Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Czarodziej. Cz.2

Źle się wywdzięcza mistrzowi kto jego uczniem pozostaje.

F. Nietzsche Tako rzecze Zaratustra

 

Początki były trudne, trzeba było mu czekać całe dwa lata na swoją szansę. Czekać i w tej cierpliwości nie zapomnieć o nauce. A jego profesorem był nie byle kto; doświadczony Luboš Přibyl* wspaniale przygotował smarka do gry w elicie, ich drogi jeszcze się zejdą, nieraz…
Pierwsze posmakowanie atmosfery ligowej, pierwsze rodzynki o europejskim nadzieniu...

Młodziutki chłopak, gdzieś schowany za sztabem szkoleniowym, to prawdopodobnie on...; Torpedo Moskwa – Sigma Ołomuniec 0:0, z fantastycznego snu Sigmy w Pucharze UEFA 1991/92, snu w którym i Rosjanie, i Niemcy z HSV uczyli się pokory. Dopiero Real Madryt, bardzo szczęśliwie, zerwał z nich kołdrę;)

Debiutował w lidze w roku 1993 r. paradoksalnie szansę dał mu Karel Brückner. Paradoksalnie... Miało to miejsce 23 kwietnia na legendarnym Stadionie Vítkovických železáren, rywalem był miejscowy FC, wówczas posługujący się skrótem TJ**. Ciekawe, czy ktoś z tej garstki kibiców zapamiętał, zwrócił uwagę na młodzika z, hm, oryginalnym włosem?*** Pewnikiem bardziej zapamiętali gola Jana Baránka, który dał 1815 osobom zgromadzonym na obiekcie przy ulicy Závodní umiarkowaną satysfakcję z remisu. Swoją drogą śląscy kibice powinni kojarzyć akurat tego z Baránków****... Zabawne jest to, że sam nie pamięta tego zdarzenia! Być żywą legendą i zagubić wspomnienie o swoim debiucie?***** No, tak, ale on przecież nigdy nie liczył ilości swoich gier, czy meczy bez straconej bramki; statystyki odkładał na bok...
Swój pierwszy „shot-out” zanotował 18 kwietnia 1993 roku w spotkaniu rozgrywanym u siebie przeciwko Tatranovi Prešov (3:0). Świadków: 6119. Powtórzy to jeszcze dwukrotnie w pozostałych meczach. Dziewiczy sezon zakończył z ośmioma grami. Pozycji numer jeden nie wywalczył; nie wywalczył jej również w roku następnym, wyjątkowym, bo pierwszym pod auspicjami Republiki Czeskiej i szalonym z powodu obłędnych zmian trenerów w Sigmie. Miał ich w ciągu jednego sezonu aż trzech! O ile u Brücknera i Vlastimila Palički regularnie grywał, bez poważnego ryzyka zaznaczając jego pierwszeństwo w bramce (opuścił trzy z jedenastu gier), o tyle u znanego z pracy w Polsce Dušana Radolsky'ego przypomniał sobie twardości ławki rezerwowych. Słowak zdecydowanie postawił na doświadczenie Přibyla, a młodego chłopaka wpuścił na ligowe boiska dopiero w dwóch ostatnich ligowych pojedynkach. Skutecznością między słupkami przekonał jednak i Radolsky'ego i władze klubu, by nie płakać za odchodzącym do Brna Přibylem; w końcu procentowy udział spotkań bez straconej bramki był w jego przypadku imponujący (na trzynaście rozegranych meczy, aż pięciokrotnie stopował wszelkie próby rywali!).
Dwa kolejne sezony to już absolutna hegemonia w bramce Sigmy. Opuszcza tylko jedno spotkanie******, za to aż w osiemnastu opuszczał boisko, jako morderca marzeń napastników. Również dzięki niemu fantastyczny progres zanotowała drużyna „Niebieskiej lawiny” zajmując w sezonie 1995/96 wspaniałe drugie miejsce! Zwłaszcza u siebie wywoływali trwogę w łydkach przeciwników, wygrywając wszystko poza jednym przypadkiem remisu z praską Viktorią Žižkov i tracąc zaledwie siedem goli! Rozchwiana forma wyjazdowa nie pozwoliła nawet zbliżyć się do mistrzowskiej Slavii, ale też gwarantowała bardzo bezpieczne finiszowanie po srebrne medale.
Sezon następny już na wstępie smakował znamienicie. Perspektywa rozgrywek pucharowych, apetyt na mistrzostwo..., jednak jak już rzeczone zostało, paradoksy nieomylnie trafiały w ślad za nim, ale po kolei...
Premiera europejska nie miała należytej pompy. Sigma musiała rozgrywać mecz bez udziału publiczności, co stanowiło karę za chuligańskie wybryki jeszcze z 1992 roku i spotkania trzeciej rundy Pucharu UEFA z Juventusem. Rywalem „Hanáků” był... polski Hutnik Kraków*******. Po golu Miroslava Baranka w 78 minucie Sigma z umiarkowanym optymizmem wyruszyła pod Wawel. Mecz z 20 sierpnia zapamiętał doskonale. Raczej nie dlatego, że była to jego jedyna wizyta futbolowa w Polsce; powód miał gorzki posmak – pierwsza poważna wpadka. Michał Stolarz zaskoczył go w 40 minucie strzałem bezpośrednio z rzutu rożnego!

Dość niespodziewanie Hutnicy wyeliminowali czeskich wicemistrzów (1:0, 1:3), a to dopiero pierwszy akt dramatu! Faworyt talentu, pracowitości, szybkości, refleksu, zwinności i odwagi doskonale spisywał się w lidze do jedenastej kolejki. Przepuścił zaledwie dziewięć goli, zespół, z nieznaczną stratą do lidera, zajmował siódme miejsce. Nagle traci na trzy mecze miejsce w bramce. Dlaczego? Jednak na ostatnie dwie gry rundy jesiennej znowu kibice oklaskują jego umiejętności, zwłaszcza Sparta połamała sobie na nim zęby. Do końca sezonu nie zagra już jednak ani minuty! Dziwne to uczucie przygotowywać się do nowej rundy rozgrywkowej wiedząc, że bez względu na wszystko nie wybiegnie się na boisko. Takie spotkały go konsekwencje za brak woli podpisania nowej umowy. Próby negocjacji zakończyły się kłótnią z Jiřím Kubíčkem, prezesem klubu. Kłótnia zakończyła się wyrzuceniem podstawowego bramkarza do drużyny rezerw, grających w trzeciej lidze. Ale nie skończyło się tylko na degradacji sportowej; zarobki ustanowiono mu na poniżającym i uniemożliwiającym egzystencję poziomie! Cztery tysiące powodów******** żeby się załamać, gdy jest się świeżo upieczonym ojcem. Zapożycza się. W ciągu tej półrocznej kanikuły obciąża się stutysięcznym długiem! Na szczęście odzywają się Drnovice...

 

* Luboš Přibyl to jeden z najlepszych bramkarzy w historii czeskiej ligi, chociaż nie zagrał nigdy w reprezentacji. Jest członkiem „Klubu ligowych bramkarzy”, w karierze pierwszoligowej zachował czyste konto 107 raz. W lidze łącznie zagrał 348 meczy.
*** Drużyna z dzielnicy Ostrawy cieniutko wtedy przędła, zajmując przed meczem z Sigmą odległe 13 miejsce. Ale tak naprawdę spadek im nie groził. Był to ostatni sezon wspólnej ligi czechosłowackiej. Większym kłopotem zdawało się raczej znalezienie sześciu godnych zastępców przedstawicieli futbolu słowackiego...
*** Na szczęście ma dystans do siebie:

Wiem, że mam straszliwe włosy. Niestety, tak mnie urządziła matka przyroda, i nic z tym nie da się zrobić. A jak jeszcze pada deszcz, to jest dwa razy tak źle.

Czarodziej

Fryzury sobie nie wyczarował... Źródło: http://www.sportovci.cz/

**** Jan Baránek w późniejszych latach stał się legendą śląskiego ekstraklasowicza czeskiej ligi, Slazský FC Opava, w którym występował w latach 1996-1998 oraz 2001-2005 (w tym rok na zapleczu 1.Ligi), rozgrywając na najwyższym szczeblu rozgrywkowym 145 meczy i strzelając 17 goli. Grał również dla innej śląskiej drużyny, Banika Ostrawa.
***** Pytany po latach o ligowe początki umiejscawia je w Nitrze. Niewiele się pomylił, ale jednak. W tym słowackim mieście zagrał swój drugi mecz w 1.Lidze. Dwie kolejki po debiucie...
****** Nie zagrał tylko w 12 kolejce, natomiast już w premierowym spotkaniu sezonu, przeciwko Bohemians Praga, musiał przedwcześnie zejść do szatni. A propos „Kangurów”, to właśni im kibicował w młodzieńczych latach, naturalnie za sprawą niesamowitego Tondy Panenki.
******* Pisząc ten tekst chcąc nie chcąc przypomniałem sobie skład Krakusów, cholera wspaniała to była paczka, z Yahayą, Kaliszanem, Jamrozem, Szypowskim, Sosinem, Wawrowem, Stolarzem, Adamczykiem, Motyką, Walankiewiczem, Zającem, Romuzgą, Fudalim, Ziębą, Ozimkiem, Krzywdą, Ziółkowskim... ups, właśnie wymieniłem wszystkich uczestników dwumeczu z Sigmą;)
******** 4,000 koron to dzisiaj, nie uwzględniając przecież inflacji, zaledwie 638 złotych, spróbujcie za to wyżywić trzyosobową rodzinę!

piątek, 26 listopada 2010, marll80

Polecane wpisy