Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Czarodziej. Cz.6

Bramka w której straszy

Rzucić na kolana bożka futbolu i zrobić kurs pilota. Pieśni pochwalne i kocia muzyka. Bramkarski los i szalony Karel. Tandeciarstwo bohaterstwa między słupkami ujawniła już pierwsza kolejka nowego sezonu 2009/10. Nieskuteczna interwencja w starciu z Mendym i dotychczasowy twórca sukcesów Slavii ląduje na ławce rezerwowych. Porywczy i nieprzewidywalny trener Karel Jarolím wiedziony na pokuszenie filozofią impulsywnorotacyjną dał mu się poznać już wcześniej (przypomnijcie sobie cyrki z nim i Vorelem i nie tylko*), tym razem jednak bezwzględnie odkrywał przyszłość; Vaniak miał jedynie kryć plecy nowemu bramkarzowi – szukano golkipera na lata dla „Zeszywanych”, nie wiedziano tylko na kogo postawić. Już w 2008 roku po wpadce w Liberce (puścił babola z 30 metrów), tytuły prasowe przypalały mu boczek:

Dziadek rozpoczął od kiksu.

Wystartowała irracjonalna żonglerka, a on był piłeczką, maczugą, talerzem, obręczą, nożem… Jako pierwszy wskoczył na jego miejsce niejaki Jan Hanuš, wytrzymał cztery mecze i przed rewanżowym spotkaniem pucharowym z Crveną Zvedą w Belgradzie ustąpił miejsca bardziej doświadczonemu koledze. Jednym z atutów przemawiających za nim był wiek, trener liczył, że doświadczony bramkarz lepiej sobie poradził na gorącym serbskim terenie. Tymczasem drugi jego mecz w sezonie to druga znacząca wpadka; tym razem nawet nie tylebramkarska, co…, hm, jak napisałem wcześniej? Jednym z argumentów żeby zagrał było jego doświadczenie? No to przyjrzyjcie się drugiej bramce

Tym razem miał okazję na rehabilitację znajdując się w skaldzie na mecze ligowe. Zwłaszcza wyczyny, jakimi wprawiał w furię zawodników Banika Ostrawa i Bohemians Praga umocniły jego pozycję No 1… Taaaa, utrwaliły… Zagrał jeszcze doskonale przeciwko „Rudej” Sparcie i… z powodu centymetrów znowu poleciał na ławę! Właśnie wzrostem i przeciętną grą na przedpolu Jarolím przekonywał zdjęcie go z bramki! Ha! Ale i tak zagrał przeciwko Zlinowi! Deniss Romanovs, łotewska nadzieja Slavii złapał kontuzję w… 89 minucie. Vaniak znowu stał się niezbędny, ale na krótko. Ledwo wyzdrowiał Romanovs, powrócił lotem spokojnem ale godnem na rezerwę; i nic to, że wcześniej dwukrotnie z rzędu zachował czyste konto, że wybronił remis na Estadio Mestalla. Zresztą rewanż z Valencią to kolejna heca. Znowu musiał ustąpić miejsca Łotyszowi, ale już po 28 minutach zameldował się na boisku, bo jego rywal znowu się rozsypał! Karel Jarolím rozpromieniony drugim remisem z silnymi Hiszpanami wypalił na konferencji prasowej temi słowy:

Tym wszystkim kieruje i o wszystkim decyduje chyba sam Vaniak. I wraca do bramki nawet, jak zacznie na ławce. Jego chyba ot, tak się nie pozbędziemy.

Wcześniej jednak usłyszał znacznie mniej przytulne zdania skazujące go, bez prawa apelacji, na rolę rezerwowego. Właściwie nie był już drugim, lecz trzecim bramkarzem w hierarchii! Przyjął to po męsku, nawet cieszył się, że zagrano z nim w otwarte karty i przestano drwić z jego legendy. Czuł, że to już jego koniec, że w bramce nigdy już nie stanie**.
Przygotowania do rundy wiosennej stanowiły dla niego mordęgę. Katusze karkonoskie przyjmował jednak z dystansem i charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru; oto tłumaczenie, dlaczego zamiast na siłowni zasuwał na nartach biegowych***:

Nie było tam [w siłowni – MK] już miejsca. Poza tym, jako emeryt rozumiem, że starsi ludzie więcej czasu powinni spędzać na świeżym powietrzu, w otoczeniu przyrody, a nie dawać się zamknąć w małym pomieszczeniu. No i chciałem sprawdzić, jak mi pójdzie na nartach, bo może kiedyś zechcę jeździć w góry na wakacje.

Pierwszy raz od piętnastu lat przygotowywał się ze świadomością, że pisane jest mu miejsce poza bramką… Od nowego 2010 roku szalony Karel postawił na wypożyczonego z Ankaragücü Słowaka Štefana Saneckiego. Wprawdzie to on pilnował miejsca pierwszego rezerwowego, ale gdy tylko szalony Karel ocknął się i zobaczył co Sanecký wyprawia w bramce wstawił do niej… Romanovsa. I żałował, jak cholera! Koszmarna dyspozycja ze Slovanem Liberec oznaczała koniec jego kariery w Slavii. Karel Jaromíl zwany Szalonym także kończył się w „Zeszywanych”. Po Libercu czekał ostrawski Banik, czekał też ostatni sprawdzian dla trenera. Szalony Karel w desperacji odkurzył więc Vaniaka, żeby ten ratował mu zadek! Na to marcowe spotkanie postawił na niego pierwszy raz od listopada! Slavia spadła właśnie na szóste miejsce i mecz przeciwko Ślązakom był ostatnią szansą na doskoczenie do drużyn walczących o europejskie puchary. Nie przetrwał. Baníček pewnie wygrał u siebie (3:1), czas Jarolíma dobiegł końca. Dobiegły też końca zawroty głowy Vaniaka, bo zapewne takie miał od tych niekończących się rotacji. Legendarny František Cipro, któremu przyszło dokończyć rozgrywki, z miejsca postawił na niego i specjalnie się nie pomylił. W ostatnich ośmiu grach czterokrotnie zachował czyste konto! Jego hokus-pokus znów rozsławiał nazwisko Vaniak, a ten z całego galimatiasu przaśnie zakpił trzymając się za brzuch falujący śmiechem:

Wyrzucają mnie drzwiami, a ja włażę oknem. Jak to też jest zamknięte, to kominem.

Na pytania wścibskich żurnalistów skąd ta zmiana, Cipro miał gotową odpowiedź:

Przecież nie pozwolę by t a k i bramkarz siedział na ławce!

porównując go niby mimochodem do van der Sara. Po tym samym meczu trener Bohemians, Pavel Hovtych, wtórował sędziwemu szkoleniowcowi „Zeszywanych”:

Jego powrót do bramki wcale mnie nie ucieszył. Jego poprzednicy czasem puścili jakąś dziwaczną bramkę, czyli rywale Slavii mieli właściwie szczęście. No a myśmy się na nim roztrzaskali.

I jeszcze raz głos głównego bohatera:

Jezus Maria, miałem tak długą przerwę, że czułem podniecenie jak dwudziestolatek.

Bardzo ucieszył go zwłaszcza występ w jego Ołomuńcu. Miejscowi kibice nie zapomnieli o nim. W drugiej połowie wielokrotnie skandowali jego nazwisko.
Wydawało się, że jego czas wrócił, że znowu będzie czarował, że kolejny sezon pogra dla Slavii. Sam zaproponował przedłużenie umowy, zresztą na niespotykanych warunkach, koła ratunkowego.**** Jednak działania włodarzy „Zeszywanych” przekroczyły racjonalne myślenie i zadyndały na sferach poza nim – szalony Karel wrócił! Gdzieś pomiędzy budynkami klubowymi a koniakiem uznano, że jest w stanie odbudować potencjał klubu (niedostrzegając jego psychologicznej nieporadności, tendencyjnego ustalania składu, wywrotowej polityki transferowej i… rozbitej skarbonki klubowej!). Od razu pojawiły się w prasie plotki, że pierwsi do odstrzału są Matej Krajčik i Vaniak właśnie. Ten pierwszy szybko znalazł zatrudnie w Jabloncu, drugi z nich… ku zaskoczeniu niemal wszystkich wybiegł w pierwszym składzie premiery nowego sezonu! Ba, działo się tak do kolejki numer pięć. Jednak niezwykle uboga ilość „shot-outów” (jeden, jedyny z Mladą Boleslav) skłoniły Karela Jarolíma do postawienia na przymierzanego wcześniej do Wisły Kraków Anssi Jaakkolę. Cierpliwości wystarczyło na dwa spotkania – kuriozalny gol z Sigmą i Fin do końca rundy nie powąchał murawy. Znowu między słupkami. Kolejne trzy mecze do ligowej kolekcji, ostatnie trzy. Czyste konto z beniaminkiem w Hradcu Kralove, dobra postawa w pechowo przegranych prestiżowych derbach praskich „S” i wreszcie dość upokarzająca porażka ze słabiutkim Slovackiem aż 0:3; mimo wszystko nie przypuszczał zapewne, że właśnie zagrał pożegnalny mecz w karierze... Klubowi działacze dość gwałtownie załatwili sprowadzenie z Cádiz CF Zdenka Zlámala i to właśnie dwudziestopięciolatek z miejsca stał się podstawowym bramkarzem, choć wróbelki ćwierkają, że pomocna czyjaś dłoń maczała w tym swe paluchy*****. Ale o tym zadecydował już nowy trener, Michal Petrouš (czy tylko on?); Vaniak nie poczuje już nawet twardości ławki rezerwowych. Jego duch wciąż jednak unosi się nad bramką Slavii, czy egzorcysta Zlámal na pewno jest w stanie go przepędzić?

19 listopada ogłosił zakończenie kariery******. Od jakiegoś czasu mecze męczą go psychicznie i fizycznie. Lęka się:

Nie chciałbym skończyć tak, by ktoś na mnie szczekał i pluł, że jestem za stary i nie mam już co wyłazić na boisko. Byłaby to moja największa porażka. Największy wstyd! Całą karierę pracowałem na swoje nazwisko, i nagle miałbym to zmarnować?

W lewym biodrze narzeka na artrozę drugiego stopnia, często kłuje go w plecach. Żeby uśmierzyć ból musi brać zastrzyki. Każdego rana czuje całe swoje ciało. O treningach:

Rzucam sobą na ziemię około trzystu razy dziennie. Musze dawać z siebie wszystko na treningu. Inni mogą sobie odpuścić, ja nie. Gdybym tylko trochę zluzował moje forma pójdzie w dół.

Na decyzję wpływ miała również szczera rozmowa z trenerem Petroušem, który nie widział dla niego miejsca nie tylko w bramce, ale i kadrze zespołu.

W ciągu zaledwie czterech lat przez kadrę Prażan przewinęło się 10 bramkarzy, a on zawsze wracał na posterunek! Kozáčik, Vorel, Diviš, Kubásek, Romanovs, Senecký, Valeš, Hanuš, Jaakkola, Zlámal, wszyscy oni kontra magia „Czarodzieja”. Jak wyliczono w Slavii sześciokrotnie wracał do bramki, gdy wydawało się, że został już odstrzelony! A że obecnie Slavia przeżywa ogromne problemy finansowe i nikt tak naprawdę nie wie w jakim składzie przyjdzie bronić im się przed spadkiem, kto wie, może zakończenie kariery było przedwczesne? Wszystko ma się wyjaśnić jeszcze przed Sylwestrem. Ale dla niego priorytetem jest praca z młodzieżą i... mecz pożegnalny, najlepiej w ostatniej kolejce tego sezonu, w derbach z Bohemians, najlepiej pełnych 90 minut. Jeśli się spełni, zostanie najstarszym graczem w historii czeskiej ligi.*******

Póki, co koncentruje się na pracy z dzieciakami. Właśnie wrócił z Atletico Madryt, gdzie podglądał treningi bramkarskie. Wszystko dzięki pomocy starego druha jeszcze z czasów Sigmy, Tomáša Ujfalušiego. Treningi z grupami młodzieżowymi prowadzić będzie co najmniej do czerwca, czyli do wygaśnięcia kontraktu ze Slavią. Równie dobrze mógłby wyjechać na półroczne wakacje i sprawdzać tylko, czy (wreszcie) wpłynęła kaska z klubu, ale takie rozwiązanie go nie interesuje. Niektórzy nazywają to frajerstwem, inni lojalnością. Zresztą, właściwie nie wiadomo, czy jakiekolwiek pieniądze otrzyma do końca umowy! Slavia zaciska pasa, żeby w ogóle przetrwać:

Nie jest to dla mnie poważny kłopot, nie żyje na wysokiej stopie, raczej mam odłożone to i owo na wypadek, gdyby coś się wydarzyło. Wtedy mam po co sięgnąć i znowu odczuję spokój. Młodzi chłopcy mają problem, żyją inaczej, ale ja jestem starszy człek, który wie na co sobie może pozwolić, a na co nie.

A tak podsumowuje swoją karierę:

Jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem w Czechach. Niestety, nie było mi dane zaprezentować dłużej swoich umiejętności zagranicą, co uważam za swoją jedyną piłkarską porażkę. Ale niczego nie żałuję.

Najlepszym klejem w Czechach jest marka "Ręcę Vaniaka"

Najlepszym klejem w Czechach jest marka Ręcę Vaniaka .  Źródło: http://www.anawe.cz/demo/iecho/data/USR_001_DATA/ieCho_c.26_2007.pdf


* Jeszcze w kwietniu 2008 roku dziennik „Šip” pisał o konflikcie na linii Vaniak – władze Slavii. Bramkarz miał się upomnieć o premię za awans i grę w Lidze Mistrzów, która nie w całej sumie została przelana na jego konto. Za karę działacze mieli naciskać sztab szkoleniowy, by ten odsunął Vaniaka od gry. Obie strony przecząco kręcą głową dementując te sensacje.
** Wypowiedział się w ten sposób po meczu w Pribrami (0:1). Bał się; bał się, że przyszło mu pożegnać się z piękną piłkarską przygodą dwoma porażkami. Już po tych słowach zagrał jeszcze trzy mecze, wspomniany z Valencią (2:2), jeden ligowy z Pilznem (0:0), oraz pucharowy na Karvinie (1:0).
*** Budowanie kondycji bieganiem na nartach jest bardzo popularne wśród czeskich trenerów.
**** Przewidywał dla siebie rolę rezerwowego, nawet tego trzeciego, zdając sobie sprawę z dwóch warunków determinujących jego rolę w klubie – znalezienia i wychowania przez Slavię nowego, w miarę młodego bramkarza, który będzie bronił stabilnie kilka lat oraz swój własny wiek wymagający ostrożnego obchodzenia się z własnym ciałem. Nie chciał jednak brać pieniędzy za frajer, dlatego zaproponował trenowanie bramkarzy grup młodzieżowych!

Pomyślałem sobie tak, skoro Slavia zapłaciła za mnie trzysta tysięcy, dała mi jakieś zarobki… Chciałem, żeby klubowi jakoś te pieniądze się zwróciły.

Inna sprawa, że nawet dziennikarze przyznawali, że podpisanie z nim umowy, gdy wciąż jest
w takiej formie to nie kurtuazja, to obowiązek!
***** Zlámal miał zająć miejsce w bramce „Zeszywanych” z przyczyn nie do końca sportowych. Podobno jego występy sponsoruje bogaty ojciec, biznesmen, który płaci za grę syna! Slavia na to idzie, bo ma długi jak cholera! Jeśli to prawda, oznacza kompletną nizinę moralną klubu, który, wg Jiříego Dvořáčka z portalu eFotbal.cz, miałyby 3-5 punktów więcej z Jaakkolą lub Vaniakiem w bramce.
****** Planował zakończenie kariery od dłuższego czasu. Pierwsze pogłoski słyszeć można było w maju 2009 roku. Potem wydłużył swój czas do końca rundy jesiennej sezonu 2009/10. Kolejny kropkę za sobą stawiał latem, ale dopiero teraz ogłosił to publicznie. Półtorej roku! Tyle czasu trwało jego kończenie kariery:)
******* Do tej pory najstarszym graczem ligi jest Dalibor Slezák z Bohemians 1905, który ostatni mecz zagrał w wieku 40 lat, 3 miesięcy i 10 dni; jeśli Vaniak zagra z tą samą Bohemką na koniec ligi (28 maja 2011) będzie o ponad cztery miesiące starszy. Ale na pobicie rekordu Czechosłowacji nie ma szans. Legendarny Josef „Pepa” Bican grał do 42 roku życia!

Najlepszym klejem w Czechach jest marka "Ręcę Vaniaka"
środa, 15 grudnia 2010, marll80

Polecane wpisy