Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Czarodziej. Cz.3

Na szczycie wieje najmocniej

Drużyna z Drnovic to jeden z przykładów kaprysów mniejszych lub większych kapitalistycznych snobów*. Zespół z siódmej ligi nie gwałtownie, ale jednak systematycznie wspinał się do elity. Nic to, wolno im. Wioska niewiele większa od mojego mieszkania** całkiem wygodnie rozsiadła się w ekstraklasie; właśnie ona, Petra***, wyciągnęła do niego pomocną dłoń...
Początkowo zdawało się, że banita na wygnaniu rozmieni talent na drobne, jednak kolejne drobne władz klubu szybko, bo w rok od jego przyjścia, zmontowały niesamowity kapitał ludzki. Dla osoby interesującej się nieco czeską piłką nazwiska powalające, dla mniej obeznanych niektóre i tak znaczące: Erich Brabec, Martin Müller, Marek Kulič, Rudolf Otepka, Jozef Weber, Petr Veselý, Vítězslav Tuma, Miroslav Holeňák, Zdeněk Grygera, no i przede wszystkim Miroslav Kadlec! Nie wszyscy jednak dali drużynie tyle, ile oczekiwano. Dość powiedzieć, że pierwszy sezon z taką paką był gorszy od poprzedniego! Zadecydowała o tym koszmarna końcówka, bo jeszcze po osiemnastu kolejkach (na trzydzieści w ogóle) zajmowali najniższe miejsce na pudle. Bilans 1 zwycięstwo, 3 remisy i aż 8 porażek, tłumaczy wszystko... Już następny sezon przyniósł największy sukces tego malutkiego, acz sędziwego klubu („puk, puk”, słyszę, to wspomnienie pozaboiskowego wspomagania). Wprawdzie nie byli wstanie zagrozić dwóm suwerenom ligi, czyli obu praskim „S”, ale też od pierwszej kolejki rundy rewanżowej nie przepuścili nikogo przed siebie, zajmując ostatecznie trzecie miejsce. Noty w dzienniku „Mlada Fronta Dnes” naznaczają go bramkarzem ligi. To właśnie ten sezon oraz następny wypalają znamię na jego karierze. Rozgrywa najlepszy, we własnej ocenie mecz w karierze; w Libercu stopuje niezliczone próby gospodarzy stanowiąc fundament bezbramkowego wyniku****. Z kolei po spotkaniu w Příbrami ochrzczony zostaje przydomkiem „Czarodziej”. Tak wraca do tego zdarzenia:

„To było jeszcze za czasów gry w Drnovicach. Po udanym meczu w Příbrami powiedział tak o mnie do telewizyjnych kamer piłkarz gospodarzy Mácha. Później powtórzył to trener Dejmal i tak już zostało”.

Trafia na najlepszego trenera w swej karierze, według własnej oceny, w osobie Karla Večeřzy, wreszcie, nieco zabawna puenta, w jednym ze sparingów strzela nawet gola*****. Na spotkanie Drnovice-Brno przyjechali przedstawiciele Bundesligi z Werderu Brema, MSV Dusiburga i Hannoveru 96, żeby obserwować jego i Vítězslava Tumę. Do transferu jednak nie
doszło.
Ponownie posmakował europejskich pucharów, w czterech meczach puszczając zaledwie jednego gola. Bramka Kurza z 74 minuty dała jednak awans „Lwom” z Monachium. I jeszcze dwie ciekawostki z tego dość szczególnego okresu w karierze. Przykład charakteru, postawy, szacunku dla wykonywanego zawodu. Po fantastycznych zawodach w Teplicach, gdzie wybronił kilka absolutnie atrakcyjnych okazji gospodarzy, w tym w 90 minucie sytuację sam na sam z Martinem Frýdekem, pozwolił sobie na taki niecodzienny komentarz:

„Mecz przyjechali zobaczyć moi rodzice, mam nadzieję, że ich nie zawiodłem”.

A gdy na wsi zaczęło brakować „argumentów” do kontynuowania sukcesów, bardzo chciał zaszkodzić… Slavii Praga! Gdyby udało mu się zachować czyste konto w ostatnim meczu sezonu 2000/01 do eliminacji LM awansowałaby Sigma a nie Slavia. Dlaczego obchodziła go Sigma, skoro był przecież zawodnikiem Drnovic? Nie tylko dlatego, że miał do niej sentyment, ale i dlatego, że po sezonie i skutecznym zakopaniu topora wojennego, właśnie tam powracał. Brakowało niewiele, bo Sigma sensacyjnie wygrała na mistrzowskiej Sparcie. Dokonywał cudów, wyłapał pięć „setek”, Drnovic sensacyjnie wyrównały z jedynej praktycznie akcji ofensywnej, ale rezerwowy Ludek Zelenka rozstrzygnął mecz na korzyść „Zszywanych” (1:2).
Łącznie dla Drnovic rozegrał 111 spotkań, aż 36 razy nie tracąc bramki.
Nowe otwarcie w Sigmie potwierdziło wyśmienite możliwości bramkarza. Zespół początkowo ugrzązł w marazmie przeciętności, ale już po dwóch latach ponownie dołączył do ścisłej ligowej czołówki. Fantastyczna postawa między słupkami zwłaszcza w roku 2002 zapewniła mu nagrodę imienia Ivo Viktora dla najlepszego czeskiego golkipera. No i najważniejsze, wyśmienita forma umożliwiła debiut w reprezentacji! Debiutował paradoksalnie u Karela Brücknera, paradoksalnie... Dwunastego lutego na zgrupowaniu w cypryjskiej Larance zastąpił na ostatni kwadrans Petra Čecha. Czesi pokonali Węgrów 2:0. „Nawet w kąciku duszy nie liczyłem na powołanie”. Według niego pewniakiem byli Srníček i Maier, a trzecim zostanie ktoś z dwójki Blažek – Černý, bo obaj regularnie bronili w pucharach. Między 2002, a 2004 rokiem zagrał jednak w kadrze narodowej siedmiokrotnie, czterokrotnie wyciągając piłkę z siatki. W towarzyskich grach na okrągło zmieniał się z Čechem i Kinským – Czesi szukali bramkarza na lata. Brückner to typ szkoleniowca, który najpierw dużo zawodników próbuje, ale ostatecznie operować będzie minimalną liczbą graczy – wybierze żelazną jedenastkę i jak najczęściej z niej będzie korzystał. A jednak, ten wspaniały okres ma dla niego gorzki posmak.
Ten sam trener Brückner, który umożliwił mu debiut w pierwszej lidze, dzięki któremu miał zaszczyt reprezentować własny kraj teraz odebrał mu marzenie, największe, wzięcia udziału w prestiżowym turnieju międzynarodowym. Pominięcie go w kadrze na Mistrzostwa Europy w Portugalii siedzi w nim do dzisiaj. I chociaż wypowiada się asekuracyjnie na ten temat, z mgły słów wyłania się wielkie rozczarowanie. Tak bardzo oczekiwał powołania...

„Udział w nich jest moim wyśnionym celem i zrobię wszystko, aby do Portugalii polecieć”.

Był zdecydowanie najlepszym bramkarzem w lidze czeskiej. Niewiarygodne, ale w co drugim meczu zachowywał czyste konto! Pomimo, że nie miał głośnego nazwiska, nie grał w którymś z najpopularniejszych klubów w Republice, w plebiscycie o „Złotą Piłkę” zajął wysokie, siedemnaste miejsce!****** W ostatnim spotkaniu sezonu 2003/04 Przeciwko Viktorce w Pilźnie już az setny w karierze nie przepuścił bramki! Stał się tym samym członkiem elitarnego Klubu Ligowych Bramkarzy. Zresztą samo spotkanie było jego wielkim pokazem, co podkreślił również trener Sigmy, Petr Uličný:

„Szansę dostali dzisiaj młodzi chłopcy, dlatego rywal momentami sprawiał wrażenie drużyny bardziej skonsolidowanej. Zwycięstwo zawdzięczamy przede wszystkim bramkarzowi, który swoje setne zero z tyły praktycznie wybronił sobie sam”

O braku nominacji dowiedział się poprzez SMS od kolegi:

„Na pewno czuję rozczarowanie, ale nie tragizuję. Dla powołania zrobiłem wszystko, co tylko mogłem. Sumienie mam czyste. Trener postawił na Tondę Kinského i nie pozostaje mi nic, jak tylko to respektować. W końcu chodzi tylko o sport”.

„Po tym wspaniałym sezonie, nominacja byłaby dla mnie, jak to się mówi, taką wisienką na torcie. Ale nie robię z tego tragedii, w końcu chodziło wyłącznie o pozycję trzeciego bramkarza”.

i

„Smutek? Raczej nie. Naprawdę nie potrafię tego określić. Zmartwiło mnie to, ale powtarzam, nie byłem jakość napalony na tę Portugalię. Na pewno ta wiadomość mnie nie załamała”.

Tego samego 2004 roku kompensuje sobie nieco to zrządzenie losu zostając pierwszym nieoficjalnym Mistrzem Świata w bronieniu rzutów wolnych. W grudniowym hiszpańskim turnieju znalazł się nieco przypadkowo. Jeden z menadżerów współpracujących z Sigmą polecił go organizatorom. Wyjeżdżał do Marbelli z duszą na ramieniu, dwadzieścia dni bez treningu, angina i przerwany wypoczynek wzbudzały w nim pewne obawy przed kompromitacją. Żeby zamieszanie było jeszcze większe, w trakcie zawodów ciągle zmieniano reguły! Oczywiście z korzyścią dla strzelających… Żeby bramkarzom nie było przypadkiem za wygodnie, to sama murawa stanowiła dla nich problem. Nowo położona trawa nie przyjęła się, więc golkiperzy z trudem mogli się wybić. W każdym razie eliminacje, które były zarazem półfinałem, wygrał w cuglach broniąc uderzenia Kolumbijczyka Ricardo Hamilton z Apoelu Nikósie, Rumuna Constantin Galca z Almérie, Belga Stein Huysegems z Alkmaaru, Hiszpana Albert Riera z Bordeaux. Po golu wbili mu Hamilton, Galca i Huysegems. Co jest niezłym wynikiem, jak na 42 próby z 16, 18 i 20 metrów i to właściwie bez muru! Ten, co prawda, każdy bramkarz mógł sobie postawić, ale… osoby, które w nim stały nie były zawodowymi piłkarzami i co strzał robiły uniki! Właściwie trzy-czwarte bramki było odkryte! Początkowo w finale miało bronić tylko dwóch najlepszych „tormanów”, on i da Silva z belgijskiego Beerschotu, ale organizatorzy, chyba trochę z powodów marketingowych wymyślili nową formułę, w której uczestniczyło czterech bramkarzy. W sam raz, żeby znalazło się miejsce dla czwartego w eliminacjach Santiago Caňizares. Oprócz nich w ostatecznej rozgrywce wziął udział jeszcze Argentyńczyk Angel Moya. Drugą zagrywką taktyczną pomysłodawców zawodów było celowe uniknięcie zestawienia największej gwiazdy zabawy, Zinedine Zidane’a******* z najlepszym bramkarzem kwalifikacji. Szkoda, bardzo żałował, że nie doszło do tej konfrontacji. Każdy z bramkarzy musiał odpierać osiemnaście uderzeń dwóch wylosowanych specjalistów. Trafił ponownie na Galcę oraz Zarandonę (Betis Sewilla). Już pierwsza przymiarka drugie z wymienionych zakończyła się bramką. Ten sam zawodnik pokonał go jeszcze raz, ale nic poza tym nie puścił za siebie! Dwa stracone gole pozwoliły mu zwyciężyć******** i… narobić sobie kłopotów;) Przez całe pół roku będzie bowiem niezły bajzel z samochodem, który wygrał. Luksusowe KIA, kusząco wyczekujące na hiszpańskim boisku trafiło tylko do zwycięzcy wśród strzelających, choć on był przekonany, że Jean-Marie Pfaff wręczający mu kluczyki przekazuje zarazem prawa właśnie do tego cacka. Nic z tych rzeczy; zaraz po ceremonii odebrano mu kluczyki i kazano zgłosić się do jednego z dealerów tej marki z siedzibą w Pradze. Nikt go jednak nie poinformował, że nie chodzi o limuzynę, którą widział w Marbelli, lecz o jakikolwiek inny samochód KIA do… 300,000 koron. Wyboru właściwie nie było, bo w tej sumie mieścił siętylko samochodzik Picanto, czyli babski wóz na zakupy. Ale i jego baaardzo długo nie mógł odebrać. Przynajmniej dostał gratyfikację finansową od ręki (5,000 euro), no i niezapomniane wrażenia:

„Naturalnie, uczucie jest bardzo przyjemne. Sprawiło mi to ogromną radość, i jestem z tego sukcesu całkiem dumny. Chciałem udowodnić, że w czeskiej lidze, pomimo tego, że nasze największe gwiazdy grają za granicą, wciąż jest sporo bardzo dobrych piłkarzy. Chciałem rozsławić imię czeskiej piłki, Ołomuńca i Sigmy, aby o nas usłyszano. Cieszę się, że mi się udało”.

Szkoda, że nie dostał okazji do obrony tytułu mistrzowskiego…
Tymczasem dobiegała końca jego przygoda w Sigmie. Przez tych kilka lat stał się żywą legendą klubu*********, postanowił jednak spróbować swych sił gdzie indziej. O ile nici wyszły z negocjacji ze Slavią (bezczelnie zaproponowali mu gorsze warunki niż miał w Ołomuńcu! On chciał tylko te same warunki plus bonusy za ewentualne sukcesy), o tyle zdecydowany był na propozycję z ligi greckiej. Europa. Marzył o grze w innej lidze***********. O wyrwaniu z bagna skorumpowanej ligi, na którą chodziło coraz mnie kibiców***********. Hellada czekała na niego…

 

* Jak zwykle w takich przypadkach delikatnie mówiąc nie wszystko odbyło się w regułach cywilizowanych. O korupcyjnym sukcesie Petry Drnovice traktuje film dokumentalny: „Drnovické catenaccio aneb Cesta do pravěku ekonomické transformace”. Dziś FC Drnovice ponownie grają w siódmej lidze...
** Drnovice liczą niewiele ponad 2 tysiące mieszkańców.
*** Petra, żeńskie imię, ale także nazwa firmy, która przejęła klub z Drnovic. W okresie ostatecznej wspinaczki do pierwszej ligi (1989-93) klub zmieniał nazwę aż czterokrotnie!
**** 21 kolejka ligowa, 19.03., Liberec – Drnovice 0:0, świadków: 2617.
***** Przeciwko drużynie Kunovicé. Na dziesięć ostatnich minut wybiegł pokopać futbolówkę w polu.
****** Z bramkarzy wyżej sklasyfikowani zostali tylko Petr Čech (wówczas Stade Rennes) na miejscu szóstym oraz Jaromír Blažek (Sparta Praga) na pozycji jedenastej.
******* Zidnae wypadł słabiutko. W finale znalazł się z dziką kartą, wiadomo, gwiazda, ale nie zachwycił, na dziewięć strzałów tylko jeden był skuteczny…
******** Drugie miejsce zajął Caňizares. Wśród uderzających wygrał Turek Ugur Yildirim z Heerenveen, który zdobył trzy bramki. Finał oglądało 6,000 widzów.
********* W 2010 roku przeprowadzono ankietę na jedenastkę marzeń w historii Sigmy Ołomuniec. Tylko Radek Druk dostał więcej głosów, dokładnie o… dwa! Za nim uplasowali się m.in. Pavel Hapal, Tomáš Ujfaluši, czy Radek Latal.
********** Miał trochę żal do Sigmy, że nie puściła go wcześniej, choć miał propozycje z tureckiej Ankary (nawet bilet już sobie wykupił).
*********** Trybuny na Sigmie nie zapełniały się nawet na meczach ze Spartą. Mało tego, w jednym z sezonów klub postanowił zamrozić zawodnikom premie i zaoferował mu, jako kapitanowi, by kupili za nie bilety kibicom, właśnie na mecz z „Rudymi”, tych 13 tysięcy i tak się nie uzbierało…

poniedziałek, 29 listopada 2010, marll80

Polecane wpisy