili się na faworyzowany zespół Ostmark. Huczało, trzeszczało, iskrzyło się, gwizdało, skrzypiało, odpryskiwało od każdego kolejnego starcia. Gra była wyrównana, momentami piękna i urozmaicona, jednak bezwzględna, zarazem w ramach przepisów, prowadzona przez gospodarzy walka zaczynała górować nad wyrachowaniem i techniką gości. Tym bardziej, że Ślązacy swą inteligencją szybko odkryli najsłabsze miejsca Wiedeńczyków i nimi próbowali przebijać się pod pole karne Platzera. Wykorzystywali przede wszystkim grę skrzydłami, gdzie absolutnie wiele swobodny zostawiała im trójka pomocników Ostmark. Pierwszym ostrzeżeniem była potężna bomba Obstoja jeszcze nie zakończona golem. Przewaga Ślązaków wzrastała z każdą minutą, przyjezdni nie wyciągali żadnych wniosków i wreszcie stało się! W 21 minucie Obstoj, zupełnie niepilnowany, przejął piłkę na lewym skrzydle i pognał w kierunku bramki; półgórną piłkę zagraną w pole karne z powietrza efektownie uderza Pawlitzki i sensacyjnie outsider obejmuje prowadzenie. Konsternacja w szeregach gości, zamroczenie; mija zaledwie siedem minut i ponownie skrzydłowy miejscowych urywa się przy linii; tym razem po prawej stronie indywidualna akcja Pischzka, ostra wrzutka, z którą kompletnie nie radzą sobie bramkarz Platzer oraz obrońca Andritz, zgodni jedynie w sianiu nieporozumienia; do bezpańskiej piłki dopada Renk i z zimną krwią pakuje ją do pustej bramki. Dwa do zera! Tym razem wstrząsający moment działa na Austriaków właściwie. Ich wyśmienite zdolności techniczne nareszcie zostają należycie wykorzystywane; grają jak z nut, jak natchnieni, wprowadzając mnóstwo zamętu w szeregach gospodarzy. Doczekali się także efektu bramkowego po znakomicie kombinacyjnie rozegranej akcji w trójkącie Hahnemann-Vogl-Stroh. Zdawało się, że będą zdolni jeszcze przed przerwą doprowadzić do remisu, jednak ambicja Ślązaków i ich niezłomność, harówka, ciągły ruch i wola walku pozwoliły zrównoważyć obraz gry i dotrwać bezpiecznie do gwizdka sędziego oznajmiającego pauzę w meczu.
W przerwie czas widzom umilały dwie orkiestry młodzieżowe grające na murawie boiska, równie entuzjastycznie w tym, co robili, jak ich koledzy piłkarze. Kibice, to też warto przy okazji podkreślić, przez cały mecz żywiołowo dopingowali swoich pupili.
Druga odsłona rozpoczęła się od huraganowych ataków Wiedeńczyków; spodziewanego wyrównania nie doczekano się, bo euforia w szeregach gości trwała zaledwie kilka minut. Znowu bojowy charakter, tak typowy dla Ślązaków, wziął górę nad dreptaną wirtuozerią. Zagrać trochę twardziej, upierdliwie ganiać za rywalem, zasuwać wszerz i wzdłuż i cała koncepcja gości rozsypała się w drobny mak. Teraz to miejscowi atakowali, z furią fanatyka, pewnością siebie i fantazją. Osiągnięta przewaga była jeszcze większa niż w pierwszej części! Co jakiś czas dzwoniły słupki bramki austriackiej. Na lewej stronie szalał Obstoj; świetnie czuł się na tak znanym mu stadionie, przecież na co dzień występował w zabrzańskim klubie Preußen. To po jego akcji Śląsk podwyższył wynik. Niepilnowany znowu niebezpiecznie dośrodkował; to zagranie jeszcze Schmaus wybił, ale piłka ponownie spadła pod nogi Obstoja. Poprawka była już dokładna, futbolówka trafiła do Schaletzkiego, który pewnym uderzeniem zaskoczył golkipera rywali, była 62 minuta meczu. Po kolejnych czterech minutach spotkanie właściwie zostało rozstrzygnięte; tym razem gola głową zdobył Pawlitzki. 4:1, prawdziwy pogrom! Wprawdzie zespól Ostmark jeszcze zerwał się do chaotycznego ataku, zdawało się, że są blisko drugiego trafienia, jednak i tym razem zostali dosłownie stłamszeni agresywną i zaciętą postawą Ślązaków, i podobnie jak wielokrotnie wcześniej to gospodarze przejęli inicjatywę, zupełną! Platzer musiał dokonywać cudów w bramce, by uchronić swój zespół przed wyższą klęską. Wreszcie sędzia Birlem odgwizdał koniec zawodów, co wywołało ekstatyczną wręcz radość na trybunach. Kto by pomyślał, że kopciuszek, przez nikogo poważnie nie traktowany zespół Śląska tak bezwzględnie i niepodważalnie rozprawi się z najsilniejszą drużyną Związkową w Niemczech? Ileż walki i sił włożyli całkiem anonimowi piłkarze, by utrzeć nosa reprezentacyjnym graczom z Austrii?! Cały wysiłek pięknie został podsumowany przez samych pokonanych, których pokornie pogratulowali Ślązakom wspaniałej postawy i razem z nimi w komitywie opuścili murawę.

Reasumując
W podsumowaniu spotkania w prasie austriackiej przewijają się te same wątki. Przede wszystkim braki w szeregach gości. Niektórzy usprawiedliwiali w ten sposób kompromitującą porażkę; znaleźli się jednak i tacy, którzy racjonalnie ocenili bieg zdarzeń. Przede wszystkim to niechlujstwo kapitana Związkowego, który zrezygnował z kilku świetnych piłkarzy na rzecz uzupełnienia rozgrywek ligowych o zaległe mecze. Nie ulega wątpliwości, że w optymalnym zestawieniu gości Ślązacy nie mieliby większych szans. Brak zawodników Rapidu i Wiener Sportklub był aż nadto widoczny. Właściwie drużyna przyjezdna stanowiła wymieszany skład wiedeńskich klubów Austrii i Admiry, a to trochę za mało produktów, by upichcić z tego coś wspaniałego. Ale to tylko i wyłącznie ich wina. Zresztą post factum oberwało się za te decyzje selekcjonerowi „Nasz kapitan Związkowy może się po tej porażce nauczyć, że jedyną dobrą zasadą przeciwko tak zwanym outsiderom jest wystawianie najlepszej reprezentacji, i że błędem była rezygnacja z tak wspaniałych zawodników, jak Binder, Hofstädter i Zischek. Na to nas nie stać. Nie jesteśmy znowu aż tak mocni, by pozwolić sobie, żeby mistrzostwa, które i tak stoją na niskim poziomie, musiały być rozgrywane w pierwszej kolejności, zwłaszcza, gdy kapitan ma tak wiele absencji z powodu chorób”; a już słowa Janischa, że teraz to przynajmniej będzie można w spokoju i terminowo dokończyć ligę wywołały wściekłość. Świetnie zakpił sobie z tego „(Österreichische) Volks-Zeitung”: „No cóż, przegraliśmy 1:4, może to i dobrze, sami pomyślcie, Austriacy. W końcu najważniejsze, że Mistrzostwa Gauligi odbywać się będą zgodnie z terminem. A w sprawie pucharu Regionów, czyli Mistrzostw Wielkich Niemiec, gdy inni w tym celu będą się wykańczać, zawsze możemy powiedzieć, że: Tak, gdyby, harmonogram mógł, mógł, mógł i jeszcze raz mógł grać przeciwko Śląskowi, wtedy pewnie... Co pewnie? Wtedy pewnie bylibyśmy mistrzami harmonogramu!”
Inną wymówką były liczne kontuzje zawodników austriackich, którzy tuż po wyleczeniu musieli zmierzyć się w tak prestiżowych rozgrywkach. „Drużyna z Wiednia miała w swoich szeregach kilku graczy, którzy od miesięcy nie brali udziału w żadnym poważnym pojedynku, tak to prawda, kilku z nich zaledwie przed kilkoma tygodniami powróciło do treningów”, to z Neues Wiener Journal.
Jeszcze w inny ton uderzył „(Österreichische) Volks-Zeitung”, który tak grzmiał dzień po laniu w Zabrzu: „Niespodzianka spowodowana była faktem, że Ostmark, który pokonał Ślązaków na turnieju we Wrocławiu 8:2, bezczelnie wysłał na Śląsk swój drugi garnitur. Odpowiedź na to była natychmiastowa, w postaci zdecydowanej i żenującej klęski”. Podkreślano również niskie zaangażowanie i morale drużyny, która wybiegła na murawę.
„Luigi” Hussak tłumaczył się z kolei zbyt małą ilością treningów, co spowodowane było najpierw okresem świąteczno-noworocznym, a następnie katastrofalną aurą. I jeszcze to, że większość zawodników wracała z pracy, gdy było już ciemno, więc i tak nie było kiedy trenować na pełnowymiarowych boiskach. Gimnastyczne ćwiczenia w hali to stanowczo za mało; no a ponadto na Śląsku całych 14 dni nie padał śnieg, a oni sami są przyzwyczajeni do gry w ciężkich warunkach!
Niepokonana od wielu spotkań drużyna Ostmark nie zaprezentował właściwych cech wolicjonalnych, zupełnie przeciwnie do Ślązaków, świadomych, że właśnie tą ścieżką mogą dotrzeć do celu. Ich postawa wzbudziła szczery podziw. Z maluczkich w mgnieniu oka urośli do jednego z faworytów, wskakując niemal dokładnie w miejsce zarezerwowane w Pucharze dla Austriaków. Trzon zespołu stanowili Górnoślązacy (aż dziewięciu w składzie), z czego aż pięciu grywało na co dzień w najlepszym śląskim klubie (niemieckim), Vorwärts-Rasensport Gleiwitz. Trenerem Gliwiczan był wówczas nauczyciel z Wiednia, Otto Eckhardt**, i to właśnie on spijał ambrozję po spotkaniu, to go obwieszczono ojcem sukcesu. Doskonale znając system gry charakterystyczny dla wiedeńskich drużyn swymi wskazówkami umożliwił zneutralizowanie najmocniejszych stron rywali, zarazem maksymalnie wykorzystując wszelkie ich słabości. Między innymi taktyka atakowania aż ośmioma zawodnikami, tak charakterystyczna dla stylu austriackiego, została zastosowana i świetnie wykonana przez drużynę Ślaska. Wspaniałe osiągnięcie mocno poruszyło światkiem piłkarskim. „Wiener Zeitung” komunikował wschód najwspanialszego okresu w dziejach śląskiej piłki!
Ślązacy byli do tych zawodów rewelacyjnie przygotowani kondycyjnie, a wytrzymałość okazała się kluczem do realizacji założeń taktycznych i neutralizacji braków technicznych. Grali niezwykle ostro, z zachowanie jednak zasad fair play. „(Linzer) Tages Post” z tego powodu porównał ich postawę do koni Furioso wykorzystywanych przez armię austrowęgierską. „W zderzeniu z tą siłą techniczna zwinność Austriaków była nic nie warta”, relacjonował dalej dziennik. W podobnym tonie wypowiadał się „Westpreussische Zeitung”: „Przeciwko namiętnemu duchowi walki oraz woli zwycięstwa Ślązaków na nic zdały się wszelkie zdolności techniczne, pomimo tego, że drużyna wiedeńska wyglądała na bardzo silną m.in. z Platzerem, Mockiem, Hahnemannem, Strohem i Numerem”. Z kolei „Die Schlesische Tageszeitung“ napisał, że „Drużyna wiedeńska może i była lepsza technicznie, ale z czasem zatraciła swoje zdolności do eleganckich fajerwerków technicznych w umiejętnościach piłkarskich, entuzjazmu i przeszli obok tego pięknego meczu, a od wielkiego ducha walki Ślązaków trzymali się z daleka. Tego ostatniego zabrakło im najbardziej, i w tym tkwi sukces Śląska”. Najbardziej obrazowo skomentował sensację „Die Ostdeutsche Morgenpost“: „Ślązacy, chyba z pomocą diabła w swojej jedenastce, tak uderzyli w «Wunderteam» - że ten wylądował z powrotem nad pięknym modrym Dunajem”. Na szczególne wyróżnienie zasłużyła linia obronna, Kubus-Koppa, która świetnie radziła sobie z dość apatycznymi próbami rywali, twarda jak skała i zdecydowana, a także trójka centralnych napastników; a już nad popisami środkowego Pawlitzkiego cmokano z zachwytu.
W zespole Austrii nie zawiódł jednie Platzer (niektórzy zszokowani dziennikarze wybierając go na zawodnika meczu po stronie Ostmark, dawali niedwuznacznie do zrozumienia, jaka była przewaga Ślązaków, skoro tyle miejsca w relacjach należało poświęcić temu reprezentacyjnemu bramkarzowi), który uchronił drużynę gości od wyższej porażki, wbrew pozorom dwójka obrońców, oraz atakujący Hahnemann i Stroh; jednak słabych punktów było więcej; szczególnie oberwało się pomocnikom, którzy całkowicie zawiedli we wspieraniu kolegów z defensywy, cały czas poddawanych ciężkim próbom przez szturmujących Ślązaków. Również w przedniej formacji Neumer i Haag nie dali drużynie należytego wsparcia. Ta porażka zachwiała wręcz pewnością siebie wszystkich w Wiedniu! „Jest to ogromny cios dla piłki Austriackiej, a wiedeńskiej w szczególności! Najbliższe tygodnie i miesiąc pokażą, czy jej jakiekolwiek znaczenie w ogóle istnieje! Porażkę ma na sumieniu pierwszy lewy pomocnik Austrii. Całkowicie nie zrozumiał, że musi kryć niezwykle szybkiego i dysponującego potężnym strzałem środkowego napastnik Śląska, zwłaszcza, że skrzydłowi cały czas byli niepilnowani! To właśnie oni [skrzydłowi] raz za razem przedzierali się i dobrze dorzucali piłki do trójki centralnych napastników, którzy cudownie sobie poczynali, i w ten sposób mecz został rozstrzygnięty”.
Wymownie przebieg meczu streścił „Das Kleine Blatt”: „Różnica między obiema drużynami była rażąca (...). Jak pomiędzy rozkapryszonym, bawiącym się zespołem a jedenastką wojowników. Z jednej strony zawodnicy o znakomitej technice, zawsze gotowi uruchomić piłką [kolegę], ale tylko do momentu, gdy coś się nie uda, a z drugiej może gorsi umiejętnościami technicznymi, jednak cały czas ganiający za piłką, a gdy coś się nie powiedzie, walczący z podwójną gorliwością”. Nie mogę sobie również odmówić zacytowania pełnego żółci wstępu do relacji z „Wiener neueste Nachrichten: „Piłkarską społeczność Wiednia w niedzielę trafił niemal szlag, gdy dowiedzieli się wyniku spotkania z Hindenburga. 4:1 dla Śląska! Większość sądziła, że źle zrozumiała. Niestety, okazało się, że wcale nie cierpią na wadę słuchu. Było właśnie tak, 4:1 dla Śląska. A nie dla Ostmark, który był oczywistym faworytem w Hindenburgu. Jak mogło do tego dojść?”

Co ciekawe, wszystkie zawody drugiej rundy Reichsbund-Pokal oglądało łącznie 90,000 widzów, z czego aż 30,000, a więc jedna trzecia!, w Zabrzu.

A oto niektóre tytuły prasowe po tym sensacyjnym rozstrzygnięciu:
„Das Kleine Blatt”:

„Żenująca porażka w Zabrzu. Dzielna jedenastka Śląska pokonała trapiącą się drużynę Ostmark 4-1”.

„(Österreichische) Volks-Zeitung”:

„Ogromna niespodzianka w Hindenburgu. Ostmark przegrał ze Śląskiem 1:4 – upadek pomocników”.

i

„Szkoła wiedeńska – w wykonaniu Śląska. W pucharze Rzeszy upadliśmy, niech żyje mistrz!”

„Wiener neueste Nachrichten”:

„Upadek w Hindenburgu. Śląsk wspaniale pokonał zbieraninę austriacką, w bramkach 4:1”.

„(Neuigkeits) Welt Blatt”:

„Ostmark poza Pucharem Regionów Rzeszy Niemieckiej. Śląski duch walki zaskoczył austriacką technikę.”

„Die Ostdeutsche Morgenpost“:

„Sensacja w niemieckiej piłce, Śląsk wygrywa.”

Długo prasa austriacka nie rozpamiętywała jednak tej druzgocącej kleski. Dokładnie w tym samym czasie bowiem samobójstwo popełnił najlepszy piłkarz w ówczesnej historii Austrii, Matthias Sindelar...

22.01.1939. Widzów: 30,000. Sędzia: Birlem (Berlin).
Hindenburg. Schlesien - Ostmark 4:1 (2:1)
Schlesien: Mettke (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Koppa (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kubus (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz); Wydra (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Kossek*** (Reichsbahn SpVgg 21 Gleiwitz), Langer (SpVgg Breslau 02); Obstoj (Preußen Hindenburg), Pischzek (Vorwärts-Rasensport Gleiwitz), Pawlitzki (SpVgg Breslau 02), Schaletzki (VfR 1919 Gleiwitz), Renk (Sportfreunde 20 Klausberg).
Ostmark: Platzer (Admira Wien); Andritz (Austria Wien), Schmaus (Vienna Wien); Hanreiter (Admira Wien), Mock (Austria Wien), Galli (Wiener Sportklub); Vogl (Admira Wien), Hahnemann (Admira Wien), Stroh (Austria Wien), Neumer (Austria Wien), Haag (Austria Wien)
Bramki: 1-0. Pawlitzki (21, Obstoj), 2-0. Renk (28. Pischzek), 2-1. Stroh (31, Vogl), 3-1. Schaletzki (62, Obstoj), 4-1. Pawlitzki (66, głową).

 

Kilka miesięcy później dojdzie do rewanżu. Żądni zemsty Austriacy podejmowali Śląsk 11 czerwca w Wiedniu. Drużyny wystąpiły w nieco odmienionych składach; Wiedeńczycy tym razem postarali się udział wszystkich najlepszych graczy, tak, że ze składu pucharowego pozostało zaledwie czterech zawodników (Platzer, Vogl, Hahnemann i Hanreiter). Również Ślązacy przywieźli przemeblowaną jedenastkę zmieniając z tamtej wspaniałej drużyny trzech graczy (bramkarz Nowarra Grzeschik i Kaschny). W obecności 20,000 widzów Ślązacy dostali małą lekcję futbolu przegrywając 2:5... (dla pokonanych gole strzelili Pawlitzki i Kaschny).
Co ciekawe rok później obie jedenastki ponownie zmierzą się w drugiej rundzie Reihsbund-Pokal; tym razem w Wiedniu Śląsk dostał jeszcze większe lanie przegrywając aż 1:6! A warto zwrócić uwagę, że grali już w tym meczu zawodnicy z przeszłością w polskich klubach, Nuc, Piec, Piontek i Wodarz. Honorowe trafienie w obecności 11,000 widzów uzyskał Wydra.

 

* Czy ktoś jest w stanie potwierdzić, że Nittritz, w tym konkretnym przypadku, to z pewnością lubuska wieś Niedoradz? Przebiegała tamtędy linia kolejowa z prawdziwego zdarzenia? Dość zaskakująca byłaby zatem trasa podróży reprezentacji Ostmark.
** Otto Eckhadt (czasem pisany jako Eckhart) rozpoczął pracę w Vorwärts-Rasensport Gleiwitz w sierpniu 1937 roku; wcześniej, od początku tego właśnie roku, gliwicki klub nie miał stałego (w pełnym wymiarze czasu) trenera, a zajęcia nierzadko prowadził obrońca, Willhelm Koppa. Eckhardt przychodził do klubu jako uznany fachowiec; wcześniej pracował między innymi w zachodnich Niemczech, Austrii, Luksemburgu, Włoszech, Rumunii, a przed objęciem VR jako trener kadry Norwegii.
*** Pisany również jako Nossek.

sobota, 05 marca 2011, marll80

Polecane wpisy