Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Szwindel C

Myślenie w futbolu nie zawsze ma sens. Zwłaszcza myślenie, jak wyglądałaby rodzima piłka, gdyby nie trąd korupcji; na pewno nie przypominałaby tej włoskiej, choć akurat ta jest pozszywana szwindlem jak świńska skóra...

Takiego numeru już dawno nie widziałem. Bezczelność Raffael Biancolino i ślepota sędziego chyba nie sposób wytłumaczyć jedynie mafijnym znamieniem Kalabrii...

Trudno mi wyobrazić sobie własną reakcję na takie chamstwo, i co z tego, że to jedynie trzecia liga, co z tego, że goście mieli jeszcze osiemdziesiąt minut na zmianę wyniku, wreszcie co z tego, że żadna z tych drużyn nie walczy ani o awans, ani o utrzymanie. Wulgaryzmy przedniej marki cisną się na usta.

Nie ma się, co dziwić, że trener gości Zdeněk Zeman* po meczu gotował się we własnej złości

Niestety sędziowie są częścią gry i musimy akceptować ich decyzje. Ale to budzi poważne obawy, że żaden z arbitrów nic nie zauważył. Z gry swojej drużyny jestem spokojny, ale, niestety, wynik nie zawsze zależy od tego, co zaprezentujemy na boisku.

Czeski szkoleniowiec i tak zachował takt niezwykły; nie zawsze to mu się zdarzało. To właśnie on rozpętał burzę w roku 1998 oskarżając liderów Juventusu o doping (zwracając uwagę na nienaturalnie szybki przyrost masy mięśniowej między innymi u Vialliego i del Piero, za co ten pierwszy nazwał Zemana... terrorystą!)**. Ostatnio znów o sobie przypomniał. Niemal równo rok temu oskarżył byłego szefa, a jakże, Juventusu, Luciano Moggiego, że ten mści się na nim za rozpętanie wspomnianej afery i korzystając z wciąż dużych wpływów blokuje mu możliwość zatrudnienia we Włoszech***. Moggi zapowiedział oddanie sprawy do sądu za tą zniewagę... Z kolei po potwornie nieudanych dla Squadra Azzurra mistrzostwach świata wylał pomyje na włoski futbol, ciosy wymierzając przede wszystkim w osoby zarządzające klubami

Dzisiaj w pierwszej lidze włoskiej nie ma ani jednego trenera, który miałby takie wyniki, jakie kiedyś ja osiągałem, czy chociażby kogoś, kto potrafiłby rozsławić anonimowych do tej pory piłkarzy. Dzisiaj kluby nie angażują trenerów z powodu ich umiejętności lecz wybierają drogę po najmniejszej linii oporu. Z zespołami pracuje i po piętnaście osób, a trener musi jedynie brać na siebie odpowiedzialność. Obecnie w klubach ważniejszą rolę niż coach ma człowiek zajmujący się marketingiem.

Hm, trochę racji ma... Kto niby ostatnio rozbłysnął talentem piłkarskim nad Adriatykiem, Cassano? Tylko bez jaj, proszę Was... A taki Zeman dał futbolowe życie takim piłkarzom, jak Salvatore Schillaci, Giuseppe Signiori, Francesco Baiano, Roberto Rambaudi, Luigi di Biagio, Alessandro Nesta, czy Francesco Totti. To on sprowadził na Półwysep Apeniński Pavla Nedveda. A to już robi wrażenie i daje mu królewską pieczęć posłańca nowiny, każdej nowiny, tej złej również. Oberwało się również pewnemu portugalskiemu trenerowi, który jakiś czas trenował na włoskiej ziemi. José Mourinho został nazwany gadułą, wręcz krasomówcą, ale tylko przeciętnym trenerem. Wróżył mu sukces w Serie A lecz tylko dlatego, że jego Inter miał i tak najsilniejszą kadrę. Równocześnie zwrócił uwagę, jak mentalnie wycofują się trenerzy z odpowiedzialności rozwoju piłki. Jego zdaniem Mourinho i jemu podobni, jako pracownicy, nie trenerzy, poświęcają piękno futbolu na rzecz osiąganego celu. Brakuje im fantazji i radości z wykonywanego zawodu. Brakuje im zrozumienia sensu ofensywnej gry. Prawda, to już znacznie bardziej kontrowersyjna teza. Ale, czy nie uprawniona w ustach człowieka, który w ojczyźnie catennacio od lat wierny jest na wskroś nastawionej na atak taktyce 4-3-3? jego drużyny zawsze strzelały dużo bramek, inna sprawa, że równie wiele traciły... Za czasów drugiego pobytu w Foggi grę jego podopiecznych określano mianem Zemanlandia, tak znaczące piętno odcisnął na postawie zespołu. W swojej ulubionej taktyce szczególną uwagę poświęca grze skrzydłami, ustawieniu strefowemu oraz ofsajdom.

Ten piłkarski romantyk w dzikim świecie współczesnego futbolowego biznesu, pobrzmiewa co raz mniej przytomnie, aberracyjnie, furiacko; jego naiwne motto nawołuje do powrotu tego cudownego sportu do korzeni, do esencji radości, jaką kopanie skórzanego przedmiotu daje dzieciakom w każdym miejscu na świecie. Pragnie, pragniemy, by futbol wyszedł z finansowych biur i medycznych gabinetów (gdzie lekarzy wypierają farmakolodzy nazywani „specjalistami od wyżywienia”), spod dziwnych transakcji i szemranych interesów i znów bawił ludzi miarą swej prostoty i szczerości, czystości i piękna; niestety, przemysł piłkarski na to nie pozwoli...

Leki i środki dopingowe mają brać ludzie chorzy, zdrowi ich nie potrzebują. Ludzie chorzy mają się leczyć, a nie grać w piłkę!

Między innymi za te słowo otrzymał międzynarodową i czeską nagrodę fair play.

Zrobiłem normalną rzecz. Sport ma przesłanie etyczne. Zamiast pigułek sportowcy powinni być częściej na boisku!

Ale kogo to dzisiaj obchodzi...

 

PS W ciekawy sposób zrezygnował z pracy w Lecce, klubiku z którym osiągał co najmniej przyzwoite wyniki w Serie A. W połowie jednego ze spotkań obrócił się tyłem do boiska i do końca nie spoglądał, co się na nim dzieje. Po meczu oświadczył, że piłkarze nie grali tego, co im kazał. Podejrzewał ich o sprzedawanie meczy.
PS1 Kolejne ciekawe zdanie o współczesnej piłce: „Trudno jest realizować własną koncepcję futbolu. Najpierw musisz zaakceptować reguły tych, którzy go finansują. Z powodu logiki handlowej zniknęły z piłki wszelkie wartości”.
PS2 Jego charyzma w jakimś tam stopniu została jednak doceniona przez... artystów. Rzymski muzyk, fan AS, Angello Venditti, nagrał piosenkę La coscienza di Zeman (Sumienie Zemana), z kolei komik Antonio Albenese poświęcił mu jeden ze spektakli odtwarzając rolę Frengo, postaci wzorowanej właśnie na czeskim trenerze.

 

* Szlaki, jakie przywiodły Zemana do piłki są przedziwne. Co prawda sam garnął się do sportu (poza futbolem grywał jeszcze w siatkówkę i piłkę ręczną, a której później przynosił pewne rozwiązania na boiska piłkarskie), jednak to dziwny splot zdarzeń pomógł mu zrobić karierę we włoskiej piłce. Jego wujkiem był słynny Čestmír Vycpálek. Znakomity piłkarz Slavii, który po wojnie osiadł w Italii i grał w barwach... Juventusu! Później trenował z sukcesami zespół „Białej Damy”. Młody Zeman wraz z siostrą ponownie wybrał się w odwiedziny krewnego latem 1969 roku. Po doświadczeniach okupacji Czechoslowacji przez wojska Układu Warszawskiego postanowił już nie wracać. Siostra musiała się potem nieźle tłumaczyć, gdzie jest jej brat... We Włoszech dorastał, uczył się, wreszcie zajął się trenerką. Zaczynał na... basenie! Jakkolwiek to dziwnie brzmi, właśnie w tej profesji stawiał pierwsze kroki szkoleniowe. Jednak z jego podopiecznych, Sabrina Seminatore, wystąpiła później na Igrzyskach Olimpijskich. Licencję trenera piłkarskiego zdobył w 1978 roku studiując razem z... Ariggo Sacchim i Fabio Capello. Pierwszy angaż załatwił mu wujek; to za jego poręczeniem rozpoczął pracę z młodzikami Palermo.
** Wprawdzie wszystkie oskarżenia zostały oddalone, a pomówionym zawodnikom i działaczom niczego nie udowodniono, jednak działanie Zemana miało pewien pozytywny wpływ na włoską, i nie tylko, piłkę – wzmożono środki kontroli antydopingowej. Inna sprawa, że prezydent AS Roma, Sensi, której był szkoleniowcem z miejsca go zwolnił; bynajmniej nie dlatego, że naraził klub na złe imię, powód wytłumaczył wprost: „Wybacz, ale z tobą na ławce nie pozwolą nam wygrywać”.
*** Zanim w lipcu tego roku po raz trzeci już wylądował w Foggi przez trzy i pół roku nigdzie w Italii nie pracował. Wcześniej i później oferty spływały wyłącznie z niewiele znaczących drużyn niższych lig...

wtorek, 21 grudnia 2010, marll80

Polecane wpisy