Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Czarodziej. Cz.1

Tęsknota

Paradoks, zapewne nie godzien Zenona z Elei, przecież jednak odczuwany przez wielu. On nie był odmieńcem, nie w tej kwestii. Tęsknota za czymś, czego wprawdzie nigdy się nie doświadczyło, ale co obiecuje bardziej komfortową egzystencję. To właśnie uczucie ostatecznie rozstrzygnęło o jego życiowych postawach…
Dorastał w Střekovie, brudnej, zapomnianej, dzikiej dzielnicy miasta Ústí nad Labem. Tam gdzie poznawał, jak chłopiec staje się mężczyzną nie pozostały po nim niemal żadne ślady; nawet przyuliczne domy, dające małym rozbójnikom łaskawy cień zostały wyburzone. Jeśli nie grał w nogę, wybijał okna; jeśli nie niszczył mienia, chodził na włam. Aż do momentu, gdy wylądował na komisariacie. To był przełom, to i zmuszenie, niemal siłą, do kontynuowania kariery piłkarskiej. To futbol podał mu wtedy rękę, a on przez swoją postawę na boisku zapragnął zrewanżować się w sposób godny.
Zaczynał w nieistniejącym już klubie Slavoj Severotuk, skąd w wieku młodzika trafił do innej lokalnej drużyny, Armaturky. W pewnym momencie zaprzestał treningów, zrezygnował z futbolu, stanął na rozdrożu. Pierwsze pieniądze w życiu zarobił nie na boisku ale jako mechanik samochodów ciężarowych, było to 1500 koron, i to jeszcze za czasów „Komanczów”*. Szczęśliwie znaleźli się ludzie, którzy wybili mu z głowy bratanie się z ulicą. Wojsko odsłużył w VTJ Hodonín; nie miało to jednak wiele wspólnego z przekrzywionym żołnierskim życiem w topowych wojskowych klubach (czy to polskich, Legii Warszawa, Śląska Wrocław, czy czeskich, Dukli Praga), normalna służba z wszystkimi konsekwencjami! Trenował tylko popołudniami pod warunkiem, że… nie miał wtedy warty. Właśnie w Hodonínie zmierzył się z kolejnym paradoksem, zjawiskiem, które będzie z nim maszerować przez wieloletnią karierę. Paradoks polegał na tym, że ogromne wzmocnienie zespołu stanowiło możliwość kreacji własnej osoby!** To najważniejsze przedstawienie odbyło się w pucharowym spotkaniu przeciwko Sigmie Ołomuniec. Młodzieniaszek w bramce pomimo rewelacyjnej postawy wprawdzie nie zatrzymał pierwszoligowców, ale i tak utrwalił się w pamięci ludzi z „Niebieskiej lawiny”. Sezon 1991/92 zaczynał już w kadrze Sigmy.
Awans do drużyny „Hanáků”*** oznaczał coś więcej niż jedynie skok sportowy – stanowiło nadzieję eksploracji tajemnicy stabilizacji, tej bytowej, podstawowej dla każdego człowieka. Po latach, gdy konsekwentnie zamieniać będzie wypłaty, premie, bonusy, nagrody, korony i halerze, euro i centy na bezpieczeństwo finansowe swoje i swojej rodziny, przyczynę tej zapobiegliwości zdefiniuje prostotą racjonalności:

„Chciałbym przeżyć życie inaczej niż moi rodzice, niż generacja przede mną.
Chciałbym się tą emeryturą nacieszyć”.

 

* Po naszemu „Czerwonych”. Tak w Czechach potocznie nazywa się Komunistów;)
** Do drużyny dołączył niemal cały skład zespołu VTJ Tábor, klubu, który, jak wiele innych, nie tylko zresztą w Czechach, nie poradził sobie z rzeczywistością po transformacji. Ze starej kadry Hodonína został tylko on i jeszcze jeden chłopak.
*** Hanáci to jedna z etnicznych grup zamieszkujących obszar od urodzajnych nizin rzeki Hané po środkowe Morawy z metropolią Ołomuńcem włącznie. Szczep zachodnich Słowian, którzy miał osiedlić się na tym terytorium w 6-7 wieku. Pozostałością jest m.in. gwara hanacka.

czwartek, 25 listopada 2010, marll80

Polecane wpisy