Futbol na ziemi śląskiej, czeskiej i niemieckiej. Mariusz Kowoll
Blog > Komentarze do wpisu

Najlepszy mecz w historii. Cz. 1

Dzisiaj rozpoczyna się koszmar oglądania polskich drużyn w pożegnalnych meczach z europejskimi pucharami sezonu 2010/11 (no dobra, dzięki idiotycznym zasadom porażka w dwumeczu nie musi oznaczać odpadnięcia). Dwudniowa gehenna polskiej piłki. Kwiczenie emocji. Splunięcie. A po wyłączeniu wszystkich marzeń i kolejnej iniekcji z beznadziejności niosące się przeznaczenie odmładzające słowa genialnego francuskiego symbolisty: Gówno mi! Gówno mi! Gówno mi! Gówno mi? Gówno mi! Gówno mi! Gówno mi! Gówno mi!.

Ale może jednak warto przypomnieć w tym miejscu JAK TO SIĘ ROBI? Jak przełamuje się barierę niemożności? Oto krótka lekcja ćwiczenia z cudów.

Puchar Zdobywców Pucharów. Tak, były kiedyś takie rozgrywki, fakt, że o dość niskiej randze, ale ze swoją piękną historią. W sezonie 1985/86 na poziomie ćwierćfinału dochodzi do  bratobójczego starcia. Ciosanie podtekstów, zderzenie światów, oto na przeciw siebie stają Niemcy Zachodnie i Niemcy Wschodnie, a dzieli je nie mur lecz kulisty przedmiot i 180 minut, być może trochę więcej. Dla Dynama Drezno nareszcie nastaje właściwy moment do przełamania swej niemocy, niemocy pokonywania tego szczebla pucharowej drabinki. Niezwykle ograny w Europie zespół, niemal nieprzerwanie uczestniczący w międzynarodowych zmaganiach od początku lat '70 staje w szranki z kopciuszkiem, szarą myszką Bundesligi, sensacyjnym triumfatorem Pucharu DFB, Bayerem 05 Uerdingen. Pragnienie sukcesu potęguje pamięć o zeszłorocznej klęsce, po której kac tarza się w błocie z wściekłością.

W śnieżnej aurze i audiencji 36,000 widzów goście z Krefeld bronią się dzielnie tylko przez 45 minut. Napór drezdeńczyków wzrasta i wreszcie Frank Lippmann po zamieszaniu w szesnastce oraz Hans-Uwe Pilz, kończący znakomitą dwójkową akcję rozstrzygają losy spotkania. Zadowolony trener gospodarzy, Klaus Sammer, zwraca uwagę na zaangażowanie obu drużyn oraz umiejętność dostosowania się do panujących warunków. Naturalnie nie jesteśmy jeszcze w półfinale, ale wynikiem tym przebyliśmy kawał drogi do tego celu. Zupełnie inne nastroje panują wśród gości. Jestem rozczarowany, że gospodarze dotrzymywali nam tempa, a potem my traciliśmy siły z każdą minutą, ledwo powstrzymuje złość Karl-Heinz Feldkamp.

Pilz strzela bramkę

"Śnieżny" mecz w Dreźnie. Pilz strzela bramkę na 2-0. Źródło: http://www.svenebert.de/dynamo/fotos/fotos_uerdingen/fotos_uerdingen.htm#pilzschuss.htm

Rewanż zanim się rozpoczął już był wielkim wydarzeniem dla Bayeru Uerdingen. Pierwszy raz w historii telewizja postanowiła przeprowadzić bezpośrednią transmisję ze stadionu Grotenburg! To naprawdę była ogromna sprawa. Pamiętajmy, że wówczas niemiecką telewizję stanowiły dwa kanały ogólnokrajowe oraz jeden regionalny, a więc na sport można było poświęcić tylko  jeden z nich (live streaming? Wtedy ktoś by to odebrał jako nazwę jednostki chorobowej). Ba, mecze wszystkich rozgrywek odbywały się jednego dnia (nikt o futbolowych czwartkach nie słyszał), a równolegle w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych Bayern zmagał się w Brukseli z Anderlechtem! Ale transmisja spowodowała zarazem, że na obiekt w dzielnicy Krefeld stawiło się zaledwie 22,000 kibiców. Zresztą, już w przerwie frekwencja znacznie zmalała, ale o tym za chwilę...

Pobudzeni gospodarze chcieli rzucić się z wściekłością na przyjezdnych. Byliśmy nastawieni bardzo agresywnie ponieważ musieliśmy strzelić trzy gole, by awansować. Gdy dostaliśmy bramkę na 0-1 było to jak uderzenie młotem. Wielu z nas w tym momencie odfajkowało już mecz, wspomina Wolfgang Funkel. Po zaledwie 55 sekundach (!) sytuacja Uerdingen stała się dramatyczna. Ralf Minge znakomicie wyskoczył do dośrodkowania Pilza i pewnym strzałem głową pokonał bezradnego Vollacka. Strzelca bramki nie upilnowała właśnie Wolfgang Funkel. Szalejący przy linii niczym Hans Dampf trener Feldkamp popędzał do przodu swych graczy. I udało się. Po drugim rzucie rożnym dla gospodarzy, ten sam Funkel (a w meczu grał jeszcze jego brat Friedhelm), również głową, doprowadza do remisu. Rezerwowy Uerdingen, Atli Edvaldsson, miał powiedzieć Ten mecz rozstrzygnie się w powietrzu. Bayer atakuje, mnożą się rzuty rożne, uwija się w bramce Dynama Jakubowski, a gdy nie daje rady, Pilz do spółki z Trautmannem wybijają piłkę z linii bramkowej! Po szóstym już kornerze konsternacja – znakomita kontra dwójki Pilz-Kirsten, zagranie wzdłuż bramki i Frank Lippmann wyprowadza gości na prowadzenie. Ale to nie koniec, na trzy minuty przed końcem kolejna składna akcja Dynama, strzał Kirstena dość niefrasobliwy, ale piłka trafia zdezorientowanego Rudi Bommera i ląduje w siatce! 3:1 dla gości, w dwumeczu 5:1! Komentator ZDF, Rolf Kramer, gratuluje na antenie zespołowi z Drezna awansu Już jest po wszystkim. Zrezygnowani kibice opuszczają gromadnie stadion. Wściekli telewidzowie dzwonią z pretensjami do telewizji Gdzie Bayern! Jak można pokazywać tych patałachów. Wiceprezydent Bayeru, Ulrich Krücker, wyjęczał tylko Tu już nic nie da się zrobić, z kolei prezydent Dynama, Horst Arlt, triumfalnie unosząc ręce krzyczy Jest fantastycznie! Wolfgang Funkel wspomina, że wielu jego znajomych wyłączyło odbiorniki, W przerwie siedzieliśmy wszyscy ze zwieszonymi głowami. Nikt z nas nie wierzył w zmianę. Łączny wynik obu gier wynosił 1:5, a my mieliśmy zaledwie 45 minut, żeby cokolwiek z tym zrobić – rzecz niewykonalna. Bramkarz Werner Vollack Byliśmy całkowicie na kolanach. Tylko Feldkamp zachowywał spokój... Wiem, że już przegraliśmy. Obiecajmy jednak sobie, przysięgnijmy, że zakończymy udział w rozgrywkach z godnością. Zagrajmy z całych sił! Włóżmy w drugą połowę całą energię! Ponownie W. Funkel Wyszliśmy więc na boisko licząc, że może się uda zremisować albo nawet nieznacznie wygrać, choćby dla tych ludzi zgromadzonych na stadionie i przed telewizorami.

środa, 04 sierpnia 2010, marll80

Polecane wpisy