Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

F95

Rzadko kiedy się zdarza, by w jednym czasie, w jednym miejscu pojawiło się tak wielu wyjątkowo utalentowanych piłkarzy. Piłkarzy grających pięknie, z polotem, skutecznie, a przy tym zachowując purytanizm taktyczny. Ewenement! Jeśli miałbym wskazać najbardziej efektownie grające drużyny w historii Bundesligi to wskazałabym na Borussię Mönchengladbach Hannesa Weisweilera i Juppa Heynckesa oraz właśnie na Fortunę Düsseldorf przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Cała reszta powinna bez piśnięcia to przyjąć schowana na dnie kufra, na dnie szafy na ciemnym strychu…

Rok 1978, właśnie zaczynał się najbardziej udany okres w historii Fortuny, bracia Allofsowie dorośli już do gry na najwyższym poziomie, podobnie jak reszta młodzież, z Weiklem i Bommerem na czele. W najlepszym piłkarsko wieku znaleźli się Seel, Zimmermann, Brei, Baltes, Zewe… Ich popularne określenie F95, stosując dzisiejsze skojarzenia, potraktować można by, jako markę super skutecznego bombowca.

Zupełnie w innym miejscu znalazł się Bayern. Po odejściu swego przywódcy, Franza „Kaisera” Beckenbauera, szukał swojej tożsamości, błądził, miotał się, czasem niebezpiecznie zbliżając się do stanów agonalnych. Poprzedni sezon był najgorszy w całej historii Bawarczyków; trudny z charakteru węgierski szkoleniowiec, Gyula Lorant* próbuje wprawdzie wypalić znamię swego warsztatu na grze Monachijczyków, ale albo nie zyskuje właściwego posłuchu lub też gracze nie są gotowi na radykalne zmiany. Z jednej strony postanowił na siłę i z uporem forsować obronę strefową, z drugiej poszukiwał nowego lidera zespołu. Gerd Müller nie potrafił z tej roli się wywiązać, bo Gerd to „Bomber”, a nie piłkarz drugiej linii; właśnie dlatego, po czterech latach sięgnięto ponownie po Paula Breitnera.

Obie drużyny zmierzyły się ze sobą w szesnastej kolejce, i chociaż dzieliły je trzy miejsca (Bayern był tuż za podium, Fortuna na miejscu siódmym), to różnica wynosiła zaledwie dwa punkty. Na Rheinstadion zjawiło się 26,000 widzów**, nie przewidując zapewne, że będą świadkami historycznego wydarzenia. Obie jedenastki wystąpiły w niemal najmocniejszych składach. Po stronie gospodarzy zabrakło jedynie Rudiego Bommera i młodszego z braci Allofsów, Bawarczycy wciąż eksperymentowali z bocznymi obrońcami, tym razem zastępując pauzującego za kartki Rauscha, holenderskim internacjonałem Martinem Jolem, zabrakło również „Bombera”. Kto na trybunach nie zajął miejsca na czas zdębiał pewnie setnie, bo nim spotkanie na dobre się zaczęło już gospodarze prowadzili! Zaraz po wznowieniu gry przytrafił się tęgi futbolowy bubel Seppowi Maierowi – jego nieudane wznowienie gry nogą trafiło do młodziutkiego Günthera, który wykazał się intelektualną bystrością momentalnie zagrywając do biegnącego już w kierunku bramki gości Klausa Allofsa. Ten nie namyślając się długo huknął zza pola karnego, ale dlaczego Maier nawet nie próbował interweniować? Miejscowi mieli to w nosie, w końcu prowadzili… Do przerwy gra była dość wyrównana i obie strony mocno się spinały w przeciąganiu liny na własną stronę. Dość szybko też Bayern odzyskał równowagę, a po golu pięknie włączającego się do ofensywy stopera, Klausa Augenthalera (zajęcie miejsca po Franzie Wielkim do czegoś przecież zobowiązywało), poprzedzonego zresztą doskonałym zagraniem Norberta Janzona, odzyskał i remisowy wynik. Paradoksalnie wtedy ponownie tracą koncentrację, jak gdyby jednakowy stan bramkowy ich paraliżował! Po zaledwie dwóch minutach, ten sam Augenthaler daje odebrać sobie piłkę, Seel sprytnie zagrywa na wbiegającego Allofsa, który z bliska odzyskuje prowadzenie dla Fortuny. Wydaje się, że i tym razem Maier mógł zachować się lepiej (spójrzcie na tę dziwaczną interwencję). Do końca pierwszej połowy nic istotnego już się nie wydarzyło, a w przerwie…? Miejscowi postanowili nieco zrosić murawę i wszystko byłoby okey, gdyby nie to, że system nawadniania całkowicie odmówił posłuszeństwa, zalewając pół boiska i kontynuacja gry przez pewien moment była nawet zagrożona! Sędzia Engel cierpliwie odczekał do usunięcia awarii, nie miał też żadnych obiekcji, co do stanu boiska, można więc było zacząć drugą połowę, 45 minut, które na stałe zapisze się w historii klubu z Düsseldorfu!*** Po zaledwie sześciu minutach zaczęło się – lejtmotyw całego spotkania; Allofs zagrywa w uliczkę, łapki obrońców wędrują w górę, a piłka do siatki. Za pierwszym razem wszystko działo się na linii pola karnego. Steel przejął zagranie, położył na czterech literach Maiera i z nieukrywaną satysfakcją wpakował piłkę do pustej bramki. Od tego momentu kolejne gole padają z zadziwiającą regularnością. Po kolejnym cudownym podaniu, tym razem Schmitza (według „Kickera” rozgrywającego najlepszy mecz po przyjściu do zespołu z Rheinstadion), Seel biegnie sam na Maiera od połowy boiska! Wymachiwanie rękoma obrońców z Monachium nie przynosi skutku, podobnie, jak nieudolne próby Maiera – 4:1! Zgadniecie, jak padł trzeci gol w tej połowie dla gospodarzy? Ha, nie po solowej akcji Seela, o nie, nie tym razem! Nie tym razem, bo purpurowy z wściekłości i bezradności Maier nie dał się trzeci raz położyć na zadku i tym razem sam sprowadził napastnika Fortuny do parteru (znowu podanie Allofsa i znowu goście reklamują spalonego!). Rzut karny potężną bombą wykorzystuje Gerd „Zimbo” Zimmermmann i wynik brzmi już 5:1! Mija kolejnych kilka minut i wynik ponownie się zmienia; tym razem zamieszanie w i przed polem karnym przytomnością umysłu (z małą pomocą szczęścia) Allofs zamienia na błyskawiczne podanie do Emanuela Günthera, który z pierwszej pakuje piłkę do siatki. Gdzie byli obrońcy Bayernu? Jak zwykle, skupili się na podnoszeniu łapek w górę i błagalnych spojrzeniach w stronę sędziego Engela... Na cztery minuty przed końcem Fortuna uwieńczyła cudowne spotkanie siódmym trafieniem. Drugiego swojego gola strzelił Günther**** wykorzystując efektowne zagranie z prawej strony Fleminga Lunda sprytnie kontrując lecącą piłkę. Najwyższa porażka w historii gier Bayernu na obcych bundesligowych boiskach była na świecie!

„Kicker” zatytułował relację: Totalny chaos obrony Bayernu. Bankurctwo systemu strefowego (Raumsystem) Monachijczyków – Allofs, Seel, Schmitz dzielą się splendorem. Część z bramek zapisano na konto Seppa Maier, ale podkreślono również katastrofalną postawę całej linii defensywnej – zbyt często wymachiwała rękoma sygnalizując pozycję spaloną zamiast grać. Zwłaszcza po przerwie Fortuna pokazała wyjątkową klasę; Klaus Allfos oszukiwał z dzieciną łatwością Niedermayera, drobniutki Hubert Schmitz ośmieszał Holendra Jola, a Wolfgang Seel był nie do zatrzymania przez Horsmanna. Cały zespół zaprezentował niespotykany poziom, zwłaszcza w swobodzie gry. Ponadto wykazał się rzadko spotykaną dyscypliną taktyczną pozwalając sobie przy tym na wiele wariantów niekonwencjonalnych zagrań*****. Zagrali koncertowo******. Z kolei obrona Bayernu z bramkarzem na czele prezentowała się mizernie, druga linia bez wyjątku dostosowała się do ich poziomu, a w całej drużynie tylko Breitner, Oblak i Rummenigge, jako tako sobie radzili. Większość ich ataków rozbijała się jednak o znakomicie funkcjonującą defensywę Fortuny, w której pierwsze skrzypce odgrywał Gerd Zewe******* (po tym spotkania już dziewiąty raz w sezonie trafił do najlepszej jedenastki magazynu „Kicker”, przypominam, była szesnasta kolejka gier! Co ciekawe, była to jego ostatnia nominacja w oczach dziennikarzy...; z innych graczy do „11” kolejki trafili: Schmitz, Seel oraz najlepszy piłkarz szesnastej kolejki, Klaus Allofs). Po meczu bramkarz miejscowych, Jörg Daniel, powiedział: „Byłoby lepiej, gdybyśmy zachowali kilka goli na następny mecz...” i wykrakał, sześć dni później, w wielkich derbach regionu Nidderhein, nie strzelili żadnego gola Borussii…

Czasem spekuluje się, że piłkarze z Monachium celowo dali się tak straszliwie pobić, żeby... pozbyć się Loranta. Ten rzeczywiście wyleciał z roboty zaraz po koszmarnej wizycie w na Rheinstadion. Bliższe prawdy wydaje się jednak tłumaczenie klęski stosowaniem obrony strefowej, którą z takim uporem już drugi sezon faworyzował Lorant, a która wciąż nie została należycie przez graczy Bayernu opanowana... Bawarczycy do końca sezonu będę przyprawiać swoich fanów o dramatycznie odmienne stany emocjonalne. Od bezlitosnego gromienia wielkich drużyn, naturalnych swoich rywali, jak Borussia Mönchengladbach, czy 1.FC Köln, po kompromitujące porażki u siebie ze słabiutką Arminią Bielefeld, która ostatecznie spadła z ligi, 0:4, czy ledwo zipiącym na drugoligowym froncie VfL Osnabrück w pucharze 4:5! (skrót można zobaczyć tutaj http://www.youtube.com/watch?v=Ayz7JdlwMIU ). Zwalanie całego zła na Loranta nie do końca ma kręgosłup, wahania formy trwały jeszcze długo po jego zwolnieniu. Ostatecznie rozgrywki zakończyli na czwartym miejscu…

Fortuna do końca sezonu grała niczym pijana; dzięki temu pozwalała sobie na fantazję i nie potłukła się po tym lub owym niepowodzeniu. Pierwszy raz w historii wywalczą Puchar Niemiec, wynik ten zresztą powtórzą w następnej edycji. Ponadto w efektowny, bo dramatyczny, sposób dotrą do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, gdzie, a jakże!, znowu w niezwykłych okolicznościach będą musieli uznać wyższość wielkiej FC Barcelony. Tak udany sezon rozbudził nadzieję szefostwa klubu z Düsseldorfu, nadzieje, które nigdy nie zostały zaspokojone…********

 

Wszystkie wyjaśnienia (oznaczenia *) oraz statystyki z meczu w Uzupełnieniu.

wtorek, 02 listopada 2010, marll80

Polecane wpisy